Categories
Sny

Głodna jestem, ku**a mać (z dedykacją dla Skrzypeńki)

Uwaga 1: Tekst jest z dedykacją dla Skrzypeńki.
Uwaga 2: Tekst może zawierać wulgaryzmy!
## Głodna jestem, kurwa mać
Od Alicji przyjechałam prosto do szkoły i spóźniłam się na lekcje. Na szczęście nikt się tym specjalnie nie przejął. Nie mogłam się na nich skupić. Obiad był okropny. Zrezygnowana przyszłam do pokoju i położyłam się na łóżku. Wika chciała coś zamówić, ale stwierdziła, że nie ma kasy. Zadzwoniła do mnie mama. Z chęcią odebrałam, bo nie chciałam już do reszty rozleniwić się na tym łóżku.
– Co się stało mamuś?

Uwaga 1: Tekst jest z dedykacją dla Skrzypeńki.
Uwaga 2: Tekst może zawierać wulgaryzmy!

Głodna jestem, kurwa mać

Od Alicji przyjechałam prosto do szkoły i spóźniłam się na lekcje. Na szczęście nikt się tym specjalnie nie przejął. Nie mogłam się na nich skupić. Obiad był okropny. Zrezygnowana przyszłam do pokoju i położyłam się na łóżku. Wika chciała coś zamówić, ale stwierdziła, że nie ma kasy. Zadzwoniła do mnie mama. Z chęcią odebrałam, bo nie chciałam już do reszty rozleniwić się na tym łóżku.
– Co się stało mamuś?
– Mam do ciebie prośbę. Czy mogłabyś doradzić pewnej pani w sprawie kupna skrzypiec? Ty jesteś taka muzyczna, ty na realizacji jesteś.
– Ok, mogę. A kiedy ma to nastąpić?
– Jak ci puszczę sygnał, zejdziesz pod portiernię, gdzie spotkasz tę panią.
– W porządku, czekam. – W tym czasie kiedy ja rozmawiałam z mamą Wika jednak zmieniła zdanie i zamówiła jakąś zapiekankę.
Byłam na nią wściekła, że mi nie przerwała rozmowy i nie dokonała zamówienia ze mną.
– Dlaczego mi nie powiedziałaś?! Ja jestem głodna. Kurwa mać! – Mój telefon właśnie się odezwał, więc biegiem schodzę na dół. Kobieta, która szukała porady miała dość niski głos i była wysoka.
Zabrała mnie do sali organowej 102, gdzie czekał na nas mężczyzna o pięknym głosie, z kilkoma instrumentami. Nie był on jednak sam.
Przebywały tam jeszcze nauczycielki organów i jeszcze jakiś nauczyciel od innego przedmiotu ze szkoły muzycznej.
Kiedy facet wyjął jedne ze skrzypiec z futerału i przyłożył smyczek do strun, nauczycielki zaczęły prosić o ciszę, więc mężczyzna zaczął grać bardzo cichutko.
– Te biorę! Te, te, te!
– Proszę nie być pochopną. Te skrzypce tak brzmią, bo pan gra na nich z tłumikiem. Proszę spróbować jeszcze jakieś… – odezwałam się, bo skoro ciążyła na mnie odpowiedzialność wyboru odpowiedniego instrumentu, to nie mogłam pozwolić na wybranie pierwszych lepszych skrzypiec. Kobieta okazała się być nieugięta i kupiła instrument. Po co więc byłam jej potrzebna? Mężczyzna od skrzypiec jakby zauważył moje zakłopotanie, bo poklepał mnie po ramieniu.
Rozczarowana wróciłam do sypialni. Zamówienie do Wiki jeszcze nie przyszło, za to odebrała ona telefon, że bardzo się opóźni dostarczenie go.
Kiedy odprowadzałam kobietę ze skrzypcami na portiernię, dostałam od niej małego kapuśniaczka i teraz wyjęłam go z kieszeni, zaczęłam jeść. Był pyszny, ale jedyny i tylko zaostrzył mój apetyt.
– Kurwa, kurwa, kurwa mać! – wydarłam się na cały pokój.
– No przestań już! – wołały dziewczyny.
– Ty będziesz zaraz jeść, to siedź cicho – burknęłam do Wiki i wtedy ponownie zadzwonił jej telefon. To facet wreszcie dotarł z zamówieniem.
Kiedy koleżanka je przyniosła ja wyszłam z pokoju, by nie czuć zapachu jedzenia i nie słyszeć pomlaskiwań.
Stałam na korytarzu jak głupia i chciałam, by ten dzień już się skończył. Zadzwoniła mama.
– No, byłaś przy tych skrzypcach?
– Byłam, ale ta babka sama sobie poradziła. Nie byłam tam wcale potrzebna i jeszcze ominęła mnie kolacja.
– Jutro się okaże, czy dokonała dobrego wyboru – mówi mama i odkłada słuchawkę, najwyraźniej niezbyt zadowolona z obrotu sprawy.
Wracam do pokoju. Wiktoria kończy jeść.
Wyciągam z szafki stare, zeschnięte ciastka i postanawiam, że gdy tylko skończę się pożywiać, pójdę do sali organowej. Szybko kończę nędzny posiłek. W sali zastaję jedynie panią Marię, która informuje mnie, że mężczyzna od skrzypiec jest w studiu. Idę tam i z niecierpliwością szarpię za klamkę. Sprzedawca instrumentów rozmawia właśnie z panem Patrykiem a ja staję cichutko w drzwiach i słucham z zapartym tchem.
– Zobaczymy kto jest dobry w miksie. Skrzypce nic nam nie powiedziały, bo kobieta nie pozwoliła im się wykazać. Wybierała instrumenty nie zważając na ich rady. Musimy wymyślić coś innego.
– To przynieś jakieś nagranie. Dam im na lekcji i ocenimy potem.
– W porządku, ale pamiętaj. Zostało już niewiele czasu. Ta damulka pokrzyżowała nam plany. Najlepiej by było, gdybyś sprowadził ich jak najszybciej.
– To nie jest możliwe. Wątpię, że będą chcieli miksować poza lekcjami. Poza tym ja też mam swoje zajęcia a studio wiecznie zajęte.
– Wymyśl coś.
– Dobrze, więc jeszcze dziś wieczorem dam ci znać. Może będę ich wzywać po kolei i tak mimochodem sprawdzać? Nie zawiodę cię na pewno.
Kiedy mężczyzna wychodził, zauważył mnie w drzwiach i powiedział:
– O, mamy już pierwszą kandydatkę. Proszę Patryku, oto ona. – i wypchnął mnie na środek studia.
Stałam zaskoczona takim obrotem sprawy. Zabiję tę Wiktorię.
Gdyby nie to jej przeklęte żarcie, nie miałabym tych dziwnych przygód.

9 replies on “Głodna jestem, ku**a mać (z dedykacją dla Skrzypeńki)”

ooo nie, co za narwana babka, haha. ciekawe, co to były za skrzypce i dziękuje kochana, za dedykacje wpisu <3

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *