Categories
Sny

Normalnie jak w sejmie

Tytuł tej historyjki wziął się z pewnego incydentu kiedy posłowie chowali się pod ławkami.
## Normalnie jak w sejmie
Ostatni tydzień roku szkolnego bywa zazwyczaj bardzo luźny. Tak było i tym razem.
Tonęliśmy w totalnym nicnierobieniu marząc o nadchodzących wakacjach, bądź też martwiąc się o brak bliskich ci osób przebywających z tobą w szkole.
Krążyły jakieś pogłoski, że coś się komuś stało, że jakaś nieprzyjemna sytuacja. Już po jednym dniu narosły takie plotki co też się mogło stać, że aż szkoda było tego słuchać.

Tytuł tej historyjki wziął się z pewnego incydentu kiedy posłowie chowali się pod ławkami.

Normalnie jak w sejmie

Ostatni tydzień roku szkolnego bywa zazwyczaj bardzo luźny. Tak było i tym razem.
Tonęliśmy w totalnym nicnierobieniu marząc o nadchodzących wakacjach, bądź też martwiąc się o brak bliskich ci osób przebywających z tobą w szkole.
Krążyły jakieś pogłoski, że coś się komuś stało, że jakaś nieprzyjemna sytuacja. Już po jednym dniu narosły takie plotki co też się mogło stać, że aż szkoda było tego słuchać.
Faktem jest, że w ciągu tego tygodnia młodzież zaczęła pośpiesznie opuszczać szkolne mury, nie czekając na innaugurujące zakończenie.
Chodziły też pogłoski, że niektórzy wcale nie wyjechali a jedynie ukrywają się gdzieś, by w ten sposób protestować przeciwko temu czemuś, co wydarzyło się niedawno w szkole.
– Skoro ktoś zdecydował się na protest, to rzeczywiście wie co się stało – rozwodziła się Wiktoria między spakowaną do walizy bluzką a workiem z bielizną.
– Pewnie tak – mruczę do niej, myślami będąc już na wakacjach.
– No, pomyśl, kto mógłby to wiedzieć – emocjonowała się koleżanka.
– Aż tak chcesz znać prawdę?
Przecież często powtarzałaś, że nasza szkoła B. Co cię więc ona obchodzi, skoro już ją opuszczasz?
– No, po prostu chcę wiedzieć.
Wychodzę stąd, tym lepiej.
Mogę napisać jakiś smaczny artykulik…
– A, rób jak chcesz. Ja się w to nie mieszam. Na ostatniej nocce roku szkolnego był tylko jeden dyżurujący nauczyciel.
– Aż tak mało ludzi zostało? – pytała Wiktoria panią wychowawczynię.
– Tak mało.
Dobrze, że mnie jutro nie ma na dyżurze, bo aż się boję, co tu się będzie działo.
Przecież dyrektorka się wścieknie, jak zobaczy taką frekwencję.
– A wszyscy się wypisywali? – próbowała podpytywać Wiktoria.
– Nie wiem, chyba tak.
Wszyscy wiali, jakby się paliło! – Po wyjściu wychowawczyni Wika długo jeszcze roztrząsała temat dziwnego wyludnienia internatu i szkoły.
Zrobiło mi się nieprzyjemnie na myśl, że jutro będę musiała uczestniczyć w tym jakże odmiennym zakończeniu roku szkolnego. Było już przed jedenastą. Na sali zaledwie kilka osób, maleńka garsteczka.
Nauczyciele trzęsą się ze strachu, boją się wejścia dyrektorki.
Kiedy ta się zjawia, zapada absolutna cisza a potem słychać tylko jej wrzask. – Co to ma w ogóle być!
Gdzie uczniowie?! Gdzie ich rodzice?! Szukać ich! Na pewno gdzieś tu są! Nie mogli wszyscy wyjechać! – Pani dyrektor wpada na scenę i zgarnia z niej małego chłopczyka, który miał występować na końcoworocznej akademii.
– Szukaj ich wszędzie. W każdej mysiej dziurze – mówiła już spokojniej. Malec na czworakach zaglądał pod krzesła i ławki a gdy tam nic nie znalazł wyszedł z sali z wyznaczoną w międzyczasie nauczycielką matematyki.

Znaleziono kilka osób. Nie wiem co to byli za uczniowie.
Nikt nas nie poinformował.
Naturalnie uroczyste zakończenie roku się nie odbyło.
Kazano szybko opuszczać szkołę. Gdy już byłam prawie gotowa do wyjścia, wpadła jakaś wychowawczyni z wieścią, że w murach budynku znaleziono całkiem obcego, niezwiązanego ze szkołą człowieka. Poczułam strach.
Zapragnęłam oddalić się stąd szybko i nie mieć nic wspólnego z całą sprawą. Kiedy szłam z bagażami przez korytarz słyszałam jeszcze grzmiący głos dyrektorki:
– Ci, którzy wyjechali z internatu wcześniej niż w dniu zakończenia roku nie mają tu prawa wstępu!
– Ale jak? – myślałam – przecież w tej sytuacji szkoła nie będzie miała racji bytu, bo któż jej zostanie.
Jestem już przy portierni, kiedy dzwoni do mnie telefon.
– Karola, gdzie ty jesteś? – słyszę głos Wiki w słuchawce.
– Wychodzę ze szkoły. A co? – pytam ze zniecierpliwieniem.
– Choć prędko do sali muzycznej. Siedzimy tam z panią Klementyną. Choć, choć tutaj!
– Ale dokładnie kto tam siedzi? – próbuję zapytać, ale to już nie ma sensu, bo koleżanka po drugiej stronie linii dawno się rozłączyła.
Teraz stoję pod tą portiernią jak głupia i zastanawiam się co robić.
Iść do nich? Co się takiego stało, że tam siedzą? Może się ukrywają?
Jedna część Karoliny chce zwiać jak najszybciej, ale druga chce pomóc przyjaciołom i uczestniczyć w ich wspólnym problemie. Decyduję się na opcję nr 2.
Będąc na ostatnich stopniach prowadzących do sali muzycznej słyszę wrzeszczącą dyrektorkę oraz jej świtę a z sali do której zmierzam dźwięki jak gdyby z jakiejś gry i głos pani Klementyny.
– Przegrałeś Marcin. Z ciebie już nic nie zostanie.
Nawet na to nie licz. Kto następny?
(…)

2 replies on “Normalnie jak w sejmie”

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *