Categories
Sny

Przyjaciel też może stać się wrogiem

To, że uwielbiam muzykę wcale nie oznacza, że nie miewam koszmarów z nią związanych. Oczywiście, że mam i to dość często. Oto jeden z nich:
## Jak najdalej od Miłka
Na informatyce miał być sprawdzian z sieci, ale się nie odbył, bo wszyscy się rozjeżdżali do domów na święta i pan Marek puścił jakąś muzę ze swej karty pamięci. Najpierw jakąś muzykę filmową z towarzyszeniem trąbki, co mogłoby spodobać się mej przyjaciółce i jeszcze jakąś inną piosenkę podchodzącą pod gust Alicji. Wkrótce potem klasa się wyludniła, więc poprosiłam pana Marka, by mi pożyczył swej karty pamięci, bo chcę zgrać jej zawartość i pokazać przyjaciółce, której taki rodzaj muzyki odpowiada. Nauczyciel pozwolił mi nawet iść po czytnik, który zwykle pożycza mi Alicja, bo niestety nie miałam go przy sobie.
Zgrałam piosenki z karty pana Marka, których nie okazało się zbyt wiele i poszłam pokazać je przyjaciółce.
Pierwszy utwór był jakiś nudny i wcale mi się nie podobał, natomiast następny kawałek rozpoczął tą niezwykle dla mnie niemiłą przygodę. Była to piosenka zespołu „kapela”, którego w dzieciństwie bardzo się bałam, bo wokalista tego zespołu miał brzydki, przepity głos. Alicja wyłączyła niespiesznie ten okropny utwór i chciała dalej szukać tych piosenek dla siebie, ale ja otwarcie się na to nie zgodziłam, gdyż obawiałam się, że znowu trafimy na piosenkę tego okropnego zespołu.

To, że uwielbiam muzykę wcale nie oznacza, że nie miewam koszmarów z nią związanych. Oczywiście, że mam i to dość często. Oto jeden z nich:

Jak najdalej od Miłka

Na informatyce miał być sprawdzian z sieci, ale się nie odbył, bo wszyscy się rozjeżdżali do domów na święta i pan Marek puścił jakąś muzę ze swej karty pamięci. Najpierw jakąś muzykę filmową z towarzyszeniem trąbki, co mogłoby spodobać się mej przyjaciółce i jeszcze jakąś inną piosenkę podchodzącą pod gust Alicji. Wkrótce potem klasa się wyludniła, więc poprosiłam pana Marka, by mi pożyczył swej karty pamięci, bo chcę zgrać jej zawartość i pokazać przyjaciółce, której taki rodzaj muzyki odpowiada. Nauczyciel pozwolił mi nawet iść po czytnik, który zwykle pożycza mi Alicja, bo niestety nie miałam go przy sobie.
Zgrałam piosenki z karty pana Marka, których nie okazało się zbyt wiele i poszłam pokazać je przyjaciółce.
Pierwszy utwór był jakiś nudny i wcale mi się nie podobał, natomiast następny kawałek rozpoczął tą niezwykle dla mnie niemiłą przygodę. Była to piosenka zespołu „kapela”, którego w dzieciństwie bardzo się bałam, bo wokalista tego zespołu miał brzydki, przepity głos. Alicja wyłączyła niespiesznie ten okropny utwór i chciała dalej szukać tych piosenek dla siebie, ale ja otwarcie się na to nie zgodziłam, gdyż obawiałam się, że znowu trafimy na piosenkę tego okropnego zespołu.
Posprzeczałam się nawet trochę z przyjaciółką, bo ona za wszelką cenę chciała przeglądać zawartość owej karty. Na koniec Ada się obraziła i wyszła z pokoju, a w mych uszach wciąż brzmiał przepity głos wokalisty zespołu. Postanowiłam go więc zagłuszyć włączając jakąś inną miłą mi płytę jednak nie wiele to pomogło, ale zawsze coś.

W domu u Miłka

Zostałam porwana przez wokalistę zespołu „Kapela”, ponieważ usłyszał on fragment swojej piosenki i dowiedział się, że jej obecną właścicielką jest ładna dziewczyna, więc postanowił ją dla siebie zagarnąć zanim inni członkowie zespołu się zorientują. Na wokalistę zespołu wołano Miłek o czym dowiedziałam się, gdy znalazłam się w jego domu, w którym urzędowała również reszta zespołu.
Celem uprowadzenia mnie tutaj było zgwałcenie mnie przez Miłka i może także przez resztę członków zespołu.
Znalazłam się tam późnym wieczorem, kiedy kompania Miłka piła sobie w najlepsze alkohol, oczywiście bez żadnego umiaru. Miłek zaciągnął mnie do jednego ze swych pokoi, które jak się później okazało były identyczne, żeby uprowadzonym dziewczętom trudniej było uciec z domu. Mężczyzna byłby mnie pewnie zgwałcił od razu, gdyby nie jego kompania, która wykrzykiwała głośno:
– Miłku, Miłku, choć się z nami napić! Miłku, dolewaj! Dolewaj!
Zostawił mnie więc Miłek i poszedł dolewać rządnym alkoholu mężczyznom i pić z nimi do upadłego. Ja tymczasem przemierzając pokój za pokojem desperacko szukając wyjścia z tego okropnego domu pełnego rozhulanych pijaków. W jednym z pokoi natknęłam się na zegar, który tykał bardzo szybko i donośnie, chyba był zepsuty. W jednym z pokoi natknęłam się na jedną z moich nauczycielek, która doradziła mi, bym jeśli przyjdzie mi dzielić łóżko z panem Miłkiem trzęsła się jak galareta, albo jeszcze gorzej, to jest szansa, że mnie zostawi, chyba, że nie znajdzie sobie innej lali. Po niedługim czasie zdałam sobie sprawę, że chodząc tak od pokoju do pokoju, który jest taki sam – takie same drzwi, takie samo łóżko, nawet taka sama pościel; nie mam pojęcia, czy zbliżam się, czy oddalam od upragnionych drzwi.
Ten dom był chyba zaprojektowany specjalnie dla tego zespołu za ich pieniądze – pomyślałam.
Potem przyszedł mi na myśl ten pokój z zegarem, bo przecież ten zegar sprawiał, że ów pokój się wyróżniał.
Ciekawe, co on miał na celu.
Może to jakaś poprzedniczka go tu zostawiła, ale czy dla zmyłki czy dla pomocy i w jaki sposób miałby on pomóc w ucieczce? Pan Miłek właśnie opowiadał swojej kompanii o tym, że uprowadził fajną laleczkę i że może nawet zastąpi mu ona jego ulubioną karczmareczkę, którą nawet opiewał w piosence z całym zespołem, a w której to czas jakiś temu zakochał się bez pamięci.
Przyjął ją potem do pracy, by była ich gospodynią domową i trzymała obejście w ryzach.
Jednak pewnego razu członkowie zespołu tak gorliwie opijali jakiś dobry koncert, że nie myśleli już kompletnie co robią i zgwałcili kobietę wraz z Miłkiem na czele. Dziewczynie udało się uciec, ale od tej pory zespół rozpił się jeszcze bardziej i coraz rzadziej koncertował, bo ciągle pił bądź miał kaca, aż w końcu stracili oni zupełnie na wartości i stali się zwykłymi pijusami, czasami tylko podśpiewującymi w najgorszych barach brzydkie i byle jakie piosenki. Większość życia spędzali w swoim pięknym domu, który zresztą stawał się ruderą, gdyż nikt o niego nie dbał i pili, pili, pili… Pan Miłek co jakiś czas wynurzał się z domu po jedzenie – zwykle je kradł i po jakąś laleczkę, jak to on zwykł określać swoje ofiary. Kiedyś nawet jego znajomy informatyk, który pracował z nimi w studio stworzył dla nich program, który rozsyłał ich piosenki w formie wirusa, by im tworzył sztuczną popularność, a także namierzał słuchających oraz tych, co dostali wirusa, dlatego właśnie się tu znalazłam.
Ciekawe jak się to piekło skończy? Przecież to bagno nie może trwać wiecznie! Kto mnie uratuje!

7 replies on “Przyjaciel też może stać się wrogiem”

Sory,
elten mi wariuje.

Sen z dreszczykiem.
Też bałabym się interakcji z
“Miłkiem” i jego kompanią.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *