Categories
Sny

Inwazja piłeczek

To tak a propos wszelkich wirusów, inwazji i innych temu podobnych.
### Inwazja piłeczek
Kamil znów się we mnie zakochał, ale i tym razem nie przyjęłam jego uczucia. Chłopak postraszył mnie, że jego koledzy z Chmurowa jeszcze mi pokażą. W domu mama właśnie szykowała się do Niemiec.
Byłam bardzo zmęczona i zaraz położyłam się do łóżka. W radiu leciała piosenka Akona, która była przebojem, gdy Kamil pierwszy raz się we mnie kochał.
Trochę się tego przestraszyłam, ale przecież Kamil i jego kompania z Chmurowa nie może mieć wpływu na radio.

To tak a propos wszelkich wirusów, inwazji i innych temu podobnych.

Inwazja piłeczek

Kamil znów się we mnie zakochał, ale i tym razem nie przyjęłam jego uczucia. Chłopak postraszył mnie, że jego koledzy z Chmurowa jeszcze mi pokażą. W domu mama właśnie szykowała się do Niemiec.
Byłam bardzo zmęczona i zaraz położyłam się do łóżka. W radiu leciała piosenka Akona, która była przebojem, gdy Kamil pierwszy raz się we mnie kochał.
Trochę się tego przestraszyłam, ale przecież Kamil i jego kompania z Chmurowa nie może mieć wpływu na radio.
Następnego dnia mieliśmy pojechać na cmentarz. Gdy jedliśmy śniadanie wpadła do nas zdenerwowana babcia.
– Co my teraz zrobimy. On nas zniszczy, tak jak zniszczył swojego sąsiada!
– Dlaczego go zniszczył. Na pewno miał jakiś powód. Jak to zrobił? – zapytał tata.
– Włamał się do jego domu i zasypał go mnóstwem piłeczek. Zostawił też kilka wielkich kamieni i zabrał ich psa. On go bardzo chciał mieć, ale sąsiad go nie chciał dać, bo po pierwsze bardzo go lubił, a po drugie uważał, że psu będzie u niego źle. Poza tym jemu się wszystko podoba, co nie należy do niego i tylko patrzeć jak do nas przyjdzie i zasieje zniszczenie.
– Jak on się nazywa? – zapytała mama.
– Pan Edward Skórek. Jest chyba arabem. Przynajmniej na takiego wygląda. Po tych słowach babcia opadła na krzesło. Rodzice jednak nie podzielali jej zdenerwowania. On nie mieszka tak blisko nas.
Poza tym co się będziemy martwić na zapas. Po śniadaniu tata zszedł, by wyprowadzić samochód. Ja ubrawszy się również zeszłam na dół. Już w ganku usłyszałam jedną z moich ulubionych piosenek Phila Collinsa z jednej z moich ulubionych płyt. Wsiadłam do samochodu, ale właśnie wtedy tata przyciszył i włączył radio.
Nawet nie zaprotestowałam. Zatrzymaliśmy się na parkingu, a tata wziął radio wraz z moją płytą i zaniósł je do przechowalni. Nie bardzo mi się to spodobało. Na pewno zgubią albo zniszczą płytę, a radio podmienią, albo coś. Na cmentarzu byliśmy dość długo, a ja myślałam o naszych rzeczach w przechowalni oraz o niebezpiecznym panu Edwardzie Skórku. W samochodzie nawet nie zapytałam o radio i płytę. Siedziałam na przednim siedzeniu bojąc się coraz bardziej. Wchodząc do domu tata schylił się na chwilę i powiedział:
– Zobacz Karola, piłeczka. Skąd ona się tu wzięła? – tata podał mi niedużą, plastikową piłeczkę, taką jaką można spotkać w dziecięcym basenie z kulkami.
– On tu był – pomyślałam z przestrachem i wyszłam do ogrodu. Koło psiego kojca znalazłam jeszcze jedną taką piłeczkę, ale nikomu o tym nie powiedziałam.
Wróciłam do domu.
Przez resztę dnia nie mogłam znaleźć sobie miejsca. W końcu, późnym popołudniem pożyczyłam telefon od mamy i zadzwoniłam do przyjaciółki.
– Cześć Karolina. Jak się miewasz? – usłyszałam wypitchowany głosik w słuchawce.
Innym razem bardzo bym się tego przestraszyła, bo nie lubię mieć przygód z telefonami, ale teraz w obliczu strachu przed panem Edwardem i jego niecnymi planami nie bałam się tak jak zwykle. Nie znaczyło to jednak, że wcale mnie to nie ruszyło.
Wręcz przeciwnie.
Przez ten zniekształcony głos nie mogłam poznać, czy to Ada czy nie, a co za tym idzie nie mogłam jej się zwierzyć z naszego wielkiego problemu. Rozłączyłam się rozczarowana i wzięłam swój telefon, by ponowić próbę. Może to z mamy telefonem coś się stało. Niestety tym razem Ada nie odebrała. W nocy nie mogłam spać, ale było to trochę usprawiedliwione, bo mama wciąż jeszcze była niespakowana i krzątała się po domu. Gdzieś koło drugiej zapytała:
– Jeszcze nie śpisz kochanie?
– Nie mogę zasnąć – odpowiedziałam.
– Zaraz kończę. Jutro sobie odeśpisz – powiedziała rodzicielka i rzeczywiście zaraz położyła się do łóżka.
Następnego dnia mama zawiozła mnie do Czostkowa, bo jej wyjazd się opóźnił. Posadziła mnie na huśtawce w ogrodzie cioci i zaczęła jej przy czymś pomagać.
Chyba furtkę mieli otwartą, bo na podwórko przybiegła Miśka i w najlepsze bawiła się z Nelą. Z początku nawet mnie to cieszyło, ale potem sama chciałam się z nią pobawić, ale Nela wciąż mi w tym przeszkadzała. Wyjęłam więc telefon i znów zadzwoniłam do przyjaciółki.
Niestety w słuchawce usłyszałam wypitchowany głos.
Spróbowałam z tym kimś porozmawiać i przy okazji sprawdzić, czy to Ada.
– Zgadnij, gdzie teras jestem? – zapytałam.
– MMM, no nie wiem, w szkole?
– Pudło. Masz jeszcze dwie szanse.
– U babci?
– Nie. Ostatnia szansa.
– W swoim pokoju?
– Nie, nie zgadłaś i chyba nie jesteś Adą. W tym momencie Misia wskoczyła na huśtawkę, a Nela pobiegła za Pauliną. Nareszcie chwila spokoju.
– Powiesz mi wreszcie co robisz? – wyrwał mnie z zamyślenia głos.
– Siedzę z Misią na huśtawce.
– Z Misią? To ja tu jestem niedźwiedziem, zapamiętaj to sobie! Podobała ci się piosenka, przedwczoraj w radiu?
– Nie! – wrzasnęłam do słuchawki, aż Misia się przestraszyła i zeszła z huśtawki.
– Co ty tu robisz mała! Kto cię tu wpuścił! – zawołała Paulina zbliżając się do nas.
– No nie, zaraz go wygoni – pomyślałam. To był Kamil. Jestem tego pewna. Podszył się pod numer Ady, żeby dowiedzieć się o mnie czegoś osobistego. Ale że ona na to pozwoliła? Zresztą z drugiej strony… On jej kiedyś pomagał z kartą pamięci. Mógł jej o tym przypomnieć i przyjaciółka się ugięła i pożyczyła Kamilcowi telefon. Co za cholerny świat. Ten nieszczęsny Skórek też może być z Chmurkowa. Jak tylko mama skończy tę robotę z ciocią muszę jej o wszystkim powiedzieć, bo już tego dłużej nie wytrzymam. – Po jakichś pięciu minutach mama skończyła pracę, ale przyjechał też bus po nią.
Żegnając się próbowałam jeszcze przemycić kilka informacji, ale ona powiedziała:
– Kochanie, muszę już jechać. Zajadę na miejsce, to mi wszystko opowiesz. Wieczorem tata po ciebie przyjedzie.
– Ale…
– Pa kochanie. – i mama wsiadła do busa. Tata przyjechał po mnie o wiele wcześniej, bo zaraz po obiedzie. Był jakiś dziwnie markotny.
– Wszystko w porządku? – zapytałam już w samochodzie.
– Nie zupełnie – powiedział on, a ja znów zaczęłam się bać. Co ja mam teraz zrobić? Powiedzieć tacie to, co powiedziałabym mamie? Wolałabym najpierw porozmawiać z mamą. Tacie nigdy się tak nie zwierzałam, ale z drugiej strony to poważny problem, który w gruncie rzeczy nie dotyczy tylko mnie. Może najpierw powiedzieć o tym babci? Gdy wysiadłam z samochodu natrafiłam na pierwszą piłeczkę.
– Ile ich jest? – zapytałam taty.
– Nie wiem. Nasz biedny pies siedział w nich po uszy.
– Co z nimi będziemy robić?
– Nie wiem. Babcia mówiła, że on się do nas jutro wybiera, to z nim porozmawiamy i poprosimy, by tak więcej nie robił. Pomyśl, co mogłabyś mu odstąpić ze swoich rzeczy, by się od nas odczepił. – Ani mi się śniło mu coś oddawać. I nagle coś sobie przypomniałam. Już wiem, co mu dam: maskotkę wiewiórkę, którą dał mi kiedyś Kamil, bo o takiej marzyłam.
Jeśli ten gościu rzeczywiście jest od Kamila, to albo ich to rozwścieczy jeszcze bardziej, albo Kamil zrozumie wreszcie, że absolutnie nie ma u mnie na co liczyć.

One reply on “Inwazja piłeczek”

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *