Categories
Sny

Prześladowca

Byłam na koncercie, gdzie najbardziej podobał mi się śpiew pewnej dziewczyny w moim wieku.
Była baletnicą i śpiewała po włosku. W rodzinie nikt jej nie rozumiał i przez to była bardzo smutna i melancholijna. W przerwie udałam się w poszukiwaniu innych atrakcji tego muzycznego przedsięwzięcia. W tym celu opuściłam budynek i udałam się wprost przed siebie.
Natrafiłam na starą chatę, gdzie przebywało dużo małych dzieci i jakaś stara babuleńka.
Pożaliła mi się chwilę jacy to oni są biedni i jak im źle w tej chatynce. Wracając z powrotem na koncert spotkałam Phila Collinsa i już razem udaliśmy się do sali. Piosenkarz zaprosił mnie do swojej loży i powiedział, że zna tę dziewczynę, która śpiewała przed przerwą.
Opowiadał mi jakie ma ciężkie życie i że bardzo chciałby jej pomóc, ale do końca nie wie jak. Po przerwie to ona rozpoczynała drugą część koncertu, ale śpiewając nieco szybszą niż przedtem piosenkę nagle urwała w pół słowa i nie dokończyła już potem piosenki.

Byłam na koncercie, gdzie najbardziej podobał mi się śpiew pewnej dziewczyny w moim wieku.
Była baletnicą i śpiewała po włosku. W rodzinie nikt jej nie rozumiał i przez to była bardzo smutna i melancholijna. W przerwie udałam się w poszukiwaniu innych atrakcji tego muzycznego przedsięwzięcia. W tym celu opuściłam budynek i udałam się wprost przed siebie.
Natrafiłam na starą chatę, gdzie przebywało dużo małych dzieci i jakaś stara babuleńka.
Pożaliła mi się chwilę jacy to oni są biedni i jak im źle w tej chatynce. Wracając z powrotem na koncert spotkałam Phila Collinsa i już razem udaliśmy się do sali. Piosenkarz zaprosił mnie do swojej loży i powiedział, że zna tę dziewczynę, która śpiewała przed przerwą.
Opowiadał mi jakie ma ciężkie życie i że bardzo chciałby jej pomóc, ale do końca nie wie jak. Po przerwie to ona rozpoczynała drugą część koncertu, ale śpiewając nieco szybszą niż przedtem piosenkę nagle urwała w pół słowa i nie dokończyła już potem piosenki.
Przez resztę koncertu nie słuchałam już innych wykonawców tylko myślałam o smutnej baletnicy, która z jakiegoś nieznanego nikomu powodu przerwała swój piękny występ. Po koncercie już na zewnątrz Phil poznał mnie z ową tajemniczą melancholiczką. Lecz ona zamiast się przywitać powiedziała, że musi natychmiast uciekać, bo pewien mężczyzna, który sie w niej zakochał a ona go odrzuciła, prześladuje ją teraz i chce ją nawet zgładzić, dlatego właśnie przerwała swój drugi występ.
-Zaczekaj! W takim razie ja ci pomogę – zaoferowałam się. Wezmę tylko psa mojej cioci, która była z nami na koncercie, bo on może się nam przydać, gdyż jest bardzo czujny i mądry i możemy razem nawiewać.
– Dziękuję ci dobra dziewczyno – odpowiedziała baletnica i w oczekiwaniu na mnie wdała się w dość chaotyczną pogawędkę z Collinsem.
Kiedy tylko zorganizowałam psa i poinformowałam ciocię o moich zamiarach podeszłam do baletnicy, ale piosenkarza już przy niej nie było, a szkoda. Dziewczyna nie była jednak sama. Był z nią jeszcze jakiś mężczyzna z kobietą po pięćdziesiątce.
Udaliśmy się w pobliski las i przyspieszaliśmy coraz bardziej. Na dworze ciemno już było, a powietrze tak przyjemnie chłodne pieściło nasze ciała.
Prowadziło małżeństwo zorganizowane przez baletnicę – zapewne jacyś jej znajomi albo rodzina, nie miałam zamiaru wdawać się w szczegóły. Nad ranem byliśmy już bardzo zmęczeni, ale dziewczyna kazała iść dalej.
Dopiero bladym świtem pozwoliła się zatrzymać i zjedliśmy coś niecoś z przygotowanych przez nią nie wiadomo kiedy zapasów. Spaliśmy mało a chodziliśmy szybko. Momentami nawet biegliśmy.
Pewnej nocy idąc tak przez las natrafiliśmy na ranczo. Z początku baletnica nie chciała się tam zatrzymać, ale my ją przegłosowaliśmy mówiąc, że przecież ktoś tu mieszka to na pewno nam pomoże, a jak będziemy tak biec i biec w nieskończoność, to w końcu wykitujemy, albo ten bandzior wykorzysta nasze zmęczenie i nas złapie. Po tych gorących namowach ze strony jej rodziny czy znajomych, dziewczyna dała się uprosić na odpoczynek na ranczu. Jak się okazało była to posiadłość Huberta Urbańskiego, ale ten nie wpuścił nas do żadnego budynku tylko kazał rozbić obóz na zewnątrz, co naturalnie wcale nam się nie podobało, bo przecież nie możemy liczyć wtedy na pełne bezpieczeństwo.
Miałam jakieś nieprzyjemne przeczucie, że ten złoczyńca ukrywa się na tym ranczu, w którymś z budynków. Nie powiedziałam tego jednak dziewczynie, bo kazałaby iść dalej a już nawet mój pies nie wytrzymywał tej forsownej wędrówki i musiałam go nieść na rękach.
– Kto na warcie? – zapytałam mych towarzyszy sama nie kwapiąc się na to stanowisko.
Nikt mi jednak nie odpowiedział. Już po chwili spałam snem sprawiedliwego. Obudziło mnie warczenie psa.
Zerwałam się na równe nogi i stojąc tak w ciszy nocy usłyszałam, że w najbliższym mi budynku ktoś właśnie zgasił światło i wychodzi ze swojego pokoju.
– On tu jest! – wrzasnęłam wtedy przeraźliwie, a baletnica już zerwała się na równe nogi i poczęła uciekać ile sił w nogach nie zważając wcale na resztę kompanii. Pobiegłam za nią nie zwracając uwagi, czy pies biegnie za mną. O poranku dziewczyna wreszcie zatrzymała się.
Usiedliśmy na trawie wyczerpani. Psa wśród nas nie było. I co ja powiem cioci?: że zgubiłam ich ukochaną rasową, drogą Przytulankę?
Nagle usłyszałam męski głos wołający zza krzaków. To był Phil Collins i w dodatku trzymał mojego psa na rekach. Tak bardzo chciałam wtedy pujść z nim i zostawić to spanikowane, uciekające towarzystwo, więc zwierzyłam mu się z tego. Baletnica zaraz do nas podeszła a usłyszawszy to zapytała:
– Odchodzisz, zostawiasz nas?
– Nie mogę już dłużej. Już nawet mój pies się męczy.
– Rozumiem – powiedziała smutno dziewczyna i odeszła do swoich.
Poszłam więc z Philem Collinsem przez las już nie dbając o pośpiech. Wędrowaliśmy tak przez kilka godzin aż dotarliśmy do chaty, która była bardzo podobna do tej z przerwy w koncercie. Piosenkarz powiedział, że niestety musi mnie tutaj zostawić, bo ma z tymi ludźmi parę spraw do załatwienia. Bardzo było mi przykro i chciało mi się płakać. Mężczyzna oddał mi psa, którego przez całą drogę trzymał na rękach i odszedł. Stropiona usiadłam na mchu, położyłam psa obok siebie i płakałam. Po jakiejś godzinie obudził mnie telefon. Dzwonił prześladowca tancerki. Powiedziałam mu, że jesteśmy w Czechach i podałam nawet konkretne miejsce myśląc w duchu:
– Mam nadzieję, że my na prawdę nie jesteśmy w Czechach, bo ta dziewczyna miała takie zabójcze tempo, że wszystko jest możliwe. Po rozmowie z gostkiem podniosłam się z ziemi, wzięłam psa na ręce i udałam się w dalszą drogę. Po drodze spotkałam baletnicę i jej znajomych.
Szli bardzo wolno.
Byli skrajnie wyczerpani.
Powiedziałam im, że dzwonił do mnie ich prześladowca, ale oni już na nic nie zwracali uwagi.
Zmęczeni legli na trawie a ja ich pilnowałam, bo byłam wypoczęta.
Jeszcze kilka dni wędrowaliśmy tak po leśnych pustkowiach aż dotarliśmy do jakiejś wsi, gdzie zaprzestaliśmy ucieczki i każde udało się w swoją stronę.
Ciekawe, czy ten bandzior jeszcze dziewczynę prześladuje, czy w pogoni za nami coś mu się stało? A może biedaczka ukrywa się do tej pory w jakiejś dziurze zabitej dechami rezygnując całkowicie ze sławy jaką mógłby dać jej taniec i śpiew?
Tego nikt nie wie, nawet ja, choć przeżyłam tę historię, ale do końca życia zapamiętam jej głos i jeśli tylko powróci na scenę na pewno się o tym dowiem.

2 replies on “Prześladowca”

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *