Categories
Sny

Godzina B (z dedykacją dla Patesa)

Oto sen o pogodzie z dedykacją dla Patesa
## Godzina B
Udało mi się załatwić dodatkowe, prywatne praktyki, które miały się odbyć w czasie najbliższych ferii.
### Pierwszy dzień praktyk.
Mam szampański nastrój, bo wiem co mnie czeka, wracam na stare śmieci. Na miejscu zastaję pana Wojtka i jakiegoś obcego mężczyznę, którzy rozprawiają zawzięcie o jakimś projekcie. Przysłuchuję się im z zaciekawieniem.

Oto sen o pogodzie z dedykacją dla Patesa

Godzina B

Udało mi się załatwić dodatkowe, prywatne praktyki, które miały się odbyć w czasie najbliższych ferii.

Pierwszy dzień praktyk.

Mam szampański nastrój, bo wiem co mnie czeka, wracam na stare śmieci. Na miejscu zastaję pana Wojtka i jakiegoś obcego mężczyznę, którzy rozprawiają zawzięcie o jakimś projekcie. Przysłuchuję się im z zaciekawieniem.
Wreszcie pan Wojciech mnie zauważa i zaprasza na stare miejsce obok siebie. Panowie włączają mnie do rozmowy.
Potem jeszcze coś dogrywają do tego projektu a ja cały czas na posterunku. Co jakiś czas przychodzi do mnie mały, puchaty piesek i kiedy nie jestem zajęta biorę go nawet na kolana, albo głaszczę przelotnie. Późnym popołudniem, już prawie pod koniec mego pobytu w studiu, przychodzi jakaś pani z koszem szczeniaków. Pan Wojtek mówi, że to małe tej suczki, którą widywałam w ciągu dnia. Szczeniąt jest aż osiem: siedem suczek i jeden piesek.
– To dobrze, że przyniosłaś małe tutaj. Nie będą nam one zbytnio przeszkadzać, a przynajmniej nasi klienci będą je widywać i może który się skusi na jednego – powiedział pan Wojtek.
– A czy ja mogę być pierwszą chętną? – pytam nieśmiało.
– Jasne – odpowiadają realizator i kobieta zgodnym chórem.
– Chciałabym sukę – mówię.
– To nawet lepiej – mówi pan Wojtek i podsuwa mi kosz z małymi, wyjmując z niego jedynego samca, żeby mi się nie pomyliło. I którego tu wybrać? Wszystkie leżą zgodnie w ciasnej kupce, wszystkie do siebie podobne. W końcu wybieram najtłustrzego i najpuszystszego szczeniaka.
Wyciągam go z kosza, a kobieta zakłada mu czerwoną obrożę, by go odróżnić od innych piesków.
– Jest najładniejsza z całego miotu. Masz nosa dziewczyno – mówi pan Wojtek. – Na razie nie możesz wziąć jeszcze psa, bo jest trochę za mały, dlatego go oznaczamy – mówi kobieta i wkłada małego z powrotem do kosza a ten błyskawicznie znajduje się przy reszcie.
Jest mi trochę przykro z tego powodu, bo akurat mam ferie i mogłabym go zacząć wychowywać, ale ufam właścicielom, że dadzą mi go w swoim czasie i nie zapomną o mnie.

Drugi dzień praktyk

Zjawiam się w studiu dość wcześnie. Na razie nic się nie dzieje. Pan Wojciech miksuje coś niedbale, a pan Marek jak zwykle kręci się po studiu, robi herbatę, kawę. Biorę dorosłą sukę na kolana, bo ta zjawia się przy mnie i przyglądam się jej uważnie. W końcu to jej potomka przyjdzie mi trzymać w domu. Suka bardzo przypomina mi jamniczkę długowłosą, którą widziałam kiedyś na długim spacerze po Krakowie z wychowawczynią. Już miałam zapytać, czy psinka jest rasowa, kiedy ktoś niecierpliwie zapukał do studia.
Otwiera pan Marek i wpuszcza kobietę po pięćdziesiątce o niskim głosie.
– Czy możemy już zacząć nagranie? Mamy tyle do zrobienia – kobieta rzuca torebkę w kąt, rozgląda się po pomieszczeniu.
– A to kto? – pyta podchodząc do mnie.
– To nasza praktykantka. Chce się czegoś od nas nauczyć. Sama też coś doradzi. Spokojnie, pani Amalio, nie zakłóci nam ona pracy.
– W porządku. W takim razie proszę zacząć się przygotowywać, a ja w tym czasie wezmę oddech.
Czułam, że kobiecie jakoś nie daje spokoju moja obecność. Do studia, w trakcie mych oficjalnych praktyk przychodziły różne osoby, ale nigdy nikomu nie zawadzałam. Nagle kobieta zbliżyła się do mnie bardzo i zapytała:
– Czy mogłabyś koleżanko, pożyczyć mi swoich butów na czas nagrania? –
Miałam akurat na sobie znienawidzone letnie półbuty, kupione jakiś czas temu od pani z ratlerkiem.
– Oj, obawiam się droga pani, że będzie to niemożliwe. Mam bardzo małą stopę i zaopatruję się w obuwie w sklepach dla dzieci.
– Karolino, nasza klientka jest tancerką i ma zgrabne nóżki – zauważył pan Marek z wyrzutem.
– Ileż ta baba im płaci, że tak się za nią ujmują – pomyślałam i zdjęłam z nóg znienawidzone obuwie. Kobieta wyrwała mi je łapczywie, jakbym miała zaraz zmiienić zdanie i jej nie pożyczyć tych butów. Oddała mi swoje.
Były może ciut za duże, ale niezwykle wygodne i przyznam, spodobały mi się. Pomyślałam więc, że skoro ona tak pragnie tych moich staroci, to możemy się przecież zamienić na zawsze. Na razie jednak nie zaproponowałam jej tego, bo przyznam szczerze, czułam jakiś respekt przed tą dziwną damą. Wreszcie studio było przygotowane do nagrania popisów Amalii.
Puszczono jakąś dziwną, wschodnią muzykę, łudząco podobną do muzyki z planszy w rythm Rage i kobieta zaczęła stepować a potem dodała jeszcze zawodzący śpiew, który pasował do owej wschodniej melodii. Kiedy utwór się skończył, kobieta opadła na najbliższe krzesło i z lekka posapywała.
– Czy nagranie się udało? – spytała słabym głosem i otarła pot z czoła.
– Powinno być dobrze – powiedział pan Marek i puścił je.
Obawiałam się, że kobieta zacznie wybrzydzać i będą nagrywać jej dziki taniec po sto razy, ale na szczęście Amalia poprzestała na tym pierwszym.
– Czy mogę pożyczyć twoje buty do końca nagrań? – zapytała kobieta. – To ona tu będzie przychodzić codziennie? – pomyślałam. Wcale mi się ten obrót sprawy nie podobał, bo przy niej realizatorzy byli niezwykle spięci i każdy przy tej pani czuł się jak na tykającej bombie zegarowej.
– Tak proszę pani. Możemy się nawet wymienić, bo przyznam szczerze, iż nie darzę sympatią mojego obuwia. Mogę nawet wskazać pani sklep, gdzie było ono zakupione.
– Dobrze, w takim razie nie muszę tu przychodzić codziennie, skoro nie jestem uzależniona od pana praktykantki. Mam jeszcze coś do załatwienia w tych stronach. Dam więc wcześniej znać kiedy znów się tu zjawię – powiedziała tancerka zwracając się do pana Kawki. Chyba to będzie po jutrze, albo w piątek.
– Uff. Chociaż jeden dzień spokoju od tego babsztyla – pomyślałam a realizatorzy pewnie mieli podobne odczucia.
Wreszcie kobieta opuściła studio (w moich butach). To jedyna korzyść z jej wizyty dla mnie, a dla realizatorów będzie nią suma, którą ona ich zaszczyci po zakończeniu sesji nagraniowej.
Przeszło mi też przez myśl, że Amalia może zechcieć wziąć jednego ze szczeniaków i może mieć takiego samego nosa jak ja a realizatorzy nie odmówią tej „damie” nawet zajętego już psa. No na prawdę, nie mogłam gorzej trafić.

Trzeci dzień praktyk.

Tata wchodzi do mojego pokoju, otwiera drzwi balkonowe i wślizguje mi się do łóżka.
– Wyziębisz tu! – protestuję nawet nie otwierając oczu, bo chce mi się potwornie spać. Po wczorajszych przygodach potrzebowałabym chyba nocy i z połowy dnia, by czuć się wypoczęta.
Otworzywszy jedno oko wciskam przycisk na zegarku mówiącym i słyszę: jedenasta zero zero. O boże! Praktyki zaczynam od dwunastej. I co teraz?
Zrywam się z łóżka nie zważając na tatę i biegnę do łazienki.
Zaczynam się ubierać, ale gdy słyszę, że tata opuszcza moje pielesze, wracam do swego pokoju, by je pościelić.
Włączam radio w nadziei, że poinformują mnie, iż jest godzina ósma.
Minęła właśnie, w radiu zet: Godzina B.
– Co? – upuszczam prześcieradło i łapię za pilota.
Zmieniam stację na rmf Maxx. Uff. Słyszę głos Irka Jakubka, który prowadzi poranne „Wstawaj, nie udawaj”. Tak nielubiana dotąd audycja z powodu drętwych żarcików prowadzącego, teraz była balsamem na moje skołatane nerwy.
Dokończyłam ścielenie łóżka i zaczęłam się na powrót ubierać. Nie dawała mi jednak spokoju ta godzina B w radiu zet. To przecież porządna, szanująca się stacja, która nie może sobie pozwolić na jakiekolwiek wygłupy.
Zaczęłam sobie wszystko analizować. Przyjemne, bynajmniej nie mroźne powietrze dochodzące zza drzwi balkonowych oraz śpiew ptaków, które o tej porze roku raczej nie powinny mieć miejsca;
– dziwne zachowanie mego zegarka mówiącego i jeszcze to radio.
Podeszłam do biurka, by sprawdzić godzinę na Iphon’ie.
Drżącymi rękami ujęłam telefon, przyłożyłam palec by go odblokować i usłyszałam jak voice over, głosem Zosi mówi:…

5 replies on “Godzina B (z dedykacją dla Patesa)”

No myślałam, że on jest bardziej pogody, ale jak otworzyłam, to się okazało, żę tam jest tylko wzmianka o niej.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *