Categories
Sny

Zwierzę po przejściach

Tata przyniósł z pracy osobliwe zwierzę domowe.
Była to mysz, ale przypominała raczej świnkę morską, bo była duża i puszysta. Całkiem przyjazny był to gryzoń, ale przebywając w jego obecności czuło się nieuzasadniony niepokój. Zwierzę było jakieś zalęknione, nienaturalnie spokojne.
– Tato, dlaczego ta mysz jest taka dziwna?
– Bo jest po przejściach – powiedział spokojnie tata szykując posiłek.
– A co ona przeżyła? – drążyłam dalej.

Tata przyniósł z pracy osobliwe zwierzę domowe.
Była to mysz, ale przypominała raczej świnkę morską, bo była duża i puszysta. Całkiem przyjazny był to gryzoń, ale przebywając w jego obecności czuło się nieuzasadniony niepokój. Zwierzę było jakieś zalęknione, nienaturalnie spokojne.
– Tato, dlaczego ta mysz jest taka dziwna?
– Bo jest po przejściach – powiedział spokojnie tata szykując posiłek.
– A co ona przeżyła? – drążyłam dalej.
– Mieszkała w trzyosobowej rodzinie ze skłóconym bardzo małżeństwem.
– A dlaczego się u nas znalazła?
– Bo jest śliczna i nie powinna sprawiać kłopotów.
– A dlaczego ją wyrzucono?
– Zaraz ci opowiem – Ojciec wyszedł na chwilę po coś do schowka a wróciwszy podjął pełną grozy opowieść.
– Było późne popołudnie. Wszyscy członkowie tej rodziny siedzieli w dużym pokoju. Ojciec oglądał telewizję, matka czytała gazetę, a dziewczynka siedziała przy oknie ze znudzeniem mrużąc oczy. Pogoda za oknem była piękna, więc kobieta wpadła na pomysł, by zabrać gdzieś dziewczynkę i osłodzić jej nudny wieczór.
– Kochanie, chcesz pójść do twojego ulubionego parku? – zapytała matka.
– Tak mamusiu – odpowiedziało dziecko i otworzyło szerzej oczka.
– Kochanie zjedz więc najpierw kolację, to wrócimy trochę później. Teraz późno zmrok zapada. – Kobieta podniosła się z kanapy i na prędce przygotowała córce posiłek. Ta zjadła go z ochotą i pobiegła do swojego pokoju, by nakarmić gryzonia.
– Kochanie podwieziesz nas do parku? Będzie szybciej i mała spędzi tam więcej czasu – zwróciła się kobieta do swego męża.
– Co ty znowu wymyślasz! – burknął małżonek. Siedźcie cicho na dupie i nie marudźcie mi tu.
– Ale mała przez cały dzień siedziała w domu. Niech też ma coś z weekendu.
– Przecież ma swojego brudnego, śmierdzącego gryzonia.
– Kochanie, nie mów tak. To zwierzę jest nietypowe, ale przecież nic złego nie robi. Czasem tylko podgryzie jakiegoś buta, ale przecież nawet niektóre psy tak robią.
– Ta kupa futra doprowadza mnie do szału – warczał mężczyzna.
– To daj mi chociaż kluczyki do samochodu – powiedziała cicho matka dziewczynki, a do oczu już napływały jej łzy.
– Daj mi kurwa święty spokój! Ja też siedziałem cały dzień w domu i żyję. Odczep się wreszcie ode mnie i daj mi w spokoju obejrzeć telewizję.
– Ale ty ją oglądasz przez cały dzień – skarżyła się słabo kobieta. W tym momencie dziewczynka wyszła z pokoju z jakąś zabawką w ręce i była gotowa do wyjścia. Kobieta widząc ją nabrała znowu odwagi i podeszła do męża, by zabrać mu pilota i wyłączyć znienawidzone pudło, ale on okazał się szybszy.
Błyskawicznie schował pilota, poczym złapał leżącego obok gryzonia i rzucił nim w stronę kobiety. Dziewczynka wrzasnęła przeraźliwie i ze łzami w oczach uciekła do swojego pokoju. Kobieta też zaczęła płakać i wybiegła do kuchni. Gdy ochłonęła nieco złapała puchate zwierzątko swojej córeczki i zapakowała je do niedużego, wyścielanego pudełka.
Następnego dnia, gdy byliśmy naprawić im telefon, tyranizującej głowy rodziny akurat nie było w domu, bo była w pracy. Dziewczynka natomiast przebywała w przedszkolu. Jej matka siedziała z sąsiadką w kuchni i popijając herbatę wylewała żale i smutki.
Zmarnowana po wczorajszym wydarzeniu kobieta podeszła do nas pod koniec pracy i zapytała:
– Czy któryś z was nie zechciałby przygarnąć tego małego, biednego zwierzątka? Niech chociaż ono nie męczy się w tym domu. Chłopaki oglądały gryzonia, ale nikt jakoś nie kwapił się, by go wziąć.
Mnie natomiast zwierzak bardzo przypadł do gustu, więc go przyniosłem.
– To bardzo smutna historia – powiedziałam po dłuższej chwili milczenia a tata postawił na stole gorący posiłek.
– Ta kobieta powinna zgłosić to na policję i wnieść sprawę do sądu.
– Pewno chętnie by się wyprowadziła ze swoją córką, ale nie ma gdzie – snułam przypuszczenia a puchate zwierzątko niespokojnie gmerało się w pudełku.
– Pewnie też chce jeść – wyraził przypuszczenie tata i nasypał mu do miseczki jakichś ziarenek.
Następnego dnia zostałam całkiem sama z gryzoniem.
Trochę się go bałam, ale postanowiłam dać mu szansę.
Skoro zajmowała się nim dziewczynka w wieku przedszkolnym to zwierzę nie mogło być niebezpieczne.
Mimo zakazów taty wypuściłam je z klatki. Z początku zwierzę nie wyrażało chęci zwiedzania, ale już po chwili powoli ruszyło na rekonesans.
Chodziłam po pokoju na czworakach trzymając rękę na plecach gryzonia, by mieć pewność gdzie ono obecnie się znajduję. Zwierzak szedł bardzo powoli i obwąchiwał wszystko. W jednym miejscu przez chwilę skrobał po dywanie.
Zatrzymał się też przy kablach, ale na szczęście nie ugryzł żadnego.
Mimo że zachowywał się spokojnie jakoś nie potrafiłabym do końca mu zaufać i zostawić go bez opieki poza klatką.
Kiedy znudziło mi się już za nim chodzić wzięłam go na ręce i przyszedł czas na pieszczoty. Gryzoń zachowywał się trochę jak kociak.
Wydawał z siebie pomruki i rozciągał się do smerania, ale widać było, że nie jest całkiem wyluzowany.
Później znowu go puściłam.
Wtedy w domu zjawił się tata, ale tylko na chwilę, by dowiedzieć się jak sobie radzę z opieką nad zwierzęciem. Nie zdążyłam schować go do klatki i tata nie był zadowolony, że go wypuściłam.
– Ale ja go pilnuję – broniłam się.
– Ale to tylko jego dobra wola, że chcę z tobą współpracować. Jak by tylko chciał, to zwiałby gdzieś za szafę, pogryzł wszystkie kable i załatwił się tam. To jest zwierzę po przejściach .Pamiętaj o tym. Kiedy wrócę z pracy, to pojedziemy do Czostkowa, do pewnego księdza, który zajmował się w swoim życiu różnymi zwierzętami i doradzi nam co z tym gryzoniem mamy czynić.
Niechętnie schowałam zwierzę do klatki, ale poczułam nagle ulgę i z przyjemnością oddałam się swoim sprawom. Po pracy tata pośpiesznie zjadł posiłek i pojechaliśmy z gryzoniem do Czostkowa. Ciocia zaprowadziła nas do księdza, który miał nam służyć radą.
Ksiądz miał bardzo nietypowy głos. W drodze do niego ciocia powiedziała, że jest on wielkim podróżnikiem. Gdy zjawiliśmy się u niego był zajęty rozmową z jakimś mężczyzną.
Kiedy wreszcie skończył, zaprosił nas do swojego ogrodu i zapytał w jakiej przyszliśmy sprawie. Tata po krótce opowiedział historię biednego zwierzęcia oraz okoliczności w jakich je otrzymał, a potem zapytał, co należy z nim uczynić.
Ksiądz kazał sobie pokazać gryzonia, więc tata tak uczynił.
– Na razie możecie go zostawić u mnie na jakieś dwa tygodnie, a ja je przyobserwuję i powiem wam co z nim.
– A czy to nie będzie dla niego jeszcze większa trauma, że w tak krótkim czasie znów zmienia właściciela? – zapytałam niezadowolona z obrotu sprawy.
– Może trochę będzie, ale jednak zawsze najważniejsze jest dobro człowieka. To zwierzę nie jest ani myszą, ani kotem, ani królikiem. Już sam fakt, że nie jest ono znanym przeciętnemu hodowcy zwierząt domowych stworzeniem sprawia, że człowiek się go obawia i jest to w pełni zrozumiałe. Poza tym jeden dzień, to nie jest wcale dużo. On jeszcze nie zdążył się do was przyzwyczaić. Poza tym będziecie przecież mogli odwiedzać je co kilka dni i widzieć, jak nabiera sił.
– A czy ksiądz może wie, co to za zwierzę? – zapytał rzeczowo tata.
– Jeszcze nie. Ale to nie ma żadnego znaczenia. Myślę, że nie powinno ono znajdować się w Polsce i jest zapewne pod ochroną, ale teraz już nie ma sensu, by wywozić je do jego rodzinnego kraju, bo raczej nie poradziłoby sobie bez opieki.
– W takim razie zostawimy je u księdza – zadecydował ostatecznie tata i ksiądz zabrał z sobą pudełko, a ciocia odprowadziła nas do siebie. W jakiś czas potem pojechaliśmy odwiedzić gryzonia, ale ksiądz stwierdził, że ten tak bardzo zadomowił się w jego ogrodzie, że ma tam mnóstwo swoich kryjówek i wychodzi tylko do karmienia, a że nie mieliśmy zbyt dużo czasu, więc nie miałam szans by je zobaczyć.
– Pewnie ksiądz sprzedał je za niezłą sumkę – powiedział tata w drodze powrotnej.
– Oszukał nas. Dlaczego chciałeś go u niego zostawić?
– To że pomogłem kobiecie pozbyć się zwierzęcia, to nie znaczy, że sami musimy je mieć. Pamiętasz Fridę? Przygarnąłem ją, bo tego potrzebowała, a potem wydałem ją, bo znalazłem dla niej miejsce.
– Ale Frida ci przeszkadzała, a temu zwierzęciu nie dałeś ani jednej szansy – oburzałam się.
– Och nie narzekaj. Nawet nie wiemy co to jest za zwierzę. Może tego się w ogóle w domu nie hoduje? Ta rodzina była dziwna. Nie chciałem mieć u siebie jej cząstki. – Ja w sumie też nie chciałam, ale coś jednak mówiło mi, żeby choć trochę to zwierzę u siebie potrzymać.
– Ale ksiądz wiedział co to jest – kontynuowałam dalej rozmowę.
– Pewnie wiedział. Nie przejmuj się tym. Zapomnij o śmiesznym gryzoniu. Zrobiłem mu zdjęcie, to może w wolnej chwili sprawdzę w internecie co to za osobliwość.
– A potem będziesz żałować, że sam tego nie sprzedałeś – powiedziałam z satysfakcją i ucięłam temat. W domu wciąż myślałam o zwierzęciu i wyobrażała mi się scena, którą opowiedział mi tata.
Postanowiłam w najbliższym czasie sama zadzwonić do księdza i wyciągnąć z niego nurtujące mnie informacje, bo jak widać od taty nic nie uzyskam. Cioci też to chyba na rękę, że pozbyliśmy się zwierzęcia i przyklaskuje temu. A niech sobie przyklaskuje. Ja się muszę dowiedzieć co to jest i nie odpuszczę.

8 replies on “Zwierzę po przejściach”

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *