Categories
Sny

W ruderze strachu

Ponieważ jakiś czas temu miałam plany przeprowadzić się do innego miasta i zostawić mój ukochany pokoik z dzieciństwa w którym stawiałam pierwsze kroki, towarzyszyły temu lęki i obawy, a co za tym idzie koszmarne sny takie jak na przykład ten.
## W ruderze strachu
Ona wycofana i cicha, on rozmowny, pewny siebie. To właśnie moi rodzice. Mieszkaliśmy w dużym, przytulnym domu pełnym płyt i było nam w miarę dobrze.
Któregoś dnia ojciec wrócił przestraszony do domu i zarządził przeprowadzkę. Mama w pośpiechu znalazła jakiś dom, wynajęła go, czy kupiła, nawet nie wiem i zaczęliśmy się pakować. Tata skrupulatnie wkładał płyty do pudełek, mama kosmetyki i przybory codziennego użytku. Ja nie miałam wiele do pakowania, więc snułam się po domu i martwiłam nieoczekiwaną przeprowadzką. Gdy byliśmy już na miejscu mama otworzyła drzwi do domu i powiedziała:
– Witamy w naszej ruderze.

Ponieważ jakiś czas temu miałam plany przeprowadzić się do innego miasta i zostawić mój ukochany pokoik z dzieciństwa w którym stawiałam pierwsze kroki, towarzyszyły temu lęki i obawy, a co za tym idzie koszmarne sny takie jak na przykład ten.

W ruderze strachu

Ona wycofana i cicha, on rozmowny, pewny siebie. To właśnie moi rodzice. Mieszkaliśmy w dużym, przytulnym domu pełnym płyt i było nam w miarę dobrze.
Któregoś dnia ojciec wrócił przestraszony do domu i zarządził przeprowadzkę. Mama w pośpiechu znalazła jakiś dom, wynajęła go, czy kupiła, nawet nie wiem i zaczęliśmy się pakować. Tata skrupulatnie wkładał płyty do pudełek, mama kosmetyki i przybory codziennego użytku. Ja nie miałam wiele do pakowania, więc snułam się po domu i martwiłam nieoczekiwaną przeprowadzką. Gdy byliśmy już na miejscu mama otworzyła drzwi do domu i powiedziała:
– Witamy w naszej ruderze.
Prawie w każdym pokoju był nieprzyjemny pogłos. W moim pokoju największy, co mnie bardzo irytowało.
Będąc w tym okropnym domu czułam ogromny niepokój.
Największy strach czułam będąc w małej pralni.
Któregoś dnia tata zauważywszy mój niepokój wepchnął mnie tam specjalnie, a ja myślałam, że wypluję własne serce z przerażenia. Mój tata był wielkim fanem Bruce'a Springsteena i miał wszystkie jego płyty i single.
Któregoś dnia, po południu puścił jedną z płyt.
Bardzo mnie to ucieszyło, bo miałam nadzieję, że muzyka oddali choć na chwilę mój strach.
Przez krótką chwilę rzeczywiście tak było, ale nagle do moich uszu zaczął wdzierać się dźwięk jakiejś okropnej, elektronicznej piosenki i pogłaszał się coraz bardziej. Nie słyszałam już wcale płyty ojca.
Kiedy tata coś do mnie powiedział muzyka w mej głowie znacznie przycichła, ale nadal nie słyszałam płyty.
Byłam wściekła i chciało mi się płakać, bo chciałam posłuchać z tatą płyty i podzielić się wrażeniami, a nie bez przerwy się bać. Tata nie zauważył mojego problemu, a ja bałam mu się o nim powiedzieć.
Udawałam więc, że zachwycam się płytą razem z nim.
Innego dnia, pod nieobecność taty sama puściłam płytę. Składankę, którą ma również moja przyjaciółka.
Jednak już przy pierwszej piosence napotkałam na trudności, ponieważ utwór ni z tego, ni z owego nagle się wyciszył.
Przestraszyłam się, że coś stało się z płytą i tata będzie wściekły, więc wyciągnęłam ją pospiesznie i z powrotem wpadłam w ramiona strachu.
Innego dnia mama robiła w kuchni obiad, ale strasznie długo się nad nim biedziła.
Wszystko leciało jej z rąk. Słyszałam, jak popłakiwała cicho, albo używała brzydkich wyrazów.
Kiedy tata wrócił z pracy i zasiedliśmy do stołu okazało się, że obiad był nie do zjedzenia: niesłony, nieugotowany, niedoprawiony itd. Nic nie powiedziałam, ale wiedziałam czyja to sprawka.
Tego czegoś, co nas prześladuje w tym domu.
Jeszcze tego samego dnia tata zapytał mnie, czy mam jakąś zachciankę. Bez namysłu odpowiedziałam:
– Tak, chciałabym mieć psa. Z psem czułabym się może bezpieczniejsza. – To zdanie już tylko pomyślałam, bo odkąd tata wepchnął mnie do pralni, straciłam do niego zaufanie. Już następnego dnia tata przyniósł mi puchatego szczeniaka. Pies nie czuł się tutaj dobrze. Nie opuszczał w ogóle swojego posłania, chyba, że chciał się załatwić. Do karmienia brałam go na ręce i przynosiłam go do kuchni, gdzie miał swoją miskę. Po dwóch dniach szczeniak zdechł. Po niedługim czasie tata przyniósł mi innego szczeniaka. Był trochę starszy od tamtego i miałam nadzieję, że to ułatwi mu przeżycie w tym dziwnym domu. Piesek rzeczywiście nie zdechł, ale nie chciał rosnąć, ani zmieniać wyglądu. Cały czas był małym szczeniakiem. Psiak bardzo nam się przydawał, bo gdy był wyjątkowo zaniepokojony uciekaliśmy z domu, najczęściej do znajomego mojego ojca, albo gdzieś indziej.
Zawsze uciekaliśmy w wielkim pośpiechu. Wtedy naturalnie bałam się jeszcze bardziej.
Bałam się też, że kiedyś tata spowoduje wypadek.
Mimo wielkiego pośpiechu tata zawsze brał ze sobą jedną z płyt, jakby to miało mu coś pomóc.
Któregoś dnia, wieczorem mama włączyła nigdy nieużywany w tym domu telewizor. Ja z tatą przyjęliśmy to z niechęcią. Tata grzebał coś przy swoich płytach, a ja siedziałam w fotelu i jak zwykle się bałam. Szczeniak poszedł na kanapę do mamy. Nagle obraz i dźwięk w telewizorze zaczęły szwankować, a piesek rozszczekał się jazgotliwie. Znów musieliśmy uciekać. Mama przed wyjściem z domu usiłowała jeszcze wyłączyć telewizor, ale niesforny sprzęt nie chciał z nią współpracować. W końcu wściekły ojciec wyrwał wtyczkę z gniazdka, złapał kluczyki od samochodu i wrzasnął:
– Wychodzimy! – Mama wzięła szczeniaka na ręce i zbiegliśmy po schodach. Przez walkę z telewizorem tata nie zdążył wziąć sobie żadnej płyty i bardzo to przeżywał zwłaszcza, gdy byliśmy już na miejscu.
Wyżywał się na mnie słowem, bo był zazdrosny, że ja sobie wzięłam szczeniaka, a on nie wziął nic. Raz nawet szturchnął go nogą mocniej niż powinien.
Wtedy powiedziałam do taty:
– Bo nie będzie cię ostrzegał, kiedy masz zwiewać przed tym twoim cholernym wrogiem, który zresztą zatruwa życie całej rodzinie.
Wtedy tata trochę się uspokoił. Tym razem zostaliśmy dłużej niż zwykle, bo na cały weekend. Tata nadal trząsł się o swoje płyty, ale już nie dokuczał psu. Szczeniak będąc tutaj ożywił się bardzo i jakby trochę podrósł i zmężniał.
Pocieszałyśmy z mamą tatę, że to coś, co nas tak dręczy chce dopaść nas, a nie jego płyty, więc na pewno nic im się nie stanie. Podejrzewałam też, że To wie gdzie tak naprawdę jesteśmy, ale zostawia nas w spokoju, byśmy na chwilę zakosztowali normalnego życia a potem z wielkim hukiem wrócili do rzeczywistości. Gdy powiedziałam o tym tacie on bardzo się zdenerwował i poszedł wykonać jakiś telefon.
Następnego dnia znajomy taty delikatnie nas wyprosił, więc wróciliśmy do domu. Płytom nic się nie stało, ale telewizor był włączony do kontaktu i buczał cichutko mimo iż był wyłączony.
Nagle do głowy wpadła mi pewna myśl: A może to on jest sprawcą tych wszystkich dziwnych wydarzeń w tym domu? My i tak rzadko oglądamy telewizję.
Wyrzucę go więc przez okno i zobaczymy co się stanie.
Podeszłam do telewizora i wyciągnęłam go z kontaktu. W tym czasie tata przeliczał swoje zbiory płytowe, a mama krzątała się po kuchni.
Potem usłyszałam, jak weszła do pralni i powiedziała ni to do siebie, ni to do nas:
– wiecie, że tutaj nic nie schnie? Znowu się przestraszyłam, ale przełamałam strach i ujęłam telewizor w ręce.
Nagle ktoś zadzwonił do drzwi. Szczeniak szczeknął cicho. Tata porzucił płyty i poszedł otworzyć. To przyszli sąsiedzi, którzy sprzedali nam mieszkanie.
Przyszli poskarżyć się, że w weekend były tu okropne hałasy i nie mogli spokojnie odpocząć.
– Ale nas w weekend w ogóle nie było – tłumaczył się tata.
– Ale były hałasy w waszym mieszkaniu! – złościli się sąsiedzi.
– No to mamy kolejny problem, a na dodatek nie mogę wyrzucić tego cholernego telewizora, bo chwilowo nie ma na to warunków.

10 replies on “W ruderze strachu”

Och, macie z tymi zakończeniami. Chyba wybiorę jedno z moich opowiadań i ogłoszę konkurs na najładniejsze zakończenie. Tylko skąd wezmę nagrody?

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *