Categories
Sny

O nie

W niedzielę wieczorem znów zjawiłam się w Krakowie, by już następnego dnia napisać pierwszą część egzaminu zawodowego. W mym pokoju trwała ożywiona rozmowa i z początku nikt nie zwrócił na mnie uwagi. W końcu udało mi się przebić przez słowotok mych koleżanek i zapytać co się tak właściwie stało.
– Teraz dyrektorka już na prawdę przegięła! – zaczęła Ewelina. – Zaprosiła do naszej szkoły dwóch gejów i oni śpią na nowym internacie na drugim piętrze. To skandal!
– A czy ci geje coś nam robią? – zapytałam spokojnie.
– Tak, robią. Przyłażą do naszego pokoju i nas podrywają – powiedziała Emilka.
– To skąd wiecie, że są gejami?

W niedzielę wieczorem znów zjawiłam się w Krakowie, by już następnego dnia napisać pierwszą część egzaminu zawodowego. W mym pokoju trwała ożywiona rozmowa i z początku nikt nie zwrócił na mnie uwagi. W końcu udało mi się przebić przez słowotok mych koleżanek i zapytać co się tak właściwie stało.
– Teraz dyrektorka już na prawdę przegięła! – zaczęła Ewelina. – Zaprosiła do naszej szkoły dwóch gejów i oni śpią na nowym internacie na drugim piętrze. To skandal!
– A czy ci geje coś nam robią? – zapytałam spokojnie.
– Tak, robią. Przyłażą do naszego pokoju i nas podrywają – powiedziała Emilka.
– To skąd wiecie, że są gejami?
– Bo całują się przy nas.
– Och – westchnęłam, nie wiedząc co dalej mówić. – Będziemy tu przecież tylko dwa dni, a potem wrócimy do domu i zapomnimy o sprawie – pocieszałam je.
– Niby tak, ale takie coś w ogóle nie powinno mieć miejsca – powiedziała Kaśka.
Przed dziesiątą wieczór rzeczywiście zawitał do nas jakiś mężczyzna imieniem Łukasz i jął zalecać się do Eweliny. W końcu dziewczyna go wygoniła i wreszcie poszłyśmy spać, ale nikt nie pamiętał, by nastawić budzik, więc następnego dnia obudziłyśmy się dopiero o ósmej.
Przerażone dziewczęta zerwały się z łóżek.
Tylko ja byłam spokojna aż do czasu, gdy okazało się, że nie wzięłam z domu ani pieniędzy, ani dowodu osobistego, co oznaczało, że ani nie będę nic jeść, ani też nie przystąpię do egzaminu.

Chcę cię przelecieć

Z egzaminem jakoś się udało, przynajmniej pierwszego dnia, a na jedzenie pożyczył mi Radosław.
Moje poważne problemy zaczęły się dopiero po południu.
Siedziałam w swym pokoju z włączonym komputerem i właśnie zaczęłam się zastanawiać, jakiej przyjemności się oddać, gdy do pokoju wkroczyli nasi "nowi znajomi".
Jeden z nich właśnie mówił coś o prąciu.
Czar miłego popołudnia spędzonego w gronie przyjaciół na starych śmieciach minął bezpowrotnie. Łukasz zagaił Ewelinę rozmową, która zresztą wcale jej się nie podobała, a do mnie przysiadł się Rafał. To byli chyba bliźniacy, bo mieli bardzo podobne do siebie głosy. Z początku Rafał rozmawiał ze mną o byle czym, a następnie przeszedł do sedna sprawy:
– Wiesz, zakochałem się w tobie od pierwszego wejrzenia i z tego tytułu pragnąłbym cię przelecieć.
– Nie, nie zgadzam się – odpowiedziałam stanowczo. Ewelina miała chyba ten sam problem, a Emilka i Kasia gdzieś sobie poszły, żeby na to nie patrzeć. Mężczyzna próbował posadzić mnie sobie na kolanach, ale wyrywałam mu się bardzo. W końcu wbił mi strzykawkę w rękę i wtedy zasnęłam.
Wcale nie wiem, czy mnie przeleciał, czy nie, dość, że obudziłam się bardzo późno, bo dopiero przed kolacją.
Byłam wściekła, że gościu zmarnował mi całe popołudnie.
Zapytałam Eweliny, która w najlepsze oglądała brazylijski serial, czy jej Łukasz też ją uśpił, ale ona nie chciała do tego wracać. Kasia i Emilka już wróciły i oddawały się oglądaniu wraz z Eweliną.
Następnego dnia mężczyźni przyszli wcześnie rano, ale o dziwo szybko zrozumieli, że zaraz mamy ważny, ciężki egzamin i poszli sobie.
Niestety po południu znów się zjawili, a mój tata, jak na złość miał przyjechać po mnie później. Tym razem mężczyzna nie tak od razu mnie uśpił i dłużej musiałam mu się wyrywać.
Widocznie bardziej zależało mu na świadomym seksie ze mną. W końcu jednak dał za wygraną i uśpił mnie, ale przed wbiciem strzykawki powiedział:
– I tak cię dopadnę i to nie będzie w szkole i wtedy nikt nie usłyszy twojego krzyku, więc zrobisz to świadomie. – Tata zastał mnie jeszcze osowiałą po zastrzyku.
Najpierw powiedziałam mu, że to zmęczenie po egzaminie, ale już w domu wszystko rodzicom opowiedziałam. Na szczęście nie zaszłam w ciążę po tych gwałtach, ale bałam się, że Rafał mnie znajdzie. Chłopak skądś poznał mój numer telefonu oraz adres mailowy. Wydzwaniał do mnie i pisał listy miłosne.
Któregoś dnia zjawił się nawet w Krasocinie, więc mama zawiozła mnie do Częstochowy i załatwiła mi ochronę.
Bardzo mi się tam nudziło, ale przynajmniej byłam bezpieczne.
Często prowadziłam długie rozmowy z ochroniarzami, albo bawiłam się z psami i kotami, które mi przyprowadzano, lub same do mnie przychodziły.
Któregoś dnia miałam iść do kościoła. Nie wiedziałam, czy będę tam mieć ochronę czy nie, ale już doszły mnie słuchy, że Rafał przyjechał za mną do Częstochowy. Do kościoła przyszłam długo przed mszą i mało było jeszcze ludzi, a ja bałam się okropnie.
Obok mnie usiadł pan Marcin Wojciechowski i wtedy na chwilę zapomniałam o moim strachu.
Opowiedziałam mu o Rafale i o moim przymusowym pobycie w tym zwykłym, szarym mieście.
Potem pan Marcin zapytał mnie, czy jestem za Komorowskim, czy za Dudą.
Odpowiedziałam, że za Dudą i wtedy zapadła cisza. Po chwili rozpoczęła się msza. Z panem Marcinem czułam się trochę bezpieczniej, ale gdy wracałam do ławki po przyjęciu komunii nie mogłam znaleźć swojego miejsca i w końcu zrezygnowana usiadłam obok kogoś innego.
Wtedy strach powrócił do mnie ze zdwojoną siłą. Nie mogłam się doczekać końca mszy, żeby jak najszybciej zwiać z kościoła do moich ochroniarzy i małych piesków, które chętnie się ze mną bawiły, ale z drugiej strony bałam się, że wtedy właśnie Rafałsko mnie złapie i będzie koniec. Gdy wreszcie msza się skończyła wstałam z ławki i udałam się w stronę wyjścia.
Wtedy mężczyzna siedzący najbliżej złapał mnie i poprowadził do wyjścia, ale nie chciał puścić.
Wiedziałam, że to Rafał.
– Gdzie ty poszłaś! – usłyszałam jescze głos Wojciechowskiego. – Teraz on cię złapie i będzie po wszystkim!
Miałam jeszcze resztki nadziei, że ochroniarze czekają w pobliżu i zaraz mnie uratują.
Wrzasnęłam więc na całe gardło: Nieeeeeee! i wyrywałam się Rafałowi z całych sił.
– Ale ja jestem Łukasz. Nie musisz się mnie obawiać.
– Ty jesteś taki sam jak ten twój braciszek! – wrzeszczałam.
– A dlaczego nie ma Rafała?
– A co, tęsknisz za nim? On już nie miał siły cię ścigać, więc poprosił mnie o pomoc. Zgodziłem się, pod warunkiem, że będę mógł cię przelecieć.
– A gdzie twoja Ewelinka?
– Zwiała mi. Ale to nic. Ty jesteś ładniejsza. Nie oddam cię Rafo łowi. Powiem mu, że cię nie znalazłem.
Wykorzystując, że Łukasz nieco zwolnił uścisk wyswobodziłam jedną rękę i uderzyłam mężczyznę w twarz. Chłopak wrzasnął i chciał coś powiedzieć na mój temat, ale wtedy ktoś mi wreszcie pomógł i rozprawił się z tym drabem.
Zaraz potem zrobiło się cicho. W pobliżu nie było ani ochroniarzy, ani nikogo innego.
Wróciłam więc do mojego częstochowskiego domu, a stamtąd zadzwoniłam do mamy.
– Ja chcę do domu! – wrzasnęłam w słuchawkę i prawie się rozpłakałam jak dzieciak. – Nie mam już ochroniarzy. Nawet psy gdzieś pouciekały. Jestem sama jak palec. Mam już serdecznie dość siedzenia w tej nudnej częstochowinie.
– To pojedź gdzie indziej. Nie mogę cię teraz przyjąć, ponieważ w naszym domu czeka na ciebie spragniony miłości Rafał, który nie zaufał bratu twierdząc, że on na pewno źle załatwi sprawę. Stwierdził, że kiedyś musisz w końcu wrócić do domu.
– O nieeeee! – wrzasnęłam znowu w słuchawkę i rozpłakałam się. Co ja mam teraz robić?!

One reply on “O nie”

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *