Categories
Sny

Dziwne wydarzenia ze środy i z czwartku

Pani od fortepianu zapytała mnie na lekcji jakiej muzyki słucham a potem zaczęła ni z tego ni z owego opowiadać o zakupach do naszej szkoły.
Zupełnie nie mam pojęcia co mają jej zakupy wspólnego z moją ulubioną muzyką. Moja nauczycielka fortepianu zaoferowała się, że zabierze mnie na te zakupy i zapewniała, że będzie mi tam bardzo przyjemnie.
Miałam wielką ochotę z nią pojechać, ale dziś miałam jeszcze jedne zajęcia a poza tym muszę się jeszcze po uczyć a pani Drzewieckiej zejdzie długo na tych zakupach.
Kolejnym powodem, by nie jechać z nauczycielką było to, że dziś miałam jechać z rodzicami do Kielc na jakieś badania a jak wrócimy późno a mama przyjedzie wcześniej to jak ja się wyrobię. Z wielkim żalem powiadomiłam panią Melanię, że dziś nie mogę się z nią wybrać z wielu poważnych powodów mimo, że mam na to wielką ochotę. Po lekcji i rozmowie z panią Drzewiecką udałam się na lekcję chóru do pani Malwiny i pani Ireny. Na chórze śpiewaliśmy utwory przygotowane przez moją nauczycielkę fortepianu. Pani Irena jak zwykle poprawiała nas i dawała cenne rady dotyczące śpiewu. Po lekcji chóru pouczyłam się nieco na jutro następnie zadzwoniła mama i powiadomiła mnie, że przyjadą po mnie wcześniej. Po rozmowie z nią nie miałam już najmniejszej ochoty na naukę za to zrobiłam się okropnie głodna. Wyciągnęłam więc chrupki z szafki i zaczęłam łapczywie jeść mimo, że zbliżała się pora kolacji. Po chwili do drzwi zapukali moi rodzice.
– Czy jadłaś już kolację – zapytała mama.

Pani od fortepianu zapytała mnie na lekcji jakiej muzyki słucham a potem zaczęła ni z tego ni z owego opowiadać o zakupach do naszej szkoły.
Zupełnie nie mam pojęcia co mają jej zakupy wspólnego z moją ulubioną muzyką. Moja nauczycielka fortepianu zaoferowała się, że zabierze mnie na te zakupy i zapewniała, że będzie mi tam bardzo przyjemnie.
Miałam wielką ochotę z nią pojechać, ale dziś miałam jeszcze jedne zajęcia a poza tym muszę się jeszcze po uczyć a pani Drzewieckiej zejdzie długo na tych zakupach.
Kolejnym powodem, by nie jechać z nauczycielką było to, że dziś miałam jechać z rodzicami do Kielc na jakieś badania a jak wrócimy późno a mama przyjedzie wcześniej to jak ja się wyrobię. Z wielkim żalem powiadomiłam panią Melanię, że dziś nie mogę się z nią wybrać z wielu poważnych powodów mimo, że mam na to wielką ochotę. Po lekcji i rozmowie z panią Drzewiecką udałam się na lekcję chóru do pani Malwiny i pani Ireny. Na chórze śpiewaliśmy utwory przygotowane przez moją nauczycielkę fortepianu. Pani Irena jak zwykle poprawiała nas i dawała cenne rady dotyczące śpiewu. Po lekcji chóru pouczyłam się nieco na jutro następnie zadzwoniła mama i powiadomiła mnie, że przyjadą po mnie wcześniej. Po rozmowie z nią nie miałam już najmniejszej ochoty na naukę za to zrobiłam się okropnie głodna. Wyciągnęłam więc chrupki z szafki i zaczęłam łapczywie jeść mimo, że zbliżała się pora kolacji. Po chwili do drzwi zapukali moi rodzice.
– Czy jadłaś już kolację – zapytała mama.
– Nie, ale byłam bardzo głodna, dlatego zaczęłam jeść te chrupki.
– Trzeba ci pościelić łóżko, bo wrócimy bardzo późno z tych Kielc – powiedziała mama.
– A propos łóżka, to mam duże problemy z pościelą, coś mi się ona pogmatwała.
– Dobrze, zaradzimy temu – odparła na to mama i zaczęła walczyć z niesforną kołdrą. Mama jednak nie mogła poradzić sobie z pościelą, więc tata zaproponował, by się na nią zalogować po adresie ip jak na zwykły router. Mama zgodziła się i podała tacie adres umieszczony na metce.
Kiedy tata się zalogował na moją kołdrę kliknął napraw problemy z kołdrą, ale wyskoczyły jakieś błędy i tata powiedział, że mogę mieć jeszcze problemy z tą kołdrą jutro lub za tydzień.
Bardzo mnie ten fakt zmartwił, więc tata mnie pocieszył, że jak nie będę miała połączenia z Internetem, gdy kołdra będzie leżała na wierzchu, to nie powinno się nic wydarzyć. Uspokoiłam się tym trochę i bez kolacji wyjechałam z rodzicami do Kielc na te badania. W czwartek rano spotkała mnie pani Luiza i oznajmiła mi swym wesoły, podnieconym głosem, że dziś jedziemy do wspaniałej cukierni podziemnej, w której będziemy mogli skosztować dosłownie wszystko na co będziemy mieli ochotę oczywiście z zakresu słodyczy. Bardzo mnie to ucieszyło, bo po wczorajszym smutku związanym z brakiem uczestnictwa w muzycznych zakupach pani Drzewieckiej oraz wielkich problemach z kołdrą i wyczerpującej podróży do Kielc miałam ochotę się rozerwać. W cukierni rzeczywiście było bardzo przyjemnie. Pogłaskałam tam kota, który był bardzo podobny do kotki sąsiadów przynajmniej z wielkości i sierści. Z żalem go jednak zostawiłam, bo przecież potem trzeba po nim umyć ręce a ja nie wiedziałam, gdzie tu jest łazienka. W cukierni było dużo miejsca i byli oni w posiadaniu dwóch piłek jednej sflaczałej a drugiej dobrej. Tą dobrą grałam z Dudą w toczoną, bo reszta uczestników będących w cukierni nie miała ochoty na grę, woleli sobie pogadać przy stolikach czekając na swój smakołyk.
Wreszcie gra w toczoną zupełnie mi się znudziła zwłaszcza, że syn pani Luizy zaczął wprowadzać jakieś nowe, dziwne zasady gry.
Odmówiłam mu stanowczo dalszej gry a on zapytał mnie, czy chcę iść do swego stolika, czy może pogłaskać kota.
Wybrałam to pierwsze, bo też sobie chciałam z kimś pogadać jak to w cukierni.
Muszę przyznać, że ten lokal był wyjątkowy, taki jakiś magiczny.
Bardzo miło spędziłam w nim czas wraz z kolegami z projektu oraz innymi jeszcze uczniami naszej szkoły.
Podawane smakołyki były rzeczywiście wyśmienite a czas tam spędzony zakorzenił się głęboko w mojej pamięci.

2 replies on “Dziwne wydarzenia ze środy i z czwartku”

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *