Categories
Sny

Buty i telefon źródłem kłopotów

W kuchni unosi się zapach odgrzanego przeze mnie jedzenia. Mamy jeszcze nie ma w domu, tata też w pracy. W radiu nudna komercja. Jak tylko dopiję kompot, idę do pokoju i zajmę się czymś pożytecznym, ale narazie niedbale sączę napój z kubka i zastanawiam się, które z rodziców wróci wcześniej. Pierwsza zjawiła się mama, z siatką zakupów w ręku.
Witaj córeńko. Kupiłam sobie nowe buty, wiesz?
– To wspaniale. Czy masz do nich jakieś zastrzeżenia czy też są one idealnym obuwiem?
– Są wspaniałe Karolciu. Zaraz je przymierzę, to usłyszysz jak stukają. – Mama pośpiesznie wyciąga obuwie z pudełka i wkłada je na nogi.
Zaledwie postawiła pierwsze kroki a z radiem zaczęło się dziać coś dziwnego. Piosenka, która akurat była puszczona zaczęła to przyspieszać, to znów zwalniać, a następnie pojawiały się w niej różne efekty w całkiem losowy sposób i brzmiało to zupełnie tak, jak gdyby jakiś znudzony realizator bawił się mikserem i bezładnie grzebał w sesji. Z początku lekko mnie to bawiło, ale wkrótce przestałam się uśmiechać, bo również coś dziwnego zaczęło się dziać z innymi sprzętami w naszym domu. Sama włączyła się kuchenka mikrofalowa i piszczała głośno jak na alarm, lodówka zaczęła trzeszczeć i wibrować, pralka postukiwać. W moim pokoju wyłączyła i włączyła się wierza. Nie upłynęło 10 minut a wszystkie sprzęty w naszym domu były zepsute. Mama stała po środku kuchni jak skamieniała.

W kuchni unosi się zapach odgrzanego przeze mnie jedzenia. Mamy jeszcze nie ma w domu, tata też w pracy. W radiu nudna komercja. Jak tylko dopiję kompot, idę do pokoju i zajmę się czymś pożytecznym, ale narazie niedbale sączę napój z kubka i zastanawiam się, które z rodziców wróci wcześniej. Pierwsza zjawiła się mama, z siatką zakupów w ręku.
Witaj córeńko. Kupiłam sobie nowe buty, wiesz?
– To wspaniale. Czy masz do nich jakieś zastrzeżenia czy też są one idealnym obuwiem?
– Są wspaniałe Karolciu. Zaraz je przymierzę, to usłyszysz jak stukają. – Mama pośpiesznie wyciąga obuwie z pudełka i wkłada je na nogi.
Zaledwie postawiła pierwsze kroki a z radiem zaczęło się dziać coś dziwnego. Piosenka, która akurat była puszczona zaczęła to przyspieszać, to znów zwalniać, a następnie pojawiały się w niej różne efekty w całkiem losowy sposób i brzmiało to zupełnie tak, jak gdyby jakiś znudzony realizator bawił się mikserem i bezładnie grzebał w sesji. Z początku lekko mnie to bawiło, ale wkrótce przestałam się uśmiechać, bo również coś dziwnego zaczęło się dziać z innymi sprzętami w naszym domu. Sama włączyła się kuchenka mikrofalowa i piszczała głośno jak na alarm, lodówka zaczęła trzeszczeć i wibrować, pralka postukiwać. W moim pokoju wyłączyła i włączyła się wierza. Nie upłynęło 10 minut a wszystkie sprzęty w naszym domu były zepsute. Mama stała po środku kuchni jak skamieniała.
Wreszcie przesunęła się w stronę najbliższego krzesła, ale nogi miała jak z ołowiu a usiadłszy z trudem, długo nie mogła zdjąć wymarzonego obuwia. Kiedy tata wrócił z pracy oczywiście wydarł się na nas myśląc, że spowodowałyśmy jakieś zwarcie, które masowo pozbawiło nas całego domowego osprzętowania. Nie chciał w ogóle uwierzyć, że powodem całkowitego zniszczenia były piękne czółenka stojące w najciemniejszym kącie korytarza. Po tym okropnym zdarzeniu długo nie mogłam się pozbierać i chodziłam nadąsana i milcząca.
Któregoś dnia mama stwierdziła, że to ja powinnam chodzić w tych butach. Obuwie o dziwo na mnie pasowało, ba, leżało jak ulał, co było wręcz paranormalne, gdyż jeszcze nikt nie wynalazł butów uniwersalnych, zwłaszcza jeśli chodzi o obuwie letnie typu: baleriny, sandały, lakierki czy tym podobne, bo taki rodzaj buta musi być ściśle dopasowany do nogi właściciela. Moja mama ma o dwa rozmiary większą stopę ode mnie.
Przeszłam się po domu w nieszczęsnych butach i nic się złego nie wydarzyło, ale oświadczyłam rodzicielce, że absolutnie nie będę w tych butach chodzić.
Wyjdę w nich kiedyś sama na miasto z laską i nieszczęście gotowe. W głowie miałam obrazy z bajki magiczne drzewo, gdzie przedmioty miały nadprzyrodzoną moc i potrafiły wyrządzać wielkie szkody ich właścicielom. Mama wkurzyła się na mnie i nie odzywałyśmy się do siebie przez ładnych kilka dni.
Potem mama wydała buty sąsiadce i kłopot z pięknym, uniwersalnym obuwiem na dobre się skończył. Mama wyjechała jak zwykle do Niemiec na zarobek, a ja nadal chodziłam na uczelnię.
Któregoś dnia skończyłam wyjątkowo wcześnie, bo nie było jednego z wykładowców. Była piękna pogoda, więc udałam się do parku. Usiadłszy na ławce, wyjęłam z przepastnej torby paczkę chipsów i zaczęłam ją powoli opróżniać chrupiąc głośno. Jedząc niezdrową żywność rozmyślałam, że do szczęścia brakuje mi tylko małego, najlepiej rasowego pieska z bujną sierścią. Przymknęłam oczy i zaczęłam sobie takiego pupila wyobrażać. Miał on sierść pekińczyka, kształty i proporcje Froda, kolory terierki Lusi, a wielkość shiht-su.
– Cześć Karola! – słyszę obok siebie wesoły głos i wnet go poznaję, bo należy on do Adasia, kolegi z podstawówki i gimnazjum.
– Cześć Adam. Co ty tu robisz chłopie? – pytam z nieudawanym zaskoczeniem.
– A, przyjechałem tu na parę dni, do moich znajomych. A ty jak tam? Czym się zajmujesz?
– No jak narazie studiowaniem, dziennikarstwo i komunikacja społeczna.
– I jak ci się podoba? – pyta z ożywieniem dawny kolega.
– Jest w porządku. A ty jak? – rozmowę przerywa nam mój telefon komórkowy, który rozdzwonił się wesołym, latynoskim utworem formacji Morat.
Przepraszam Adasia i wyciągam telefon z torby, by go odebrać. To dzwoni tata. Mówi, że dziś bardzo późno wróci z pracy, a ja mu na to, że ja już po zajęciach, ale właśnie spotkałam starego znajomego, więc może spędzę z nim trochę czasu. Kiedy kończę tę krótką wymianę zdań odzywa się Adam:
– O, ty masz ustawiony swój prywatny dzwonek na Iphonie. Jak to zrobiłaś?
– A, namęczyłam się przy tym jak nie wiem i jeszcze kolega mi pomagał, bo chyba całkiem sama nie dałabym rady.
– Ja też miałem z tym ogromny problem, ale kolega polecił mi pewną aplikację do tworzenia dzwonków i…
– Tak tak, jest ich sporo – przerywam koledze – ale one wiele nie dają, bo i tak trzeba mieć muzykę na itunesie i jeszcze za bardzo ingerują w ten dzwonek.
– A tak. Jest sporo na rynku tego dziadostwa, ale ja mam na myśli aplikację „Your ringtone”, która podaje ci numer do polskiego przedstawiciela i gdy tylko tam zadzwonisz, mówisz im jaką muzykę lubisz i oni już sami robią dla ciebie dzwonki i sami je ustawiają na każdą osobę z twoich kontaktów, jak sobie tylko wymarzysz. Następnie do każdego dzwonka z osobna jest przypisany jeden opiekun i jeśli coś by przestało działać, albo zechciałabyś zmienić dzwonek, to dzwonisz pod konkretny, podany ci przez nich numer i oni już załatwiają co trzeba.
– Jeju, że komuś się chciało coś takiego stworzyć.
– No chciało chciało. To jest na cały świat, choć w Hiszpanii wyniknęły z tym pewne problemy, ale już zostały one rozwiązane.
– A co na to firma apple? – pytam, coraz bardziej przestając wierzyć tym bujdom opowiadanym przez kolegę. Ten Adaś to się chyba nigdy nie zmieni. Zawsze będzie bajdurzyć i opowiadać głodne kawałki.
– No, oni nie są zbyt szczęśliwi, ale chyba ta firma coś im zapłaciła i przycichli.
– Ech Adaś adaś. – Kolega posiedział jeszcze chwilę dopóki i do niego ktoś nie zadzwonił i prosił, by ten wrócił już do domu na posiłek.
– Dobra, muszę spadać. Trzymaj się Karolciu. I sprawdź sobie tę apkę. Kiedy wróciłam do domu o dziwo zastałam w nim tatę, a z kuchni pachniało jakąś smaczną potrawą. Tata poprosił, żeby przez najbliższe pół godziny nie pokazywać się w kuchni, bo on robi świąteczną potrawę i chce, by wyszła jak najlepiej.
– A cóż to za okazja? – pytam.
– Powiem ci przy posiłku. Idź do siebie.
Będąc w swoim pokoju wpisałam w appstore „Your ringtones” i pobrałam aplikację poleconą przez Adasia. Nie skorzystałam jednak z linii telefonicznej, tylko sama wypełniłam muzyczną ankietę. Już po dziesięciu minutach przyszło powiadomienie, że dzwonki zostały poustawiane.
Kryteriami była częstotliwość dzwonienia i lista utworów. Tak więc osoba do której dzwoniłam najczęściej, dostała najlepszy utwór z mojej listy i tak dalej, i tak dalej. Mamie przypadł jeden z utworów grupy Morat, tacie despacito, babci Gotes de agua dulce itd…
Kiedy wszystko było już gotowe, tata zawołał mnie do stołu. Z głośników dobywał się jazz, a z potraw wspaniały, obiecujący zapach.
– No zdradzisz wreszcie tę tajemnicę cóż to za okazja?
– Tak, dostałem lepszą pracę, a i dla ciebie też się coś znajdzie.
– A pogodzę to ze studiami?
– Musisz pogodzić. Taka okazja może się już więcej nie powtórzyć. Siadaj, zaraz wszystko ci wyjaśnię.
Ledwo nabijam pierwszy kęs, a słyszę z pokoju mój telefon. Leci niedbale przycięta piosenka Calle Paris – tu, solo tu a voiceover obwieszcza mama.
Jakim cudem mama? Przecież na mamę był Morat. No i dlaczego to jest tak kijowo przycięte? Zaraz dzwonię do tej obsługi, by ich opieprzyć i dać do zrozumienia, że mają do czynienia z realizatorem dźwięku a nie jakimś amatorem. Nie zważając na uroczysty nastrój w kuchni-salonie, wypadam do swojego pokoju, łapię za telefon. Mama już się rozłączyła. To dobrze. Mam wolną linię, by zadzwonić do tych od dzwonków. Adaś coś opowiadał, że do każdego dzwonka jest osobny numer, to może i osobny realizator.
Wolałabym jednak nie obdzwaniać wszystkich kontaktów, bo trochę tego jest. No nic.
Narazie zadzwonię na numer odpowiadający kontaktowi mama. Nie wiem gdzie go szukać, ale domyślam się, że numer wpisano po prostu w moim kontakcie do mamy. Tak rzeczywiście było. Kobieta, która odbiera, ma miły, przychrypnięty głos i obcy akcent.
– Dzień dobry. Ja dzwonię w sprawie mojego dzwonka ustawionego na kontakt o nazwie mama.
– A ile mama ma lat? – pyta kobieta, co ogromnie mnie dziwi.
– Czterdzieści sześć.
– O, to w chuj dużo – mówi kobieta po drugiej stronie linii. – A imię jej matki i ojca możesz podać?
– No mogę, ale co to zmieni – odpowiadam już rozdrażniona absurdem tej rozmowy.
– No potrzebne mi, do naszego formularza – odpowiada Chrypka nerwowo.
– To co jeszcze chcecie o niej wiedzieć? Jaki rozmiar buta nosi? Co jada zwykle na śniadanie?
– O to to to. Im więcej będzie danych w formularzu tym lepiej.
– Nie mam zamiaru tego dłużej wysłuchiwać. Zgłaszam problem. Mianowicie dzwonek na mamę powinien być grupy Morat, a nie grupy Calle Paris i powinien być ładnie przycięty, a nie jakieś realizatorskie gówno!
– Rozumiem. Najwidoczniej nasz Ricardo się obija. Może jak jutro nabierze chęci do działania, to zajmie się pani problemem. Nie miałaby pani pomysłu jak wyrwać go z…
– Rozumiem, że w waszej aplikacji przy wybieraniu muzyki do dzwonków powinnam zwracać większą uwagę na narodowość, by przewidzieć sposób podchodzenia przez daną nację do przydzielonych im obowiązków – przerywam zgryźliwie.
– To jest pani sprawa jakiej muzyki pani słucha i jakie dzwonki pani chce posiadać na swym Iphonie. – Mówi Chrypka urażonym tonem. – Proszę jeszcze raz powtórzyć treść zażalenia.
– Nie te dzwonki co trzeba i źle poprzycinane! – wrzeszczę do słuchawki.
– Dobrze, zapisałam. Czy to wszystko?
– Tak, to wszystko. Dziękuję, do widzenia. – odpowiadam sucho i rozłączam się nie zważając, że kobieta po drugiej stronie linii usiłuje jeszcze coś wychrypieć.
Jeszcze dobrze nie odłożyłam telefonu na półkę a przychodzi do mnie sms o następującej treści: Rozmowa z przedstawicielem kontaktu mama trwała 16 minut. Jej koszt to milion złotych polskich. Na wpłatę czekamy 30 dni, a po ich upływie zaczną narastać odsetki. Telefon wypada mi z ręki na tapczan. Z wrażenia nie mogę wykonać żadnego ruchu. Po kilku minutach tata zniecierpliwiony tak długą moją nieobecnością wchodzi do sypialni i zastaje mnie całkiem osłupiałą. Podnosi telefon z tapczana i odczytuje wiadomość. Spodziewam się jego krzyku, ale nic takiego nie następuje.
– Nigdy się im nie wypłacisz – mówi tylko i wychodzi. Z kimś rozmawia przez telefon w sypialni rodziców, pewnie z mamą.
Wraca do mnie cały roztrzęsiony. A miało być tak fajnie.
Załatwiłem ci pracę w nowo otwartej firmie, której debiutem jest aplikacja „Your ringtones”.
Twoim zadaniem miało być tymczasowe zastąpienie Ricarda, jednego z tamtejszych realizatorów.
Teraz należy się modlić, by ten Hiszpan nie wrócił do pracy, bo każdy pieniądz jest dla ciebie ważny.
Całe życie będziesz tonąć w niewyobrażalnych długach.
– Wiem o tym – mówię cicho.
Nagle dociera do mnie miejsce pracy, które proponuje ojciec.
– Co? I teraz powiedzieć tacie, że to jest firma u której właśnie mam ten bajoński rachunek do zapłaty?
– Nie! – wrzeszczę na całe gardło i chcę, by to był tylko sen, albo by zaszła jakaś pomyłka. To wstrętne babsko specjalnie wypytywało mnie o wszystko, by przedłużyć rozmowę. Cholerni naciągacze!
Życzę tej zachrypniętej babie całkowitej utraty głosu, a leniwemu Hiszpanowi utraty słuchu.

One reply on “Buty i telefon źródłem kłopotów”

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *