Categories
Sny

Ruski ogród na pocieszenie

Wika jak zwykle przyjechała wcześniej. Ja byłam jeszcze w drodze, kiedy do mnie zadzwoniła.
– W naszym pokoju nadal jest syf. Nie radzę się w nim kwaterować.
– Więc co?
– Chyba izolatka, a jak nie, to niech włodarze myślą.
Zmartwiona tym obrotem sprawy z niecierpliwością oczekiwałam końca podróży. Zajechawszy na miejsce od razu wzięłam klucz do izolatki i wstępnie się rozpakowałam. Na jednej z przerw podjęłam temat pokoju.

Wika jak zwykle przyjechała wcześniej. Ja byłam jeszcze w drodze, kiedy do mnie zadzwoniła.
– W naszym pokoju nadal jest syf. Nie radzę się w nim kwaterować.
– Więc co?
– Chyba izolatka, a jak nie, to niech włodarze myślą.
Zmartwiona tym obrotem sprawy z niecierpliwością oczekiwałam końca podróży. Zajechawszy na miejsce od razu wzięłam klucz do izolatki i wstępnie się rozpakowałam. Na jednej z przerw podjęłam temat pokoju.
– Wracaj Wika do izolatki, skoro 304 nie jest w porządku.
– Nie, nie mogę.
– Ale dlaczego?
– Nie mogę – upierała się Wiktoria, ale nie chciała powiedzieć nic więcej. Mijały dni, a koleżanka nadal była nieustępliwa. Zaczęła mnie nawet unikać i przepisała się do drugiej grupy.
Pewnego wieczora przyszła do mnie Alicja z jej koleżanką Kamilą.
– Szukałam cię wszędzie. Co ty tu jeszcze robisz?
– Mieszkam – odburknęłam przyjaciółce.
– My mamy zamiar zamówić sobie kapuśniak, bo ani obiad, ani kolacja nie była dobra – mówiła Kamila.
Podeszłam do Ali i szepnęłam jej na ucho:
– Wyślij Kamę po ten kapuśniak, bo ja muszę z tobą poważnie porozmawiać. – Przyjaciółka uczyniła jak prosiłam i już po chwili siedziałyśmy same w pokoju.
– Alicjo, jest problem. Wika nie chce ze mną mieszkać. Podobno w 304 są złe warunki, więc znów dostałyśmy izolatkę, ale ona nie chce w niej mieszkać. Poszłabym zobaczyć, co tam się dzieje, ale boję się, że wtedy włodarze każą mi tam zamieszkać, a może tam już śpi Kaśka i będę na nią skazana.
– W takim razie zostań tutaj.
– Wika mnie unika. Przepisała się nawet do innej grupy. Źle mi z tym!
– Nie możesz ryzykować. Skoro masz taką szansę to śpij tutaj. Wieczorami i tak słuchasz audycji, rano się uczysz, a jak ci będzie bardzo źle to zawsze możesz do mnie przyjść.
– Niby tak, ale może Wiktoria ma jakieś kłopoty, a ja nic z tym nie robię.
– Dobrze. W takim razie ja jutro tam zajrzę. Na razie idę zjeść ten kapuśniak, bo się Kamila obrazi. Tymczasem zajmij się czymś. Będzie dobrze, zobaczysz!
Następnego dnia, zaraz po lekcjach dzwoniłam do przyjaciółki, ale nie mogłam się dodzwonić.
Wreszcie pod wieczór zjawiła się.
– Ubieraj się, wychodzimy – zarządziła.
– A co z Wiką i z naszym pokojem?
– Nie trać czasu! Gdzie masz buty? Kurtki nie musisz ubierać. – Zła na przyjaciółkę, że ta tak mną rządzi i jeszcze nie chce nic powiedzieć poszłam po buty i ubrałam je pośpiesznie w nadziei, że wtedy się czegoś dowiem. Niestety moje nadzieje były płonne. Przyjaciółka wyprowadziła mnie z pokoju, zamknęła drzwi i wręczyła mi klucz, poczym poprowadziła do drzwi wyjściowych.
– Nie martw się. Jesteś już wypisana. – W szkolnym ogrodzie przejęła mnie ciocia Zdzisia. Czekała tam również mama i Dorotka. Bez słowa ciocia ujęła mnie za rękę i wyprowadziła poza ogród.
Pogoda rzeczywiście była niebrzydka, ale to przecież nie był powód, by tak na biega wychodzić na spacer. Po jakichś dziesięciu minutach zatrzymałyśmy się na chwilę. Ciocia szepnęła coś do kogoś i wpuszczono nas za bramę jakiejś posesji. Był to piękny ogród z dużym stawem w jego końcu. Po stawie pływały mewy, rybitwy i kaczki, a także jedna gęś.
Zrobiło mi się błogo i przyjemnie. Usiadłyśmy na ławce. Mama wyjęła z zanadrza jakąś bułkę i zaczęłyśmy karmić ptaki.
Nikt nic nie mówił, a czas jakby się zatrzymał.
Siedziałyśmy tam aż bułka się skończyła. Ptaki domagały się jeszcze, ale ciocia już zarządziła powrót. Tym razem to mama wzięła mnie pod rękę, a ciocia z Doris wyszły na prowadzenie.
– To jest ruski ogród – powiedziała ciocia poważnie. Nie wiedziałam, co mam z tą informacją zrobić, ale skoro ciocia tak powiedziała, to pewnie tak jest. Nagle poczułam nieodpartą chęć zboczenia w jedną ze ścieżek.
– To nie jest twoja ścieżka, ale skoro tam chcesz iść, to może kiedyś będzie twoja – odezwała się ciocia.
– A czyja teraz jest? – zapytałam, rozczarowana, że nie mogę teraz tam pójść.
– Jak tu kiedyś wrócisz, to sprawdzisz.
– A kiedy wrócę? – zapytałam z przestrachem.
– Jak ktoś zechce tu z tobą przyjść.
– To dlaczego przyszłyśmy taką grupą?
Mogłam najpierw przyjść z tobą, potem z mamą, a potem z Doris, a tak to okazja się zmarnowała.
– A może my wszystkie chciałyśmy tu z tobą przyjść? Nie zawsze jest tak, jak się chce.
– Myślę, że uda mi się namówić Piotra. Masz jakąś mapę do tego miejsca? – zapytałam ciocię.
– Daj mu mój numer telefonu.
– Dlaczego tak? Przecież jak będę tu chodzić codziennie, to będziemy cię nękać telefonami.
– Wątpię, że będziesz miała z kim przychodzić – powiedziała ciocia nieco opryskliwie i opuściłyśmy ogród.
Prawie już zapomniałam o Wiktorii i jej dziwnym zachowaniu.
Cały czas obmyślałam kiedy i z kim uda mi się wybrać do ruskiego ogrodu zapomnienia. Alicji też nie widywałam.
Ciekawe co by było, gdyby tak namówić jakiegoś włodarza i zabrać ze sobą Alę, a może i Wiktorię? Nurtowało mnie również czyja jest ścieżka do której tak mnie ciągnęło.
Muszę poszukać tej Alki i opowiedzieć jej wszystko, bo normalnie mnie rozsadzi.

One reply on “Ruski ogród na pocieszenie”

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *