Categories
Sny

Porywaczka

To jest sen z teczki o panu Wojciechowskim, a jest w stylu „Trudne sprawy”, czy czegoś w tym guście. Miłej lektury
## Porywaczka
Wyszłam na miasto. Było zimno, ale nie padało. Ulice były dość opustoszałe jak na tę porę dnia. Idąc przez park w poszukiwaniu jakiejś zacisznej ławki usłyszałam kwilenie dziecka. Podążyłam w stronę głosu i przywitałam się z panią w średnim wieku, która właśnie wyjmowała dziecko z wózka.
– Czy mogę się do pani przyłączyć? Tak tu smutno dzisiaj.
– Jasne – odpowiedziała kobieta swym niskim głosem. – Kobieta wzięła dziecko na ręce i zostawiwszy wózek ruszyła szybko przed siebie.

To jest sen z teczki o panu Wojciechowskim, a jest w stylu „Trudne sprawy”, czy czegoś w tym guście. Miłej lektury

Porywaczka

Wyszłam na miasto. Było zimno, ale nie padało. Ulice były dość opustoszałe jak na tę porę dnia. Idąc przez park w poszukiwaniu jakiejś zacisznej ławki usłyszałam kwilenie dziecka. Podążyłam w stronę głosu i przywitałam się z panią w średnim wieku, która właśnie wyjmowała dziecko z wózka.
– Czy mogę się do pani przyłączyć? Tak tu smutno dzisiaj.
– Jasne – odpowiedziała kobieta swym niskim głosem. – Kobieta wzięła dziecko na ręce i zostawiwszy wózek ruszyła szybko przed siebie.
– Dlaczego zostawia pani wózek?
– Bez wózka lepiej uciekać – odpowiedziała rzeczowo kobieta.
– Uciekać? To pani to dziecko porwała?
– Tak. Jest mi ono potrzebne.
– To nie jest dobry pomysł – mruknęłam ni to do siebie ni to do kobiety. – Kiedy porywaczka tak przyspieszyła, że musiałam za nią biec stwierdziłam, że nie ma sensu za nią gonić, bo jeszcze mnie w ten okropny proceder wkręcą i zawróciłam. Kobieta chyba nawet tego nie zauważyła.
Będąc już w swoim mieszkaniu nie mogłam przestać myśleć o dzisiejszym zajściu. Kto jest opiekunem dziecka i dlaczego je zostawił samo? Powinnam była zaraz zgłosić porwanie na policję.
Następnego dnia znów spotkałam porywaczkę mimo, że udałam się w zupełnie innym kierunku. Kolejnego dnia sytuacja się powtórzyła. Pod koniec tygodnia zwróciłam kobiecie uwagę, że nie życzę sobie, by ona łaziła za mną krok w krok, bo każdy człowiek potrzebuje prywatności.
– Przecież ja ci nic nie robię. To ty się do mnie przyczepiłaś.
– Tak, rzeczywiście ja zaczęłam, ale to było jednorazowe zajście. Czułam się wtedy samotna. Chciałam po prostu pogadać. Nie wiedziałam, że trafię na porywaczkę.
– Na kogo? – oburzyła się kobieta. Wieczorem, gdy oglądałam telewizję w wiadomościach mówili o porwaniu dziecka, a potem w jakimś dodatku wypowiadała się, a raczej wypłakiwała matka tego dziecka. Gdy to oglądałam przechodziły mnie ciarki. Reporterzy weszli też do domu porywaczki, ale ta widocznie dobrze dziecko ukryła, bo go tam nie znaleźli, a kobieta upierała się, że nic o żadnym dziecku nie wie.
Popełniłam błąd, że nie zadzwoniłam na policję, ale drugiego już nie popełnię. Zadzwoniłam do telewizji i powiedziałam, że ta kobieta u której byli porwała dziecko. Przyznałam się też do tego, że byłam przy całym zajściu, ale miałam wtedy jakąś blokadę przed zadzwonieniem na policję. Opowiedziałam też o tym, że kobieta mnie śledzi i nie daje mi spokoju na mych codziennych spacerach. Przyjęto moje zeznania z wielką uwagą i powiedziano, że dadzą mi znać jak się ta sprawa zakończy. Z ulgą odłożyłam słuchawkę i poszłam spać.
Jednak następnego dnia bałam się iść na swój codzienny spacer mimo, iż służył mojemu dobremu zdrowiu. Zadzwoniłam do mamy i opowiedziałam jej całe zajście.
– Kochanie, to dobrze się składa – zaszczebiotała rodzicielka w słuchawce. – Dzwonili właśnie ze szkoły, że pragną znów cię widzieć u siebie, że możesz chodzić na zajęcia jakie chcesz i że dostaniesz dobry pokój z przyjemnym towarzystwem.
– Mamo, ale ja się boję wyjść z domu.
– Spokojnie. Przyślę po ciebie człowieka, który cię zawiezie prosto na Tyniecką.
Będzie u ciebie koło południa.
– Skoro tak to dobrze. Mam tylko nadzieję, że to babsko nie zna mojego adresu i nie uprzedzi twojego kierowcy – wyraziłam swoje obawy i zakończyłam rozmowę. Spakowałam się bardzo szybko, bo nie miałam tu zbyt wielu rzeczy.
Było to moje mieszkanie tymczasowe. Po południu rzeczywiście przyjechał po mnie jakiś gościu. Z ogromną ulgą wsiadłam do jego samochodu. W środku grała spokojna muzyczka, taka jak lubię. To chyba był jakiś album, który zresztą bardzo przypadł mi do gustu, ale na razie nie pytałam o niego kierowcy, bo nie chciałam mu przeszkadzać w prowadzeniu pojazdu, bo staliśmy akurat w korkach, a mama nie lubi jak się w tedy z nią rozmawia, więc może i ten kierowca za tym nie przepada. Potem zasnęłam i mężczyzna obudził mnie dopiero w Krakowie.
– Uff, teraz nic mi już nie grozi – pomyślałam i poszłam z mężczyzną do internatu. W szkole rzeczywiście mogłam chodzić na zajęcia wybrane przez siebie, więc chodziłam na systemy i sieci, na większość przedmiotów realizatora dźwięku, czasami na język polski, ale starałam się mieć indywidualne i omawiać z panią Zagórską swoje wypociny. Było wprost sielankowo. Nawet nie miałam czasu, by spotykać się z kolegami, ale nie byłam też zbyt zmęczona, bo lubiłam, to co robiłam. Wieczorami zwykle słuchałam audycji radiowych w trójce albo w zetce albo chodziłam do sklepów z płytami.
Pewnego popołudnia, gdy miałam akurat okienko, bo pani Zagórska nie mogła mieć ze mną zajęć leżałam w pokoju na łóżku. Dziewczyny omawiały jakiś trudny sprawdzian, który przyszło im pisać. Nagle usłyszałam swój telefon. Dzwonił ktoś nieznany.
– Halo? Dzień dobry, z kim mam przyjemność?
– Z twoją starą znajomą – odpowiedział głos porywaczki po drugiej stronie. Serce podeszło mi do gardła.
– Czego pani znowu chce? – zapytałam ostro.
– Zadzwoniłaś do telewizji, ale ja na szczęście jestem doświadczoną porywaczką i nie zbiło mnie to z tropu, ale musisz się nauczyć, że z takimi jak ja się nie zadziera.
– Więc co mi pani zrobi? – zapytałam rzeczowo.
– Zobaczysz – po tych słowach kobieta się rozłączyła.
Zaraz po tej nieprzyjemnej rozmowie zadzwoniłam do mamy. Tym razem mama nie była taka wesoła jak ostatnio.
– Porozmawiam dziś o tym z tatą, co można byłoby w twojej sprawie zrobić. Na razie nie wychodź z budynku i… i trzymaj się. Zadzwonię jak najszybciej. – Po rozmowie z mamą nie mogłam usiedzieć na miejscu i zaczęłam się zastanawiać komu jeszcze mogłabym opowiedzieć całą historię.
Wtedy przyszła mi głupia myśl, że z dziwnymi przeżyciami idzie się do dziwnych ludzi a taką osobą była przecież pani Drzewińska, moja dawna nauczycielka od fortepianu.
Zeszłam więc na dół, do jej sali. Nauczycielka akurat była wolna. W połowie mej opowieści pani Marcelina mi przerwała.
– No dobra, pogadałaś, a teraz bierzemy się do pracy. Nauczycielka kazała mi grać jakiś utwór, którego nigdy wcześniej się nie uczyłam i nie dała się wcale przekonać, że ja nie przyszłam tu na lekcję fortepianu.
– Jesteś zupełnie nieprzygotowana! – złościła się pani Drzewińska. – Zostawić cie na jakiś czas bez opieki a ty tak się opuszczasz w grze. – W końcu z okropnej lekcji wybawiła mnie jakaś Zosia, która właśnie przyszła na swoją godzinę. W pokoju czekały na mnie aż trzy nieodebrane połączenia od mamy. Oddzwoniłam więc prędko i dowiedziałam się, że jutro mam jechać do domu z tym kierowcą co ostatnio, a potem się zobaczy, ale najprawdopodobniej pojadę nad morze. Było mi bardzo smutno pakować się do domu, bo taki nietypowy rodzaj nauki bardzo przypadł mi do gustu, a może jak wrócę, to już będę musiała chodzić do szkoły zwyczajnie jak reszta młodzieży? W Krasocinie była o wiele lepsza pogoda niż w Krakowie. Tata zaczął wpuszczać Froda do domu, ale pies nie robił demolki tak jak w przybudówce, ale był wyciszony i grzeczny.
Chciałam go kiedyś wziąć na balkon, ale bałam się, że się tam zsika, bo będzie myślał, że jest na dworze i zaznaczy sobie teren. Któregoś dnia tata powiedział, że pojadę nad morze do Łeby i poukrywam się tam trochę przed wstrętną porywaczką.
– Może to morze nie jest takim złym pomysłem – pomyślałam. – Już następnego dnia tata wsadził mnie w pociąg i pojechałam do Łeby. Nad morzem było cudownie: niezbyt jeszcze o tej porze dużo ludzi, szum morza, szorstki piasek… Tu mnie na pewno ten babsztyl nie znajdzie.
Pewnego dnia usłyszałam na plaży Wojciechowskiego, więc podeszłam do niego, by z nim porozmawiać. Przez trzy dni sytuacja się powtarzała, ale na czwarty dzień spotkała mnie niemiła niespodzianka, ponieważ siedziała z nim Jakaś Ewa. Słuchając jej głosu zdałam sobie sprawę, że to matka tego porwanego dziecka.
– Fajnie, to ona do kamery łzy wylewa, a tymczasem zamiast szukać dziecka i martwić się o nie, to ona sobie z moim ulubionym prezenterem radiowym flirtuje!
Codziennie chodziłam na plażę i codziennie widywałam to Ewsko. Któregoś dnia, który zresztą nie był tak pogodny jak poprzednie, nie wytrzymałam. Podeszłam do nich i powiedziałam:
– Ewo, ja wiem, kto porwał ci dziecko. – Kobieta urwała zdanie w połowie i zamiast zapytać o szczegóły pobiegła w stronę wyjścia z plaży nie zabierając nawet swoich rzeczy.
– Postałam chwilę jeszcze przez kilka sekund, po czym zostawiłam osłupiałego Wojciechowskiego myśląc: dobrze wam tak.
Wracając powoli z plaży zadzwonił do mnie telefon.
– O co chodzi?
– Wracasz jutro do domu. sytuacja opanowana. Porywaczka złapana. Ta kobieta, która płakała w telewizji wcale nie była jej matką. Dziecko miało tylko ojca, który był alkoholikiem i po pijanemu zostawił wózek w parku. Ta kobieta wylewająca łzy przed kamerami jeszcze współpracowała z porywaczką. Będą jej szukać, bo jeszcze nie wiedzą gdzie jest. – Te wszystkie informacje jednym tchem zrelacjonował mi tata.
– Ja wiem gdzie ona jest. Przed chwilą była na plaży, ale… – Teraz żałowałam, że w złości powiedziałam kobiecie o porywaczce. Inaczej przyszłaby sobie jakby nigdy nic na plażę a tu czekałaby na nią policja.
– Cholera! – wyrwało mi się do słuchawki.
– Co cholera – zapytał tata.
– Ja ją spłoszyłam! Ach, gdybyś zadzwonił 5 minut wcześniej, to… to oni by ją mieli!
– Co ty mówisz kochanie. Muszę kończyć, bo mama mnie woła, pakuj się a ja przyślę ci smsa do jakiego pociągu masz wsiąść. Wściekła na siebie pognałam do hotelu a tam zadzwoniłam do porywaczki. Nie wiem dlaczego to zrobiłam, chyba musiałam ukoić swoje nerwy.
– I co złapali cię! Mam nadzieję, że to Ewsko też szybko znajdą – wyrzuciłam z siebie.
– A niech znajdą. Fajnie było nad morzem? – zapytała z ironią kobieta.
– Skąd ty to kurwa wiesz? – pomyślałam zaciskając zęby, ale już tego nie powiedziałam.
– Mam nadzieję, że ci się podobało.
A jak myślisz? – zapytałam prowokacyjnie i się rozłączyłam. Spakowałam się szybko nie dbając wcale, czy czegoś nie zostawiłam i znalazłam sobie wcześniejszy pociąg. Nie będę już dłużej siedzieć na tym nadmorskim zadupiu. Porywaczka już nigdy więcej do mnie nie zadzwoniła, ale Ewsko się nie znalazło, a dziecko pijaka trafiło pod opiekę jakichś krewnych.

6 replies on “Porywaczka”

Niezłe. Skoro ty masz takie sny, to może powinieneś, czy powinnaś, a może nie czujesz się ani kobietą, ani mężczyzną, wszak w dobie genderu wszystko jest możliwe, pomyśl w każdym razie o pisarstwie.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *