Categories
Sny

Wszędzie, byle nie tam

Kiedy wybierałam się na studia miałam ogromny dylemat jaką uczelnię wybrać i spędzało mi to sen z powiek, a może raczej przysparzało snów takich jak na przykład ten.
## Wszędzie byle nie tam
Znalazłam ją w internecie, zupełnie przez przypadek. Zadzwoniłam pod podany numer, by dowiedzieć się o szczegółach dotyczących rekrutacji oraz składania dokumentów. Miła pani z tamtejszego sekretariatu poinformowała mnie, że papiery można składać do końca lipca, a egzaminy wstępne odbędą się w połowie sierpnia. Już nie mogłam się doczekać egzaminów, gdyż wtedy będę mogła wreszcie pojechać do nowej szkoły traktującej o dźwięku. Co prawda to bardzo daleko od domu, ale ja już przecież chodziłam do szkoły oddalonej od mego miejsca zamieszkania. Rodzice byli sceptycznie nastawieni do mego pomysłu.
– Co to w ogóle jest za szkoła? Nigdy o niej nie słyszałem. Nowe to jakieś, kadra pewno nie doświadczona, a zwłaszcza jeśli chodzi o pracę z osobami niewidomymi. I ty chcesz być tym królikiem doświadczalnym?
– Ale to jest właśnie to, co chciałabym robić w życiu – upierałam się przy swoim.

Kiedy wybierałam się na studia miałam ogromny dylemat jaką uczelnię wybrać i spędzało mi to sen z powiek, a może raczej przysparzało snów takich jak na przykład ten.

Wszędzie byle nie tam

Znalazłam ją w internecie, zupełnie przez przypadek. Zadzwoniłam pod podany numer, by dowiedzieć się o szczegółach dotyczących rekrutacji oraz składania dokumentów. Miła pani z tamtejszego sekretariatu poinformowała mnie, że papiery można składać do końca lipca, a egzaminy wstępne odbędą się w połowie sierpnia. Już nie mogłam się doczekać egzaminów, gdyż wtedy będę mogła wreszcie pojechać do nowej szkoły traktującej o dźwięku. Co prawda to bardzo daleko od domu, ale ja już przecież chodziłam do szkoły oddalonej od mego miejsca zamieszkania. Rodzice byli sceptycznie nastawieni do mego pomysłu.
– Co to w ogóle jest za szkoła? Nigdy o niej nie słyszałem. Nowe to jakieś, kadra pewno nie doświadczona, a zwłaszcza jeśli chodzi o pracę z osobami niewidomymi. I ty chcesz być tym królikiem doświadczalnym?
– Ale to jest właśnie to, co chciałabym robić w życiu – upierałam się przy swoim.
Wysłałam co trzeba na podany adres i pozostało mi już tylko czekać do połowy sierpnia. Na egzaminy wstępne tata zawiózł mnie samochodem.
Szkoła znajdowała się na południowym wschodzie Polski, na jakimś zadupiu. Wokół dwóch budynków należących do małej uczelni rozciągał się wielki ogród z fikuśnie przyciętymi drzewami. Na egzaminy czekało już kilkunastu młodych ludzi i jakaś para staruszków.
Kiedy przyszła moja kolej zaproszono mnie do średniej wielkości pomieszczenia i wypytywano o różne rzeczy takie jak: Czy pracuję na jakimś dawie, a jeśli tak to na jakim i od jakiego okresu czasu? Jakie szkoły skończyłam? W czym jestem dobra: w montażu, w miksie czy może jeszcze w czymś innym? Jakie mam zainteresowania niezwiązane z dźwiękiem?
Wszystko im wyśpiewałam.
Opowiedziałam o tyfloinformatyce, realizacji dźwięku, pro toolsie, o tym że lubię zwierzęta a zwłaszcza psy, koty i ptaki.
– U nas jest jeden kot – powiedziała kobieta, która przeprowadzała ze mną wywiad. Po skończonej rozmowie zaprowadzono mnie do pomieszczenia z pro toolsem i kazano wykonać drobne zadanko montażowe a potem zmiksować trzy ścieżki pewnego utworu muzycznego.
Jedna z nich była ścieżką midi. Po najbardziej stresującej części, kobieta, która mnie egzaminowała, zaczęła opowiadać o wszystkim co mnie tu czeka: o studiu nagrań, o wielkim ogrodzie, w którym również odbywają się nagrania a nawet występy plenerowe, o projekcie słuchowiska pewnego kryminału napisanego przez jedną ze studentek. Wszystko to, o czym mówiła kobieta, zapowiadało się tak ciekawie i obiecująco.
Teraz byłam już święcie przekonana, że muszę się tu uczyć. Kobieta mówiła, że świetnie sobie radzę i stwierdziła, że najprawdopodobniej będę nagrywać efekty w ogrodzie wypożyczonym od nich rejestratorem oraz pracować nad słuchowiskiem.
Potem poszłam z rodzicami do tutejszego akademika.
Były tam iście domowe warunki: pokoje dwuosobowe, przestronny pokój telewizyjny, przyjemna kuchnia.
Naprawdę żyć nie umierać.
Wróciłam do domu wprost przeszczęśliwa, że będę się uczyć na tak wspaniałej uczelni.
Jednak moje szczęście nie trwało zbyt długo, bo ledwo wróciłam do domu, a już rozdzwonił się mój telefon. Dzwonili moi znajomi, bo dowiedziawszy się gdzie zamierzam studiować, zdecydowanie odradzali mi ten pomysł. Mówili, że to jakaś nowa, niezaufana uczelnia bez doświadczenia, że wezmą ode mnie kasę a gówno nauczą, że będą wykorzystywać, że nic dobrego mnie tam nie spotka.
Cierpliwie tłumaczyłam wszystkim, że nie mogą oceniać czegoś, czego sami nie znają i że jak nie spróbuję, to się nie dowiem jak tam na prawdę jest. Z początku sugestie mej rodziny i kolegów, bym zrezygnowała z tych nietypowych studiów były delikatne, nie nachalne, ale z czasem stały się one natrętne i irytujące.
Zaczęłam już nawet myśleć, że moi koledzy, zwłaszcza ci z realizacji najzwyczajniej w świecie zazdroszczą mi nowego wyzwania. We wrześniu udałam się do Krakowa, by odwiedzić moją dawną szkołę, gdyż w pełni zdawałam sobie sprawę, że jadąc na drugi koniec Polski nie będę miała okazji, by to uczynić w najbliższym czasie. Tam również spotkała mnie niemiła niespodzianka, gdyż każdy jeden nauczyciel, każdy jeden kolega, odradzał mi pójście na wybraną przeze mnie uczelnię.
Jedna z moich lepszych koleżanek – Alicja, przywiozła nawet własnego psa i w ramach protestu, dając mi go na ręce powiedziała:
– Jeżeli nie zrezygnujesz z uczelni, przestanę się tym zwierzęciem opiekować i zdechnie ono z głodu oraz chorób wszelakich.
– To jest twój pies – mruknęłam, przytulając go do siebie i wtedy koleżanka się rozpłakała.
Podeszła do niej jej matka i przytulając powiedziała:
– Nie martw się, wszystko będzie dobrze. Coś na pewno wymyślimy. Po nieudanej wizycie w mej dawnej szkole nawet rodzice zaczęli odradzać mi pójdście na wschodnią uczelnię i miałam po prostu przechlapane. W kilka dni po wizycie w Krakowie dostałam zaproszenie od rodziców Ali na wyjazd do Hiszpani. Ponieważ do wyjazdu na uczelnię miałam prawie miesiąc czasu a zagraniczne wczasy miały trwać niecały tydzień, zgodziłam się na nie chętnie.
Może tam przynajmniej nikt nie będzie się czepiać o moje studia.
Udało mi się nawet pożyczyć rejestrator od Marcina, by będąc za granicą nagrać kilka efektów i przekazać na dzień dobry dla mojej uczelni i przy okazji się wykazać. W Hiszpanii było cudownie, pogoda dopisywała.
Większość dnia spędzaliśmy na plaży. Bawiłam się z małą siostrą Alicji, lepiąc zamki z piasku i zbierając muszelki.
Wieczorami nagrywałam mewy, albo dźwięki otoczenia. Żal mi było samej Ali, że musi się kisić w szkole, ale taki już przywilej studentów, że od października zaczynają. W ostatni dzień pobytu w tym słonecznym kraju zmoncono mój wakacyjny jeszcze spokój. Leżąc na kocu, bo nie chciało mi się tego dnia ganiać z Lilką po brzegu, myślałam o nagranych do tej pory efektach i że po przyjeździe do domu, a przed wyjazdem na uczelnię, muszę je jeszcze obrobić, ktoś zbliżył się bardzo do mego koca. Tym kimś okazał się być Oriol.
Przywitawszy się pomarudzi nieco, że go nie odwiedziłam, poczym poruszył drażliwy, ten co ostatnio wszyscy moi znajomi temat:
– Czy naprawdę musisz iść na tę wschodnią uczelnię? – zapytał z wyrzutem.
Tak muszę – odpowiedziałam wściekle. Pójdę tam i nic wam wszystkim do tego! Zazdrościcie mi i tyle. Rodzicom przykro, bo znów będę daleko od domu, koledzy z realizacji po prostu zazdroszczą mi powodzenia, a reszta znajomych z dawnej szkoły pewnie wolałaby, żebym została w Krakowie. Ty natomiast… – urwałam, bo cała moja złość, która kumulowała się od miesiąca skupiła się na biednym Oriolu.
A ty co masz do tego, że jakaś twoja polska znajoma z facebooka znalazła sobie uczelnię, na której zamierza studiować? – powiedziałam już znacznie spokojniej.
– Twoja przyjaciółka Alicja poprosiła mnie gorąco, bym odwiódł cię od tego pomysłu, kiedy zjawisz się w Hiszpanii.
– A uargumentowała to jakoś? – zapytałam zrezygnowana. W tym momencie podeszła do nas Lilka i wręczyła mnie i Oriolowi po gładkim kamyczku.
– Skoro tyle bliskich ci osób mówi, byś zrezygnowała…
– Dobrze, mogę zrezygnować, jeżeli mi powiesz dlaczego nie mogę tam się uczyć.
– Zapytaj się swojej przyjaciółki. – Po tych słowach Oriol sobie poszedł z gładkim kamyczkiem w dłoni, a Lila zmoczyła mnie włażąc mi na koc.
Wróciwszy do domu obrobiłam nagrane za granicą efekty i zadzwoniłam do Katarzyny, by pochwalić się miłymi wczasami. Koleżanka naturalnie pytała, czy dalej mam zamiar iść na tę uczelnię.
– Tak, nie zmieniłam zdania – odpowiedziałam i wymigałam się od dalszej rozmowy.
Leżąc już w łóżku analizowałam wszystkie rozmowy z mymi znajomymi dotyczące tematu mojego studiowania i postanowiłam, że na złość wszystkim będę się tam uczyć i pokażę im, że się da i że to była jedna z najlepszych decyzji w moim życiu.

2 replies on “Wszędzie, byle nie tam”

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *