Categories
Sny

Ciesz się, że w ogóle je masz

Z teczki dotyczącej praktyk
## Ciesz się, że w ogóle je masz
Dostałam praktyki w jakiejś dużej firmie.
Poszłam tam z radością, by zmierzyć się z zadaniami, które mi powierzą. W firmie było mnóstwo ludzi. Mój opiekun praktyk zabrał mnie do jednego z rozlicznych gabinetów, gdzie odbyła się rozmowa.
Musiałam opowiedzieć panu wszystko odnośnie mojej edukacji.

Z teczki dotyczącej praktyk

Ciesz się, że w ogóle je masz

Dostałam praktyki w jakiejś dużej firmie.
Poszłam tam z radością, by zmierzyć się z zadaniami, które mi powierzą. W firmie było mnóstwo ludzi. Mój opiekun praktyk zabrał mnie do jednego z rozlicznych gabinetów, gdzie odbyła się rozmowa.
Musiałam opowiedzieć panu wszystko odnośnie mojej edukacji.
Opowiedziałam więc o technikum tyfloinformatycznym, o szkole muzycznej i wreszcie o studium.
Jego sekretarki skrzętnie wszystko zapisywały.
Zdziwiło mnie bardzo, że mężczyzna ogromnie dużo o mnie wiedział i trochę mnie to nawet przestraszyło, więc zapytałam:
– Skąd pan to wszystko o mnie wie?
Bo wystaje ci koza z nosa i ona mówi o wszystkim.
Matko jedyna, koza z nosa. Jak ja wyglądam na tych praktykach – pomyślałam z przestrachem pocierając nos. Po rozmowie opiekun zaprowadził mnie do dużego pomieszczenia pełnego ludzi i na chwilę tam zostawił.
Wtedy podeszła do mnie kobieta z miską zupy.
– Masz, mieszaj – warknęła i odeszła. Ujęłam łyżkę w dłoń i posłusznie mieszałam, ale już po chwili zaczęłam się zastanawiać o co tu chodzi i jak właściwie smakuje ta zupina. Po chwili wahania spróbowałam jej ukradkiem. Smakowała jak niedoprawiony krupnik. Kobieta która mi go podała nagle pojawiła się na horyzoncie, więc zapytałam:
– Czy mogę tę zupę zjeść?
– A próbowałaś? – zapytała z kolei kobieta.
– Nie. – odpowiedziałam cicho i ruszyłam łyżką w zupie, poczym nieznacznie przetarłam twarz, by zetrzeć ślady zupy jeśli takowe były.
– Zjedz jak chcesz – powiedziała tym swoim burkliwym tonem kobieta.
Wzięłam do ust kilka łyżek, ale zaraz zrezygnowałam, bo zupa była niesmaczna. Po chwili wrócił mój opiekun, więc porzuciłam resztkę zupy i poszłam z nim do jakiegoś biura.
Posadził mnie przed stertą pełną papierów i zapytał:
– Lubisz przekładać papierki?
– Ja nie przyszłam na praktyki biurowe – wyraziłam swoją niechęć do takiego rodzaju pracy.
– Musisz wkładać papiery do tego oto urządzenia – powiedział wskazując coś drukarkopodobnego.
– Wszystko? – upewniłam się.
– Nie. Tylko niektóre.
– Które? – dopytywałam się dalej.
– Które będziesz uważać za stosowne.
Wkładałam więc co którąś kartkę, a urządzenie wydawało różne dźwięki. Czasem był to dźwięk drukowania, czasem ksero, a czasem niszczarki.
Kiedy urządzenie niszczyło papiery zastanawiałam się, czy to nic ważnego, ale pracowałam dalej. W końcu nie interesuje mnie ta cholerna firma.
Kiedy mój opiekun ponownie się mną zainteresował, znów zaprotestowałam, że przyszłam tu, by pracować z dźwiękiem, a nie z papierami.
Wtedy mężczyzna kazał włożyć jeszcze kilka kartek, a sam przeglądał jakiś segregator, a potem wziął mnie znów do tego dużego pomieszczenia i posadził przed jakimś komputerem.
Teraz pozostało tylko czekać na polecenia opiekuna i mieć nadzieję, że to nie będzie dotyczyć worda, ani Excela, ale mężczyzna znów gdzieś zniknął.

5 replies on “Ciesz się, że w ogóle je masz”

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *