Categories
Sny

Na obrzeżach Mielca

Oczywiście w realu nie mam nic do tego Podkarpackiego miasta.
Kolejnym motywem, który pojawia się dość często w moich snach są wirusy komputerowe. Pojawiają się one w bardzo wyolbrzymionej formie i w absurdalny sposób. Dziś podrzucam Wam jedną z takich właśnie historyjek.
## Na obrzeżach Mielca
Pan Bogumił chciał wynagrodzić mi spaloną dziś na zajęciach z gotowania pizzę i przyniósł mi na pendrivie piosenkę jakiegoś fajnego w jego mniemaniu rockowego zespołu.
Bardzo mnie ten fakt ucieszył, bo po pierwsze lubię dostawać od kogoś fajne piosenki, a nie tylko sama ich szukać; po drugie zawsze ciekawiło mnie nieco jakiej muzyki nasz wychowawca słucha.

Oczywiście w realu nie mam nic do tego Podkarpackiego miasta.
Kolejnym motywem, który pojawia się dość często w moich snach są wirusy komputerowe. Pojawiają się one w bardzo wyolbrzymionej formie i w absurdalny sposób. Dziś podrzucam Wam jedną z takich właśnie historyjek.

Na obrzeżach Mielca

Pan Bogumił chciał wynagrodzić mi spaloną dziś na zajęciach z gotowania pizzę i przyniósł mi na pendrivie piosenkę jakiegoś fajnego w jego mniemaniu rockowego zespołu.
Bardzo mnie ten fakt ucieszył, bo po pierwsze lubię dostawać od kogoś fajne piosenki, a nie tylko sama ich szukać; po drugie zawsze ciekawiło mnie nieco jakiej muzyki nasz wychowawca słucha.
Jednak jakież było moje rozczarowanie kiedy okazało się, że na pendrivie nie było żadnej piosenki, a na dodatek złapałam z tegoż nośnika jakiegoś wstrętnego wirusa, który bardzo dobrze wpasował się w mój komputer i zagościł się tam na dobre. Wirus objawiał się tym, że sam puszczał piosenki i tworzył jakieś dziwne pliczki o nazwie Saaaaaaaa, czasami również zmieniał nieco nazwę moich ulubionych plików.
Powiedziałam panu Bogumiłowi, że złapałam wira z jego pendrive'a, ale on wcale się tym nie przejął.
Potem Emilia – moja koleżanka z pokoju zaczęła się chwalić jakim to cudownym miastem jest jej ukochany Mielec, w którym się wychowała i w którym obecnie mieszka.
Potem pan Bogusław powiedział, że domyśla się skąd ma tego wirusa, po czym wyszedł.

Na obrzeżach Mielca

Było to nędzne mieleckie zadupie, gdzie przysłowiowy diabeł mówi dobranoc. Gęsty, groźny bór, a w nim nieduży domek, w którym mieszkała bardzo surowa i oschła starsza kobieta i jakiś mężczyzna – może jej mąż lub syn, nie mam pojęcia kto. W jednym z obskurnych pokoi tego domu stał zdezelowany komputer i jak się później okazało, to w tym domu powstał wirus, który dostał się nieopatrznie do mego komputera. Poprosiłam tę panią, by usunęła mi tego wirusa, ale ona na to, że musiałabym jej dać całą swą muzykę na zawsze i bezpowrotnie, a także przysłać jej wszystkie moje płyty i kasety jakie mam w domu zwłaszcza te, które leżą na mej półce z płytami.
Skąd ona to wszystko wie? Czy ona do cholery jest jakimś szpiegiem czy co? Kiedy kobieta wyszła z obskurnego pomieszczenia zdesperowana i wkurzona niewiadomo dlaczego zaczęłam ją przedrzeźniać i wtedy przyszedł ten okropny mężczyzna, bynajmniej nie z dobrymi zamiarami wobec mnie.
Przestraszyłam się go okropnie i wybiegłam ze strasznego domu, a on mnie gonił po lesie. W końcu jednak znienacka pojawił się młody chłopak, który mnie uratował przed tym okropnym mężczyzną i poradził mi, bym już więcej tej kobiety nie przedrzeźniała i nie stawiała się tym ludziom.
Potem okazało się, że mężczyzna, który mnie uratował był głównym członkiem owego zespołu, który chciał mi pokazać wtedy pan Bogumił.

4 replies on “Na obrzeżach Mielca”

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *