Categories
Sny

Sny ze świąt i po nich


Z hiszpańskiej kolekcji rzadkich okazów

Pogoda była piękna, skończył się już covid i wszyscy chyba na dobre o nim zapomnieli szybciej niż by się wydawało, bo jeździli tu i tam, wypoczywali w pełni korzystając z uroków lata. My również nie byliśmy gorsi.
Zaczęliśmy od okolicznych atrakcji czyli mojego ulubionego kąpieliska. Tam spędziliśmy cały dzień. W jego trakcie jednemu z naszych znajomych usiadł na ręce niewielki ptaszek wielkości wróbla, może nawet mniejszy i zaćwierkał cichutko. Mężczyzna ze złością strącił ptaszka z ręki a stworzonko odleciało gdzieś sobie z nerwowym popiskiwaniem.
– Dlaczego nie pokazałeś mi tego ptaka? – zapytałam mężczyznę z irytacją w głosie.
– Bo nie lubię zwierząt – burknął tamten.
– Jesteś okropny, wkurzyłeś mnie bardzo! – warknęłam na niego i odeszłam nieco od naszych koców a wtedy podszedł do mnie tata, by zapytać co się stało.
– Twój koleżka z pracy miał przed chwilą na ręce jakiegoś nieznanego w naszym kraju ptaka i go przegonił zamiast go złapać i mi pokazać.
– Ptak był bardzo kolorowy niczym motyl jakiś – wtrącił się do rozmowy wspomniany mężczyzna. Tata odszedł z nim na stronę i rozmawiali sobie już o czymś innym a ja nadal stałam obrażona rozmyślając o tajemniczym ptaku. Nagle coś usiadło mi na ramieniu. Szybko podniosłam rękę i ujęłam w palce malutkiego ptaszka. Podeszłam z nim do naszego koca i usiadłam na nim. Kiedy podeszli do mnie rodzice oznajmiłam im:
– Zabieramy tego ptaka ze sobą. To nie jest mieszkaniec naszego kraju. Zawieziemy go do papugarni, albo jakiegoś innego ośrodka, gdzie opiekują się egzotycznymi stworzeniami. – Rodzice nie byli zachwyceni moim pomysłem, ale wiedzieli, że nic nie wskurają.
Tymczasem inne ptaszki ze stada martwiąc się o towarzysza i słysząc jego nerwowe popiskiwania w moich rękach zaczęły się do nas zlatywać, więc zaczęliśmy je wyłapywać. Kiedy całe stado było już unieruchomione zebraliśmy manatki i mimo pięknej pogody oraz mokrych strojów kąpielowych ruszyliśmy do papugarni. Tam powitały nas jak zawsze uśmiechnięte opiekunki. Od razu wyjaśniłam im, że nie przyjechaliśmy tym razem na rozrywkę, choć kolega taty wyraźnie miał ochotę pooglądać kolorowe papugi i wsunął się cicho do sali z ptakami wykorzystując okazję. Mężczyzna nie cierpiał zwierząt, ale czasami robił im zdjęcia, tak dla szpanu, by pochwalić się kolegom.
– Przyszłam do państwa w następującej sprawie: Dziś złapałam kilka prawdopodobnie rzadkich okazów ptaków i pragnę je Wam podarować, gdyż nie mam warunków, aby je u siebie zatrzymać.
– Dziękujemy bardzo za troskę, ale chyba nie jest to możliwe, aby ptaki u nas zostały, gdyż nasza działalność chyli się ku upadkowi z powodu minionej pandemii.
– Tym lepiej dla Was jeśli przyjmiecie pod swój dach te przemiłe skrzydlate istotki. Podejrzewam, że są one bardzo cenne i sprzedając je możecie pozyskać środki finansowe na utrzymywanie papugarni i ku uciesze całego miasta nie zamykać jej z powodu popandemicznego kryzysu.
– Może i tak. W takim razie proszę zostawić ptaki a my zadzwonimy w tej sprawie do naszego szefa. – Kobiety umieściły małe stadko kolorowych ptaszków w wolierze dla nowoprzybyłych a my udaliśmy się do domu uprzednio wyciągając z sali z ptakami naszego znajomego. Przy okazji chwilę pobawiłam się z Adelą. Kobiety nie wzięły pieniędzy za mój i znajomego pobyt wśród ptaków, gdyż liczyły, że ubiją niezłą fortunę na ptaszkach, które im przywieźliśmy.
Dnia następnego dowiedzieliśmy się, że ptaki należały do jakiegoś hiszpańskiego hodowcy. Większość stada wróciło do jego rąk, oczywiście za odpowiednią opłatą a jedna parka została w papugarni by cieszyć oko mieszkańców miasta. Dzięki tym rzadkim hiszpańskim ptakom papugarnia nie została zamknięta za co byłam Hiszpanowi dozgonnie wdzięczna i postanowiłam w najbliższym czasie go odwiedzić.

Doświadczenia na płytach cd – sala zniszczeń

W kilka dni po świętach Bożego Narodzenia przyszła do mnie paczka a w niej: organizer na biurko, kubek oraz płyta cd. Był to album wykonawczyni, której do tej pory nie znałam, ale bardzo mi się spodobał. Wokalistka miała ciepły, nosowy, aksamitny głos. W dniu otrzymania paczki tata zaproponował mi kilkudniowe warsztaty w naszej okolicy a ja zgodziłam się na nie bez wachania, bo radość z posiadania nowej, ciekawej płyty przyćmił logistyczne myślenie i pesymizm.
Dnia następnego udałam się na warsztaty. Odbywały się tam zajęcia różne – od lepienia z gliny czy innej masy po zajęcia muzyczne. Pod koniec pierwszego dnia warsztatów ktoś zaprowadził mnie na osobliwe zajęcia, gdzie… robiono doświadczenia na płytach cd: rysowano je, smarowano różnymi substancjami, polewano wodą, deptano, rzucano nimi… W sali była dość spora liczba osób, więc zajęłam się płytami po swojemu. Wkładałam je do odtwarzacza i sprawdzałam co na nich jest, jednak z większości nie dało się już korzystać. Nagle natrafiłam na płytę wokalistki, którą dostałam dnia poprzedniego. Był to inny album artystki, chyba starszy, może to jej pierwsza płyta? Nie zastanawiając się ani chwili postanowiłam tę płytę ukraść. Schowałam ją do torebki, chwilę dla niepoznaki poprzebywałam w sali zniszczeń poczym wymknęłam się z niej cicho. W domu włożyłam krążek do odtwarzacza. Nie był porysowany.
Zrezygnowałam z chodzenia na warsztaty. Miałam lekkie wyrzuty sumienia, że ukradłam płytę, ale nie było innego wyjścia. Nikt mnie na szczęście za to nie ukarał. Planowałam kupić sobie jeszcze jedną płytę wokalistki.
Któregoś dnia zadzwoniła do mnie koleżanka z warsztatów – Apolonia i zaproponowała, że przywiezie mi kilka płyt.
Powiedziałam, że już nie chodzę na warsztaty, więc może przyjechać do mojego mieszkania, albo ja do niej wpadnę, aby jej kłopotu nie robić. Zdecydowałyśmy, że to ona przyjedzie do mnie, bo kocha zwierzęta i chce pobawić się z moją świnką morską. Nigdy wcześniej nie mówiłam tej dziewczynie, że zbieram płyty, więc jednak ktoś widział moją kradzież.
Podczas wizyty Apolonii u mnie dowiedziałam się, że dziewczyna chodzi nadal na warsztaty i wykrada płyty w dobrym stanie z sali zniszczeń.
– A czy nie boisz się, że ktoś cię w końcu nakryje?
– Trochę tak, ale moja mama tam pracuje, więc jakoś to się ułoży jeśli nawet się wyda. – Od czasu spotkania z Polą widywałyśmy się co jakiś czas, nie tylko z powodu płyt. Dzięki warsztatom zyskałam więc kilka dobrych płyt oraz nową przyjaciółkę.

Categories
Sny

Zaglądam do twojego mózgu

Zaglądam do twojego mózgu!

Taki oto sen przyśnił mi się na dzień przed wigilią.

Spóźniony prezent gwiazdkowy

Święta już minęły, w tym roku zwyczajne i ponure. Nie otrzymałam nic na gwiazdkę, bo sporo dostałam na mikołaja. Czekałam jedynie na spóźniony podarek świąteczny od radia a tak to nic szczególnego się nie działo. Siedząc z Tosią na kolanach rozmyślałam ponuro co przyniesie rok następny. Czy kolejną porcję covidu i związanych z nim ograniczeń? Czy może trochę sukcesów i szczyptę radości? Zadzwonił telefon, więc niechętnie go odebrałam. Głos kolegi wyrwał mnie brutalnie z pesymistycznych myśli:
– Karola, spodziewaj się kuriera! I przepraszam, że tak późno, ale nie dało się inaczej. W każdym razie będziesz miała na urodziny.
– Ale co? – usiłowałam zapytać, ale moje pytanie trafiło w pustkę, gdyż kolega już się rozłączył. Zaniosłam Tośkę do klatki a moje myśli nie były już tak pesymistyczne jak jeszcze chwilę temu. Cóż on wymyślił? Przecież on nie zna moich pragnień! To na pewno będzie jakiś nietrafiony prezent.
Dnia następnego kurier rzeczywiście zawitał do mojego mieszkania ze średniej wielkości paczką. Rozpakowałam ją niecierpliwie. W jej wnętrzu znalazłam słuchawki – zwykłe, półotwarte słuchawki. Nie byłam zadowolona z prezentu, gdyż jakieś 2 miesiące temu kupiłam sobie słuchawki – ulubiony model.
Mimo wszystko postanowiłam sprawdzić jak brzmi nowe cacko. Słuchawki nie miały kabla, więc zaczęłam wciskać na oślep przycisk po przycisku, by je włączyć i nagle usłyszałam znaną mi piosenkę, więc wsłuchałam się w nią bez reszty. Po niej przyszła następna i kolejna, wszystkie bardzo mi się podobały.
Zaczęłam wciskać inne przyciski i odkryłam, że słuchawki te same puszczają utwory i można je dodawać do ulubionych.
Pozostał mi jeszcze 1 nieprzetestowany przycisk z brajlowską literą M.
Kiedy go wcisnęłam zapadła cisza a następnie usłyszałam utwór z dzieciństwa, którego dawno już nie słyszałam i prawie zapomniałam o jego istnieniu. Po testowaniu słuchawek naładowałam je i zadzwoniłam do kolegi, by porozmawiać o tym osobliwym sprzęcie.
– A coś ty mi chłopie kupił?! Pewnie to kosztowało fortunę. Powiedz mi coś więcej o tych słuchawkach, bo nie wrzucono do nich instrukcji. Czy one mają jakieś limity tej muzyki? Czy trzeba je aktualizować czy jak?
– Wyślę ci zaraz instrukcję na maila. Ogólnie jest tak. Trafiłem na nie przypadkiem. Musiałem podać sprzedawcy jakiej muzyki sluchasz, ale nie było z tym większego problemu, ponieważ ostatnimi czasy przesyłałaś mi swoje ulubione utwory. Kiedy już to zrobiłem mogłem dokonać potrzebnych formalności by przesłać ci ten nietypowy prezent.
– Wow, no to ciekawie, naprawdę! Dziękuję ci bardzo za te słuchawki. Trzymaj się tam ciepło.
Wiedziałam, że nie mogę zatrzymać tych słuchawek u siebie, bo nie wykorzystam w pełni ich możliwości. Ja zbieram płyty i słucham ich głównie na wieży z jej oryginalnych głośników. Słuchawki te służyłyby mi jedynie jako poszukiwacz nowej muzyki, więc nie wykorzystywałabym w pełni ich możliwości.
Postanowiłam je więc oddać. Tylko komu? No jasne, że Alicji. Ona będzie zachwycona takim podarkiem.
Postanowiłam zrobić przyjaciółce niespodziankę i nie wspomniałam choćby słowem o tym co od kilku godzin mam w mieszkaniu.
Dnia następnego postanowiłam jej te słuchawki wysłać, ale jakież było moje zdziwienie kiedy nie znalazłam ich na miejscu, w którym je zostawiłam. Przeszukałam cały dom, ale nowiutki sprzęt się nie znalazł. Zadzwoniłam do kolegi, bo nie wysłał mi instrukcji mimo że obiecał to zrobić.
Zapytałam go niewinnie kiedy to uczyni nie wspominając nic o zaginięciu urządzenia a on wysłał od razu w czasie naszej rozmowy, aby ponownie o tym nie zapomnieć. Po rozmowie otworzyłam maila, aby przeczytać instrukcję.
Może tam coś napisali o dziwnych właściwościach znikania sprzętu? Instrukcja była wielkości pokaźnej książki, miała grubo ponad 1000 stron w pdf’ie.
Najpierw opisano jak powstały słuchawki, kim byli ich twórcy itd. Następnie opisano z jakich baz muzycznych i w jaki sposób urządzenie z nich korzysta. NO gdzie jest o tym znikaniu! – zaczęłam się niecierpliwić.
Kiedy otrzymałam na urodziny ostatnią płytę Kylie Minogue i chciałam ją umieści w odpowiednim miejscu mojej płytoteki znalazłam poszukiwane od kilku dni słuchawki. O nie, teraz już Wam nie popuszczę! – zapakowałam je do pudełka, schowałam je do kanapy, gdzie trzymam pościel – stąd mi już nie uciekną i zaczęłam zamawiać kuriera. Jutro już Was tu nie będzie! – powiedziałam groźnie. W tym momencie zadzwonił do mnie kolega.
– Naprawdę, bardzo, bardzo mi przykro – zaczął. Ale… będziesz musiała zwrócić słuchawki, bo właśnie przed chwilą dzwonił do mnie ich producent i powiedział, że źle się z nimi obchodzę i muszę je zwrócić. Czy nie czytałaś w instrukcji, że nie wolno ich oddawać bez uprzedniego zgłoszenia?
– Nie! – odpowiedziałam wściekle. – Instrukcja była tak długa, że zajęłoby mi nie wiem ile czasu, aby ją przeczytać.
– No to nic, w każdym razie teraz musisz zwrócić im słuchawki. Jeszcze dziś a najpóźniej jutro przyjedzie po nie kurier.
– A co będzie, jeżeli ich nie oddam?
– Nie będziesz mogła nigdzie kupować płyt ani ściągać muzyki, bo znajdziesz się na czarnej liście.
– Ło matulu, co to za dziwna firma! Niech sobie więc wezmą te słuchawki i dadzą mi święty spokój.
– Jeszcze raz cie przepraszam, że otrzymałaś ode mnie taki lipny prezent.
– Nie ma sprawy, naprawdę, nic się nie dzieje. Nie kłopocz się tym więcej. – Po skończonej rozmowie wyjęłam z pudełka słuchawki, by ich poużywać i trochę je udobruchać. Puszczały mi głównie utwory Kylie MInogue, ale gdy zaczęłam się znów zastanawiać nad ich oddaniem przycichły nieco i nie chciały się pogłośnić aż w końcu się wyłączyły. Schowałam je więc na powrót do pudełka i czekałam na kuriera. Tego wieczora chciałam wziąć udział w konkursie radiowym, ale powiedziano mi, że nie mogę, bo złamałam jakieś zakazy. To wszystko wina tych nowych słuchawek i bardzo kusi mnie, by je wyrzucić za okno.

Categories
Sny

Rzadki okazy

Perfumy pudrowe

Wracałam z zagranicy a w ciężkim bagażu miałam mnóstwo kruchych, drogich pamiątek.
Wśród nich znalazły się perfumy pudrowe w wymyślnym flakonie niczym eliksir jakiś. Kobieta z którą wracałam z podróży poradziła mi, abym dała jej te perfumy na przechowanie, gdyż w czasie kontroli celnej mogą się one nie spodobać i utracę je na zawsze. Nie ufałam na tyle kobiecie, aby przekazać jej perfumy, poza tym obawiałam się, że dużo czasu upłynie zanim spotkamy się w Polsce i będę mogła odebrać flakon. Nie zgodziłam się więc na oddanie perfum ale w miarę jak zbliżał się czas kontroli zaczęłam się coraz bardziej bać aż w końcu, w ostatniej niemal chwili oddałam rzadkie perfumy kobiecie, sekundę później żałując podjętej pod wpływem strachu decyzji. Na szczęście po powrocie do kraju kobieta szybko się do mnie odezwała i odesłała perfumy całe i zdrowe. Rozpakowywałam je otoczona gronem przyjaciół i rodziny. Rozpyliłam je na ręce, ale nie poczułam żadnego zapachu a wszystko wokół zaczęło się ode mnie oddalać. Przestraszyło mnie to bardzo, ale nic nie mogłam poradzić, więc opadłam na poduszki mając nadzieję, że szybko się wybudzę.
Kiedy to nastąpiło byli już przy mnie tylko rodzice, babcia oraz Wiktor. Zapakowałam perfumy w ozdobną paczkę i kazałam je wysłać do Radia Zet. Zapytacie dlaczego akurat tam a ja odpowiem: nie mam zielonego pojęcia!

Niezwykła, rzadka rasa psów

Słuchałam właśnie jednej z moich ulubionych audycji kiedy tata wszedł do mego pokoju i zaproponował spacer.
– Nigdzie się nie wybieram – burknęłam i pogłośniłam radioodbiornik.
– Musisz wyjść, jest piękna pogoda. Mama też idzie. Nie marudź więc proszę, tylko się ubieraj, zanim słonko zajdzie. – Z ociąganiem podniosłam się z fotela i zmieniłam odzież. Z żalem wyłączyłam radio i opuściliśmy mieszkanie.
Pogoda rzeczywiście była fantastyczna, więc humor nieco mi się poprawił. Idąc przez osiedle, w jednym z podwórek usłyszeliśmy jazgot kilku małych piesków.
– A cóż to za wrzaskliwe psiaki? – zapytałam z ciekawością rodziców.
– A, takie małe, puchate kuleczki. Chcesz zobaczyć jednego? – powiedział tata i pchnął furtkę wchodząc na niewielkie, zadbane podwóreczko.
– Ależ Robercie! – oburzyła się mama – Nie wolno tak wchodzić na cudzą posesję.
– Przecież my tylko na chwilkę powiedział tata i szedł dalej przez podwórko nie zważając na nic. Psiaki prowadziły go w stronę drzwi do domu. Były to 3 małe, puchate kulki – dwie białe i jedna siwa, w dotyku miękkie jak aksamit. Pod drzwiami domu wreszcie się zatrzymały i dały się pogłaskać. Podobał mi się najbardziej ten najmniejszy biały – puchaty niczym maskotka jakaś i tata chciał go zabrać ze sobą a mama znów zaczęła lamentować że tak nie wolno i tak dalej. Tymczasem psiaki otworzyły drzwi od mieszkania i wtedy mama się ośmieliła. Najpierw umyła sobie ręce a następnie poczęstowała się kanapką i jakimś ciastkiem dodając: Chyba tu jeszcze wpadniemy jak będziemy wracać ze spaceru. – Zaraz po tych słowach dało się słyszeć skrzypnięcie drzwi a przed nami stanęła właścicielka domu. Mama z zaskoczenia i zażenowania aż podskoczyła nienaturalnie a mnie zrobiło się jej żal.
– Ależ nic się złego nie dzieje – powiedziała właścicielka domu milutkim głosikiem. – Możecie czasem do nas zajrzeć.
Teraz to ja się przestraszyłam, bo to nie jest normalne, że młoda kobieta wracając do swego domu nie złości się, że zastaje u siebie troje obcych ludzi zajadających jej przekąskę i bawiących się z jej drogimi zapewne psami.
– Co to za rasa? – zdołałam jeszcze wydusić opuszczając mieszkanie a kobieta bąknęła coś nie wyraźnie.
– Nie sprzedałaby nam pani jednego? – drążył dalej tata.
– Niestety nie, bo to rzadkie okazy są. – Nie dopytywaliśmy już więcej. Postanowiliśmy zwiewać i długo w tych stronach się nie pokazywać. Mimo to z mojej głowy nie chciał zniknąć obraz ślicznych puchatych istotek baraszkujących po podwórku. Wpisywałam w internet „Rzadkie rasy małych psów”, ale nic nie mogłam znaleźć. Postanowiłam więc, że któregoś dnia wybiorę się znów do tajemniczej pani i porozmawiam z nią na temat jej słodkich pupili. Muszę tylko najpierw odszukać pudrowych perfum, które nieopatrznie oddałam do Radia Zet a wszystko na pewno się ułoży.

Categories
Sny

Strefa Chilloutu

Covid szalał jak nigdy dotąd a że zajęć nie miałam na uczelni żadnych, ni jakiejkolwiek pracy i z ludźmi się nie widywałam, wpadłam w depresję wielką i z łóżka podnosić się przestałam. Mama zmartwiła się tym bardzo, usiadła dnia pewnego z tatą w salonie i zaczęła rozglądać się za jakąś bezpieczną w czasach pandemii terapią dla mnie.
Nagle ich oczom ukazało się zagadkowe ogłoszenie w internecie o nowo powstałej strefie chilloutu w Kielcach. Tata zadzwonił tam i dowiedział się, iż ze względu na pandemię trzeba się na wizyty umawiać. Umówili więc mnie na pierwszą na dzień następny.
Byłam sceptycznie nastawiona do tego przedsięwzięcia, ponieważ nie przepadam za zajęciami relaksacyjnymi, ale ustąpiłam rodzicom, bo i tak nie miałam nic do roboty. Tata był w pracy więc pojechałam tam z mamą autobusem. Nie było bardzo daleko, może tak, jak do papugarni. No właśnie, papugarnia, chętniej tam bym się wybrała niż do jakiejś tam strefy chilloutu. Na miejscu pani o miłym głosie wręczyła nam katalog i kazała rozsiąść się w fotelu i wyjaśniła co tu będziemy robić.
– Ponieważ jesteście panie pierwszy raz dziś odwiedzicie wszystkie nasze atrakcje i wybierzecie sobie 3 z nich, na które w przyszłości będziecie chodzić. Mamy do dyspozycji 10 pokoi relaksu:
1. Pokój spa: masaż, gorące kąpiele itd.
2. Pokój aromatów: perfumy, inhalacje, wziewy, dymy i co tam jeszcze;
3. Pokój zwierzeń – tu będziecie mogły się wygadać, wyżalić, wypłakać, wy…
4. Pokój muzyczny – tu muzyka weźmie was w obroty i napewno znajdzie sposób aby was zrelaksować;
5. Pokój z ptakiem – w nim trzymamy papugę, która zagłaszczę was na śmierć i szepnie coś do ucha, a gdy tego będziecie mieć dość, zanuci piosnkę niczym skowronek o poranku.
6. Pokój sensoryczny… – już nie słuchałam dalszych wynurzeń miłej pani, bo w głowie miałam tylko pokój z ptakiem i umierałam z ciekawości jaką papugę w nim trzymają. Kobieta zaprowadziła nas do pierwszego pokoju i zostawiła. Na każdy pokój miałyśmy 15 minut czasu, jednak z każdego pokoju wychodziłyśmy niemal od razu, bo ja chciałam jak najszybciej odwiedzić pokój z ptakiem.
Jedynie w tym perfumowym zostałam nieco dłużej i naturalnie w muzycznym. Wreszcie nadszedł upragniony pokój 5 i przebywała w nim… Adela z papugarni Ara! Co ty tu robisz kochana? Nie jest ci aby smutno bez innych ptaszków? – zapytałam czule znajomej patagonki a ona coś tam skrzeknęła na powitanie. Do innych pokoi nie chciałam nawet wchodzić z czego nasza przewodniczka nie była zadowolona, ale w końcu ustąpiła. Na koniec naszej pierwszej wizyty w Strefie Chilloutu zapytała jakie 3 pokoje wybieramy na stałe odwiedziny. Były nimi oczywiście pokój aromatów, pokój muzyczny oraz pokój z ptakiem. Umówiłyśmy się na kolejną wizytę na następny tydzień i wróciłyśmy do domu. Opisałam Strefę Chilloutu w moim pamiętniku a mama nie posiadała się z radości że po raz pierwszy od nie wiem jak dawna zdecydowałam się włączyć komputer.
Tego dnia zadzwoniłam również do papugarni mimo iż wiedziałam, że jest zamknięta by zapytać o Adelę. Odebrała starsza opiekunka ptaków i wyjaśniła, że Strefa Chilloutu zaproponowała im taką cenę, iż szef się ugiął, ponieważ cena owa wynagrodzić mu miała wszystkie pandemiczne straty. Nie drążyłam więc dalej tematu, ale mimo wszystko zrobiło mi się smutno, no bo jak po pandemii będzie wyglądać papugarnia bez Adeli? Na kolejnej wizycie odwiedziłam wszystkie 3 wybrane przeze mnie pokoje, ale już na kolejnej tylko pokój muzyczny i ptasi a na jeszcze kolejnej jedynie ptasi. Chciałyśmy pokazać Paulinie Adelę, bo opiekunka Strefy Chilloutu zgodziła się, abyśmy za niewielką opłatą na chwilę ją wpuściły, ale ona wolała zajrzeć do pokoju aromatów oraz spa. Na następnej wizycie nasza opiekunka zbuntowała się mówiąc`:
– Nie mogą panie odwiedzać tylko jednego pokoju. To nie jest zgodne z naszym regulaminem!
– Ależ dlaczego! – oponowałam. Przecież i tak płacimy za wizyty we wszystkich pokojach. Nawet powinnam płacić mniej skoro odwiedzam tylko 1 pokój.
– Ależ nie, najwięcej, bo odwiedza pani najlepszy!
– Możemy się więc umówić, że będę zabierać ptaka do pokoju muzycznego i wtedy będzie wilk syty i owca cała.
– No przecież papuga tam nabrudzi. Mamy tam mnóstwo oryginalnych płyt, nie może się tam ptaszysko żadne panoszyć!
– Przecież dobrze pani zna tego ptaka! On nie niszczy niczego kiedy wraz z nim jest człowiek i się nim zajmuje, bo jego tylko obchodzi towarzystwo, nic więcej.
– Nie możemy jednak uprawiać takiej samowolki. Co na to powie nasz szef?! Proszę się zastanowić do następnej wizyty nad tymi pokojami, może jakiś wymienić na inny? Mam szczerą nadzieję, że w przyszłym tygodniu dogadamy się już.
Opuściłyśmy Strefę Chilloutu, tym razem nie zrelaksowane. W następnym tygodniu, aby nie złościć opiekunki zajrzałam do pokoju muzycznego i pokoju spa, gdzie zrobiono mi wspaniały masaż stup, ale gdy weszłam do pokoju z ptakiem powitała mnie inna papuga, jakaś amazonka. Wyszłam stamtąd zniesmaczona, ale przede wszystkim zmartwiona, gdyż zachodziłam w głowę co zrobiono z Adelą? Czy odesłano ją do papugarni? A jeśli tak to czy kazali oddać pieniądze? W takim wypadku moja ulubiona ptaszarnia znów będzie na minusie!
Przestałam chodzić do Strefy Chilloutu, wypisałam się z niej bez mrugnięcia okiem, ale bałam się zadzwonić do papugarni w sprawie Adeli. Po jakimś czasie z pewnych źródeł dowiedziałam się, że Adela trafiła do oddziału Strefy Chilloutu w Warszawie a amazonka poszła do Krakowa natomiast w Kielcach, ponieważ zwierzaki cieszyły się ogromną popularnością, zlikwidowano mniej uczęszczane pokoje a na ich miejscu powstało kilka pokoi ze zwierzakami: 1 z eleganckim psem pekińczykiem, drugi z kotami a trzeci ze świnkami morskimi, ale w tym ostatnim rotacja była duża, bo a to świnki, a to jakieś inne gryzonie a to śpiewające kanarki, których nie wolno było głaskać a jedynie ich słuchać.
Było mi więc podwójnie przykro, bo po pierwsze: nie zobaczę już Adeli ani w Strefie Chilloutu ani nawet w papugarni Ara i to jeszcze z własnej winy, a po drugie – znów nie mam dogodnego miejsca, gdzie mogłabym się zrelaksować w tych trudnych czasach.

Categories
Moje przygody z muzyką Przemyślenia i inne takie

Przedmikołajkowe prezenty oraz życzenia bożonarodzeniowe