Categories
Sny

Mam chandrę i dajcie mi wszyscy święty spokój (oczywiście to tytuł opowiadania)

To był bardzo ciężki dzień i chyba najcięższy w tym roku szkolnym.
Zaczęło się niewinnie od małego smuteczku jakim było nieprzywiezienie płyt przez Alicję, ale potem było już tylko gorzej.
Lekcje dłużyły się nieznośnie, a na polskim pani przypomniała o konkursie na najlepszą pracę pisemną na temat informatyki i dodała, że w nas wieży i to od naszej klasy spodziewa się najciekawszych prac. Problem w tym, że pani nic nam wcześniej o tym konkursie nie mówiła, a dziś powiedziała, że prace będzie zbierać jutro rano, a praca, która wygra ma zostać wygłoszona z pamięci przez jego właściciela.
bardzo mnie ta sytuacja wkurzyła, bo cała klasa we mnie pokładała nadzieje, że napiszę jakiś piękny wiersz o informatyce i cała niemal odpowiedzialność wygrania w tym piekielnym konkursie spadła na mnie. Przecież ja tego nie zdążę napisać, zwłaszcza, że nie mam dziś weny w ogóle do jakiegokolwiek pisania. Z tego wszystkiego dostałam wielkiej chandry i poprosiłam, by wszyscy dali mi święty spokój, to może coś sklecę, ale nie obiecuję.
Kiedy tak siedziałam schandrowana na swym łóżku nie odrabiając dziś lekcji z powodu mego polonistyczno-informatycznego zadania wena zaczęła stopniowo do mnie wracać.

To był bardzo ciężki dzień i chyba najcięższy w tym roku szkolnym.
Zaczęło się niewinnie od małego smuteczku jakim było nieprzywiezienie płyt przez Alicję, ale potem było już tylko gorzej.
Lekcje dłużyły się nieznośnie, a na polskim pani przypomniała o konkursie na najlepszą pracę pisemną na temat informatyki i dodała, że w nas wieży i to od naszej klasy spodziewa się najciekawszych prac. Problem w tym, że pani nic nam wcześniej o tym konkursie nie mówiła, a dziś powiedziała, że prace będzie zbierać jutro rano, a praca, która wygra ma zostać wygłoszona z pamięci przez jego właściciela.
bardzo mnie ta sytuacja wkurzyła, bo cała klasa we mnie pokładała nadzieje, że napiszę jakiś piękny wiersz o informatyce i cała niemal odpowiedzialność wygrania w tym piekielnym konkursie spadła na mnie. Przecież ja tego nie zdążę napisać, zwłaszcza, że nie mam dziś weny w ogóle do jakiegokolwiek pisania. Z tego wszystkiego dostałam wielkiej chandry i poprosiłam, by wszyscy dali mi święty spokój, to może coś sklecę, ale nie obiecuję.
Kiedy tak siedziałam schandrowana na swym łóżku nie odrabiając dziś lekcji z powodu mego polonistyczno-informatycznego zadania wena zaczęła stopniowo do mnie wracać.
Wkręciłam więc kartkę do maszyny, bo nie chciało mi się włączać komputera obawiając się, że wena mi ucieknie i zaczęłam pisać.
Jednak moja radość nie trwała zbyt długo, bo właśnie z jakichś zajęć wróciła do pokoju Emilia i zaczęła mi przeszkadzać. Z początku tylko mnie zagadywała, ale potem przeszła do rękoczynów i zaczęła mnie łaskotać i bić tak, że już nie mogłam się na niczym skupić i wielka chandra powróciła ze zdwojoną siłą.
Zaczęłam na Emilię krzyczeć, ale to nie pomagało i wena uciekła bezpowrotnie, co jeszcze utwierdziło mnie w chandrze. Po kolacji niespodziewanie przyszła Alicja z wypchaną płytami i kasetami torebką i wysypała jej zawartość na moje łóżko oznajmiając, że żartowała z tym niewzięciem płyt i zaraz mi je da tylko je znajdzie w tym bałaganie.
Część płyt pospadało na podłogę, a ja w dalszym ciągu siedziałam z maszyną na kolanach i przeżywałam utraconą bezpowrotnie wenę. W końcu moje beznadziejne samopoczucie i wielka irytacja spowodowana wydarzeniami dzisiejszego dnia osiągnęła punkt kulminacyjny i moją wielką złość okazałam zrzucając maszynę na podłogę.
Wtedy to Emilia podeszła do mnie i maszyny i zauważyła ze stoickim spokojem, że pod maszyną leży płyta Michaela Jacksona po czym wyciągnęła ją spod maszyny, ale zostawiła ją na podłodze.
Teraz w naszym pokoju przebywały już dwie schandrowane dziewczyny ja i Ada. Ja w dalszym ciągu z tych samych powodów co przedtem, a przyjaciółka naturalnie z powodu okropnego losu jej płyty. Po tym incydencie nie przeprosiwszy nawet przyjaciółki odłożyłam maszynę na miejsce nie wykręcając zapisanej już trochę kartki po czym zadzwoniłam do cioci Dzidzi i opowiedziałam jej o moich problemach. Ciocia doradziła mi, bym zaczekała aż wszyscy pójdą spać w tym również nieznośna Emilia i dokończyła wiersz.
Natomiast co do jego wyrecytowania, to po prostu i najzwyczajniej w świecie go przeczytasz i nie będziesz się tym przejmować. Ja jutro przyjadę po południu, by dodać ci otuchy – powiedziała ciocia na koniec tej rzeczowej rozmowy.
Muszę przyznać, że ciocia bardzo mnie podniosła na duchu tymi kilkoma rzeczowymi zdaniami i może rzeczywiście coś z tego będzie, bowiem bardzo nie chciałabym zawieść klasy i w ogóle wszystkich tych, co oczekują ode mnie wygrania tego konkursu. Najważniejsze jest dla mnie to, że się nie poddałam i mimo przeciwności doprowadziłam sprawę do końca. Ciekawe jak się to wszystko skończy.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *