Categories
Sny

Prawdopodobnie trwały zanik pamięci

Przed egzaminami zawsze śniłam jakieś głupoty o nich. Czasem były to zwykłe, bez ładu i składu pierdoły, czasem zaś całkiem ciekawe historie. Ta dotyczy akurat mojego egzaminu z realizacji dźwięku. Miłego czytania 🙂
## Prawdopodobnie trwały zanik pamięci
– Powtarzam jeszcze raz: Jak wchodzimy do sali egzaminacyjnej, podajemy: symbol cyfrowy zawodu, specjalizację oraz swoje, uprzednio podane dyrekcji hasło egzaminacyjne. Pamiętacie?
– Pamiętamy – odpowiedzieli wszyscy zgodnym chórem i nastał koniec zajęć. Jutro egzamin a ja już cała w stresie.
– Egzaminy mogłyby dla mnie w ogóle nie istnieć – mówię do Wiki już w internatowej sypialni.

Przed egzaminami zawsze śniłam jakieś głupoty o nich. Czasem były to zwykłe, bez ładu i składu pierdoły, czasem zaś całkiem ciekawe historie. Ta dotyczy akurat mojego egzaminu z realizacji dźwięku. Miłego czytania 🙂

Prawdopodobnie trwały zanik pamięci

– Powtarzam jeszcze raz: Jak wchodzimy do sali egzaminacyjnej, podajemy: symbol cyfrowy zawodu, specjalizację oraz swoje, uprzednio podane dyrekcji hasło egzaminacyjne. Pamiętacie?
– Pamiętamy – odpowiedzieli wszyscy zgodnym chórem i nastał koniec zajęć. Jutro egzamin a ja już cała w stresie.
– Egzaminy mogłyby dla mnie w ogóle nie istnieć – mówię do Wiki już w internatowej sypialni.
– Przestań znowu uruchamiać to swoje czarnowidztwo. Będzie dobrze. Twoje hasło egzaminacyjne powinno brzmieć mniej więcej tak: czarnowidz311, albo czarnowidzka007 – szydziła koleżanka.
Usiadłam zrezygnowana na łóżku i wyciągnęłam komputer. Nie chciało mi się iść na obiad. Ogarnęła mnie apatia. Pogoda była przepiękna. Może spacer dobrze by mi zrobił?

Dzień egzaminu.

Cała procedura wygląda tak, że najpierw wchodzimy do sali, gdzie się meldujemy a potem dostajemy oficjalną informację, że egzamin odbędzie się w studiu i takie tam.
Wchodzę do sali zameldowania. Oczywiście musiałam coś pokręcić przy przedstawianiu się, chyba symbol cyfrowy zawodu, ale mam nadzieję, że to nie spowoduje niedopuszczenia do egzaminu czy czegoś w tym rodzaju. Jestem maksymalnie zestresowana i cała się trzęsę.
Członkowie komisji meldującej najwyraźniej to widzą, bo nie przedłużają sztucznie procedury, pośpiesznie coś skrobią na karteczkach i każą udać się do studia. Tam już wszyscy siedzą przy stanowiskach. W naszej grupie zdaje również Emilia. Siedzi na miejscu Marcela.
Nawet nie wiem, kto jej na to pozwolił. Nie obchodzi mnie to.
Chcę, by było już po wszystkim. Zasiadam do stanowiska, nakładam słuchawki i zapoznaję się z instrukcjami.
Wykonaj wzorzec… Puszczam wzorcowy kawałek.
Jest bardzo wolny, powiedziałabym nawet sztucznie spowolniony.
Kurczę, jakie to będzie tempo? – myślę nerwowo i nagle czuję, że odpływam.

Po egzaminie

– No i już po egzaminie. Jak się czujesz? Trudne, łatwe? – zasypuje pytaniami pan Patryk.
– Nie wiem – bąkam.
– No, ale tak ogólnie? – drąży temat nauczyciel.
Wtedy nie wytrzymuję i wybucham płaczem.
– Ja nic nie pamiętam! Nic! Nie wiem co było na egzaminie! – wydzieram się na cały korytarz.
– Tylko ten spowolniony kawałek, poza tym nic! – wrzeszczę dalej i zalewam się łzami. Od silnego, spazmatycznego płaczu zaczyna mi brakować tchu. Pan Patryk prowadzi mnie do pobliskiej sali muzycznej, bym nie robiła widowiska. W końcu trochę się uspokajam i pytam:
– I co teraz? Jak to się skończy? Ja na prawdę nie wiem, co robiłam na tym egzaminie. Może walczyłam z tym cholernym kawałkiem, może nie. Nie wiem, nie wiem, nie wiem!
– Ale zapisałaś chociaż efekt swojej pracy? – zapytał pan Patryk nerwowo.
– Nie pamiętam. Nic oprócz tego pieprzonego wzorca w mej pamięci się nie zachowało. – Pan Patryk westchnął ciężko i powiedział tylko: Zobaczymy.
Później jeszcze koledzy wypytywali mnie o egzamin, dzielili się swoimi przemyśleniami a mnie doprowadzało to do szału, bo czułam w sobie tylko pustkę, słyszałam ten przeklęty wzorzec i tyle.
Wreszcie wszyscy zrozumieli, że jak na razie egzamin to dla mnie temat tabu i zaczęli otaczać mnie troskliwą opieką. Przynosili mi moje ulubione przysmaki, znosili moje ulubione płyty i wszystko, co choć trochę poprawiłoby mi nastrój. Pani Ewa załatwiła mi nawet wyjazd na wycieczkę z jakąś młodszą klasą, bym poprzebywała na świeżym powietrzu przez większość dnia. Zgodziłam się na ten wyjazd dla świętego spokoju. W autokarze będąc nawet nie słuchałam muzyki tylko myślałam co ja teraz pocznę.
Może jak ja byłam w tym letargu czy jak to zwać, powypisywałam jakieś głupoty na tych egzaminatorów, albo przewaliłam wszystkie poziomy w tym pieprzonym miksie, bądź nie zapisałam efektów swojej pracy? A jak się rozniesie, że miałam taką przypadłość to jeszcze wszystkim egzamin unieważnią, bo pójdzie fama, że w tej szkole ćpa się przed egzaminem. O Boże! Co ja teraz pocznę.
Zawieziono nas do jakiegoś parku rozrywki czy czegoś w tym rodzaju.
Było tam mnóstwo coli i hałaśliwych dzieci.
Wszystkie konkursy i zabawy były prowadzone przez różnych celebrytów. Jeden z opiekunów naszej grupy namówił Shakirę, by wybrała się z nami w dalszą drogę. Piosenkarka zgodziła się chętnie, bo miała już dość rozwrzeszczanych dzieciaków i litrów coli. W autobusie śpiewaliśmy po hiszpańsku jej piosenki. Zadzwoniłam do Martyny, by ją poinformować, że siedzę w jednym autobusie z Shakirą, ale ona nie odebrała, więc tylko puściłam sms'a z tą wieścią.
Zrobiło mi się okropnie przykro, że przyjaciółka nie może poprzebywać z Shakirą. W czasie następnego postoju popytałam piosenkarkę o hiszpańskich wokalistów, z którymi przyszło jej śpiewać, by potem opowiedzieć wszystko przyjaciółce. Shakira zrobiła na mnie dobre wrażenie.
Była pogodna, otwarta, chętna do rozmowy a w realu nawet nie przeszkadzał mi jej kozi głos, gdy coś śpiewała.
Wspomniałam celebrytce o Martynie, o jej bezgranicznej miłości do Latynosów a ona obiecała, że spróbuje sprawić jej kiedyś jakąś niespodziankę.
Potem piosenkarka musiała się z nami pożegnać a do mnie znów powróciły myśli o egzaminie.

Ogłoszenie

– Ten prawdopodobnie trwały zanik pamięci sprawił, że nasz tegoroczny egzamin mógł zostać unieważniony – grzmiał w studiu pan Patryk a ja zaczerwieniłam się po same uszy.
– Zakazuję wam więc wspominać komukolwiek o tym niebywałym zajściu…

Rozmyślania

W czasie zajęć z panem Patrykiem i po nich zaczęła mnie dręczyć inna myśl. Mianowicie zdałam sobie sprawę, że teraz, po tym wszystkim wcale nie chciałabym, by te trzy godziny wróciły do mej pamięci.
Bałam się tego, co w nich zobaczę. Nie byłam przygotowana na spotkanie z nimi i wiedziałam, że ta historia z egzaminem, pozostawi trwały ślad w mojej psychice, a do ogłoszenia wyników, moje życie będzie potworne, ponieważ strach przed odzyskaniem pamięci oraz strach przed konsekwencjami tego osobliwego zdarzenia nie da mi spokoju.

4 replies on “Prawdopodobnie trwały zanik pamięci”

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *