Categories
Sny

Mnóstwo pytań bez odpowiedzi

Kontynuuję serię dziwnych przemyśleń i wstawiam dziwną historię z jeszcze bardziej zaskakującym zakończeniem. Oto ona:
## Mnóstwo pytań bez odpowiedzi
Krystek siedział przy moim laptopie, a ja poszłam do kuchni. Mama właśnie skrobała ziemniaki na obiad.
Usiadłam na swoim ulubionym miejscu i uległam błogiemu zamyśleniu.
Wyrwała mnie z niego mama:

Kontynuuję serię dziwnych przemyśleń i wstawiam dziwną historię z jeszcze bardziej zaskakującym zakończeniem. Oto ona:

Mnóstwo pytań bez odpowiedzi

Krystek siedział przy moim laptopie, a ja poszłam do kuchni. Mama właśnie skrobała ziemniaki na obiad.
Usiadłam na swoim ulubionym miejscu i uległam błogiemu zamyśleniu.
Wyrwała mnie z niego mama:
– Co ci się ostatnio marzy? Jak wiesz wyjeżdżam na dniach i chciałabym zostawić cię bez marzeń.
Zaskoczyła mnie tym pytaniem.
– Płytowych marzeń zawsze u mnie dostatek, a te duże marzenia są raczej nie do spełnienia – powiedziałam.
– W takim razie jutro jedziemy do Kielc po płytę.
Idź sobie wybrać jakąś i sprawdź w której jest galerii.
– Krystianie, zostaw mój komputer w spokoju, bo muszę koniecznie z niego skorzystać. – Chłopak odszedł od niego niechętnie i zajął moje miejsce w kuchni.
Wybrałam płytę Phila Collinsa i poinformowałam o tym mamę.
– Dziś wieczorem pójdziemy więc do kościoła i pomodlimy się o powodzenie naszej jutrzejszej wyprawy.
Gdzieś koło ósmej wieczór ubraliśmy się ciepło i pojechaliśmy do Kościoła. Tam, nie mogłam skupić się na modlitwie, bo czułam narastające podniecenie jutrzejszą wyprawą.
Potem na chwilę skupiłam myśli na modlitwie i nagle zachciało mi się spać. Obudził mnie Krystian mówiąc, że wychodzimy. Wsiadając do samochodu zauważyłam, że w ogóle nie mogę sobie przypomnieć jaką płytę wybrałam. I co teraz? Nie pojedziemy do tych Kielc?
Nagle przypomniałam sobie, że ostatnio chodzą mi po głowie piosenki Alvaro Solera.
Jego płytę więc kupię, skoro nadarza się po temu okazja. Rano jednak ogarnął mnie niepokój. Wczoraj oficjalnie wybrałam inną płytę. Nie mogę teraz zmienić decyzji. Gdy wsiadaliśmy do samochodu powiedziałam o moich obawach mamie:
– Mamo, ja zapomniałam, jaką płytę mamy dziś kupić. To zły znak.
Może więc nie jedźmy do tych Kielc? – Co ty opowiadasz.
Przeżegnaj się i w drogę, bo czasu mało. – Mama odpaliła samochód i pojechaliśmy.
Przez całą niemal drogę usiłowałam sobie przypomnieć jaką płytę wybrałam wczoraj, jednocześnie oswajając się z myślą, że na moją półkę trafi nietypowy album hiszpańskiego wokalisty. Nie sprawdziłam nawet, czy w Kielcach jest on dostępny, ale miałam nadzieję, że tak. W galerii był duży tłum mimo tak wczesnej pory.
Najpierw mama oglądała kosmetyki, głównie perfumy.
Przy okazji zakupiłam sobie dezodorant w kulce o rześkim zapachu.
Wreszcie poszliśmy do płyt, ale nie był to empik, tylko jakieś dziwne stoisko z płytami.
Widać mama wzięła pod uwagę fakt, że zapomniałam jaką płytę mamy kupić, więc nie musimy iść do empiku. Krystek znalazł odpowiedni album i wsadził go do wypchanej kosmetykami torby, nawet mi go nie pokazawszy. W drodze powrotnej mama oznajmiła nam, że musimy jeszcze wstąpić do pewnej rodziny. Nie byłam z tego zadowolona, ale cieszyłam się, że mam płytę. W domu do którego wstąpiliśmy przywitały nas trzy pieski. Dwa krótko ostrzyżone shit-su oraz puchaty kundelek, który nie chciał do mnie podejść.
Pani domu zrobiła nam herbaty i wystawiła kruche ciasteczka.
Przy dużym stole siedziało dwóch chłopców i odrabiało lekcje.
Jeden z niemieckiego, drugi z matematyki. Kobieta pomagała obu na raz.
Zaskoczona tym mama zaproponowała, że pomoże jednemu w niemieckim. Ich matka zgodziła się na to skwapliwie. Krystek wziął kundla na kolana, a ja jednego z shit-su posadziłam obok siebie i popijałam herbatę zagryzając ciastkami.
Drapiąc psiaka za uchem myślałam o płycie i o wyjeździe mamy. Chłopczyk opornie przyjmował niemieckie słówka. Krystek pisał z kimś sms'y.
Byłam zmęczona i chciało mi się spać. Miałam ochotę wyłożyć się na tutejszej kanapie, ale mama odwiodła mnie od tego pomysłu obwieszczając, że się zbieramy. Z radością dopiłam ostatni łyk herbaty i opuściliśmy nieznaną mi wcześniej rodzinę.
Chciałam zapytać mamę po co tak właściwie tu byliśmy, ale ona była dziś taka tajemnicza, że nie śmiałam tego uczynić. W domu powitała nas ciocia Lodzia z Dorotką. Mama nawet nie rozpakowawszy rozlicznych zakupów, poszła do łazienki, by się odświeżyć. Krystek rozmawiał z siostrą, ciocia zmywała naczynia, a ja poszłam do siebie.
Włożyłam do odtwarzacza płytę Sary, bo mój nowy nabytek leżał jeszcze wśród zakupów.
Przy piątej, czy szóstej piosence, płyta zaczęła się ciąć i żadne przecieranie nie pomagało.
Włożyłam inną płytę tej wykonawczyni i było to samo.
Czyżby to wieża nawalała?
zaczęłam się też zastanawiać, kto mógł mi zniszczyć płyty i dlaczego.
Bałam się wkładać do odtwarzacza nową płytę, bo wolałam nie wiedzieć, że coś z nią jest nie tak. Mama krzątała się po mieszkaniu, a ja stałam z nową płytą w rękach.
– Jutro wyjeżdżam do Niemiec, a ty do cioci Oli. Tata po pracy cię do niej zawiezie.
– To dobrze.
Może tam posłucham nowej płyty. Cioci raczej też się spodoba, bo pełno w niej południowego optymizmu – pomyślałam, a powiedziałam tylko:
– Dobrze. Jak tam chcecie. U cioci Uli było jakoś ponuro. Nie grała muzyka, nie szczekała Lusia, a ciocia była jakaś chmurna i małomówna. Niemal w całkowitym milczeniu zjadłyśmy obiad.
Potem udałam się do malutkiego pokoiczku Dawida, gdzie zwykłam sypiać będąc u cioci i zamierzałam się rozpakować.
Najpierw jednak postanowiłam zdać raport mamie, że jestem na miejscu i wszystko jest w porządku.
Właśnie zaczęłam pisać, że tym razem u cioci nie ma Lusi, bo pewnie jest u Dawida, kiedy coś wskoczyło na wersalkę.
Wyciągnęłam rękę w tamtą stronę.
Obok mnie rozwalał się pies wielkości Lusi, ale o bardziej szorstkiej i dłuższej sierści.
Zrezygnowałam z pisania sms'a i zawołałam ciocię.
– Czy to jest Lusia? – zapytałam niespokojnie, gdy tylko ta pojawiła się w progu.
– Tak kochanie, a kto by miał być inny.
– No nie wiem. Ona ma inną sierść niż zwykle.
– Bo się starzeje. Na świecie teraz tak ciężko, to i psy to odczuwają. Nie rozpakowuj się zanadto, bo jutro pojedziesz do szkoły – zmieniła temat ciocia.
– Dlaczego? – To pytanie nasunęło mi się po raz nie wiem już który, w ciągu tych paru dziwnych dni.
– Bo czekają cię duże zmiany w twoim życiu – powiedziała ciocia.
– One się chyba już zaczęły – pomyślałam, ale nie drążyłam już tego tematu, tylko głaskałam odmienioną dziwnie Lusię, która zasnęła obok mnie.
Następnego dnia, rzeczywiście pojechałam do szkoły.
Zawiózł mnie tam wujek Krzysiek w towarzystwie Lusi. Ciocia Ola nie pojechała, bo zajęła się gotowaniem. W internacie wychowawcy poinformowali mnie, że będę mieszkać z innymi koleżankami.
– A co stało się z poprzednimi współlokatorkami?
– Są gdzie indziej – otrzymałam zdawkową odpowiedź, która naturalnie mnie nie zadowoliła, ale nie miałam na razie ochoty walczyć z Włodarzami o każdą informację. W moim pokoju zastałam Marię oraz dwie inne koleżanki.
– Cześć Karola! Jak miło cię znów widzieć! – powitała mnie Marysia.
– Czy dalej jesteś śpiewaczką operową, czy może wróciłaś do starego przyjaciela skrzypiec? – zapytałam.
– Opera najważniejsza, ale do skrzypeczek też zaglądam – odpowiedziała wesoło stara znajoma.
– A ty co tutaj jeszcze robisz? Nie powinnaś być już na studiach?
– A no powinnam, ale realizacji dźwięku mi się zachciało.
– Moje koleżanki też chciały na realizację, ale podobno u was strasznie mało miejsca w tym studiu.
– Tak. Zaledwie pięć stanowisk. Na grupy nas podzielili.
– Mogliby zrobić przesiew – mruczała pod nosem Maria krzątając się po pokoju.
– Od dawna tu jesteś?
– Gdzieś od pół godziny, ale nie zdążyłam się jeszcze rozpakować, bo wszyscy tak gorąco mnie tu witają i chcą wiedzieć co u mnie i takie tam.
– Chyba się cieszysz, że zostawiłaś po sobie takie dobre wspomnienia.
– Cieszę się, cieszę, ale ja tu przyjechałam aż z łodzi i bardzo jestem zmęczona. Podróżowałam w nocy bardzo zapchanym pociągiem.
– Twoje koleżanki też z tobą przyjechały?
– Tak. – Maria na chwilę przycupnęła na łóżku.
– Jakie lubisz zapachy? Słodkie, czy rześkie?
– Raczej rześkie.
– Pokażę ci moje kosmetyki.
Zaczęłam wyciągać jedną butelkę po drugiej i pokazywać biednej, umordowanej podróżą Marii.
Byłam taka szczęśliwa, że znów ją mogę widzieć, że nie mogłam zapanować nad rozszalałymi emocjami i zostawić zmęczonej koleżanki w spokoju.
Kiedy Maria wywąchała już wszystkie moje kosmetyki, chciała pokazać mi coś swojego, ale wtedy do pokoju przyszła jeszcze jedna dziewczyna i coś tam od niej chciała. Zaczęłam chować wszystko do kosmetyczki.
Nagle też poczułam się zmęczona i było mi jakoś smutno.
Mimo obecności Marii było mi jakoś nieswojo.
Zapragnęłam zobaczyć się z Wiki, albo choćby z Baśką czy Amandą. Być z nimi w pokoju jak dawniej, a nie z tymi obcymi, starszymi ode mnie dziewczętami.
Tymczasem obok mnie panowała ożywiona atmosfera.
– Przyszedł – mówiła dziewczyna, która przed chwilą weszła do pokoju.
– Przyszedł – powtórzyły za nią dziewczyny jak echo.
– To dobrze – odparła na to Maria z zimną krwią.
– Zaśpiewasz coś dla mnie kiedyś, albo zaprosisz mnie na swój koncert? – zapytałam.
– Pewnie. Jak za dawnych czasów, a teraz muszę się szykować, bo przyszedł – teraz w jej głosie dała się słyszeć nuta zadowolenia i satysfakcji.
– Przyszedł i co? – zapytałam głupio. – I świetnie.
Nasza Mari ma dużo szczęścia – powiedziała jedna z koleżanek.
– O nie. Nie wytrzymam tu już ani chwili dłużej. Idę szukać Wiki. A ona niech się szykuje, skoro przyszedł.

3 replies on “Mnóstwo pytań bez odpowiedzi”

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *