Categories
Moje opowiadanie - Malaga

Ostatni rozdział mojego opowiadania

4.3 Dozgonna przyjaźń kota Fikusa z Mateuszem oraz marny koniec pinczerki Malagi

Mateusz nie mógł spać po nocach w oczekiwaniu na Fikusa, a kiedy wreszcie nadszedł ów dzień rozbolał go brzuch i nie mógł nigdzie dłużej zagrzać miejsca.
Wreszcie przyjechała starsza kobieta, ubrana w elegancki płaszcz i buty na obcasie. W transporterze trzymała ogromnego, puchatego kocura. Mateusz wpuścił ją do środka, a wysprzątane było na błysk.
Szybko podpisano umowę adopcyjną i dama bez mrugnięcia okiem opuściła dom mężczyzny zostawiając w nim swego pupila – 3-letniego kocura mieszańca (nie dachowca). Mateusz pokazał mu gdzie ma posłanie, kuwetę i miskę z jedzeniem. Włączył mu nawet muzykę i zapatrzył się na zwierzaka.
Zrobił mu też mnóstwo zdjęć i opublikował na facebooku.
Trochę nawet zapomniał o pinczerce, ale zemsta musiała być. No bo jak to, u mnie nie chciałaś mieszkać? U mnie, Mateusza? Najlepszego faceta w mieście?
Jeszcze tego samego dnia facet udał się pod blok Laury, ale w jej mieszkaniu się nie świeciło, więc kręcił się po okolicy.
Wreszcie, pod jakimś spożywczakiem dostrzegł znajomy sarni kształt. Pobiegł więc szybko w tamtą stronę i zauważył przywiązaną do słupka Malagę. Bez wahania, ni skrupułów żadnych złapał za smycz i zabrał ze sobą psa. Laura tego dnia gorzej się poczuła i podejrzewała zbliżające się przeziębienie, więc wybrała się na ostatnie zakupy z Malagą.
Kiedy wyszła ze sklepu z pełnymi siatkami suczki już nie było. Kobieta przeraziła się bardzo tym stanem rzeczy, gdyż wiedziała, że suczka z własnej woli by sobie nie poszła. Załamana Hiszpanka wróciła do domu i rozgłosiła po całym internecie o zaginięciu pinczerki. Godziny mijały, ale znikąd żadnych wieści.
Tymczasem zadowolony jak nigdy dotąd Mateusz powrócił ze swym łupem i przedstawił Fikusowi swą marnotrawną córkę, jednak kot nawet na nią nie spojrzał. Jego spasione cielsko wylegiwało się na posłaniu, gdzie kiedyś sypiała pinczerka, więc Malaga musiała zadowolić się podniszczonym dywanem na podłodze. Kiedy w najbliższy weekend przybyli goście do Mateusza dokuczali suce i schlebiali kotu i powtarzało się to każdego tygodnia. W pewien ponury czwartek lutego pinczerka rozchorowała się ze stresu i niedożywienia, gdyż Fikus wyjadał wszystko, co tylko się dało.
Nikt nie przejął się niedomaganiem małej suczki. Psina chorowała przez kilka dni i nawet goście Mateusza przestali zwracać na nią uwagę.
Tymczasem Laura wyczerpawszy wszystkie środki w poszukiwaniu ukochanej suczki postanowiła złapać się ostatniej deski ratunku i iść do Mateusza. Ten zaprosił ją na jedną ze swych imprez, bo chciał szpanować już nie tylko zwierzętami, ale i kobietka mile widziana, zwłaszcza o tak ponętnej urodzie jak Laura. Kobieta wystroiła się w swą najlepszą suknię i najpiękniejsze pantofelki i przybyła punktualnie o godzinie ósmej do mieszkania Mateusza. Ten powitał ją gorąco, a razem z nim jego kot. Pinczerka leżąca w łazience koło sedesu słysząc znajomy ciepły głos oraz lizusowskie pomrukiwania Fikusa nie wytrzymała i podniosła z wielkim trudem swe zbolałe kosteczki. Na chwiejnych nóżkach przyczłapała pod drzwi, a wtedy kot rzucił się na nią z pazurami, bo nie chciał dzielić się nowym gościem, a w dodatku tak cudownym. Nie chciał też, aby schorowana psina przynosiła wstyd jego panu. Na ten widok Laura rzuciła na Mateusza wściekłe spojrzenie, podniosła z ziemi obolałą sunię i bez słowa opuściła mieszkanie szpanera, choć ten oponował, bo chciał poznać Laurę z jego koleszkami. Malaga umarła Laurze na rękach, a kobieta zaniosła zwłoki do krematorium.
Urnę z popiołami wywiozła do ojczyzny, gdzie zakopała ją w ogrodzie swego ojca, który jeszcze żył. Laura już nigdy nie wróciła do Polski. Zajęła się swym schorowanym ojczulkiem staruszkiem, a w jakiś czas później bawiła swe wnuki. Kobieta założyła też hodowlę pinczerków, ale nie wiele ich wychodziło poza jej mury, bo Laura niezwykle dokładnie sprawdzała przyszłych właścicieli. Jedyne co udało jej się jeszcze zrobić dla rodziny biednej Malagi, to odnaleźć jej matkę i sprowadzić do Hiszpanii.
Niestety Misiaczka nie udało się już uratować, bo zginął w jakiejś psiej potyczce o honor ukochanej suczki. Wanilia poznała w Hiszpanii Rodriga o wspaniałych muskułach i jemu rodziła szczenięta po wsze czasy ku uciesze Laury i jej rodziny. I wszyscy żyli długo i szczęśliwie. No, może nie wszyscy, ale pewnych rzeczy widocznie nie dało się uniknąć.
Koniec

Categories
Moje opowiadanie - Malaga

Mateusz dowiedział się że

4.2 Mateusz dowiedział się że….

Był piątek po południu, ulubiona pora Mateusza. Spraszał on właśnie swoich gości i był w wyśmienitym humorze. Nakupował trunków wszelakich oraz jadła i z niecierpliwością czekał na swych kompanów.
Kiedy wreszcie się zjawili wnet przystąpiono do ucztowania. Bawiono się wyjątkowo pysznie. Nagle któryś z podpitych kumpli zachrypniętym głosem odezwał się w te słowa:
A wiesz, że moja sąsiadka z bloku codzień wyprowadza na spacerki twojego pinczera?
Co ty gadasz! – odparł na to Mateusz spitym głosem.
Nie wierzysz mi? Mnie, twojemu najlepszemu kumplowi? Zaraz ci tu ku**a pokażę! – po tych słowach pijaczyna wyciągnął z kieszeni mocno sfatygowanego smartphone’a i pokazał Mateuszowi zdjęcia Laury z Malagą, jak wychodzą z klatki schodowej.
Co to ma być? – oburzył się Mateusz. – Jutro po nią jadę.
Ta Hiszpanka ci jej nie odda, nawet sobie nie myśl – odparł jej sąsiad i dolał sobie do kieliszka rechocząc przy tym cicho.
Następnego dnia Mateusz pojechał pod blog jego kumpla i Laury, ale kobiety w mieszkaniu nie zastał, bo pojechała na weekend do dobrej znajomej i naturalnie zabrała ze sobą Malagę.
Wściekły Mateusz wrócił do domu i miał kiepski humor przez resztę dnia. Postanowił sobie, że w poniedziałek znów uda się do bloku, gdzie mieszka Laura i przyłapie ją na gorącym uczynku. Weźmie też przy okazji ze sobą jakichś swoich ziomków, aby mu pomogli siłą odebrać psa.
Tymczasem rozglądał się po różnych fundacjach i schroniskach za jakimś puchatym kociakiem, bo miał dostać robotę od przyszłego miesiąca i jego pinczerka musi mieć w domu towarzyszkę, poza tym im większa ilość zwierząt, którymi można szpanować, tym lepiej. Fikus okazał się być odpowiednim kotem. Był to mieszaniec, ale bardzo piękny. Pyszczek spłaszczony jak u persa, ale futro krótsze, za to grube i gęste, niemal odstające od ciała jak u misia. Oczka zielone, duże, proszące. Jak go moi ziomkowie zobaczą to pękną z zazdrości. Byle by mi go tylko wydali. Muszę w domu wysprzątać i wytrzeźwieć szybko, aby być wiarygodnym przyszłym opiekunem.
Zmienił też zdanie co do porwania pinczerki. Zrobi to dopiero, gdy dostanie w ręce kota, bo inaczej Hiszpanka może narobić hałasu, że jej psa ukradli, a w tych fundacjach dla futrzaków wszystko szybko się roznosi, więc lepiej nie ryzykować.
Jeszcze tego samego dnia Mateusz zadzwonił do fundacji w sprawie kota i umówił się z jego tymczasową właścicielką na środę po południu. Facet nie był zadowolony z takiej zwłoki, ale nie pokazał tego po sobie, tylko podziękował grzecznie i odłożył słuchawkę.

Categories
Moje opowiadanie - Malaga

Czyżby miało się ku dobremu?

Rozdział IV Czyżby miało się ku dobremu?

4.1 Łapanie ratlerków i spotkanie z Laurą

Laura siedziała w poczekalni u weterynarza z szynszylą w ciężkim stanie. Kobieta miała podkrążone oczy i ledwo na nie patrzyła z powodu ogromnego niewyspania.
Kiedy usłyszała dzwonek swego telefonu długo nie sięgała po niego do torebki, bo nie miała ochoty na żadne rozmowy, ale coś ją tknęło i odebrała telefon.
Halo, tu Laura. Kto po drugiej stronie?
Malwina z fundacji Gang Szczęścia. Chciałam panią poinformować o zgłoszeniu jakie dotarło do nas dziś rano o sporej ilości małych piesków w typie pinczera wałęsających się po miejscowości Kąty. Czy zechce pani wziąć udział w akcji ich łapania?
Chętnie bym to zrobiła, ale obecnie muszę odstawić do weterynarza szynszylę w ciężkim stanie i nie wiem ile mi zajmie wizyta, ale proszę przysłać zdjęcia odłowionych piesków.
Jasne, zrobimy to jak tylko zakończy się akcja.
Dziękuję, będę czekać. – Laura rozłączyła się, ale nie zdążyła nawet dłużej pomyśleć o akcji, bo została wezwana do gabinetu weterynarza. Tymczasem przystąpiono do akcji łapania ratlerków.
Wszystkie psiaki udało się pochwycić z wyjątkiem jednej suczki – pięknej pinczerki bez wad genetycznych, która była wielką zagadką dla odławiaczy, bo wyglądała jak rodowodowy pies, a nie pseudo pinczer, jakich pełno w okolicy.
Udało im się zrobić zdjęcie niesfornej suce i przesłano je Laurze wraz z pozostałymi fotkami.
Kiedy Laura całkiem już wyczerpana opadła na fotel i zaczęła przeglądać fotografię przy ostatniej zamarła z wrażenia. To nie może być przecież… Co ona by tam robiła, bidulka moja kochana? – Laura złapała za telefon i zadzwoniła do Malwiny.
Poprosiła, by ta, przysłała po nią jednego z odławiaczy, bo chciała pojechać na miejsce zdarzenia po ostatniego pieska, który tam pozostał. W pół godziny później Laura już była na owym zadupiu, gdzie wyłapywano tego dnia Ratlerki. Zaprowadzono ją do miejsca, gdzie ostatni raz widziano sukę. Laura wrzasnęła głośno Maaaaalaaaaagaaaa! i po chwili jej oczom ukazał się znajomy, sarni kształt. Hiszpanka bez trudu złapała suczkę i powiedziała odławiaczowi, że zabierze ją do domu, a dnia następnego do weterynarza, by ją przebadano i odrobaczono. Laura miała ogromne wyrzuty sumienia, że nie może jak należy zająć się pinczerką, bo na jej głowie była jeszcze chora szynszyla, ale starała się jak mogła, by wynagrodzić Maladze to, co ta przecierpiała przez ostatnie miesiące. Psina nie odstępowała Laury na krok i trzymała się jej spódnicy niczym ostatniej deski ratunku. Nawet, gdy ta coś majstrowała przy klatce z szynszylą ona była wciąż na posterunku, wciąż przy jej nodze.
Następnego dnia Laura zabrała zwierzaki do osobnych transporterów i zawiozła do weta – jednego na kontrolę chorobową a drugiego na rutynową kontrolę dla bezdomnych psiaków. Na szczęście nic u Malagi nie wykryto a szynszylę Laura oddała do znajomej, która zajmuje się gryzoniami i dzięki temu mogła poświęcić pinczerce cały swój czas. Gdy wróciły wreszcie do domu pierwsze co zrobiły, to ucięły sobie porządną drzemkę wtulone w siebie. Malaga śniła o Diegu i ich wspólnych szczeniętach, a Laurze śniła się ostatnia interwencja w pseudo hodowli z gryzoniami w masakrycznych warunkach. Kiedy już się wyspały, Laura przygotowała im coś do jedzenia, poczym udały się na popołudniowy spacer. Malaga wreszcie poczuła się w pełni szczęśliwa, a Laura choć dość jeszcze zmęczona miała poczucie dawno już nie odczuwanej harmonii i równowagi.

Categories
Moje opowiadanie - Malaga

Pierwszy miot Malagi

3.3 Pierwszy miot Malagi oraz śmierć Diego

Był czas kiedy Malaga nie mogła się już ruszać, bo tak dokuczała jej ciąża, więc Diego cały czas był przy niej.
Wreszcie urodziły się 4 szczeniaki, które były prześliczne, więc właściciel-szpaner był wniebowzięty. Już zrobił pierwsze zdjęcia maluchów, już dokonano pierwszych rezerwacji piesków.
Któregoś dnia przyszedł do właściciela jeden z jego ziomków. On też chciał wziąć szczeniaka, ale wszystkie były już zarezerwowane, więc zapytał, czy może wziąć Diego. Właściciel-szpaner długo się wahał, bo jak odda Diega, to kto Będzie reproduktorem dla Pini? Gryzika już nie ma, bo go pochopnie oddał na pożarcie bezdomnym psom.
Jednak cóż było robić kiedy to był najlepszy kumpel szpanera i wiele mu zawdzięczał: wakacje w Hiszpanii, sprzęt audio i płyty sprowadzane nie wiadomo skąd… Długo by wymieniać, więc właściciel w końcu się ujął i obiecał Diega przyjacielowi, ale dopiero, gdy posprzedaje szczeniaki, gdyż obawiał się, że Pinia z rozpaczy po partnerze przestanie się nimi zajmować. Szpaner nr 2 zgodził się na to niechętnie, gdyż obawiał się, że jego przyjaciel się rozmyśli. Nie zrobił tego. W niespełna 2 miesiące później Diego trafił do szpanera nr2. Pan Roman wpuścił go do ciemnej piwnicy, gdzie siedziały skulone 4 suczki o cechach i wyglądzie Gryzika. Diego nie chciał nawet na nie patrzeć, więc wył przeciągle. Pinia natomiast z bezradności ugryzła niepełnosprawną dziewczynę i zwiała z posesji. Dziewczyna płakała wniebogłosy, bo kochała suczkę po swojemu.
Próbowała jej szukać, ale na szczęście sąsiedzi ją zatrzymali, bo byłaby pewnie wpadła pod samochód. Ojciec przyszedł po nią i przy okazji dowiedział się, co się stało z jego żyłą złota. Po odprowadzeniu córki i zamknięciu jej w pokoju natychmiast zadzwonił do swego przyjaciela i żądał zwrotu Diega, ale ten nie chciał tego uczynić.
Miał bowiem nadzieję, że skoro suka tak za nim tęskni, to przyjdzie pod posesję i wtedy on ją złapie i dołączy do swej hodowli. Tak się jednak nie stało, bo do Romana przyszedł kolega i zaczęli chlać wspólnie wódę. Wlewali ją do gardeł bez opamiętania.
Wreszcie spity Roman postanowił pokazać Diega swemu kompanowi i poszedł po niego do piwnicy. Pod jej drzwiami stała już Malaga. Facet jej jednak nie zauważył. Wszedł do komórki, złapał Diega i pobiegł z nim do domu. W tym czasie Malaga podburzyła grono zastraszonych ratlerek i kazała im zwiewać gdzie pieprz rośnie, poczym udała się w stronę drzwi, by czekać na Diega.
Niestety podpici faceci zrobili mu krzywdę i pies zdechł.
Jego zwłoki dnia następnego odkopała Malaga i wyła nad nimi godziny całe. Roman tak źle się czuł, że zdołał jedynie wyrzucić śmierdzące zwłoki i nawet nie sprawdził, czy jego ratlerki mają co jeść i pić. One z kolei rozpierzchły się po okolicy i rozpoczęły nowe życie. Szpaner nr 1 przyszedł zabrać wyjącą sukę, ale ona ugryzła go dotkliwie, więc dał sobie z nią spokój i powiedział swojej córeczce, że suka nie żyje.

Categories
Moje opowiadanie - Malaga

Życie dla szpanu

3.2 Życie dla szpanu – Pinia

Tym razem Malaga dostała się pewnej pseudo bogatej rodzinie, która wszystkim szpanowała. Ojciec tej rodziny złapał i przywiózł do domu suczkę, bo wyglądała na rasową. Matka mówiła na nią Sarenka, albo Bajeczka, starszy syn łobuz wołał na nią Jadźka, a niepełnosprawna córka wołała na nią Pinia i tak się w końcu przyjęło. Matka wpadła na pomysł, aby dokupić Pini pieska i rozmnażać pinczerki za pieniądze.
Ponieważ kompan dla Malagi został zakupiony w pseudo hodowli, był to malutki, chorowity, trzęsący się ratlerek z wadą zgryzu. Piesek wszystkiego się bał i był bardzo nerwowy, niezrównoważony psychicznie. Malaga tolerowała go z litości, ale nie było mowy o absolutnie żadnych szczeniakach z nim.
Kiedy Malaga dostała cieczki nie dopuszczała do siebie Gryzika. Wreszcie udało jej się zwiać z posesji szpanerów, ale i poza nią nie było łatwo, bo psy wszelakiej wielkości i maści próbowały dobierać się do niej.
Któregoś dnia, już pod koniec cieczki biegnąc przez pola usłyszała w pobliżu cichy pisk. Odszczeknęła głośno i wtedy z zarośli wyłonił się mały, przestraszony pinczer. Nie był on jednak obarczony żadnymi wadami genetycznymi. Był dobrze zbudowany niczym sarna, tak jak powinno być u tej rasy. Był to psiak z pseudohodowli, który wpadł z deszczu pod rynnę, bo gdy z niej uciekł złapał go jakiś pijaczek i bardzo źle go traktował. W hodowli wołano na pieska Diego. Był ozdobą i chlubą rozmnażalni, ale odszedł stamtąd, bo jego ukochana sunia trafiła w ręce jakiegoś draba. Diego nie mógł tego znieść, więc ugryzł właściciela a ten nie wiele myśląc wyrzucił go za drzwi.
Dopiero po chwili zdał sobie sprawę z tego, co zrobił i próbował złapać pieska, ale ten był szybki jak perszing i na nic się zdały rozpaczliwe próby właściciela złapania najlepszego reproduktora hodowli. Malaga też opowiedziała Diegowi swoją historię, a potem… potem baraszkowali w trawie. Malaga w parę dni później została złapana i wróciła do właścicieli-szpanerów, ale i tak była szczęśliwa, że przedłuży linię pinczerów z porządnym samcem, a nie z jakimś ledwo dychającym chucherkiem. Gryzik łaził za nią bez przerwy, a ona miała w głowie tylko Diego. On przychodził pod jej dom, ale ona go odpędzała mówiąc:
Uciekaj kochany, bo u szpanerów nie będzie ci dobrze, ale malec nie słuchał, ponieważ kochał Malagę.
Wkrótce szpanerzy zauważyli pięknego obcego psa na ich posesji, więc go złapali, a on nie oponował, bo chciał zamieszkać z Malagą. Tu jednak wystąpił mały problem, bo Gryzik nie chciał oddać swojej damy innemu pinczerowi, więc wywiązała się walka. Ojciec domu odciągnął ratlerka, bo widział, że Diego jest ładniejszy i lepiej nadaje się na reproduktora. Facet uwiązał Gryzika przy jakiejś starej, rozlatującej się budzie, by robił za podwórkowego kundla i nie przeszkadzał parce pinczerków i w kilka dni później, nocą został zagryziony przez jakieś psy przybłędy, które chciały skorzystać z jego miski.
Tymczasem Diego i Malaga pędzili szczęśliwe życie w domu szpanerów. Trochę im tylko przeszkadzała niepełnosprawna dziewczyna, bo wciąż chciała bawić się z Pinią, ale ona jeździła codziennie na warsztaty i wtedy w domu był błogi spokój. Syn łobuz rzadko w domu się pojawiał, a rodzice zabronili mu tykać piesków, aby nic się nie stało ich żyle złota.

Categories
Moje opowiadanie - Malaga

Rozdział trzeci – dalsze losy pinczerki Malagi

Rozdział III Dalsze losy pinczerki Malagi

3.1 Laura

Mateusz chcąc odzyskać dla siebie swą pupilkę sprowadził pewnego sobotniego poranka Laurę – Hiszpankę w średnim wieku o miękkim głosie i łagodnym usposobieniu. Jej jedyny syn studiował w Barcelonie a ona przyjechała do Polski, by stać się opiekunką ludzi i zwierząt.
Przyjmowała pod swój dach bezdomne psy, koty, gryzonie i ptaki, pomagała za darmo w schronisku, albo była damą dla towarzystwa dla starszych samotnych ludzi czy też nianią dla dzieciaków. Mateusz wynajął Hiszpankę, aby ta pomogła mu z jego suczką. Kobieta przychodziła codziennie na parę godzin i spędzała czas z Malagą, a ona przyzwyczajała się do niej.
Jednak kiedy opiekunka wychodziła, zwierzę znów stawało się krnąbrne i nieprzystępne. Laura uczyła sunię różnych sztuczek, ale kiedy przychodzili koledzy Mateusza ona nie chciała im ich pokazywać mimo gróźb i próśb.
Poirytowany całą sytuacją właściciel pinczerki porzucił ją pewnego dnia przy jakiejś stacji benzynowej i zaraz tego pożałował, bo przecież wydał na nią tyle kasy.
Próbował jej więc odszukać, ale na nic się to zdało. Z kolei Malaga próbowała za wszelką cenę odszukać Laurę, ale nie miała bladego pojęcia jak się za to zabrać. W końcu jakaś dobra dusza złapała ją i odstawiła do fundacji zajmującej się odratowywaniem małych ras psów porzuconych przez bezdusznych właścicieli. Malaga bardzo krótko w niej przebywała, ponieważ pewna starsza pani właśnie pochowała swoją suczkę pekinkę o imieniu Pepina a jej znajome z koła seniora doradziły jej, aby tym razem wzięła sobie pinczera, bo to bardzo żywotna rasa, dzięki której starsza osoba jest zmuszona wychodzić na częste i długie spacery a nie kisić się w domu z chandrą. Staruszka poprosiła więc wnuczkę, by ta pokazała jej zdjęcia piesków tej rasy i babulinka stwierdziła, że może to nie jest zły pomysł.
Krótkie futerko tego małego stworzonka nie wymaga zbytniej pielęgnacji tak jak to ma miejsce u pekińczyków czy shiht-su. Zadzwoniła do najbliższej fundacji i otrzymała informację o młodziutkiej Maladze czekającej na nowy, spokojny, kochający dom. Babka poprosiła swego syna, by z nią pojechał po sukę. Ten zgodził się niechętnie, bo miał akurat dużo swoich spraw. Kobieta od razu zakochała się w pinczerce i nazwała ją Rosa. I tak Malaga wraz z nowym imieniem i nowym właścicielem powitała nowy dom. Z początku suczka była niechętna wobec kobiety, bo bała się, że ta ją skrzywdzi, tak jak to robił Mateusz, ale ciepło i dobroć starowinki sprawiły, że suka szybko przekonała się do nowej pani. Przypominała jej trochę ona właścicielkę pseudohodowli. Rosa przywiązała się do babuni i kochała ją nad życie, ale pewnego dnia staruszka zachorowała i trafiła do szpitala.
Wtedy to dla pinczerki nastały ciężkie czasy, bo wylądowała u syna kobiety, gdzie męczyły ją 2 rozwrzeszczane bachory.
Niestety starsza kobieta nie wróciła już do zdrowia i umarła, a Rosa znów wylądowała na bruku, bo jej tymczasowi właściciele nie chcieli mieć tak żywotnego psiaka, nie mieli czasu się nią zajmować.

Categories
Moje opowiadanie - Malaga

Poszerzenie hodowli

2.5 Poszerzenie hodowli, czyli dużo zmian dla pinczerów

Odkąd w podmiejskiej pseudohodowli pojawiła się pinczerka Wanilia ferma zdobyła wielki rozgłos i właściciele postanowili ją poszerzyć. Sprowadzono około 40 pinczerów, 20 ratlerków, dwie chihuahua oraz kilka terrierów. Zatrudniono też kilka osób do pomocy nad maluchami. Od tej pory w hodowli panował nieustający jazgot, bo ustalano nową hierarchię w stadzie. Obecnie szczenne suki siedziały w osobnym boksie, samce do reprodukcji w osobnym, a starsze szczenięta nie nadające się do rozrodu oraz suki nie spodziewające się miotu chodziły luźno po pomieszczeniu i czasem zaglądały do wymienionych boksów, zwłaszcza do tego z reproduktorami. Stary Leon natomiast został brutalnie wyrzucony z hodowli na bruk, przy skowycie jego wiernych przyjaciół. Nie nadawał się już on na reproduktora, więc był na fermie całkiem zbędny. Z początku staruszka chciała wziąć go do domu, ale facet się na to absolutnie nie zgodził, więc pies stał się bezpański bez żadnego widoku na nowego właściciela.
Tymczasem Wanilia urodziła swoje szczeniaki i musiała walczyć dla nich o najlepsze kąski oraz najlepsze miejsce w boksie. Już nie było im tak kolorowo jak pierwszemu miotowi. Szczenięta trafiając do nowych domów miały wszystkie możliwe pseudohodowlane cechy, czyli: lęk separacyjny, nadpobudliwość, szczekliwość, pchły na futerku oraz wszelkie wady genetyczne.

Categories
Moje opowiadanie - Malaga

Iskierka nadziei

2.4 Iskierka nadziei

Tymczasem Malaga nadal wiodła smętne życie katowanego pinczera.
Któregoś jednak dnia w jej życiu nastąpił malutki przełom, gdyż jej okropny właściciel przyniósł do mieszkania maleńką istotę. Była to kotka brytyjska imieniem Felicja, czyli po łacinie po prostu kot. Zwierzę od razu przypadło Maladze do gustu, bo było bardzo do niej podobne – z koloru futerka oraz jego struktury i gęstości. W dodatku przeżywało te same rozterki co ona zaraz po przybyciu do tego felernego domu. Iskra przyjaźni pojawiła się niemal tego samego dnia. Mateusz od tej pory przestał dokuczać pinczerce i bez przerwy przyglądał się małym przyjaciółkom. Ten błogostan trwał do pierwszego najbliższego weekendu, kiedy to przyszli znajomi Matiego.
Wtedy zaczęło się piekło, bo dokuczali oni Felicji i kocica po tej masakrze zdechła zaraz następnego dnia.
Oczywiście Malaga próbowała za wszelką cenę ratować przyjaciółkę, ale cóż może zrobić mały, choćby najwaleczniejszy nawet pinczer w obliczu tak wielkiego zagrożenia jak banda rozpitych meneli rządnych nieludzkich i niezwierzęcych rozrywek? Po śmierci Felicji Malaga nie pozwalała Mateuszowi zbliżać się do siebie, więc ten ją głodził. Nie wiedział co zrobić, aby odzyskać psa, nie chciał jej też zagłodzić na śmierć, bo przecież wydał na nią tyle kasy. Wreszcie wpadł na pewien pomysł i z tego powodu, w drodze wielkiego wyjątku nie zaprosił na weekendową popijawę swych ukochanych znajomych, miał bowiem nadzieję, że gdy wcieli swój plan w życie, relacje jego z pinczerką napewno się poprawią.

Categories
Moje opowiadanie - Malaga

Kolejny miot Wanilii

2.3 Kolejny miot Wanilii

Tymczasem Wanilia znów miała cieczkę i znów Misiaczek przystąpił do działania, bo Wanilia nie dała do siebie dopuścić żadnego innego samca, mimo usilnych prób pseudohodowcy. Wreszcie ktoś mu powiedział, że najlepszy jest dobór naturalny i że skoro psina tak bardzo się upiera, to widocznie jest coś na rzeczy, więc w końcu facet ustąpił. Misiaczek przestał być lubiany, a i Wanilia nie miała zbyt wielu zwolenników, więc za namową staruszki przeniesiono parkę do całkiem osobnego pomieszczenia. Niestety biedna stara Chica nie załapała się na tę przeprowadzkę nad czym okropnie ubolewała, ale naturalnie nikt się tym nie przejmował. Wanilii i Teddiemu przeprowadzka dobrze zrobiła, bo przybrali na wadze a ich futerka zgęstniały jeszcze bardziej i wyglądały naprawdę wystawowo.
Wreszcie przyszedł czas rozwiązania i Wanilka wydała na świat kolejny czekoladowy miot.

Categories
Moje opowiadanie - Malaga

Jak jest w nowym domu i czy tak być powinno

2.2 Jak jest w nowym domu i czy tak być powinno

Malaga jadąc z Mateuszem do domu bardzo się bała co w nim zastanie, chociaż za wszelką cenę starała się być odważna jak lew – taka już cecha tej rasy.
Wreszcie okropna, pełna niepewności podróż zakończyła się i Mateusz zaparkował swego starego Mercedesa w garażu i zabrał z samochodu pudełko z Malagą w środku. Mieszkał na trzecim piętrze nowopowstałego bloku w centrum miasta.
Jego mieszkanie nie było ani małe, ani duże. W salonie było mnóstwo płyt i porządny zestaw głośników. W drugim pokoju też były płyty cd oraz komputer.
Oczywiście oprócz wymienionych rzeczy w mieszkaniu znajdowało się standardowe umeblowanie. Mateusz umieścił szczenię w niedużej klatce kenylowej, takiej, w której zamyka się niesforne psiaki, które bardzo niszczą w domu. Już po chwili właściciel mieszkania jął wykonywać telefony i skrzykiwać swych przyjaciół na imprezę, aby móc pochwalić się nowym nabytkiem.
Jeszcze tego samego dnia pojawili się znajomi Mateusza.
Byli bardzo hałaśliwi i niedelikatni wobec szczeniaka: dokuczali mu, drażnili, a gdy już im się znudził wzięli się za jego opijanie. Kiedy byli już zmęczeni pokładli się byle gdzie – na kanapie czy na podłodze i zasnęli snem sprawiedliwych. Mateusz w ciszy nocnej siedział przed klatką i przyglądał się swej nowej zdobyczy. Następnego dnia udał się z Malagą do weterynarza i zrobił potrzebne badania oraz szczepienia, bo w pseudohodowlach tego nie robią ze względu na oszczędności.
Tego dnia i jeszcze następnego też były imprezy, bo przecież trzeba było świętować pojawienie się rasowego pinczera w domu Mateusza. Psina miała już tego serdecznie dość. Na reszcie minął weekend i w domu Matiego zapanował względny spokój. Facet czesał sukę codziennie, trochę też się z nią drażnił i absolutnie nigdy nie głaskał, chyba że chciał sprawdzić kondycję futerka i umięśnienia swej pupilki.
Prawie co weekend odbywały się u Mateusza imprezy, dlatego suka stała się zalękniona i apatyczna.
Kiedy zaś właściciel opuszczał mieszkanie uderzała w jazgotliwy szczek, jaki zwykle wydają z siebie pinczery oraz im podobne rasy. Mateusz nigdy nie dał Maladze możliwości ucieczki, bo nie zabierał jej na spacery, ani nawet na siusiu. Malaga załatwiała się w kociej kuwecie i nie oglądała światła słonecznego. Ten stan rzeczy sprawił, że straciła nadzieję na jakiekolwiek lepsze życie.