Categories
Sny

Telewizja nie jest niezawodna

Jak Wam już wspominałam bardzo lubiłam grać w BeatStara i pisałam nawet trochę z jego twórcą i jak to zwykle u mnie bywa, zaczął pojawiać się on w moich snach, więc założyłam mu… że tak powiem osobną teczkę i co jakiś czas będę ją dla Was otwierać.
## Telewizja nie jest niezawodna
Był zwyczajny poranek. Pani Maria zawitała do naszego pokoju jakaś podekscytowana.
– Czy ma pani dla nas jakieś wieści? – zapytała Antonina znad monitora swego laptopa.
– Tak, dlatego właśnie tak szybko do was przychodzę. W najbliższych dniach przyjeżdża do naszej szkoły telewizja, by nakręcić odcinek pewnego programu.

Jak Wam już wspominałam bardzo lubiłam grać w BeatStara i pisałam nawet trochę z jego twórcą i jak to zwykle u mnie bywa, zaczął pojawiać się on w moich snach, więc założyłam mu… że tak powiem osobną teczkę i co jakiś czas będę ją dla Was otwierać.

Telewizja nie jest niezawodna

Był zwyczajny poranek. Pani Maria zawitała do naszego pokoju jakaś podekscytowana.
– Czy ma pani dla nas jakieś wieści? – zapytała Antonina znad monitora swego laptopa.
– Tak, dlatego właśnie tak szybko do was przychodzę. W najbliższych dniach przyjeżdża do naszej szkoły telewizja, by nakręcić odcinek pewnego programu.
– Czego on dotyczy? – zapytała Aniela.
– Spełniania marzeń, ale tych dotyczących sprowadzania. Będzie można poprosić np. o sprowadzenie do szkoły jakiegoś celebryty, jakiejś mało znanej, trudno dostępnej rośliny czy zwierzęcia, oczywiście w granicach rozsądku. Czy chciałaby któraś wziąć w tym udział?
– Ja wezmę – mówię do wychowawczyni.
– Tak przypuszczałam. A kogo chcesz sobie sprowadzić?
– Przyjdę do pani za chwilę z podjętą decyzją.
Dobrze, w takim razie czekam na ciebie w pokoju wychowawców. – Pani Maria wyszła a ja zaczęłam myśleć: A co by było, jakby tak do szkoły sprowadzić Oriola? Co prawda on nie jest celebrytą, ale mieszka daleko i nie musiałby za nic płacić. Na pewno by się zgodził, bo kiedyś pisał, że chciałby poznać mnie i Wikę. Tak, to będzie dobry pomysł. Wybiegłam z sypialni i popędziłam do pokoju wychowawców.
Pani Maria piła sobie kawę i robiła coś na tablecie.
– I co? – zapytała już bez wcześniejszego entuzjazmu.
– Chcę sprowadzić do szkoły Oriola Gómeza z Barcelony.
– Dobrze, w takim razie idź do sali 102 i powiedz to telewizji.
Uczyniłam tak. Mężczyźni i kobieta, którzy tam dyżurowali zapisali sobie skrzętnie moje życzenie i kazali przyjść jutro, ok. siedemnastej.
Nikogo więcej nie poinformowałam jaką osobę chcę sprowadzić, bo pewnie spotkałoby się to z wielkim rozczarowaniem.
Następnego dnia, w sali czekała już telewizja oraz kilka osób biorących udział w zabawie. Nic się jednak nie działo.
Wszyscy rozmawiali, niektórzy chodzili po sali z niecierpliwością, rozkładano sprzęt.
Wreszcie wybiła godzina siedemnasta i program się rozpoczął.
Wszyscy otrzymali to, co sobie zamówili. Ich życzenia nie czekały na nich jednak na miejscu, tylko albo w ich pokojach, albo gdzieś w ogrodzie, albo na jednym z holi.
Ciekawe gdzie ja zobaczę się z Oriolem – myślałam zniecierpliwiona, ale chyba postanowiono zostawić mnie sobie na koniec i już wkrótce miałam się przekonać dlaczego.
Kiedy wszyscy uczestnicy programu rozeszli się do swoich zamówień a wraz z nimi przydzieleni im kamerzyści, podeszli do mnie mężczyzna i kobieta z telewizji oznajmiając:
– Niestety dostarczenie pani znajomego nie powiodło się, ponieważ trafił on do radia Eska i nic nie możemy na to poradzić.
Byłam na nich wściekła.
Dałam im przecież stosunkowo łatwe zadanie. Nie musieli przedzierać się przez ochroniarzy jakiegoś zadufanego w sobie celebryty, ani wdzierać się siłą do jego zapełnionego po brzegi celebryckiego planu zajęć. Co za niemoty w tej telewizji pracują – myślałam zagryzając zęby, by nie powiedzieć tego na głos, bo nie wiedziałam, czy jeszcze się coś nagrywa czy też nie.
Nawet nie mówiąc nikomu do widzenia, opuściłam salę organową i ze spuszczoną głową udałam się do swojego pokoju.
Włączyłam komputer oraz boomboxa. Marcin Wojciechowski w radiu Zet panował niepodzielnie, ale ja przełączyłam na Eskę.
Odpaliłam mirandę. Oriol był dostępny. Chciałam do niego napisać i zapytać dlaczego tak się stało, ale wtedy przyszła Aniela ze swoją ulubioną ferajną i jak zwykle w ich hałaśliwej obecności nie mogłam zebrać myśli. W Esce Puoteck gadał o tym i o owym, ale ja go nie słuchałam.
Napisałam smsa do pani Marii, że źle się ta historia skończyła.
Wtedy wychowawczyni do mnie zadzwoniła z tymi słowami:
– Karola, co się przejmujesz. Ciebie nie wpuścili na antenę, tylko tych ze spełnionymi życzeniami. Telewizja nie jest niezawodna, ale zawsze umie znaleźć wyjście z sytuacji.
– Jakie wyjście? Narobić człowiekowi nadziei i sobie pójść?
– Przecież reszta była zadowolona a o tobie nikt się nie dowie. To nie było nagrywane. – To Marstwo mnie nie rozumie. Nie ma w ogóle sensu z nią rozmawiać. Coś tam jeszcze bąknęłam do wychowawczyni i rozłączyłam się. Nie miałam się komu więcej pożalić. Wika poszła chyba do chłopaków, Antonina odgrodziła się słuchawkami od świata, Kryśka zmęczona hałasem wyszła na korytarz wraz ze swoim nieodłącznym Iphonem a Aniela wiadomo co robiła: hałasowała z Kornelią i jej spółką.
Może Alicja chociaż jest?
Zaraz to sprawdzę, tylko wyłączę tego złoma.
Nagle słyszę, ktoś do mnie pisze na fb. To pewnie Marcel pyta jak było w programie telewizyjnym. A nijak. Nie wiedziałeś, że telewizja kłamie? – napisałam do niego nawet nie czekając aż skończy swoją wiadomość. Miałam chandrę stulecia i wiedziałam, że długo się z niej nie wygrzebię. Zadzwoniła moja komórka. To pewnie pani Maria. Nie miałam ochoty odbierać, ale to uczyniłam.
– Dzwoniłam do tej telewizji i powiedziałam, że jesteś na nich zła. Poinformowali mnie, że możesz wystąpić w następnym odcinku tego programu i twoje zamówienie będzie zrealizowane jako pierwsze, ale musi być inne niż ostatnio.
– A niech się wypchają – powiedziałam nie hamując się. Niech sobie w dupę wsadzą ten swój program.
– Karolcia, uspokój się. Może jutro o tym porozmawiamy, a na razie odpocznij sobie. Jutro spojrzysz na to trzeźwym umysłem.
– Na nic nie będę spoglądać – burknęłam i rozłączyłam się.
Znowu ktoś do mnie pisał. I po co ja się wszystkim pochwaliłam moim udziałem w programie? Teraz pewnie będą się pytać dlaczego mnie w telewizji nie widzieli i takie tam a ja nie mam ochoty tego rozdrapywać. Ktoś wszedł do naszego pokoju. To kolejna osoba do spółki Anieli i Kornelii.
Będzie jeszcze głośniej, jeszcze bardziej wku***jąco.
Wyłączyłam radio a komputer porzuciłam na łóżku. Idę stąd, bo normalnie zaraz coś rozwalę. W tej szkolinie nawet chandry spokojnie mieć nie można.
Następnego dnia pani Maria przyszła do mnie z gościem z telewizji. Człowiek ten zaproponował mi, że skoro kategorycznie nie chcę ponownie wziąć udziału w ich programie, to w ramach przeprosin wynajmą specjalnych tłumaczy, którzy przetłumaczą kilka moich zapisków na różne języki. Wybrałam więc niemiecki, angielski, francuski oraz hiszpański i zdecydowałam się na trzy moje historyjki. Już wieczorem dostałam gotowe tłumaczenia.
Chciałam dać hiszpańską wersję Oriolowi w ramach rekompensaty za nieudane spotkanie w szkole, ale najpierw dałam Kaśce wersję angielską, by tak z ciekawości zobaczyła jak to brzmi w tym języku. Koleżanka na szczęście miała trochę czasu i zaraz wzięła się do czytania. Ze smutkiem poinformowała mnie, że teksty zostały przetłumaczone byle jak, niczym przez google tłumacza i nie ma co ich pokazywać komukolwiek. To przechodzi ludzkie pojęcie, co oni ze mną wyprawiają. Szczęście całe, że nie zdążyłam pokazać tego Oriolowi.
Znów zadzwoniłam do pani Marii, ale ona nie odebrała.
Niech no tylko przyjdzie jutro do pracy, niech sobie zobaczy, jak jej kochana, znajdująca wyjście z absolutnie każdej sytuacji telewizja obeszła się z moimi opowiadaniami. Niech zobaczy, niech się przekona!

5 replies on “Telewizja nie jest niezawodna”

Hm. Obawiam się, że to by mogło być po części prawdziwe. W sensie, ne te historie, ale to, że telewizja nie zawsze postępuję mądrze.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *