Categories
Sny

Studio Pantera

Oprócz stresowania się przyszłą pracą, spać nie dawały mi również praktyki, a efekty tego są następujące.
## Studio Pantera
Oni mają studio, biuro oraz koty; A ja miałam stres, zmartwienia i kłopoty.

Znowu praktyki. Tym razem było na prawdę ciężko cokolwiek znaleźć. W końcu jakoś się udało, ale naturalnie to nie był szczyt moich oczekiwań.

Oprócz stresowania się przyszłą pracą, spać nie dawały mi również praktyki, a efekty tego są następujące.

Studio Pantera

Oni mają studio, biuro oraz koty; A ja miałam stres, zmartwienia i kłopoty.

Znowu praktyki. Tym razem było na prawdę ciężko cokolwiek znaleźć. W końcu jakoś się udało, ale naturalnie to nie był szczyt moich oczekiwań.
Kiedy tam zajechaliśmy przywitało nas mnóstwo kotów różnej maści i ras. Koty ocierały się o nasze nogi, zastępowały nam drogę. Wreszcie ktoś do nas wyszedł.
Była to kobieta w średnim wieku o dość przyjemnym głosie.
Zaprowadziła mnie wgłąb podwórza a tata wrócił do samochodu i odjechał. Kobieta posadziła mnie przy stoliku i podała herbatę wraz ze słodką przekąską. Pojawił się jeszcze mężczyzna o poważnym głosie. Zapowiadało się dość nieciekawie. Ludzie mili, wokół pełno wspaniałych kotów, ale gdzie moja praktyka, gdzie studio jakieś? Mili państwo przedstawili mi swoje koty.
Była tam między innymi angorska kotka, pers, jakaś mało znana, trudna do wymówienia rasa i mnóstwo dachowców.
– Zupełnie jak w grze mojego przyjaciela – powiedziałam. – A nie znalazło się przypadkiem w waszym domu miejsce dla kota syberyjskiego? To moja ulubiona rasa.
Lubisz je? – zapytał mężczyzna z ironicznym uśmieszkiem. – No cóż, ja za nimi nie przepadam. Są bardzo absorbujące.
– To chyba dobrze, nie? Jest z nimi ciekawie.
– U nas nie spodziewaj się kotów tej rasy – uciął mężczyzna.
Przez resztę dnia nic szczególnego się nie działo. Głaskałam koty, mężczyzna targował się z jakimś innym facetem, który przyszedł do ogrodu, a kobieta czesała po kolei każdego kota zwracając szczególną uwagę na te rasowe, z długą sierścią.
– A pani też nie lubi kotów syberyjskich? – zagadnęłam.
– Hmm, nie mam nic do nich, ale skoro mąż ich tak nie lubi, to nie będę go namawiać na nabycie kota tej rasy.

Następnego dnia było podobnie: mały poczęstunek z herbatą, niekończące się głaskanie i pielęgnacja kotów.
Jeszcze przed obiadem pan Arkadiusz, bo takie było imię mego opiekuna praktyk, przyniósł z piwnicy dwa mikrofony i nagrywał niektóre co głośniejsze okazy techniką ms.
Zeszło mu prawie do wieczora, ale był bardzo zadowolony z efektów swojej pracy.
– Jak się dobrze spiszesz, to dostaniesz kilka nagrań dla twojego przyjaciela – powiedział pan Arek na koniec dnia. W drodze do domu, zabraliśmy z sobą Dorotkę, ponieważ ciocia poprosiła, by kuzynka spędziła u nas kilka dni.
– Jutro Karolina jedzie na praktyki, Roman do pracy a ja mam coś ważnego do załatwienia. Nie możesz zostać w domu na cały dzień, więc pojedziesz z Karoliną do studia Pantera.
Jest mi bardzo przykro, że tak wyszło, ale nie mogę absolutnie nic na to poradzić – mówiła moja mama Dorotce, gdy już byliśmy w domu.
– Nie martw się kuzynko. Nie będzie tak źle. Tam jest mnóstwo kotów i dużo przy nich pracy. Pani Gosia na pewno znajdzie dla ciebie jakieś zajęcie – pocieszałam skonsternowaną siostrę cioteczną.
Trzeci dzień praktyk a w nim zmiany. Na początek około godzinne nagranie kilku nowoprzybyłych kociąt, zwyczajowa przekąska a potem się zaczęło. Dorotka została z panią Gosią w ogrodzie a mnie pan Arkadiusz zabrał do jakiegoś garażu. Tam również kręciło się mnóstwo kotów, ale mężczyzna je odpędzał. Pan Arek zorganizował nam jakie takie miejsca do siedzenia i zaczął mnie ostro przepytywać z tematów traktujących o moim kierunku.
Miałam totalną pustkę w głowie. W końcu pan Arek stwierdził, że tu nie ma warunków, bo w pobliżu hałasowała wściekle jakaś maszyna a niesforne koty bez przerwy ocierały się o nasze nogi. Mężczyzna zabrał mnie więc do budynku.
Przeszliśmy przez kilka schodków i przemierzyliśmy kilka korytarzy. Wreszcie pan Arkadiusz otworzył drzwi pomieszczenia, które z początku wydawało się być biurem, choć była w nim niezła akustyka. W pokoju przebywały dwie kobiety i coś tam pisały na komputerach, drukowały, przekładały papierki. Ot, zwykła praca biurowa. Mężczyzna wyprosił je z pomieszczenia i dał im dziś wolne z czego na pewno się ucieszyły.
Wskazał mi fotel, sam również usiadł na podobnym i jął pytać dalej. Nie pomogła mi studyjna cisza.
Nadal nic nie wiedziałam. W końcu pan Arek otworzył jakąś sesję we włączonym przez biuralistki komputerze i zaczął miksować.
– No, Karolino, co mi powiesz o tej gitarze? – zapytał gwałtownie przerywając pracę.
– O tej gitarze elektrycznej? – zapytałam głupawo.
– No a o jakiej! – wrzasnął mężczyzna. – Ty nic nie wiesz, nic nie umiesz! – denerwował się dalej. – ja się zapytam odpowiednich osób co ty powinnaś umieć i wystawię ci odpowiednią ocenę! – grzmiał pan Arkadiusz.
Byłam przerażona. A jeśli pan Arek zadzwoni w tej sprawie do pana Patryka, albo choćby pana Fryderyka? A jeśli porozumie się z realizatorami ze studia „United records”? Oni mnie też przepytywali, zwłaszcza pan Wojciech i napewno by się nie ucieszyli na wieść, że nic w tej mojej łepetynie nie zostało. Z utęsknieniem czekałam do końca dnia i nosiłam się z zamiarem, że już tu nigdy nie wrócę. Kiedy pan Arkadiusz przestał się na mnie wydzierać, powyłączał sprzęt, zamknął biuro-reżyserkę i zabrał mnie z powrotem do ogrodu pełnego kotów. Dorotki w nim nie zastałam.
Pewnie przebywa gdzieś z panią Gosią w jakiejś kociarni, albo dostała jakieś zajęcie w domu. Po wypiciu herbaty przyszedł wreszcie koniec zajęć i tata przyjechał po nas. Dorotka była bardzo zadowolona z dnia i przez całą drogę nie zamykały jej się usta. Kuzynka opowiadała o rozlicznych kotach, które udało jej się dotknąć o jakiejś znajomej pani Gosi, która przyszła w odwiedziny ze swą córeczką, młodszą od Doroty o rok i o pysznych smakołykach, które podsuwała jej pod nos pani Małgorzata. Na szczęście nie zdążyłam się wypowiedzieć o moich wrażeniach. W domu pokłóciłam się z kuzynką o jakąś głupotę, bo po tych okropnych przeżyciach w studiu „Pantera” stałam się bardzo rozdrażniona. Mama zamiast zapytać co się stało i wziąć mnie w obronę stanęła za Dorotką i ochrzaniła mnie na czym świat stoi.
Kiedy ja zadzwoniłam do koleżanki, by się wyżalić, rodzicielka zawiozła Dorotę do Czostkowa, gdzie miała spędzić resztę dziwnej kwarantanny.
Przez tę kłótnię rodzinną nie miałam ochoty opowiadać rodzicom o dzisiejszym zajściu na praktykach.
Tylko co ja jutro zrobię, jak mi przyjdzie tam jechać?

5 replies on “Studio Pantera”

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *