Categories
Sny

Najlepiej być sobą oraz u siebie a nie gdzie indziej

Dziś przy niedzieli przedstawię Wam jedną z moich ulubionych historyjek spod poduszki. Miłej lektury! 🙂
##Najlepiej być sobą oraz u siebie a nie gdzie indziej
Idę z Marcinem na dworzec po Wiktorię.
Pogoda jest do tego odpowiednia – nie za zimno, nie za ciepło.
Ruch uliczny też jest umiarkowany.

Dziś przy niedzieli przedstawię Wam jedną z moich ulubionych historyjek spod poduszki. Miłej lektury! 🙂
##Najlepiej być sobą oraz u siebie a nie gdzie indziej
Idę z Marcinem na dworzec po Wiktorię.
Pogoda jest do tego odpowiednia – nie za zimno, nie za ciepło.
Ruch uliczny też jest umiarkowany.
– Marcin, potrzebuję zmian – zakomunikowałam koledze.
– Zmian jakich? – zapytał on rzeczowo.
– No, np. fajnie by było znaleźć się gdzie indziej.
– A to jest takie konkretne gdzie indziej, czy jakie bądź? – drąży kolega.
– No… – nie zdążyłam się wysłowić, gdyż nadjechał właśnie nasz autobus.
– No, więc jak to jest z tym twoim gdzie indziej? – zapytał mnie Marcin, gdy już zajęliśmy wygodne miejsce w autobusie.
– No, najlepiej Hiszpania, albo Waldkirch, gdzie byłam w roku 2010, bo ciekawa jestem co się zmieniło przez te siedem lat.
– I taki rodzaj gdzie indziej by ci wystarczył? – upewnia się Marcin.
– No tak, raczej tak.
– Ale wiesz, że nie ma nic za darmo?
– Pewnie, że wiem. – Na tym nasza rozmowa się kończy, bo wysiadamy z autobusu, a w obecności Wiktorii nie wracamy już do tej sprawy.
Jeszcze przed samym snem rozmyślam sobie o moim gdzie indziej i rozmowie przeprowadzonej na ten temat z Marcinem.

– Choć, idziemy na spacerek. Ja wiem, że ty lubisz spacerki. No ubieraj się, prędziutko, bo zaraz będzie padało a tatuś twój musi załatwić coś na poczcie. Mama troskliwie otula mnie płaszczykiem przeciwdeszczowym i wychodzimy z domu. Tata również przemawia do mnie jak do dziecka.
Idziemy bardzo wolniutko, jakbym zaraz miała się zmęczyć. Ojciec kupuje mi w sklepie lizaka a na poczcie jakaś pani o wysokim głosie głaszcze mnie po głowie.
Kiedy wracamy do domu zaczyna kropić i tata przytula mnie do siebie, jakbym była z cukru. W domu mama woła już od progu:
– Mateuszku, wchoć szybko, bo się zaziębisz.
– Mateuszku???
Szybko zrywam z siebie płaszcz i biegnę do swego pokoju.
Zamiast swego maca, na biurku odnajduję jakieś dziwne, wielkie urządzenie o grubym ekranie.
– Och – wzdycham i łapię się za głowę.
– Co się stało kochanie? – pyta mama zatroskanym głosem wpadając za mną do pokoju. – Nie martw się. Już w przyszłym miesiącu pojedziesz na południe Niemiec, gdzie na pewno znajdą sposób na twoje problemy. Tam się na pewno choć trochę wyleczysz, naprawdę. – Mama przytula mnie do siebie. I cóż z tego, że wyjadę do Niemiec, jak będę jakimś biednym, chorym na coś poważnego Mateuszkiem, który nie ma prywatnego życia?

– Kobieto, wstawaj! Zapomniałaś już, że dziś twoja kuzynka Natalia świętuje zdanie matury oraz zaręczyny? Musisz się przygotować: ubrać, uczesać, umalować umyć, u…
– No rozumiem. Już wstaję. Ciocia tak bezlitośnie wprowadziła mnie w nowe miejsce w jakim się znalazłam tym razem. To był wielki pałac z mnóstwem komnat oraz starych przedmiotów i strojów. Jak widać już od rana wszyscy szykują się na tę bibę, tylko ja sobie śpię w najlepsze. No, ale oni nie mają zielonego pojęcia, że ja wczoraj byłam małym, chorym na coś poważnego Mateuszkiem, który lada chwila miał pojechać do Niemiec, by tam usiłować się z tego wyleczyć. Poddawałam się biernie wszelakim zabiegom upiększającym i czekałam co się jeszcze wydarzy.
Uroczystość odbyła się w największej sali tegoż pałacu i rozpoczęła się bardzo wykwintnym posiłkiem.
Nagłośnieniem, światłem i tego typu sprawami zajmował się pan Marek wraz z dwoma pomocnikami a jednym z nich był Antek. Prawie nie było czasu na zwykły, swobodny taniec, bo bez przerwy ktoś wchodził na scenę i grał, śpiewał, recytował, bądź tańczył, albo były jakieś dziwne zadania czy konkursy np. liczenie swojego bmi, przebieranie się w dziwne stroje, albo mówienie krótkich zdań w obcych nam językach.
Ponieważ rzecz działa się w Hiszpanii, to dużo było ichniejszej muzyki wygrywanej przez sprowadzoną z Madrytu orkiestrę. Pan Marek nie posiadał się z radości, że może poprzebywać z tak sławnymi muzykami i nagłaśniać w tak świetnie przystosowanej do tego sali.
Gdzieś koło godziny pierwszej nareszcie był czas wolny na taniec czy jedzenie, ale byłam już tak przemęczona tymi osobliwościami, że poszłam spać. Budząc się w internacie, jeszcze dobrze nie otworzywszy oczu, przyznałam Marcinowi rację, iż zdecydowanie lepiej być sobą i u siebie, aniżeli kimś innym i gdzie indziej.

4 replies on “Najlepiej być sobą oraz u siebie a nie gdzie indziej”

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *