Categories
Sny

To zamieszanie pochodzi z Grecji

Niemal od zawsze moim występom na scenie towarzyszył stres, dlatego na kilka dni przed wystąpieniem śniły mi się różne straszne rzeczy z tym związane np. Takie jak ta.
## To zamieszanie pochodzi z Grecji
Był ostatni czwartek roku szkolnego i odbywała się właśnie próba do końcowo-rocznej akademii, tyle, że w tym roku była ona o wiele huczniejsza, ponieważ wzorowała się na akademiach greckich, co bezustannie nam przypominano.
Próba szła nam dość gładko, ale mimo to organizatorzy akademii zdecydowali, że po niedługiej przerwie zrobią jeszcze jedną próbę, a że przedstawienie było bardzo długie, to wszyscy biorący w nim udział naturalnie bardzo się z tego ucieszyli. Jak wszyscy byłam bardzo zmęczona długą próbą, więc postanowiłam przedłużyć sobie przerwę zwłaszcza, że miałam coś ważnego do załatwienia i chciałam też coś zjeść, bo przez to próbidło nawet nie zjadłam drugiego śniadania. Tą ważną sprawą było załatwienie sobie wejściówki na mały występ Alicji w jakimś krakowskim radiu. W tym celu poszłam więc do studia nagrań, gdzie akurat urzędował pan Patryk i poprosiłam go o bilet. Dał mi bez problemu.
Dopiero potem zaczęły się schody.

Niemal od zawsze moim występom na scenie towarzyszył stres, dlatego na kilka dni przed wystąpieniem śniły mi się różne straszne rzeczy z tym związane np. Takie jak ta.

To zamieszanie pochodzi z Grecji

Był ostatni czwartek roku szkolnego i odbywała się właśnie próba do końcowo-rocznej akademii, tyle, że w tym roku była ona o wiele huczniejsza, ponieważ wzorowała się na akademiach greckich, co bezustannie nam przypominano.
Próba szła nam dość gładko, ale mimo to organizatorzy akademii zdecydowali, że po niedługiej przerwie zrobią jeszcze jedną próbę, a że przedstawienie było bardzo długie, to wszyscy biorący w nim udział naturalnie bardzo się z tego ucieszyli. Jak wszyscy byłam bardzo zmęczona długą próbą, więc postanowiłam przedłużyć sobie przerwę zwłaszcza, że miałam coś ważnego do załatwienia i chciałam też coś zjeść, bo przez to próbidło nawet nie zjadłam drugiego śniadania. Tą ważną sprawą było załatwienie sobie wejściówki na mały występ Alicji w jakimś krakowskim radiu. W tym celu poszłam więc do studia nagrań, gdzie akurat urzędował pan Patryk i poprosiłam go o bilet. Dał mi bez problemu.
Dopiero potem zaczęły się schody.
Idąc na obiad spotkałam dwie Australijki i Marlę z Niemiec, które pytały co to jutro za impreza, ale ja ich nie zrozumiałam. W końcu Marla zapytała o której się zaczyna, a ja jej odpowiedziałam, że o jedenastej, bo tak mówili organizatorzy.
Wtedy do naszej rozmowy wcięła się pani od angielskiego i zawołała do mnie z wielkim oburzeniem:
– To ja cię tyle uczyłam, a ty nawet dobrze godziny po angielsku nie umiesz podać! Przecież nie jedenasta tylko 13:49.
– Ale tu nie chodzi o moją znajomość angielskiego. Mnie powiedziano, że występ jest o jedenastej i tyle. – nauczycielka nic już na to nie odpowiedziała tylko gdzieś sobie poszła wraz z Australijkami. To rzeczywiście jest jakiś ważny występ skoro aż Niemców na niego zaprosili – pomyślałam z lekkim przestrachem i już nieco szybciej niż planowałam pochłonęłam obiad i pobiegłam z powrotem na drugą próbę i ku mojemu zdziwieniu dobiegała już końca, a ja zamiast się z tego cieszyć zaczęłam się bać, że mi jednak nie wyjdzie albo coś. Po próbie pani jeszcze raz przypomniała w jakie stroje mamy się ubrać i o której jutro się stawić i wtedy rozpoczęło się ogólne narzekanie:
– Ja się boję, że zapomnę tekstu! – nudził Edward.
– A ja się boję, że źle wejdę – martwiło się jakieś dziecko z podstawówki.
– Ja też mogę zapomnieć tekstu – szepnęłam cichutko, żeby nikt przypadkiem mnie nie usłyszał, a pani jęła odpowiadać na wszystkie te skargi.
– Nie możesz Edwardzie mieć żadnej kartki, bo tak w Grecji nigdy nie było. Tylko jedna dziewczyna ma marynowaną kartkę, ale ona jest widząca… itd., itd…

Przedstawienie nam nie wyszło, ale chyba nie z mojego powodu, już nawet nie pamiętam.
Wiem tylko, że groźby wychowawców i organizatorów się spełniły i nie pojechaliśmy na ten weekend do domu. W sumie to dobrze, bo będę mogła usłyszeć przyjaciółkę w radiu jak śpiewa jakąś eurodensową piosenkę. W sobotę wieczorem wypisałam się z internatu i pognałam jak na skrzydłach do radia. Byłam trochę rozczarowana, bo na miejscu okazało się, że najpierw odbędzie się jakiś mecz tenisa, który będzie transmitowany, a potem dopiero będzie występ Alicji. W chwilę później znów się ucieszyłam, bo w meczu tym grała moja kuzynka Wiktoria i w dodatku wygrywała. W przerwie między setami podeszła do mnie jakaś pani w średnim wieku i zapytała niskim, tajemniczym głosem:
– Kto kogo zamordował?
– Nie wiem. – odpowiedziałam jeszcze spokojnie kobiecie, ale w duchu już zaczynałam się bać.
Żeby tylko nie zabili Wiktorii albo Ali.
Przerwa przedłużała się coraz bardziej, więc udałam się w poszukiwaniu studia, gdzie mogłabym znaleźć Alicję, bo miała śpiewać w innym, mniejszym pomieszczeniu, nie tym, gdzie odbywał się mecz.
Klucząc tak po długich, pozawijanych korytarzach radia i martwiąc się o mych bliskich coraz bardziej, usłyszałam głos tej pani z Niemiec, co oprowadzała nas po radiu i telewizji niemieckiej. Z nadzieją, że kobieta będzie w stanie mi jakoś pomóc i nie zostawi mnie na lodzie, próbowałam do niej podejść i usłyszałam jak ktoś po polsku powiedział:
– Wiem, to ci z Baden-Baden. Oni nie lubią konkurencji.
Zrobiło mi się jeszcze straszniej. Kobiety z Niemiec już nigdzie nie było słychać, a ja nadal nie wiedziałam gdzie są Ala i Wiktoria.

Przypisy

Baden-Baden – to stacja radiowa o której wspomniała nam pani z Niemiec, gdy zwiedzaliśmy radio. Podobno oni często nadają w nocy wszystkim stacjom, gdy tam nie ma dyżuru – przynajmniej tak zrozumiałam, bo nie chciałam się już dopytywać.

3 replies on “To zamieszanie pochodzi z Grecji”

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *