Categories
Sny

Kociaki z Włoch

Wujek Grzesiek będąc akurat we Włoszech spełnił moją prośbę i przywiózł 3 kociaki, które spotkałam będąc w pensjonacie. Wszystkie miały trafić do pani Agaty, żeby ich nasz pies nie dręczył, poza tym mama nie chce w domu kota a pani Agata właśnie się za jakimiś rozglądała, bo jej kocica jakoś nie miała młodych.
Trochę mnie to smuciło, ale pocieszałam się, że będą bardzo blisko mnie a dzieci sąsiadki już wyrosły z dokuczania zwierzętom. Sąsiadom najbardziej podobał się najmniejszy, czarny, więc wzięli go do domu a 2 pozostałe trzymali w piwnicy ze swoją dawną kotką, ale ona na szczęście ich nie goniła, zresztą większość czasu spędzała na łowach. Po jakimś czasie oba koty: mój ulubiony – biało czarny i neutralny trójkolorowy przeniosły się do nas i zamieszkały w kurniku, żeby być z dala od psa, ale mieć dach nad głową i mama na to przystała, sąsiedzi również, a czarny kot zamieszkał w piwnicy pani Agaty wraz z ich kocicą.
Bardzo mnie taki stan rzeczy ucieszył. Któregoś dnia do naszego domu przyjechało wiele gości fajnych i mniej fajnych: Alicja, Dorota, Emilia, Radosław, ciocia Ewa z kuzynami i jeszcze jacyś dawni znajomi babci. Zrobiło się wielkie zamieszanie, bo każdy chciał się pobawić z psem i z kotami i powstawały nieporozumienia. W końcu ciocia Ewa zarządziła, że ustalimy godziny zabaw ze zwierzętami, by ich nie zagłaskać na śmierć, ale by każdy mógł na spokojnie się z nimi zobaczyć. Ustaliliśmy, że ja z Alicją możemy razem chodzić do kotów, bo są 2 a każda lubi innego. W tym czasie Dorota miała bawić się z psem. Po mnie i Ali do kotów miał przychodzić Radek. Nasza kolej przypadała późnym popołudniem, co nawet mi odpowiadało, bo koty były już zmęczone i nie uciekały zanadto. Siedząc w kurniku ze swoim kotem na kolanach myślałam jaki on musi być biedny jak tak wszyscy do niego przychodzą i zwierzak prawie nie ma spokoju. Gdy nasza kolej się skończyła do kurnika wszedł Radosław, ale był jakiś wycofany, jakby nigdy kotów nie widział. Zaczął nam opowiadać, że jak był mały, to kotom różnych rzeczy zabraniał, bo go kiedyś jeden kot zdenerwował i że on go potem zamęczył na śmierć. Alicja puściła już swego kota, a ja stałam jeszcze niezdecydowana ze swoim na rękach. Po chwili też go puściłam i wybiegłam za Alą z kurnika. Nie miałam wcale zamiaru słuchać jak Radek męczy koty jeśli wpadnie mu do głowy taki pomysł. Alicja powiedziała, że wyjedzie stąd jak najszybciej, mimo zażyłej ze mną przyjaźni, bo nie będzie patrzeć na to jak zwierzęta się męczą i zaproponowała mi, bym odtransportowała koty z powrotem do Włoch puki nie jest jeszcze za późno. Zaczęłam się nad tym głęboko zastanawiać. Z jednej strony chciałam je mieć przy sobie, bo druga taka okazja się może nie przytrafić, ale z drugiej rozumiałam też, że w obecnej sytuacji jaka nastała w naszym domu zwierzęta bardzo się męczą.
Postanowiłam porozmawiać o tym z mamą. Mama jednak zbagatelizowała problem mówiąc, że goście nie będą tu przecież wiecznie. Potem sytuacja zaczęła się poprawiać: Dorotka i znajomi babci pojechali, a dzieci cioci Ewy znudziły się już kotami. Mikołaj rzadko kiedy do nich zaglądał, więcej czasu przebywał z psem, ale on jest duży, więc nie można go tak wytłamsić, poza tym Mikołaj nie robił mu nic złego. W dodatku od sąsiadów przychodził czarny kot z ich starą kocicą i z nimi można się było bawić bez kolejki, co z kolei wykorzystywał Radek.
Powiedziałam mamie, że jak Alicja pojedzie, to może wydać komuś tego trójkolorowego kota jeśli chce, bo mnie i tak bardziej zależy na tym drugim. Mama powiedziała, że rzeczywiście po co nam 2 koty i może da go którejś z swoich sióstr, albo dziadek go weźmie i znajdzie mu dom.

Wujek Grzesiek będąc akurat we Włoszech spełnił moją prośbę i przywiózł 3 kociaki, które spotkałam będąc w pensjonacie. Wszystkie miały trafić do pani Agaty, żeby ich nasz pies nie dręczył, poza tym mama nie chce w domu kota a pani Agata właśnie się za jakimiś rozglądała, bo jej kocica jakoś nie miała młodych.
Trochę mnie to smuciło, ale pocieszałam się, że będą bardzo blisko mnie a dzieci sąsiadki już wyrosły z dokuczania zwierzętom. Sąsiadom najbardziej podobał się najmniejszy, czarny, więc wzięli go do domu a 2 pozostałe trzymali w piwnicy ze swoją dawną kotką, ale ona na szczęście ich nie goniła, zresztą większość czasu spędzała na łowach. Po jakimś czasie oba koty: mój ulubiony – biało czarny i neutralny trójkolorowy przeniosły się do nas i zamieszkały w kurniku, żeby być z dala od psa, ale mieć dach nad głową i mama na to przystała, sąsiedzi również, a czarny kot zamieszkał w piwnicy pani Agaty wraz z ich kocicą.
Bardzo mnie taki stan rzeczy ucieszył. Któregoś dnia do naszego domu przyjechało wiele gości fajnych i mniej fajnych: Alicja, Dorota, Emilia, Radosław, ciocia Ewa z kuzynami i jeszcze jacyś dawni znajomi babci. Zrobiło się wielkie zamieszanie, bo każdy chciał się pobawić z psem i z kotami i powstawały nieporozumienia. W końcu ciocia Ewa zarządziła, że ustalimy godziny zabaw ze zwierzętami, by ich nie zagłaskać na śmierć, ale by każdy mógł na spokojnie się z nimi zobaczyć. Ustaliliśmy, że ja z Alicją możemy razem chodzić do kotów, bo są 2 a każda lubi innego. W tym czasie Dorota miała bawić się z psem. Po mnie i Ali do kotów miał przychodzić Radek. Nasza kolej przypadała późnym popołudniem, co nawet mi odpowiadało, bo koty były już zmęczone i nie uciekały zanadto. Siedząc w kurniku ze swoim kotem na kolanach myślałam jaki on musi być biedny jak tak wszyscy do niego przychodzą i zwierzak prawie nie ma spokoju. Gdy nasza kolej się skończyła do kurnika wszedł Radosław, ale był jakiś wycofany, jakby nigdy kotów nie widział. Zaczął nam opowiadać, że jak był mały, to kotom różnych rzeczy zabraniał, bo go kiedyś jeden kot zdenerwował i że on go potem zamęczył na śmierć. Alicja puściła już swego kota, a ja stałam jeszcze niezdecydowana ze swoim na rękach. Po chwili też go puściłam i wybiegłam za Alą z kurnika. Nie miałam wcale zamiaru słuchać jak Radek męczy koty jeśli wpadnie mu do głowy taki pomysł. Alicja powiedziała, że wyjedzie stąd jak najszybciej, mimo zażyłej ze mną przyjaźni, bo nie będzie patrzeć na to jak zwierzęta się męczą i zaproponowała mi, bym odtransportowała koty z powrotem do Włoch puki nie jest jeszcze za późno. Zaczęłam się nad tym głęboko zastanawiać. Z jednej strony chciałam je mieć przy sobie, bo druga taka okazja się może nie przytrafić, ale z drugiej rozumiałam też, że w obecnej sytuacji jaka nastała w naszym domu zwierzęta bardzo się męczą.
Postanowiłam porozmawiać o tym z mamą. Mama jednak zbagatelizowała problem mówiąc, że goście nie będą tu przecież wiecznie. Potem sytuacja zaczęła się poprawiać: Dorotka i znajomi babci pojechali, a dzieci cioci Ewy znudziły się już kotami. Mikołaj rzadko kiedy do nich zaglądał, więcej czasu przebywał z psem, ale on jest duży, więc nie można go tak wytłamsić, poza tym Mikołaj nie robił mu nic złego. W dodatku od sąsiadów przychodził czarny kot z ich starą kocicą i z nimi można się było bawić bez kolejki, co z kolei wykorzystywał Radek.
Powiedziałam mamie, że jak Alicja pojedzie, to może wydać komuś tego trójkolorowego kota jeśli chce, bo mnie i tak bardziej zależy na tym drugim. Mama powiedziała, że rzeczywiście po co nam 2 koty i może da go którejś z swoich sióstr, albo dziadek go weźmie i znajdzie mu dom.
Teraz chyba moim kotom jest lepiej, ale chyba jednak wolałabym, żeby goście już sobie pojechali, bo co za długo to niezdrowo.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *