Categories
Sny

Linia życia

W mojej głowie pojawiają się również i takie przemyślenia. Miłej lektury.
## Linia życia
Był piękny, upalny dzień.
Niestety piękność tego dnia była widoczna tylko w pogodzie, bo w naszym domu układało się nie najlepiej. Mama nie odzywała się do taty, a ja pokłóciłam się z babcią. Nie chcąc patrzeć na nieporozumienia tego domu wyszłam na podwórko i usiadłam na huśtawce. Na dworze było cicho. Nie śpiewały ptaki, nie wiał wiatr, nie hałasowali sąsiedzi, nawet nie jeździły samochody.
Nagle coś otarło się o moją nogę, więc schyliłam się by to dotknąć. Był to nieduży, puszysty kot.

W mojej głowie pojawiają się również i takie przemyślenia. Miłej lektury.

Linia życia

Był piękny, upalny dzień.
Niestety piękność tego dnia była widoczna tylko w pogodzie, bo w naszym domu układało się nie najlepiej. Mama nie odzywała się do taty, a ja pokłóciłam się z babcią. Nie chcąc patrzeć na nieporozumienia tego domu wyszłam na podwórko i usiadłam na huśtawce. Na dworze było cicho. Nie śpiewały ptaki, nie wiał wiatr, nie hałasowali sąsiedzi, nawet nie jeździły samochody.
Nagle coś otarło się o moją nogę, więc schyliłam się by to dotknąć. Był to nieduży, puszysty kot.
Wzięłam go na kolana i zaczęłam się zastanawiać czyj on jest. Na chwilę zapomniałam o troskach tego domu. Nie długo trwała jednak moja radość, bo kot chwilę poleżawszy zaczął się wyrywać.
Puściłam go więc niechętnie, ale kot nie chciał odejść.
Zszedł tylko z moich kolan i zaczął głośno miauczeć stojąc przy moich nogach.
Może kociak jest głodny? – zastanawiałam się, ale nie miałam ochoty znów wracać do domu pełnego ciężkiej atmosfery, by przynieść coś do jedzenia. W końcu jednak wstałam i udałam się w stronę domu, ale wtedy kot nie poszedł za mną, tylko w stronę drogi i zaczął miauczeć jeszcze głośniej.
Niewiele myśląc poszłam więc za nim i już po chwili usłyszałam miły głos starszego pana:
– Czy pójdziesz ze mną na spacer?
– Czyj jest ten kot? – odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
– Kot jest twój. Czy zatem pójdziecie ze mną na spacer?
– Tak pójdziemy – zgodziłam się bez wahania i staruszek wziął mnie pod rękę, ale kot z nami nie poszedł. W drodze rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym, ale głównie o moim studium, czyli o mojej fajnej klasie, rozlicznych problemach, ale też i radościach na montażu, a także o problemie związanym z załatwieniem praktyk.
– Coś wymyślimy – odpowiedział na to starszy pan.
Zaprowadził mnie do jakiegoś budynku, chyba był to urząd, wskazał krzesło i poszedł coś załatwić. Z pomieszczenia obok dobiegała cicha muzyka. Mężczyzny nie było przez dłuższy czas i dopiero wtedy zaczęłam się zastanawiać, czy aby na pewno dobrze zrobiłam, że opuściłam dom i poszłam z jakimś nieznanym staruszkiem do nieznanego urzędu. Aaa, pewnie i tak nie zauważą zajęci produkowaniem ciężkiej atmosfery. W końcu mężczyzna wyszedł z jednego z pomieszczeń i zarządził powrót. W drodze powrotnej zaczepiła nas hiszpanka o imieniu Adessa i przypominała mi cygankę.
Poprosiła staruszka, by ten przerwał jej linię życia, bo ona już zrobiła, co miała zrobić na tym świecie.
Wyciągnęła aksamitną przepaskę i kazała się w najbliższym czasie udusić. Staruszek schował kawałek materiału i obiecał kobiecie, że w najbliższym czasie to uczyni.
Wtedy ona odeszła, a my poszliśmy w stronę mojego domu.
– Czy pan tak wszystkim spełnia marzenia, bez względu na to, czy są to rzeczy dobre czy złe? – zapytałam staruszka.
– Nie. Ale ta kobieta rzeczywiście już nie musi żyć i więcej teraz zrobi złego niż dobrego, więc dobrze, że sama się zgłosiła, to nie musiałem jej szukać.
– Czy w takim razie wie pan kiedy ja umrę?
– To zależy jak pokierujesz swoim życiem. My to obliczamy biorąc pod uwagę co wam udało się już osiągnąć i komu jesteście potrzebni.
Kiedy nasze komputery uznają, że już wystarczy, wtedy sprawdzamy to jeszcze dokładnie i bierzemy się do pracy.
– To dlaczego małe dzieci umierają.
– Pewnie to jakieś błędy w systemie. Ja nie pracuję przy tych komputerach, ja tylko wykonuje powierzone mi zadania.
– To po co w takim razie przyszedł pan do mnie?
– Żeby poprawić ci nastrój, bo jak będzie ci źle i w domu i w szkole, to nie daj Boże wpadłabyś w depresję i marnowałabyś czas, zamiast wypełniać swoje zadanie.
– Ale przecież dużo ludzi na świecie ma depresję.
– Bo nas jest za mało, żeby wszystkim pomóc.
– A dlaczego akurat do mnie pan przyszedł?
– Bo byłaś najbliżej.
– Pan mi dał tego kota?
– Tak.
– A jak moi rodzice się nie zgodzą, bym go trzymała w domu?
– On sobie poradzi.
Poza tym on tu będzie na czas twoich problemów.
Potem zwierzę wróci do mnie i będzie pocieszać inną osobę.
– A jak się przywiążę do kociaka, to będzie mi smutno, gdy go pan zabierze.
– Twoje problemy nie będą trwały zbyt długo, więc raczej do tego nie dojdzie.
Chciałam zapytać staruszka ile będą trwały, ale nie zdążyłam, bo właśnie wróciliśmy do domu. Kot już na mnie czekał i mruczał na powitanie, ocierając się o moje nogi.
Wpuściłam go do domu i dałam mu jeść. Rodzice nic na to nie powiedzieli, a tata nawet zrobił mi z nim zdjęcie i ustawił jako tapetę w moim komputerze. W poniedziałek jak zwykle pojechałam do szkoły, a we wtorek, wracając z ping-ponga spotkałam moją panią od historii.
Poszłyśmy do sali historycznej, by trochę porozmawiać. Nauczycielka pytała mnie o to samo co staruszek, więc i tak samo odpowiadałam. Nie opowiedziałam jej tylko o kocie, staruszku i hiszpańskiej cygance. Za to historyczka opowiedziała mi swoją przygodę:
– Ostatnio wracałam do domu później niż zwykle, bo uczniowie poprosili mnie o pomoc i zostałam dłużej w szkole. Na przystanku spotkałam cygankę, która nie chciała, jak to zwykle cyganki powróżyć mi, tylko pytała czy nie potrzebuję pomocy a także ile mam przyjaciół, czy bliskich, ale takich za których oddałabym życie i którzy też by to dla mnie zrobili.
Zdziwiło mnie bardzo to jej osobiste pytanie, ale porozmawiałam z nią dłuższą chwilę, bacząc jednak, by mi czegoś nie ukradła.
Potem kobieta wsiadła ze mną do autobusu, ale tam znalazła sobie innego rozmówce i pytała go o to samo.
– Może ona prowadziła jakąś ankietę? – powiedziałam.
– Całkiem możliwe, ale to trochę osobliwy sposób. Nie uważasz?
– Tak, rzeczywiście. To nie było uczciwe z jej strony. Na tym zakończyłyśmy rozmowę, bo było już na prawdę późno i udałam się do swojego pokoju.
Chciałam z kimś pogadać o minionych wydarzeniach, ale Wiktoria była czymś zajęta, a Alicja nie odbierała telefonu.
Kolejny weekend był nieco chłodniejszy, ale dało się wyjść na dwór. Kot przywitał mnie równie radośnie jak ostatnio, ale był inny problem: bolała mnie noga i nie mogłam iść ze staruszkiem na spacer.
Kiedy mężczyzna przyszedł powiedziałam mu tę złą wiadomość, ale on wcale się tym nie przejął:
– W takim razie pójdziemy do szpitala. – Nie ma w pobliżu szpitala – chciałam zaprotestować, ale staruszek przerwał mi pytaniem:
– Nie widziałaś w tym tygodniu Adessy?
– Nie. – powiedziałam i natychmiast przypomniałam sobie historię nauczycielki.
– A ktoś inny? – ciągnął mężczyzna, jakby czytając w moich myślach.
– Chyba moja była wychowawczyni, ale tego nie jestem pewna, bo nie byłam przy tym i nie słyszałam głosu kobiety.
– Rozumiem. – powiedział starszy pan i poprowadził mnie do szpitala. Tym razem kot poszedł z nami. W szpitalu była ogromna kolejka, ale staruszek w ogóle się tym nie przejmował, zupełnie tak, jakby czas dla niego nie istniał. W trakcie czekania do kolejki dołączyła Adessa i znów zrobiło się jakoś złowrogo.
– Co ci jest zapytała siadając obok nas.
– Boli mnie noga – odpowiedziałam zdawkowo.
– Ale noga czy stopa? Bo jeśli stopa, to ja mam takie specjalne buty, które pozbawią cię tego bólu – powiedziała hiszpanka i wyciągnęła z fałdów obszernej spódnicy reklamówkę z balerinami podobnymi do moich. Nałożyłam obuwie i rzeczywiście poczułam się dobrze.
Dzięki. – powiedziałam i wtedy przyszedł właśnie mój czas, by wejść do lekarza, ale ja już nie czułam takiej potrzeby.
Wszedł więc staruszek, a Adessa zagadała się z jakimś pacjentem czekającym w kolejce.
Kiedy starszy pan wyszedł z gabinetu opuściliśmy szpital. Kociak miauknął z niezadowoleniem, jakby chciał nam przekazać, że za długo czekał. Adessa znów podjęła temat duszenia, ale staruszek powiedział, że zgubił aksamitną przepaskę. Adessa trochę się zmartwiła, ale wtedy mężczyzna zdjął pasek od spodni i powiedział:
– Tym mogę cię udusić.
– Tym nie chcę – narzekała kobieta, ale w końcu sama znalazła inny kawałek materiału i podała mężczyźnie.
– Dobrze, w takim razie poczekaj tu na mnie. Ja odprowadzę dziewczynę, bo po co ma na to patrzeć i wracam do ciebie.

7 replies on “Linia życia”

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *