Categories
Sny

Zupełnie jak w sporcie

Znów przedstawiam sen w stylu dziwne, filozoficzne, nie wiadomo skąd wzięte, tym razem z teczki Oriola.
## Zupełnie jak w sporcie
Był poniedziałek. Nie miałam konkretnych zamiarów jak go spędzić, oprócz tego, że miałam iść na dwie lekcje z panem Dawidem.
Pogoda była piękna, wprost stworzona do spacerów, więc ubrałam baleriny i leniwie wynurzyłam się z internatu niczym pantera ze swej kryjówki. W ogrodzie śpiewało rozliczne ptactwo i pachniały kwiaty. Przechadzałam się leniwie po alejkach i myślałam, jak mi dobrze w ten poniedziałek. Skrzypnęła furtka i ktoś wszedł na posesję szkoły.
– Cześć. Jak się miewasz? Czyżbyś wybierała się na spacer? – zapytał Grzegorz podchodząc do mnie.

Znów przedstawiam sen w stylu dziwne, filozoficzne, nie wiadomo skąd wzięte, tym razem z teczki Oriola.

Zupełnie jak w sporcie

Był poniedziałek. Nie miałam konkretnych zamiarów jak go spędzić, oprócz tego, że miałam iść na dwie lekcje z panem Dawidem.
Pogoda była piękna, wprost stworzona do spacerów, więc ubrałam baleriny i leniwie wynurzyłam się z internatu niczym pantera ze swej kryjówki. W ogrodzie śpiewało rozliczne ptactwo i pachniały kwiaty. Przechadzałam się leniwie po alejkach i myślałam, jak mi dobrze w ten poniedziałek. Skrzypnęła furtka i ktoś wszedł na posesję szkoły.
– Cześć. Jak się miewasz? Czyżbyś wybierała się na spacer? – zapytał Grzegorz podchodząc do mnie.
– Czemu nie – mruknęłam i wyszliśmy przez bramkę. Nie uszliśmy jednak kilku kroków, kiedy na horyzoncie pojawił się Bartek i on również chciał się z nami zabrać. Nie mieliśmy na to ochoty, ale cóż było robić.
Przez jego męczącą obecność spacer był krótki.
Zaraz po jego powrocie udaliśmy się na lekcje. Pan Dawid miał do zrealizowania jakiś gruby temat.
Dużo do nas mówił, dużo pokazywał. Nawet nie zwróciliśmy uwagi na dzwonek dopóki nie zajrzał do nas pan Patryk.
Spakowawszy laptopa udałam się na obiad, a potem poszłam do Marcela. Kolega oglądał jakiś mecz.
– A co ty, mecz oglądasz? – wyraziłam zdziwienie.
– Tak. Radosław mnie poprosił, bo sam nie może tego uczynić.
– A ciebie to nie nudzi?
– Trochę nudzi, ale on mi za to zapłacił. Mówił, że im więcej drużyna ma kibiców, tym większa szansa na wygraną.
– Dobrze. W takim razie nie przeszkadzam. Idę popisać z Oriolem.
– A zostaw ty go w spokoju. On nie jest wcale taki fajny. Widzisz, to jest tak jak w sporcie. Człowiek ma wzloty i upadki. Czasem ktoś ma długo wzloty i wszyscy wow, a to tylko takie chwilowe. Jemu już skończyły się wzloty. Nie dodaje packów, albo ze dwa na odczepnego, nowych gier nie robi, pewnie w nauce się pogorszył, przyjaciół traci. Jego drużyna za mało ma kibiców.
– A jaka jest jego drużyna?
– Nie wiem, musisz sprawdzić.
– Gdzie?
– Nie wiem, gdzie się sprawdza drużynę życia. Widzisz o mojej też mało ludzi wie, bo skończyły się dla mnie dni szczęścia z dziewczyną, zresztą i jej drużyna chyba nie lepiej wspierana. Co do twojej, radziłbym zbierać kibiców, bo coś ostatnio sypać ci się zaczyna. Ten nieudany sprawdzian z instrumentoznawstwa, czwartkowa chandra wszech czasów. Powiedz tam Radkowi, niech szuka twojej drużyny, bo wylądujesz gdzieś w lidze ostatniej.
Drzwi otworzyły się z hukiem i do pokoju wpadł Bartek.
– Karola, szukamy cię od pół godziny. Choć prędko do jedynki! Mamy dla ciebie niespodziankę!
– Już idę – bąknęłam i Bartek wyszedł równie hałaśliwie jak wszedł.
– No idź do tej jedynki, niech się nie niecierpliwią. Tylko pamiętaj o swojej drużynie. Jeśli nie kibiców, to chociaż załatw jej dobrego trenera.
– Dobrze, dzięki za rady – powiedziałam i opuściłam pokój kolegi udając się w stronę jedynki, skąd dobiegały rozentuzjazmowane okrzyki radości.

4 replies on “Zupełnie jak w sporcie”

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *