Categories
Sny

Problemy z pracą i nie tylko

Kolejną sprawą, nad którą często rozmyślam i pojawia się w nocy w mojej głowie jest problem znalezienia pracy oraz wszelkie praktyki zawodowe. Efekt owych rozmyślań jest następujący:

## I jak tu zwiać
Obiad był późno, bo zrobiony pod tatę, który późno wracał z pracy. Był wyjątkowo rozmowny i zadowolony jak na tak późny powrót do domu.
– Ja ich załatwię, zobaczycie.

Kolejną sprawą, nad którą często rozmyślam i pojawia się w nocy w mojej głowie jest problem znalezienia pracy oraz wszelkie praktyki zawodowe. Efekt owych rozmyślań jest następujący:

I jak tu zwiać

Obiad był późno, bo zrobiony pod tatę, który późno wracał z pracy. Był wyjątkowo rozmowny i zadowolony jak na tak późny powrót do domu.
– Ja ich załatwię, zobaczycie.
Musicie mi tylko trochę pomóc i zobaczycie jak będą płakać.
– Co takiego na nich wymyśliłeś? – pyta mama nabijając kotleta na widelec.
– Zapisałem się do pewnej partii. I zobaczycie. Ona z nimi zrobi porządek, oj zrobi i wreszcie będzie się pracować normalnie, a nie jak murzyni jacyś.
– A my jak miałybyśmy ci pomóc? – pytam z lekkim zaniepokojeniem.
– Musicie zapisać się też do tej partii, a zwłaszcza na tobie mi zależy, bo jesteś młoda i możesz w niej dużo zdziałać.
– Ale ja nie wiem czy w ogóle mam na to ochotę.
– Musisz mieć, jeżeli chcesz, by twój ojciec zarabiał godnie.
Jeszcze tego samego dnia przyjechał szef owej partii i tata zapisał mnie do niej. Z początku nie dostrzegłam żadnych zmian po zapisaniu się do partii, ale pewnego dnia jej szef znowu się u nas zjawił z wieścią, że muszą oni zaostrzyć rygory i zacisnąć pasa i przywiózł jakiś tajemniczy sprzęt. Na jedną rękę kazał mi założyć zegarek a na drugą opaskę.
– Z tym zegarkiem to jeszcze mogę spać, ale z opaską będzie niewygodnie – zbuntowałam się.
– Niestety musi tak być – powiedział surowo mężczyzna.
– To proszę chociaż założyć zegarek na lewą a opaskę na prawą rękę.
– Dobrze. I zakaz zdejmowania, bo będą tego konsekwencję. I żadnych zagranicznych wyjazdów a poza obręb waszego województwa za uprzednim zgłoszeniem. Od tej pory już przestało mi się podobać należenie do partii, bo czułam się zniewolona w każdym tego słowa znaczeniu.
Któregoś wieczora już zaczęłam odpinać powoli opaskę, ale jednak jej nie zdjęłam, bo bałam się konsekwencji.
Następnego dnia po tym zdarzeniu zjawił się szef partii i niby nie poruszył tego tematu, ale wiedziałam, że przyjechał specjalnie, by mnie nastraszyć. Po jego wizycie zaczęłam bać się tej partii jeszcze bardziej, bo już wiedziałam, że jej członkowie w pełni mogą mnie śledzić.
Któregoś dnia tata przywiózł z pracy zadanie dla mnie, które miałam wykonać na pro toolsie (programie do obróbki dźwięku) w ciągu pięciu dni.
– Co za to dostanę?
– Na razie nic, bo muszą cię sprawdzić. To taki okres próbny.
– No niech tam – mruczę pod nosem. Tworząc sesję dla tych nicponi słyszę, jak tata w kuchni emocjonuje się opowiadając mamie, że partia rzeczywiście spełnia wszystkie dane im obietnice.
– I widzisz? W pracy coraz lepiej, Karolina dostała zadanie, normalnie żyć nie umierać.
– Tak. A tego, że jestem oznakowana jak pies jakiś to już nikt nie widzi – mruczę pod nosem i zamykam drzwi swego pokoju, by nie rozpraszać się rozmową rodziców. Zadanie nie było trudne, lecz żmudne. Ten cały szef partii i jeszcze jakichś dwóch ludzi rozwodziło się nad interesami partii i trzeba to było po prostu wyedytować i pozapisywać w kilku wersjach w odpowiednich formatach. Zajęło mi to kilka godzin.
Oddałam ojcu pendrive’a z wykonanym zadaniem i słuchałam muzyki starając się nie myśleć o tym, że jestem śledzona dwadzieścia cztery godziny na dobę. Gdzieś pod koniec czerwca, tata zawołał mnie do salonu, kazał usiąść obok siebie i przekazał następującą wieść: Te wakacje spędzisz w jednej z posiadłości szefa partii i będziesz dla niego pracować w jego studiu.
– Ale… – Nie ma żadnego ale. Są wakacje, masz czas, nie ma dyskusji. W parę dni później tata wiózł mnie samochodem do domu szefa.
Oprócz mnie pracowało tam jeszcze kilku młodych ludzi: jakaś Ukrainka, Hiszpan oraz kilku jeszcze Polaków.
Najwięcej czasu spędzałam z Hiszpanem, bo on również pracował w studiu. Ukrainka była gospodynią domową a Polacy pracowali biurowo. W studiu nie było dużo pracy i zazwyczaj to samo co dostałam kiedyś do domu – jakieś nudne gadki o ich interesach.
Dużo więc czasu spędzałam na powietrzu ze starym, puchatym szpicem, albo z Hiszpanem, który bez przerwy narzekał, że chciałby wrócić do kraju, bo za nim cholernie tęskni i że tu mu się nudzi i w ogóle jest mu tu źle.
Pocieszałam go, że ja też nie miałam ochoty tu przyjeżdżać i marnować swoich wakacji dla jakiegoś wyszczekanego szefunia. Pierwszy miesiąc przymusowych wakacji był taki, jak opisałam powyżej, ale dopiero następny przyniósł prawdziwe piekło. Musieliśmy wstawać o piątej, bądź szóstej rano i pomagać Ukraince przy przetworach, a zamiast montować gadki szefa i jego spółki, edytowaliśmy źle nagraną perkusję. Któregoś dnia szef wezwał mnie na noc do swego gabinetu, by zobaczyć jak pracuję, a gdy przekonał się, że całkiem nieźle mi idzie zdecydował, że za kilka dni przeniesie mnie do innego miasta, do dużego studia i będę tam pracować na stałe.
Wcale mi się ten pomysł nie spodobał, bo przywiązałam się już do smutnego Hiszpana i spokojnej, małomównej Ukrainki a nawet do tego starego kudłacza, który ledwo powłóczył nogami i nie pozwalał się czesać. Jeszcze przed świtem zbudziłam Hiszpana i opowiedziałam mu o nocy z szefem i jego nieugiętych decyzjach.
– W takim razie musisz wiać, bo nigdy już nie wydostaniesz się z jego łap. Ja ci pomogę, a może nawet też zwieję?
Przez cały dzień miałam pełne ręce roboty, bo Hiszpan zdjął swoje oznakowania i wymknął się załatwiać nam wyjazd, a ja wykonywałam jego robotę, żeby szef się nie skapnął, że go nie ma, a nie było to wcale łatwe po nieprzespanej nocy. Z powodu nadmiaru zajęć w studiu nie chciałam pomagać Ukraince w kuchni a ta naskarżyła szefowi, czego się po niej nie spodziewałam, gdyż miślałam, że starsza kobieta za mną przepada. Hiszpan wrócił koło szóstej po południu, z dobrymi wieściami. – Zwiewamy po jutrze, bo po dzisiejszych kombinacjach chcę by następny dzień był taki jak zawsze.
Udało mi się skontaktować z moją rodziną!
Wreszcie wrócę do kraju! – emocjonował się chłopak.
– Ale co ja tam będę robić? Nie znam języka, nie dostanę pracy, nie mam tam znajomych…
– Ty będziesz się ukrywać przed szefem partii i cieszyć się, że jest on bardzo daleko od ciebie.
Byłam w takiej desperacji, że w końcu zdecydowałam się na ucieczkę.
Wieczorem wezwał mnie szef i objechał z góry na dół za odmówienie współpracy Ukraince. Za karę miałam spędzić z nią cały następny dzień w kuchni i w ogrodzie i ani na chwilę nie zaglądać do studia.
Wcale mi się ta kara nie spodobała zwłaszcza, że trzeba było trochę ogarnąć się przed ucieczką.
Poza tym przyzwyczaiłam się już do tego smutnego, marzycielskiego południowca. Ukrainka była dla mnie bardzo opryskliwa i zaczęłam się obawiać czy nie wywęszyła czegoś i nie udaremni naszego planu, zazdroszcząc nam ucieczki.
Robiłam wszystko, co powiedziała kobieta i czekałam końca dnia.
Późnym wieczorem poszłam nakarmić starego szpica i przy jego legowisku zastałam Hiszpana.
Zwiewamy nad ranem.
Bądź gotowa piętnaście po trzeciej tutaj.
Oczywiście nawet się nie położyłam, bo tak stresowałam się ucieczką.
Piętnaście po trzeciej stałam przy budzie szpica, ale ten nie narobił hałasu, bo nawet się nie obudził.
Wrzuciliśmy nasze zegarki i opaski do pobliskiej rzeki i pognaliśmy na najbliższe lotnisko. Tam niecierpliwie czekaliśmy na odprawę, kiedy przyszła nasza kolej zamiast do samolotu zabrano nas do jakiegoś niedużego pomieszczenia, gdzie czekał już na nas rozwścieczony szef.
Wydarł się na nas ile sił w płucach.
– Myśleliście, że wam się uda zwiać?
Nadszedł kres waszych harców. Do pomieszczenia wszedł drugi mężczyzna i zabrał Hiszpana.
Szef oznajmił mi, że dzięki mnie wywiozą go do jakichś ciężkich robót a ja pojadę do tego studia o którym mówił mi ostatnio.
Najpierw jednak pojedziemy do twego domu i pochwalisz się tatusiowi coś nabroiła w te wakacje. Łzy napłynęły mi do oczu, bo żal mi było okropnie kompana ze studia i bałam się również o swój los.
– A może mógłby pan nam dać jeszcze jedną szansę?
– No tobie właśnie ją daję, bo będziesz pracować przy tym co zwykle a jemu już nic nie pomoże. To była już jego kolejna szansa i nie mam zamiaru się z nim cackać.
Jego rodzice przynoszą mi słabe zyski, więc nie mam zamiaru oszczędzać tej głupiej, niezrównoważonej rodziny.
– Choć, idziemy do samochodu.
Szkoda czasu.
Doba nie jest z gumy.
Naucz się tego wreszcie dziewczyno.
Idąc do samochodu wstrętnego szefa ryczałam jak bóbr, ale jego to nic nie obchodziło i tatę pewnie też nie obejdzie, bo już na samym początku mi powiedział, że mam się dobrze sprawować w partii.
Może chociaż mama lub babcia się za mną ujmą?

5 replies on “Problemy z pracą i nie tylko”

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *