Categories
Sny

Morderstwa, dziwactwa i absurdy

To był jeden z największych horrorów jaki mi się śnił w życiu. Miało to miejsce w tamtym roku, gdy byłam u cioci na Śląsku. Było to w przedostatnią noc pobytu.
### Morderstwa, dziwactwa i absurdy
Jest późny, jesienny wieczór, w zasadzie już noc.
Nikogo nie ma w domu.
Leżę na łóżku wykąpana.

To był jeden z największych horrorów jaki mi się śnił w życiu. Miało to miejsce w tamtym roku, gdy byłam u cioci na Śląsku. Było to w przedostatnią noc pobytu.

Morderstwa, dziwactwa i absurdy

Jest późny, jesienny wieczór, w zasadzie już noc.
Nikogo nie ma w domu.
Leżę na łóżku wykąpana.
Biorę telefon do ręki i włączam youtuba.
Przełączam z piosenki na piosenkę, na niczym nie mogąc się skupić.
Wreszcie trafiam na jakiś dziwny kawałek, który wywołuje we mnie dziwne, niezbyt miłe uczucie, ale wysłuchuję go do końca.
Kiedy utwór się kończy, po dłuższej chwili ciszy, pojawiają się… dźwięki bijatyki, wrzaski, ktoś kogoś dusi, kopie…
Ręce mi zdrętwiały i nie daję rady przełączyć czy nawet wyłączyć.
Klikam na coś na oślep i wtedy daje się słyszeć głos jakiejś starej Rosjanki, która biadoli coś po swojemu. Mam ochotę rzucić telefonem przez pokój, ale w końcu się opamiętuję i udaje mi się wyjść z youtuba.
Cała się trzęsę i nie mam odwagi ruszyć się z łóżka.
Włączam moje ulubione hiszpańskie radio, ale to nic nie pomaga, bo wszystko mnie przeraża.
Późną nocą wracają rodzice a ja udaję że się nic nie stało.
Wkrótce jednak zauważają, że coś jest ze mną nie tak, bo bez przerwy siedzę w swoim pokoju – w jego najciemniejszym kącie, mało co jem, nic nie mówię albo bardzo zdawkowo. W końcu przyduszona do muru przyznaję się do tego co się stało. Tata bierze ode mnie telefon i w historii oglądania odnajduje zbrodniczy kawałek. Wysłuchuje go do końca, ale po długiej ciszy nie pojawia się ten dodatek z morderstwem. Na chwilę tylko ukazuje się obraz starej rosjanki, ale bez żadnego dźwięku. Na wszelki wypadek daje na utworze zgłoś a następnie usuwa go z listy obejrzanych filmów, poczym oddaje mi komórkę.

Bartek
Bartek ma 23 lata i właśnie wyprowadził się z domu.
Zrobił to z wielką chęcią, bo nie chciał już dłużej żyć w tej patologii. Matka pije, ojciec zajmuje się jakimiś przekrętami i też zagląda do kieliszka, gdy jest zestresowany, a rodzeństwo… no cóż, to para dziwaków. Marcelina wiecznie w swoim świecie, nie odrywa się od swych lalek, a Norbert… to też niezłe ziółko. Bartek poznał Marlenę całkiem niedawno. Mieszkała w małej klitce na parterze ze swą daleką krewną – starą, zrzędliwą Rosjanką. Aby mieć gdzie zamieszkać z ukochaną, Bartek zabija ruską babunię i wmawia dziewczynie, że to wypadek. Ona długo nie płacze, bo wiele się przez krewną wycierpiała. Jednak jak to mówią – karma wraca. Tym razem wróciła szybciej, niż się Bartek mógł spodziewać.
Tego dnia chłopak właśnie się do Marleny wprowadził. Po południu pojechali kupić dla Marleny perskiego kota, o którym zawsze marzyła. Wrócili ze zwierzęciem i chcieli zjeść romantyczną kolację przy świecach. Po posiłku, kiedy kochali się na łóżku, na którym zwykle sypiała Marlena i jej stara krewna z Rosji. W środku nocy włamał się do nich były chłopak Marleny, który wiedział kto zabił Rosjankę, ale nie chciało mu się czekać, aż wpakują Bartka do więzienia, tylko sam postanowił wymierzyć sprawiedliwość i przy okazji się go pozbyć, aby mieć Marlenę tylko dla siebie.

Marcelina czyli Porcelanka
Najmłodsze dziecko nieszczęśliwej rodziny to dziewczynka o brzydkim imieniu Marcelina.
Mała żyła w swoim odległym świecie porcelanowych lalek, które sprowadzał jej wujek z Chin bądź z Niemiec.
Najbardziej ukochała sobie tancerki-baletnice.
Miała jedną ulubioną, stojącą przy drążku i pilnowała jej chorobliwie, by się nic złego z nią nie stało.
Kiedy jej średni brat Bartek zmarł, często przypominała sobie, jak wpadał do jej małego pokoiku, podnosił ukochaną baletnicę i groził, że jej coś zrobi.
Wtedy dziewczynka podnosiła wrzask i czasem do akcji musiała wkroczyć matka, wrzeszcząc z drugiego pokoju:
Bartek, na miłość boską, nudzi ci się, wstydu nie masz? Zostaw jej te lalki i weźże się chłopie za jakąś robotę!
Wtedy Bartek zostawiał zabawkę w spokoju a Marcelina, zwana przez wszystkich Porcelanką, długo jeszcze siedziała na łóżku tonąc we łzach.
Ponieważ w tej rodzinie wszyscy próbowali jakichś interesów, ukochany wujek Porcelanki wpadł na pomysł, by spożytkować dziwactwo małej dziewczynki.
Kupił dla niej samicę świnki morskiej rasy Rozetka a na pudełku, w którym ją przyniósł było napisane: „Cavia Porcellus” (czyli łacińska nazwa tego zwierzątka).
Czy to jest kolejna lalka dla mnie? – zapytała dziewczynka.
Nie zupełnie, ale napewno ją pokochasz. – I rzeczywiście. Małe, kruche zwierzątko o przyjaznym usposobieniu przypadło jej do gustu.
Kiedy pokochała świnkę rozetkę na tyle, że zaczęła zaniedbywać swoje tancerki, z wyjątkiem tej ukochanej baletnicy, wujek zdecydował, że można już zacząć rozkręcać interes. Zabrał dziewczynkę do siebie na wieś wraz ze świnką i jej ukochaną lalką, dokupił samca i jeszcze kilka samic i rozpoczął hodowlę świnek morskich. Porcelanka pomagała mu w tym dzielnie, ale jej ukochana świnka, zaraz po pierwszym miocie, powróciła do pokoju dziewczynki, ponieważ ta obawiała się, że słabowite zwierzątko zdechnie z wycieńczenia i nie chciała jej już więcej rozmnażać. Po jakimś czasie hodowla świnek upadła, ponieważ zwierzątka pozdychały z powodu jakiejś epidemii.
Jednak wujek Porcelanki nie poddał się i odnowił hodowlę.
Namówił dziewczynkę, by znów dopuściła samca do ulubionej świnki i dokupił jeszcze inne samice. Hodowla znów zaczęła się rozrastać.
Kiedy była już naprawdę duża i znana na cały kraj a nawet jeszcze szerzej, jeden z wrogów rodziny, zakradł się w nocy na posesję wujka i wymordował wszystkie świnki w bestialski sposób.
Przy życiu pozostała tylko ulubienica Porcelanki, bo mieszkała w jej pokoiku oraz pewna stara samica, która nie nadawała się już na rozmnażanie i mieszkała w klatce ze świnką dziewczynki.
Takie więc było kruche, niepewne, porcelanowe życie małej Marcelinki i jej delikatnych przyjaciół.

Norbert i jego dziwactwa
Najstarszy z rodzeństwa – Norbert był już po trzydziestce i od dawna żył własnym życiem, niczym dachowy kocur.
Najwcześniej z rodzeństwa wyprowadził się z domu i zamieszkał w malutkiej kawalerce ze swym równie malutkim psem, wziętym ze schroniska. Był on mieszanką dwóch ras – ratlerka i Gryfonika. Miał trochę zabawny wygląd: krótkie, krzywe łapki, zakręcony do góry ogonek, szorstką, odstającą od ciała sierść, szpiczaste uszka i pyszczek o przyjemnym wyrazie. Kiedy zima dobiegała końca, Norbert zabrał psa na wieś i nocą chodził z nim od domu do domu, w poszukiwaniu dla niego jakiejś pięknej panny.
Wypatrzył dwie: sunię w typie jamnika, oraz west terrierkę, która nie wiedzieć czemu trzymana była przy budzie, zamiast w domu, jak na małego, rasowego pieska przystało. Od jamniczki zachowało się zaledwie jedno szczenię, bo właściciele suczki utopili resztę, nie wiedząc, że są komuś potrzebne. Szczenięta terrierki zachowały się wszystkie, bo Norbert zdążł przed ich urodzeniem obiecać właścicielom psa, że zabierze je wszystkie, jak tylko suka je trochę odchowa. I rzeczywiście – dotrzymał słowa. Odebrał szczenięta, gdy skończyły 2 miesiące i porozdawał znajomym.
Niestety większość z nich trafiło na zły, patologiczny dom, gdzie były głodzone, bite bądź wyrzucane na bruk, gdy trochę podrosły. Bardzo szybko śmieszny, poczciwy piesek Norberta zdechł i wtedy mężczyzna wziął pinczera miniaturowego od swego znajomego z Hiszpanii, który był ich hodowcą. Po jakimś czasie dokupił jeszcze samca, przeprowadził się do wuja od świnek i niezrażony jego przygodami założył hodowlę pinczerów miniaturowych. Rozmnażał pieski w takich ilościach, że ludzie nie nadążali ich od niego kupować, więc Norbert rozwoził je w przypadkowe miejsca i porzucał, życząc im szczęścia, albo wysyłał do Hiszpanii co ładniejsze okazy do swego znajomego hodowcy.
Jego pierwsza pinczerka miała niestety słabość do Pekińczyka, którego wujek kupił Porcelance, gdy jej ukochana świnka zdechła. Norbert widząc prawdziwą miłość jego ukochanej suczki do tego salonowego psa, obiecał jej, że gdy się już zestarzeje i będzie miała wydać na świat swój ostatni miot, pozwoli jej spłodzić szczeniaki z pekińczykiem. Norbert obietnicy dotrzymał i kiedy pinczerka skończyła 11 lat, pozwolił jej mieć małe z pekińczykim należącym do dziewczynki.
Wbrew obawom Norberta, pieski były całkiem urodziwe.
Zastanawiał się nawet czy by nie stworzyć nowej rasy, ale dał temu spokój i zaczął nawet powoli zwijać psi interes, by poddać się nowemu dziwactwu.
Ponieważ dzięki swemu znajomemu hodowcy, którego ze względów praktycznych odwiedzał dość często, zakochał się w Hiszpanii, postanowił zagarnąć jej kawałek dla siebie na zawsze, aby nie musieć wciąż do niej podróżować. Pojechał więc pewnoego razu i poprosił pewną piękną, hiszpańską prostytutkę, by ta spdziła dla niego dziecko, najlepiej dziewczynkę i oddała mu ją, naturalnie za pieniądze. Kobieta zgodziła się, ponieważ była bardzo biedna a Norbert obiecywał dużo pieniędzy. Nie wiedziała jeszcze wtedy, jaki to ogromny ból będzie musiała znieść, gdy przyjdzie jej oddać własne dziecko obcemu mężczyźnie do obcego kraju. Zgodnie z życzeniami Norberta, urodziła się dziewczynka. Hiszpanka karmiła ją piersią przez 9 miesięcy, aż w końcu Norbert się zniecierpliwił i zarządał dziewczynki.
Wtedy kobieta powiedziała, że nie chce pieniędzy, chce zatrzymać dziecko, ale Norbert nawet nie chciał o tym słyszeć.
Podał kobiecie jakieś środki odurzające i porwał dziewczynkę. Kobieta obudziła się tylko po to, by już jej nie zobaczyć i wkrótce potem popełniła samobójstwo. Norbert wychowywał dziecko w ukryciu a pinczerka staruszka była jedyną zabawką i przyjaciółką dziewczynki. Po kilku latach, gdy Norbert zginął w wypadku, opiekę nad dzieckiem przejęła Porcelanka, która była już pełnoletnia i niemal wyrosła ze swojego lalkowego dziwactwa.
Nikt w tej dziwnej, patologicznej rodzinie nie zaznał spokoju ni szczęścia i wszyscy prędzej czy później zginęli.
Jedynie małej Hiszpance udało się przetrwać we względnym spokoju u boku Marceliny Porcelanki, a gdy dorosła wróciła do swego rodzinnego kraju, nie mając pojęcia, że jest jego cząstką.

9 replies on “Morderstwa, dziwactwa i absurdy”

No w tym śnie akurat dużo szczegułów było wymyślonych, aby był obraz całej sytuacji, a sam początek jest idealnie spisany. Ale ja zawsze powtarzam, że te sny są inspiracją do napisania dobrej historii i o to w tym właśnie chodzi.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *