Categories
Moje przygody z muzyką

Spełniło się jedno z moich największych marzeń

Od czasu zaistniałej trudnej sytuacji związanej z Koronawirusem, zauważyłam, że znacznie łatwiej dodzwaniać się do stacji radiowych, gdyż zapewne to medium, w trudnym dla nas czasie chce być bliżej słuchacza. W ciągu ponad miesiąca, odkąd siedzę w domu udało mi się dodzwonić aż 3 razy do Radia EM. Za pierwszym razem dzwoniłam w sprawie piosenki, za drugim rozmawiałam o sposobach zwalczania chandry w czasie przymusowego pozostawania w domu, a za trzecim znów chodziło o piosenkę, tym razem z dedykacją dla mamy. Raz też udało mi się nagrać na sekretarkę Radia Zet, wtedy była akurat audycja o zwierzętach, więc nie byłabym sobą, gdybym się nie wypowiedziała, moją wypowiedź umieszczono na antenie, którą komentowała potem jakaś behawiorystka.
Wczoraj jednak moja przygoda z radiem przeszła samą siebie! Zawsze w piątki i soboty wieczorem słucham Radia Zet, gdzie w tym czasie ma audycję mój ulubiony prezenter – Marcin Wojciechowski.
Wczoraj również pojawił się na antenie z mnóstwem konkursów i ciekawych informacji dla słuchaczy. Na jedno z pytań konkursowych znałam odpowiedź, więc postanowiłam po raz nie wiem już który zadzwonić do radia, ale niestety, jak zwykle się nie dodzwoniłam.
Jednak w tym dniu była też możliwość dzwonienia do radia w nieco bardziej błahych kwestiach, jak na przykład, co robimy w czasie kwarantanny, albo z pozdrowieniami dla kogoś.
Jedna z słuchaczek zadzwoniła nawet w sprawie piosenki i pytała czy pewien utwór pojawi się tego wieczora na antenie. Ja postanowiłam pójść w jej ślady i zadzwoniłam w sprawie piosenki, która jest, według mnie, swego rodzaju znakiem rozpoznawczym audycji pana Marcina, zwłaszcza tych dawniejszych (sprzed „reformy), poza tym mam z nią wiele wspaniałych wspomnień. Postanowiłam więc poprosić pana Marcina, aby puścił tę piosenkę na antenie.

Od czasu zaistniałej trudnej sytuacji związanej z Koronawirusem, zauważyłam, że znacznie łatwiej dodzwaniać się do stacji radiowych, gdyż zapewne to medium, w trudnym dla nas czasie chce być bliżej słuchacza. W ciągu ponad miesiąca, odkąd siedzę w domu udało mi się dodzwonić aż 3 razy do Radia EM. Za pierwszym razem dzwoniłam w sprawie piosenki, za drugim rozmawiałam o sposobach zwalczania chandry w czasie przymusowego pozostawania w domu, a za trzecim znów chodziło o piosenkę, tym razem z dedykacją dla mamy. Raz też udało mi się nagrać na sekretarkę Radia Zet, wtedy była akurat audycja o zwierzętach, więc nie byłabym sobą, gdybym się nie wypowiedziała, moją wypowiedź umieszczono na antenie, którą komentowała potem jakaś behawiorystka.
Wczoraj jednak moja przygoda z radiem przeszła samą siebie! Zawsze w piątki i soboty wieczorem słucham Radia Zet, gdzie w tym czasie ma audycję mój ulubiony prezenter ? Marcin Wojciechowski.
Wczoraj również pojawił się na antenie z mnóstwem konkursów i ciekawych informacji dla słuchaczy. Na jedno z pytań konkursowych znałam odpowiedź, więc postanowiłam po raz nie wiem już który zadzwonić do radia, ale niestety, jak zwykle się nie dodzwoniłam.
Jednak w tym dniu była też możliwość dzwonienia do radia w nieco bardziej błahych kwestiach, jak na przykład, co robimy w czasie kwarantanny, albo z pozdrowieniami dla kogoś.
Jedna z słuchaczek zadzwoniła nawet w sprawie piosenki i pytała czy pewien utwór pojawi się tego wieczora na antenie. Ja postanowiłam pójść w jej ślady i zadzwoniłam w sprawie piosenki, która jest, według mnie, swego rodzaju znakiem rozpoznawczym audycji pana Marcina, zwłaszcza tych dawniejszych (sprzed „reformy), poza tym mam z nią wiele wspaniałych wspomnień. Postanowiłam więc poprosić pana Marcina, aby puścił tę piosenkę na antenie.
Kiedy dzwoniłam do radia spodziewałam się, tak jak ostatnimi czasy, że nagram się na sekretarkę, a tu, niespodzianka, leci sygnał, więc czekam chwilę i odbiera pan Marcin. Dziennikarz powiedział, że niestety tego wieczora piosenki puścić nie może, gdyż program antenowy jest już ułożony i nie można go zmieniać, ale że na pewno uwzględni ten utwór w następnej audycji (za tydzień).
Oprócz tego rozmawialiśmy dość długo o muzyce, o jego audycjach.
Wspomniałam delikatnie, że kiedyś jego audycje były inne (nie powiem przecież że lepsze), bo było w nich więcej ciekawostek muzycznych. Na to pan Marcin odparł, że teraz jest ich więcej w soboty, kiedy jest lista przebojów. Kolejnym powodem tego, że ich nie ma jest zmniejszenie (niestety) częstotliwości mojej ulubionej audycji. [Kiedyś była ona od poniedziałku do piątku, a teraz jest tylko w piątki i zmieniła niestety trochę swój format, ale to nie jest do końca zależne od pana Marcina].
Powiedziałam też, że słucham audycji już od dziesięciu lat. Pan Marcin powiedział, że jak puści za tydzień mój utwór, to abym do niego zadzwoniła i powiedziała o wrażeniach.
Niestety, nie wspomniałam nic o moich przygodach z dziennikarstwem i o tym, że nasza uczelnia planuje zaprosić go do siebie, bo tak mnie zaskoczył tym swoim odebraniem, że nie powiedziałam wszystkiego, co uzbierało mi się przez 10 lat. Na szczęście będę prawdopodobnie miała jeszcze okazję porozmawiać z dziennikarzem, ponieważ mówił on, aby do niego dzwonić lub pisać też w innych sprawach muzycznych, więc pewnie znajdzie się jeszcze okazja, aby wspomnieć mu o moich studenckich sprawach.
To chyba tyle, jeżeli chodzi o moją przygodę z panem Marcinem i w ogóle z radiem, w tym trudnym dla nas czasie.

7 replies on “Spełniło się jedno z moich największych marzeń”

Łoł! Szkoda, że zapewne nie ma z tego nagrań :).
Ja się 2 razy w życiu dodzwoniłem o radia, w tym raz na żywo.