Categories
Sny

Nielegalna działalność językowa

Był jakiś zwykły, ponury dzień wakacji i rozmawiałam przez telefon z moją imienniczką. Ona przynudzała jak zwykle swym powolnym kocim głosikiem, a ja z kolei bombardowałam ją słowem. W czasie tej rozmowy Karolina zeszła na tematy szkolne.
– Na dodatkowych zajęciach z angielskiego pani puściła pewną piosenkę. Czy zechciałabyś może pomóc mi ją odnaleźć?
– No, mogę spróbować. A jakie szczegóły pamiętasz?
– Mam zapisane jej słowa.
– Wszystkie? No to w takim razie nie będzie żadnego problemu z jej odnalezieniem.

Był jakiś zwykły, ponury dzień wakacji i rozmawiałam przez telefon z moją imienniczką. Ona przynudzała jak zwykle swym powolnym kocim głosikiem, a ja z kolei bombardowałam ją słowem. W czasie tej rozmowy Karolina zeszła na tematy szkolne.
– Na dodatkowych zajęciach z angielskiego pani puściła pewną piosenkę. Czy zechciałabyś może pomóc mi ją odnaleźć?
– No, mogę spróbować. A jakie szczegóły pamiętasz?
– Mam zapisane jej słowa.
– Wszystkie? No to w takim razie nie będzie żadnego problemu z jej odnalezieniem.
– Ale ja wklejałam te słowa w google i nic mi to nie dało – ostudziła mój zapał koleżanka.
– Dobrze, w takim razie ja spróbuję – zdecydowałam, znając bowiem wątpliwe umiejętności komputerowe małej Karolinki.
Kiedy koleżanka się rozłączyła, włączyłam stary komputer, by przy okazji mieć songra pod ręką i zaczęłam się zastanawiać o jakie zajęcia dodatkowe z angielskiego jej chodziło.
Gdyby jakieś były, to pani Ania napewno by nam o nich przekazała, bo cała nasza grupa była chętna, zwłaszcza, gdy odebrano nam angielski w ostatnim semestrze naszej nauki.
Rzeczywiście bardzo ciężko było znaleźć utwór dla małej Karolinki, ale kiedy już do niego dotarłam okazało się, że był on w różnych wersjach językowych i służył między innymi do sterowania pamięcią.
Miał bardzo skomplikowaną budowę rytmiczną, która różniła się nieco, w zależności od poszczególnej wersji językowej. Ściągnęłam kilka wersji utworu z najbardziej znanych krajów oraz hiszpańską wersję w pliku midi, dla siebie, do zabawy i zadzwoniłam do Karolci, by jej wszystko szczegółowo przekazać. Karolinka wysłuchała mnie z uwagą.
Jedynym zmartwieniem było to, jak mam jej te utwory przekazać. W końcu zdecydowałyśmy się na link do dropboxa, wysłany na maila brata Karolinki. Na koniec zapytałam koleżankę o ten angielski.
– Z Kim miałaś dodatkowe zajęcia językowe?
– Z panią Agnieszką Jankowską.
– Z panią Agą? I ona nam nic o tych zajęciach nie powiedziała? – dodałam już wyłącznie dla siebie tę uwagę. – A czy był jakiś podział na grupy?
– Nie wiem. Raczej tak. Ja byłam w tej słabszej. – Po skończonej rozmowie z Karolinką siedziałam na swej kanapie i głęboko rozmyślałam.
Skoro te zajęcia prowadziła pani Agnieszka Jankowska, to chyba nie były aż tak nielegalne, jak opisują w internecie. Może tylko raz użyła piosenki, bo nie miała już siły do słabszej grupy swych uczniów? Rozważałam skontaktowanie się z nauczycielką i wypytanie jej, ale narazie dałam temu spokój, za to zadzwoniłam do Ali.
– Cześć Alicjo. Jak się miewasz?
– W miarę dobrze. Opiekuję się zwierzętami i Lilą, słucham nowych płyt, ale trochę boli mnie głowa.
– Rozumiem. W takim razie nie zabiorę ci wiele czasu.
– A co się stało? – pyta koleżanka bez większego entuzjazmu.
– Chciałam się ciebie zapytać czy wiesz coś może o pewnych dodatkowych zajęciach z angielskiego prowadzonych przez panią Jankowską.
– Tak. Byłam nawet na nich ze dwa razy, ale mi się nie spodobały, bo tam trzeba było słuchać jakiejś dziwnej muzyki i tańczyć do niej, ucząc się słów tych osobliwych piosenek o dziwnym rytmie.
– Dlaczego nic mi o tych zajęciach nie wspominałaś?
– Ponieważ obawiałam się, że możesz się w to wciągnąć, a to nie jest zabawka dla ciebie.
– Ale wiesz dobrze, jak u mnie jest z tym angielskim! – wrzasnęłam na koleżankę.
– Karola, na języku się świat nie kończy. Nauczysz się go napewno, tylko zajmie ci to więcej czasu.
– Wku***łaś mnie teraz – mówię do Ady i po krótkiej chwili ciszy rozłączam się.
Następny telefon, który wykonuję jest do pani Jankowskiej.
Nauczycielka odbiera swym niskim, pogodnym głosem i pyta o co chodzi. Mówię jej prosto z mostu, że dowiedziałam się od dwóch osób o nielegalnych zajęciach z angielskiego prowadzonych przez nią i zwracam się z zapytaniem, kto jeszcze takie zajęcia prowadzi, albo z kim powinnam się skontaktować w tej sprawie.
Nauczycielka podała mi numer i rozłączyła się, nawet nie powiedziawszy do widzenia. Zadzwoniłam pod podany numer i umówiłam się na spotkanie w najbliższy piątek w Krakowie, o godzinie szesnastej. Na miejscu byłam zdecydowanie zbyt wcześnie, więc poszłam do pizzerii Garden, by się posilić.
Czekając na pizzę zastanawiałam się jak przebiegnie owo spotkanie oraz ile będę musiała zapłacić za osobliwy kurs językowy. Przyjęła mnie pani o burkliwym głosie.
– Imię i nazwisko? – Malicka Karolina.
– Wiek? – 22… – Po rutynowych pytaniach, przyszedł czas na ciekawsze.
Czy chodziła pani do szkoły muzycznej? Jeśli tak, to do jakiej i na jak długo? Czy ma pani dobre poczucie rytmu? Czy uczyła się pani jakiegoś języka? Jeśli tak, to jakiego i przez jak długi czas? Jaki język pani wybiera do naszego kursu?
A można wybrać dwa?
Nie, ponieważ sposób w jaki uczymy języków nie uwzględnia uczenia się więcej niż jednego, gdyż taki kurs nie miałby racji bytu.
– Rozumiem. W takim razie poproszę hiszpański.
Zdecydowałam tak, ponieważ angielski i tak będę mieć na studiach, a duo lingo, z tego co wiem ma tylko poziom A2 i jeszcze aplikacja im ostatnio szwankuje.
– Dobrze. W takim razie zacznie pani już od poniedziałku. Proszę podać mi swój adres, a przyślemy pani odpowiedniego nauczyciela. Acha – najlepiej by było, by zapewniła mu pani dach nad głową, bo lekcje będą się odbywać codziennie. Na razie damy pani okres próbny. Jeżeli się pani nie spodoba, to przekaże nam to pani na piśmie i kurs się zakończy, a jeżeli się spodoba, to porozmawiamy o cenie dalszego kursu. Gdy już pani osiągnie większą biegłość języka, to przyślemy pani nativa.
– Dobrze. W takim razie czekam w poniedziałek na waszego człowieka.
Przez cały weekend sprzątałam w domu i omówiłam możliwość mieszkania nauczyciela w naszym domu z resztą rodziny. Od poniedziałku rano siedziałam na huśtawce w ogrodzie i czekałam z niecierpliwością.
Dopiero po południu zjawiła się nauczycielka.
Była po czterdziestce i miała niski, przyjemny głos. Pachniała grzankami i była elegancko ubrana.
Przywiozła ze sobą psa wielkości mojego Froda i utrzymywała, że jest to labrador, ale miał on zbyt miękką sierść jak na tę rasę psów, dlatego zapytałam:
– Czy to aby napewno jest labrador? Ma trochę za długą i zbyt miękką, delikatną sierść. Może to golden retriever, albo ten pani labrador jest skundlony?
– Ja go dostałam z fundacji. Może nam się przydać do twojej nauki. Wypuść teraz swego pupila, bo chcę zobaczyć jak psy będą się z sobą dogadywać.
Posłusznie wykonałam polecenie, ale mój pies obwąchał go tylko niedbale, co bardzo mnie zaskoczyło, bo on jest zawsze chętny do zabaw, albo do gryzienia, ale nigdy nie jest obojętny wobec żadnego psa. Po tym dziwnym przywitaniu, zamknęłam z powrotem Froda i zaprosiłam kobietę do środka. Jej niby-labrador został nazewnątrz. W domu kobieta rzuciła niedbale swoje rzeczy i pognała, by zobaczyć mój pokój, czy aby nadaje się do nauki.
Nadawał się.
Miał biurko, obrotowe krzesło przy nim, dwa komputery oraz co najważniejsze w tym kursie, dobry sprzęt audio z wejściem na płyty i kasety oraz drugi z możliwością podpięcia doń pendrive’a.
Przy wspólnym posiłku kobieta opowiedziała nam kilka słów o sobie. Jest szwedką z pochodzenia, ma trójkę dzieci, jest po szkole muzycznej.
Każdy z domowników też się jej przedstawił i wszyscy wyrażali głęboką nadzieję, że szwedka będzie w stanie wtłuc do mojego opornego na języki łba to i owo.
– Napewno nam się uda – powiedziała nauczycielka grubym głosem i poszła się rozpakowywać.
Przyniosła do mojego pokoju wielki stos płyt i postawiła je byle jak na jednej z mych półek, aż bałam się, że się przewróci.
Ciekawe – może będę znała któreś piosenki z tych rozlicznych krążków. W końcu ostatnio słucham bez przerwy i odkrywam coraz to nową, latynoską muzykę.
Cieszyło mnie to, że kurs zaczynam już w wakacje, bo na studiach mogę nie mieć czasu na takie językowe wybryki. Mam tylko nadzieję, że nie każą potem bulić zbyt wiele. I ciekawe jak szybko po tych ich dziwnych, muzycznych metodach będę na tyle otrzaskana, by przysłali mi tego nativa. Gdy tak tonęłam w rozmyślaniach, kobieta znów weszła do mego pokoju.
– Czy chcesz zacząć od dziś, czy może od jutra?
Kusiło mnie bardzo, by zacząć od razu, ale biedna szwedka pewnie jest okropnie zmordowana podróżą, więc powiedziałam:
– Nie, chyba lepiej będzie od jutra.
– Dobrze. W takim razie zadam ci jeszcze tylko kilka pytań, bo jeśli cię lepiej poznam, łatwiej mi będzie wtłaczać wiedzę do twej głowy.
– W porządku. – I znów poszła seria pytań podobnych do tych, które zadawała pani w sekretariacie.
Opowiedziałam więc nauczycielce z wielkimi szczegółami o szkole muzycznej, o niemiłej przygodzie z marakasami, o wyjazdach za granicę, o realizacji dźwięku, o moich zwierzętach i ptakowej pasji zduszonej brutalnie przez przegraną w olimpiadzie biologicznej, wreszcie o duo lingo i nieśmiałych początkach z hiszpańskim, o braku językowych zdolności i o ostatnim pociągu do muzyki hiszpańskiej. Szwecka nauczycielka słuchała tego wszystkiego z zapartym tchem, a gdy dowiedziała się, że w naszym domu jest pianino, niemal podskoczyła z radośći. Na koniec powiedziała, że na tak żyznym gruncie nie ma prawa nic nie wyrosnąć i gdy już zamknęła swój kajet, w którym zapisywała niektóre rzeczy, puściłam jej jeden z albumów szwedzkiego zespołu Fatboy. Nauczycielka nuciła niektóre utwory i lekko przytupywała nogą.
– A może ty byś szwedzkiego chciała się nauczyć? Załatwiłabym ci zniżkę w naszej firmie.
– Nie nie. Jest za trudny. Kiedyś może…
Pożałowałam, że puściłam kobiecie ten krążek, bo ona jakoś spochmurniała i wyraźnie chciała zmienić zamiar co do mojej edukacji.
Rozumiem, że kobiecinie się zatęskniło za krajem rodzinnym, no ale bez przesady.
Niech uczy co jej wpisali, a nie wydziwia. Gdy płyta się skończyła, nauczycielka wybudziła się z letargu i poszła po swojego pupila.
– Do czego on nam będzie potrzebny?
– Zobaczysz – odrzekła nauczycielka, ale już bez tego swojego optymizmu w głosie.

Opadłam zmęczona na poduszki, ale nie dzwoniłam do żadnej z koleżanek, gdyż przygoda z płytą bardzo ostudziła moją radość.
Postanowiłam, że dopiero po kilku dniach, jak wszystko się unormuje, pochwalę się im moim nowym przedsięwzięciem.

11 replies on “Nielegalna działalność językowa”

A to ciekawe…
Będę śledzić Twoje poczynania, ponieważ interesuję się różnymi metodami nauki języków obcych.

O, też chcę! A ogarnęłabyś mi jakąś zniżkę za polecenie mnie tej firmy? Bo też bym się jakiegoś nauczyła chętnie 🙂 😀

Jak to czytałem, wyobraziłem sobie taką lekcję a pod koniec tekst. Tylko jak komuś cosz powiesz, pożałujesz!

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *