Categories
Sny

Jawna niesprawiedliwość

Ten sen dotyczy moich obaw dotyczących znalezienia pracy. Takich historyjek jak ta ustykał się już całkiem pokaźny folder, więc będzie Wam co przedstawiać.
## Jawna niesprawiedliwość
Spacerowałam z mamą po podwórku. Już miałyśmy wracać do domu, kiedy przyszła do nas sąsiadka wraz ze swym psem i pytała mamę o pielęgnację jakiejś rośliny. Dawno już nie widziałam pupila pani Agaty, dlatego z przyjemnością zanurzyłam palce w jego gęste futro. Sąsiadka zabrała mamie kilka minut, po czym wróciłyśmy do domu. Włączyłam komputer, przejrzałam pocztę.
Podczas tej rutynowej czynności natrafiłam na jakąś dziwną wiadomość z linkiem w środku. Nie zważając na niebezpieczeństwo otworzyłam link. Pojawiła się jakaś hiszpańsko-języczna strona. Nie wiele myśląc spisałam link i wysłałam go Martynie z dołączoną treścią: „Spróbuj to przetłumaczyć, albo daj tej swoje przyjaciółeczce”. Po jakiejś pół godziny otrzymałam od koleżanki linka z dopiskiem: „raczej się nie ucieszysz.”
Strona tym razem była po polsku i widniało na niej jak byk, że w jakimś konkursie traktującym o dźwięku, Radosław wygrał główną nagrodę i dostanie pracę w jakimś wypasionym studiu (będzie zajmować się reklamami).

Ten sen dotyczy moich obaw dotyczących znalezienia pracy. Takich historyjek jak ta ustykał się już całkiem pokaźny folder, więc będzie Wam co przedstawiać.

Jawna niesprawiedliwość

Spacerowałam z mamą po podwórku. Już miałyśmy wracać do domu, kiedy przyszła do nas sąsiadka wraz ze swym psem i pytała mamę o pielęgnację jakiejś rośliny. Dawno już nie widziałam pupila pani Agaty, dlatego z przyjemnością zanurzyłam palce w jego gęste futro. Sąsiadka zabrała mamie kilka minut, po czym wróciłyśmy do domu. Włączyłam komputer, przejrzałam pocztę.
Podczas tej rutynowej czynności natrafiłam na jakąś dziwną wiadomość z linkiem w środku. Nie zważając na niebezpieczeństwo otworzyłam link. Pojawiła się jakaś hiszpańsko-języczna strona. Nie wiele myśląc spisałam link i wysłałam go Martynie z dołączoną treścią: „Spróbuj to przetłumaczyć, albo daj tej swoje przyjaciółeczce”. Po jakiejś pół godziny otrzymałam od koleżanki linka z dopiskiem: „raczej się nie ucieszysz.”
Strona tym razem była po polsku i widniało na niej jak byk, że w jakimś konkursie traktującym o dźwięku, Radosław wygrał główną nagrodę i dostanie pracę w jakimś wypasionym studiu (będzie zajmować się reklamami).
Jeśli rzeczywiście któryś z nauczycieli, prawdopodobnie pan Patryk, wysłał jakieś nasze prace z lekcji na konkurs, to przecież wszystkim wiadomo, że Radek jest w klasie najgorszy.
Jakim więc cudem otrzymał główną nagrodę oraz tak wspaniałą, dobrze płatną pracę? Długo rozmawiałam o tym z Martyną, bo musiałam z siebie wyrzucić całą złość. Następnego dnia mieliśmy niespodziewanych gości. Przyjechali rodzice Radosława. Radka z jakiegoś powodu nie zabrali z sobą. Przyjaciółka mamy groziła nam pozwem do sądu i wydzierała się na nas, jak możemy tak traktować jej syna. Mama nie znając całej historii wzięła mnie na stronę. W zaciszu łazienki wyjaśniłam jej wszystko, kończąc zdaniem:
– Przecież wiesz jaki jest Radek. I on niby miałby pracować przy reklamie? Skończyło się na cichym rozejmie, ale przyjaźń naszych mam naturalnie legła w gruzach.
Ferie dobiegły końca. W szkole wszystko toczyło się zwyczajnym trybem. Radosław nie okazywał mi żadnej niechęci, ani niczego w tym guście.
Mnie jednak nie dawał spokoju jego postępek z konkursem i miałam o to do niego żal. Postanowiłam nawet, że jeżeli on również zostanie na najbliższy weekend, tak jak ja, to poważnie z nim o tej sprawie porozmawiam. W piątek czekała nas niemiła niespodzianka, bo zaraz po obiedzie pani Agata, dyżurująca wychowawczyni, wezwała nas do świetlicy i kazała się przenosić do innych pokoi.
– A czy na prawdę jest to konieczne? – zapytałam błagalnie.
– No nie wiem, zaraz zobaczę. – Kobieta włączyła stojący w jej pobliżu komputer i coś tam klikała myszą. W końcu odezwała się w te słowa:
– No, może by się jakoś udało. Dziś wieczorem ma przyjechać pewna pani profesor, wraz ze swymi studentami. Mają oni wykonywać jakieś doświadczenia w naszej pracowni chemicznej. Jeśli zajęcia zostałyby odwołane, to bylibyście bezpieczni.
– No, to może kobiecie coś wypadnie, albo… – podjęłam z ożywieniem.
– Ale ona już raz była chora.
– Ale ja tak rzadko zostaję na weekendy i…
– No, zobaczymy, co z tego wyniknie – ucięła wychowawczyni i przestała się nami interesować.
Właśnie zastanawiałam się, czy nie udałoby się nakłonić miłej pani Agaty, by dała mi pokój wspólny z Martyną, to może weekend nie byłby taki stracony, kiedy do świetlicy wpadł Radek z wielkim hukiem.
Podszedł do ściany, wyrwał z niej jedną, ruszającą się już deskę i zaczął nią walić gdzie popadnie.
Musiało go coś nieźle wkurzyć, skoro tak czynił.
– Chłopie, co ty robisz?! – wychowawczyni oderwała się wreszcie od komputera.
Wtedy mój kolega wymruczał jakiś wulgaryzm i bez przeprosin opuścił pomieszczenie a pani Agata westchnęła cięszko.
Lepiej niech Radosław nie psuje nastroju wychowawczyni, bo chcę coś od niej wyprosić – pomyślałam. Już ja sobie z tym Radkiem porozmawiam, niech go tylko dopadnę. – Pani Agata klikała nadal zawzięcie.
Nagle powiedziała:
– O, chyba mamy jakieś dobre wieści. Zajęcia chemiczki wiszą na włosku, bo tylko dwoje studentów z trzydziestu zadeklarowało się brać udział w weekendowych zajęciach.
– To świetnie! W takim razie idę do siebie. Wybiegłam ze świetlicy i popędziłam jak wiatr na górę.
Weekend uratowany! Hip hip, hurra! Już mam otworzyć drzwi mego pokoju, kiedy słyszę nad sobą niski, kobiecy głos.
– Dzień dobry, gdzie mogę dowiedzieć się o moim zakwaterowaniu? – Na te słowa ręce mi opadły.
Trzeba będzie zgłosić włodarzom przybycie chemiczki.
– Już, zaraz przekażę odpowiednim osobom, że pani czeka na kwaterunek. Zeszłam na dół. Pani Agaty w świetlicy już nie było.
Byłam więc zmuszona zajrzeć do pokoju włodarzy. Na szczęście ją tam zastałam. Nie powiedziałam jej o profesorce dopóki nie oddaliłyśmy się na bezpieczną odległość od uszu pozostałych wychowawców, bo obawiałam się, że tamci okażą się bardziej radykalni i bezwzględni wobec nas.
– Pani Agato, pani profesor od chemii jest już na terenie internatu i czeka na zakwaterowanie.
– Dobrze. Gdzie ona jest?
– Na górze, przy drzwiach mojej sypialni.
Chemiczka czekała cierpliwie. Pani Agata dała jej pokój naprzeciw mojego, a dwóm studentom gdzieś na piętrze chłopaków.
– Nie mogłam już dłużej zwlekać – tłumaczyła się pani Agacie pani profesor. – Bo ciągle coś. A to moja choroba, albo brak pracowni, a teraz ci studenci.
Może jeśli przeprowadzę te zajęcia, to wreszcie nauczą się oni, że czyjś czas również należy szanować. – Nie słuchałam już dalszej tyrady chemiczki.
Otworzyłam swój pokój i z westchnieniem ulgi opadłam na łóżko.
Ktoś zapukał do drzwi.
Miałam nadzieję, że to Martyna, ale jak się okazało był to Radosław.
– O, dobrze, że cię widzę, bo muszę z tobą poważnie porozmawiać. – Kolega usiadł na mym łóżku i czekał na to, co mam mu do powiedzenia.
Zaczęłam od niewinnego pytania:
– Ty wygrałeś ten konkurs o pracę przy reklamie?
– A tak – odpowiedział z dumą Radek.
– Wygrałeś go? – zapytałam ponownie z nutką irytacji.
– Tak, wygrałem ten konkurs. Za miesiąc zaczynam pracę zdalną a zaraz po egzaminach, ruszam na pełny etat.
– Radek, wiesz dobrze… – nie wiedziałam co powiedzieć, jak dalej pociągnąć, ale miałam też świadomość, że nie mogę tego tak zostawić.
Wiesz jaką ogromną trudność sprawia ci praca na pro toolsie i nie tylko.
– Nie zawsze wygrywają najlepsi – przerwał mi Radosław.
Dostałem tę robotę i nie mam zamiaru z niej zrezygnować. Mam zadzwonić do Carlosa, by ci udowodnić, że tam będzie moje miejsce? – Poczułam się całkiem bezradna.
Chciałam kolegę powstrzymać, ale ten już wyciągał Iphone’a i szukał potrzebnego kontaktu.
– On nie jest baskiem – mruczał Radosław. – On ma porządne studio, porządny sprzęt i porządną załogę w nim.
– Halo? – I zaczął rozmawiać z tym Carlosem. Co ja mam teraz zrobić? Po kilku minutach Radek, wciąż rozmawiając, opuścił moją sypialnię. Nie miałam ochoty ruszać się z tapczana, więc zadzwoniłam do Martyny, by ta do mnie przyszła, ale ona nie odebrała. No, kurwa, nikt mnie w tej szkole nie rozumie. Z korytarza dało się słyszeć trajkotanie chemiczki.
Wybrałam numer do pana Patryka. Miałam bowiem zamiar dowiedzieć się, co też ten nasz mądry nauczyciel wymyślił z tym konkursem.
Chciałam też go zapytać, czy ma aby świadomość jak się ta historia potoczyła dalej.
Sama nie miałam już pomysłów jak przeciwstawiać się tej jawnej niesprawiedliwości.

2 replies on “Jawna niesprawiedliwość”

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *