Categories
Sny

Lekcja angielskiego i nie tylko

Ze szkoły wróciłam do domu chora i wyczerpana jednak chciałam się przywitać z psem i zobaczyć kury, więc zebrałam resztki sił i wyszłam z mamą na podwórko. Pies był równie spokojny i osowiały jak ja, kury jak zwykle głośne i rozgdakane, a mama jak zwykle pełna wigoru i energii. Po powrocie z ogrodu usiadłam na narożniku w kuchni, bo nie chciało mi się samej siedzieć w pokoju, gdyż miałam chandrę, którą zapewne powodowała moja choroba. W radiu leciały same brzydkie piosenki, ale mama nie chciała zmienić stacji. Po kilku dniach, gdy poczułam się już nieco lepiej, mama kazała mi iść do szkoły, ale nie do Krakowa, tylko do naszej krasocińskiej i jedynie na angielski, bo to przydatny przedmiot jest. Mama zaprowadziła mnie więc do szkoły i ku mojemu zdziwieniu w sali zastałam swoją własną klasę i swoją własną nauczycielkę od anglika.
Pani rozdała nam 2 readingi. 1 był o Lady Gadze i o Emilii, a drugi o kwiatach.
Kiedy skończyliśmy robić pierwszy zapytałam panią Agnieszkę:
– Czy to specjalnie dla mnie i dla poprawienia mojego humoru dała nam pani taki reading do zrobienia?
– No, można tak powiedzieć – odparła nauczycielka. – A kto to jest Lady Gaga? – zapytała.

Ze szkoły wróciłam do domu chora i wyczerpana jednak chciałam się przywitać z psem i zobaczyć kury, więc zebrałam resztki sił i wyszłam z mamą na podwórko. Pies był równie spokojny i osowiały jak ja, kury jak zwykle głośne i rozgdakane, a mama jak zwykle pełna wigoru i energii. Po powrocie z ogrodu usiadłam na narożniku w kuchni, bo nie chciało mi się samej siedzieć w pokoju, gdyż miałam chandrę, którą zapewne powodowała moja choroba. W radiu leciały same brzydkie piosenki, ale mama nie chciała zmienić stacji. Po kilku dniach, gdy poczułam się już nieco lepiej, mama kazała mi iść do szkoły, ale nie do Krakowa, tylko do naszej krasocińskiej i jedynie na angielski, bo to przydatny przedmiot jest. Mama zaprowadziła mnie więc do szkoły i ku mojemu zdziwieniu w sali zastałam swoją własną klasę i swoją własną nauczycielkę od anglika.
Pani rozdała nam 2 readingi. 1 był o Lady Gadze i o Emilii, a drugi o kwiatach.
Kiedy skończyliśmy robić pierwszy zapytałam panią Agnieszkę:
– Czy to specjalnie dla mnie i dla poprawienia mojego humoru dała nam pani taki reading do zrobienia?
– No, można tak powiedzieć – odparła nauczycielka. – A kto to jest Lady Gaga? – zapytała.
– Jest piosenkarką, tak o niej napisali, ale jak ona wygląda?
– A nie ma zdjęcia zdziwiłam się wtedy. Ona się ubiera ekscentrycznie, zawsze ją gdzieś pokazują.
Kurczę, co jest – myślałam sobie. Zawsze najpierw zwracają uwagę na jej wygląd, a na muzykę to czasem nawet wcale jeśli to jest jakieś zwykłe czasopismo, a nie takie muzyczne, a tu zupełnie inaczej i tym dziwniejsze jest to, że zdjęcie Emilii jest umieszczone w książce nauczycielki, a Gagi nie.
Niedługo mi jednak dane było zastanawiać się nad tą sprawą, ponieważ pani kazała robić drugi reading dotyczący kwiatów, który okazał się być bardzo trudny jak na fce albo cae.
Okazało się, że pani nie brała mnie pod uwagę przygotowując reading i podzieliła go tylko na 3 części i czepiała się do trzech wyznaczonych przez nią osób z mej klasy, że nie umieją go zrobić i że nie znają słówek.
Potem, gdy nikt nie umiał sobie z readingiem poradzić uwaga nauczycielki skierowała się na mnie.
Pani zapytała mnie o jakieś słówko, którego ja naturalnie również nie wiedziałam i wtedy nauczycielka się rozpłakała.
– Nic się nie uczycie z tego angielskiego, nic! Ja was chcę czegoś nauczyć, a wy nic sobie z tego nie robicie, olewacie mnie totalnie! Czy trzeba być panią Jagodą, żeby coś uczniom wpoić do głowy?
Zrobiło mi się bardzo przykro i nieswojo, że pani płacze również przeze mnie. Co prawda mnie nie było na ostatniej lekcji, ale chodzę przecież na dodatkowe zajęcia z tego języka, więc może powinnam to słówko znać? – zastanawiałam się.
Pani już do końca lekcji siedziała przy swym biurku nic z nami nie robiąc, a klasa w milczeniu, bezradnie przeglądała trudny reading.
Kiedy wreszcie lekcja dobiegła końca a była ona ostatnią w tym dniu, bo było już dobrze po południu, wyszłam z klasy, by udać się do domu. Na korytarzu spotkałam panią Jagodę, która spytała się co tam u mnie i jak minęły lekcje. Powiedziała też, żebym przyszła na jutrzejszy niemiecki.
– No nie wiem – pomyślałam z przestrachem.
Skoro na lekcji angielskiego takie się rzeczy działy, to strach pomyśleć co będzie na niemieckim. W drzwiach od szkoły czekała na mnie jakaś dwudziesto-paro letnia dziewczyna, która powiedziała, że dostała zadanie, by odprowadzić mnie do domu, żeby nic mi się w drodze nie stało.
Nawet nie zapytałam jej kto jej tak kazał.
Ucieszyłam się, że po tak trudnej emocjonalnie lekcji ktoś będzie towarzyszył mi w drodze do domu.
Szłyśmy asfaltem, nie było ludzi wokół nas tylko śpiewały ptaki.
– Nie dziwne to dla ciebie, że w tak późną jesień tyle ptaków śpiewa? Przecież te o nieprzeciętnych głosach zwykle są ciepłolubne i odlatują na zimę. Czyż to nie cudowne, że o tej smutnej porze roku słychać śpiew ptaków? – wołałam podniecona tym zjawiskiem.
– Zaraz przestaną śpiewać, bo zaczyna już zmierzchać – powiedziała na to dziewczyna i rzeczywiście po niedługiej chwili zrobiło się ciemno i ptaki przestały śpiewać, za to zaczęły szczekać psy, jakby chciały przywitać jesienną noc.
Zrobiło się ponuro, jesiennie i smutno. Pomyślałam wtedy o swoim psie. Czy on też tak szczeka jak najęty z innymi psami? On nie jest taki szczekliwy jak inne psy. Szczeka tylko, gdy chce jeść lub nikt nie wypuszcza go z kojca a jest ktoś w pobliżu. Nie szczeka nigdy na wiatr.
Mimo, że dziewczyna była blisko mnie było mi jakoś dziwnie idąc tak przez ciemną wieś rozszczekanych psów.
Kiedy wreszcie dotarłyśmy do domu dziewczyna znikła. Nie weszła ze mną do domu jak to sobie wyobrażałam, ani też nie pożegnała się wcale. Pies nie szczekał. Nie odezwał się też gdy na niego zawołałam. W domu czekała na mnie kolacja, ale ja nie miałam apetytu.
Przy posiłku nie opowiedziałam mamie o lekcji angielskiego, ani o ptakach i ciemnej nocy pełnej szczekających psów. Zawsze wszystko mamie mówiłam, ale dziś miałam w sobie jakąś blokadę. Może tacie opowiem? Albo przynajmniej Alicji. Ona nic na odległość nie zaradzi, ale przynajmniej mnie wysłucha i może zrobi mi się lżej na skołatanej przeżyciami duszy.

3 replies on “Lekcja angielskiego i nie tylko”

U mnie w liceum autentycznie była taka sytuacja, że nauczycielka się w dokładnie taki sposób zachowała i, szczerze mówiąc, się jej nie dziwię.
A cały sen rzeczywiście taki jakiś ponury.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *