Categories
Sny

Komunikatory i Chipsy

Z teczki o Marcinie Wojciechowskim
## Komunikatory i Chipsy
Miałam być u Alicji do niedzieli po południu a był już czwartek. Nic konkretnego się nie działo, bo nacieszyłyśmy się już sobą, jej płyty już nie robiły na mnie takiego wrażenia.
Siedziałyśmy więc to na dole, to na gurze i rozmawiałyśmy, albo bawiłyśmy się z Lilką, jednym słowem wiodłyśmy beztroskie życie przyjaciółek. I właśnie w ten czwartek, kiedy kompletnie nic się nie działo i może nawet było trochę nudno rodzice Ali poinformowali nas:
– Mamy nowy pokój w którym będzie się dla was coś dziać, możecie tam zapraszać gości i robić to, na co macie ochotę.

Z teczki o Marcinie Wojciechowskim

Komunikatory i Chipsy

Miałam być u Alicji do niedzieli po południu a był już czwartek. Nic konkretnego się nie działo, bo nacieszyłyśmy się już sobą, jej płyty już nie robiły na mnie takiego wrażenia.
Siedziałyśmy więc to na dole, to na gurze i rozmawiałyśmy, albo bawiłyśmy się z Lilką, jednym słowem wiodłyśmy beztroskie życie przyjaciółek. I właśnie w ten czwartek, kiedy kompletnie nic się nie działo i może nawet było trochę nudno rodzice Ali poinformowali nas:
– Mamy nowy pokój w którym będzie się dla was coś dziać, możecie tam zapraszać gości i robić to, na co macie ochotę.
Zaraz poszłyśmy do owego pokoju, gdzie szybko się rozgościłyśmy.
Pokój ten był brzydki i w ogóle nie pasował do wnętrza domu przyjaciółki, ale było tam kilka płyt, których Alicja wcześniej w tym domu nie widziała dlatego też przyjaciółka przyniosła swego niezawodnego Blaupunkta i zaczęła płyty przeglądać. Nagle ktoś zadzwonił do drzwi domu Ali i rodzice wpuścili kogoś do środka, a już w następnje chwili ten ktoś zapukał do naszego pokoju i Alicja wpuściła go do środka. Był to pan Marcin Wojciechowski, który w drodze do domu postanowił nas odwiedzić. Pan Marcin proponował mi zarejestrowanie się na jakiś nieznany nam komunikator, a że nie byłam tą propozycją zachwycona wylogował się i poczęstował ciastkami, które zostawili rodzice Ali. Zapytałam go czy często wydaje swoje płyty skoro ma ich tak dużo i wtedy pan Marcin puścił jakieś nagranie, na którym było w tle słycać posenkę, któej szukam od jakiegoś czasu i głośne rozmowy.
Potem zostawił nam jakąś małą karteczkę z liczbami, pożegnał się i poszedł.
– To rzeczywiście działa – powiedziałam do Alicji nadal przeglądającej płyty.
– Moi rodzice rzadko coś dają, ale jak już dadzą to porządnie.

Już po beztroskim pobycie

Była środa wieczorem.
Usiłowałam słuchać zet na punkcie muzyki, bo wielki hałas był w pokoju. Trochę chciało mi się spać, ale musiałam się jeszcze uczyć.
Zdziwiło mnie, że w radiu lecą tylko piosenki i nikt nic nie mówi.
Nagle zapukała do naszego pokoju pani Ilona.
– Karolinko, czas iść na orientację.
– Och, zupełnie o tym zapomniałam, jestem dziś niedzisiejsza.
Otworzyłam szafkę, by wyjąć z niej dokumenty i znalazłam tam chipsy. Z wrażenia zabrałam je ze sobą na zajęcia.
Idąc przez Kraków otworzyłam paczkę, a pani Ilona jadła razem ze mną.
Nagle, gdy byłyśmy blisko przystanku poczułam ogromny niepokój i jakoś wiedziałam, że to wszystko wina tych nieszczęsnych chipsów, które potkusiło mnie wziąć.
– Musimy nawiewać! – krzyknęłam z całych sił, złapałam się pani kurczowo za rękę, w drugiej trzymając laskę i napoczętą paczkę chipsów gnałam ile sił w płucach do autobusu.
Wsiadłyśmy do jakiegoś, ale ja nadal się bałam. W autobusie grało radio, ale nie wiedziałam jakie, bo leciała jakaś piosenka.
Zostawiłam chipsy na krześle a potem wysiadłyśmy z autobusu, a pani Ilona robiła mi wyrzuty, że narobiłam zamieszania na zajęciach.
Przecież ona sama też się wystraszyła – pomyślałam, ale już nie chciałam się z nią kłócić. Wiedziałam, że coś złego się dzisiaj stało, że coś tu jest nie tak.

2 replies on “Komunikatory i Chipsy”

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *