Categories
Sny

Od gry do zatrudnienia.

A teraz zdecydowałam się znów otworzyć teczkę zatytułowaną praca, czyli sny o moich obawach dotyczących jej znalezienia.
## Od gry do zatrudnienia
Pojechałam do cioci na dni kilka, bo w moim domu chwilowo nie było warunków do przebywania. Nie chcąc wadzić nikomu, większość czasu spędzałam w najmniejszym pokoju należącym niegdyś do kuzyna Norberta.
Wychodziłam z niego jedynie na posiłki oraz na długi spacer z psami i którymś z domowników, najczęściej z ciocią.
Było gdzieś koło piątej po południu. Paulina wróciła wcześniej z pracy i chichotała z ze swą młodszą siostrą w salonie. Po chwili Paulina zawołała mnie, więc przyszłam z telefonem, na którym robiłam akurat lekcję z duo lingo.

A teraz zdecydowałam się znów otworzyć teczkę zatytułowaną praca, czyli sny o moich obawach dotyczących jej znalezienia.

Od gry do zatrudnienia

Pojechałam do cioci na dni kilka, bo w moim domu chwilowo nie było warunków do przebywania. Nie chcąc wadzić nikomu, większość czasu spędzałam w najmniejszym pokoju należącym niegdyś do kuzyna Norberta.
Wychodziłam z niego jedynie na posiłki oraz na długi spacer z psami i którymś z domowników, najczęściej z ciocią.
Było gdzieś koło piątej po południu. Paulina wróciła wcześniej z pracy i chichotała z ze swą młodszą siostrą w salonie. Po chwili Paulina zawołała mnie, więc przyszłam z telefonem, na którym robiłam akurat lekcję z duo lingo.
– Ty się uczysz na tym gównie? My ci pokażemy fajną grę. Tam się dopiero języka porządnie nauczysz – wołały kuzynki jedna przez drugą.
Właśnie siedziały nad ową grą, akurat na kącie Asi. Ona miała ustawione dwa języki: angielski i hiszpański i główne menu było po hiszpańsku a cała reszta po angielsku.
Kiedy dowiedziałam się od rozentuzjazmowanych kuzynek, że w grze chodzi o wykonywanie ekstremalnych zadań w różnych krajach zaraz pomyślałam o niebieskim wielorybie i nie byłam chętna na instalację aplikacji. W końcu jednak dałam się na nią namówić, bo przecież kuzynki są już dorosłe i napewno nie wplątałyby siebie czy kogoś innego w jakieś nastolatkowe głupoty.
– Najspokojniej jest we Włoszech i we Francji, a z Tajlandii się już raczej nie wraca – mówiła kuzynka Asia zakładając mi konto.
– A są jakieś zadania w Hiszpanii? Można sobie wybierać, gdzie chce się być?
– Na początku nie, dopiero jak ugrasz odpowiednią liczbę punktów – wyjaśniła Paulina.
– Tak, i pewnie zaraz na początku wylosuje mi się Tajlandia, albo jakiś Singapur i będzie po mnie.
– Nie, na początku nie powinno być hardkorowo, ale musisz być uważna, bo to zaowocuje w dalszych twoich poczynaniach. Wróciłam z telefonem do małego pokoju i wzięłam się ostro do pracy. Na początku dostawałam zadania głównie z Niemiec i ze Słowacji aż stało się to nudne i kiedy chciałam zarzucić granie, zostałam poinformowana, że mam już wystarczającą liczbę punktów, by wybrać sobie miejsce pracy.
Wtedy dopiero zaczęła się jazda.
Ciężko było mnie oderwać od telefonu, ale i znajomość języka się poprawiała. W szkolę pokazałam grę Wiktorii a ona stwierdziła, że realizatorzy musieli się przy niej nieźle napracować. Jej stwierdzenie natchnęło mnie myślą, by spróbować dołączyć do owych niestrudzonych realizatorów i podjąć u nich bynajmniej nie wirtualne zadanie. Napisałam więc do nich po angielsku, że bardzo bym chciała do nich dołączyć i że mam po temu odpowiednie kwalifikacje.
Jeszcze tego samego dnia zadzwonił do mnie telefon. O dziwo mówili do mnie po polsku, gdyż okazało się, że akurat dźwiękiem od tej gry zajmują się Polacy. Antośka, chyba z zazdrości, w czasie mojej rozmowy z nimi wydarła się, żebym się jak najprędzej rozłączyła, bo to pewno jakieś oszusty i tylko kasy mi nabiją.
Przestraszyłam się tych jej słów, ale rozmawiałam dalej i umówiliśmy się na sobotę w jakimś kieleckim studiu nagrań. Po rozmowie bałam się zerknąć na stan konta mego telefonu. Z niecierpliwością oczekiwałam soboty.
Wreszcie stawiłam się na umówione miejsce i wtedy okazało się, że wśród pracujących nad grą realizatorów byli moi ostatni opiekunowie praktyk.
Przyznam, że trochę mnie to rozczarowało, bo myślałam, że poznam nowych ludzi i w ogóle będę pracować z zagranicą, a w przyszłości nawet za granicą a tu stare śmieci: Kielce i jego starzy znajomi. Już nie miałam takiej werwy do działania, podziały się gdzieś pomysły i nadzieje.
Wszyscy odnosili się do mnie szorstko i cały czas dawali mi do zrozumienia, że jestem tam na najniższym szczeblu.
Dostawałam od nich wyłącznie długie, żmudne, edycyjne zadania. Po jakimś czasie nasze stosunki zaczęły się nieco ocieplać i wtedy przyszła nowa bieda.
Któregoś dnia bowiem do studia zawitała jakże lubiana przez naszą szkolną grupę mama Eustachego i poddała w wątpliwość mój egzamin z montażu.
Wtedy to wydało się również, że tak naprawdę nie jestem jeszcze pełnoprawnym realizatorem i mam przed sobą kolejny egzamin, który jest trudniejszy i mogę go nie zdać.
Choć realizatorzy wybronili mnie z zarzutów niezłomnej matki Eustachego, to stosunki w kieleckim studiu znów drastycznie się ochłodziły.
Wreszcie nie mogłam pogodzić obowiązków szkolnych z pracą w Kielcach, więc zrezygnowałam z niej i odinstalowałam aplikację z grą językową. Kuzynki natomiast zatrudniły się w jakimś innym dziale tej gry i wyjechały za granicę. Już po egzaminach Wiktoria zainstalowała aplikację i powiedziała, że w wakacje spróbuje swoich sił i może zaciągnie się do któregoś z ich studiów nagrań.
Życzyłam koleżance powodzenia i przestrzegłam, że nie będzie łatwo.
– A gdzie jest łatwo kochana – odparła na to ona, a ja na dobre zakończyłam temat gry i jej dźwiękowców.

6 replies on “Od gry do zatrudnienia.”

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *