Categories
Sny

Może jednak nie uciekajmy?

Z teczki o moim ulubionym dziennikarzu
## Może jednak nie uciekajmy?
Bardzo dobrze nam się tutaj mieszkało mimo, że domek nieduży, wokół gęsta puszcza, a na dodatek język nie nasz, bo ja rosyjskiego ni w ząb, a rodzice zaledwie trochę pamiętają ze szkoły.
Któregoś dnia wybraliśmy się na jeden z rozlicznych spacerów i było mi wyjątkowo dobrze.
Powietrze choć rześkie i mroźne, jeszcze dodawało nastroju, a ptaki śpiewały głośno i pięknie jak wiosną. W czasie spaceru spotkaliśmy przyjaznego rudego kotka.

Z teczki o moim ulubionym dziennikarzu

Może jednak nie uciekajmy?

Bardzo dobrze nam się tutaj mieszkało mimo, że domek nieduży, wokół gęsta puszcza, a na dodatek język nie nasz, bo ja rosyjskiego ni w ząb, a rodzice zaledwie trochę pamiętają ze szkoły.
Któregoś dnia wybraliśmy się na jeden z rozlicznych spacerów i było mi wyjątkowo dobrze.
Powietrze choć rześkie i mroźne, jeszcze dodawało nastroju, a ptaki śpiewały głośno i pięknie jak wiosną. W czasie spaceru spotkaliśmy przyjaznego rudego kotka.
– Żebyśmy tylko nie spotkali tygrysa, bo nie byłoby już tak wesoło – powiedział tata mierzwiąc kociakowi sierść. Ptaki zaczęły śpiewać jeszcze głośniej a wtedy mama powiedziała:
– Powinniśmy jak najszybciej się stąd wyprowadzić.
– Dlaczego? – zapytałam z nutką oburzenia. Mamy przecież ciasne, ale własne mieszkanko, a w pobliżu piękny, ogromny las.
– Teraz tak ci się wydaje. Za czas niedługi każą nam wykonywać jakieś ciężkie roboty, jak za dawnych czasów. Będą mrozy i jeszcze mogą zagrażać tygrysy.
– Przecież tu jest tak cudownie. Nie uciekajmy jeszcze – nakłaniałam rodziców.
– A myślisz, że te ptaki to co to jest. Na Syberii tak ptaki nie śpiewają i jest ich mało. Pewnie ktoś je wypuścił, żeby nas zmamić, albo puścili z jakichś ukrytych głośników. Pan Putin jest do wszystkiego zdolny.
– Jak tam chcecie, ale przynajmniej spakujmy się porządnie, bo ja nie mam zamiaru niczego tu zostawić.
Wróciliśmy do domu z nieudanej przechadzki i zaczęliśmy zbierać nasze manatki. Tata włączył nawigację w telefonie i ustalił całą trasę łącznie z postojami.
– Pierwszy dłuższy postój dopiero w Warszawie – obwieścił.
– Radziłabym, byśmy czas jakiś pomieszkali u cioci Uli, bo ona z naszej rodziny i znajomych, najdalej mieszka od Rosji.
– Ale ciocia Ula ma małe mieszkanko – zaprotestowałam znowu.
– Ja tam jednak wolę naszą polską biedę i ciasnotę, niźli ruską zawieruchę – powiedziała mama pakując większą stertę ciuchów do walizy.
Zdjęłam z półki stojak z płytami i umieściwszy go w dużym pudle przysiadłam na łóżku. Mam nadzieję, że skoro już musimy stąd wyjeżdżać, to przynajmniej wrócimy do siebie, a nie będziemy pomieszkiwać na Śląsku. Możemy przecież ukrywać się w domu i wychodzić tylko z jakiegoś ważnego powodu, a potem Ruskom przejdzie i przestaną nas szukać.
Zresztą tata zatrudnił się u nich z własnej woli i miał prawo zmienić zdanie, więc nie powinni się do nas czepiać.
Pakowanie poszło nam bardzo szybko, ale bez zbędnej paniki. Rudy kotek też chciał się z nami zabrać, ale mama powiedziała, że nie chce stąd absolutnie nic zabierać, co wcześniej nie należało do nas.
Bardzo żal mi się zrobiło kociaka, ale mama była w tej kwestii nieugięta.

Podróż

Pierwszy dłuższy postój rzeczywiście był dopiero w Warszawie.
Zatrzymaliśmy się u pana Marcina Wojciechowskiego.
Kiedy zajechaliśmy do jego domu właśnie kończył dla nas posiłek. W kuchni przebywał z nim mały chłopiec i śpiewał fałszywie jakąś starą, polską piosenkę. Mamę bardzo to wkurzało, bo była zmęczona podróżą i pan Marcin o tym wiedział, ale z jakiegoś powodu nie uciszał chłopca, tylko wzdychał ciężko, jakby liczył, że malec wreszcie się domyśli. W końcu kazał mnie, zamiast mojej mamie iść do sypialni, a chłopcu zaproponował, by pobawił się jakąś jego nową zabawką. Chłopiec jeszcze chwilę pofałszował, poczym rzeczywiście zajął się czymś w drugim pokoju. Ja natomiast usiadłam na łóżku w sypialni i pomyślałam o uciekaniu.
Nagle coś trąciło moją nogę. Był to mały, puchaty piesek.
Wzięłam go na łóżko i zaczęłam głaskać, a psina przymykała oczy.
– Czy gdybyś mieszkał z panem Marcinem w przyjemnym, rosyjskim domku w pobliżu lasu to też byś z niego zwiał? – zapytałam pieska, ale on nie odpowiedział, tylko zwinął się w kłębek zapadając w głębszy sen.

3 replies on “Może jednak nie uciekajmy?”

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *