Categories
Sny

Zyski i straty

Nie mogłam się zebrać do tej szkoły. Najpierw zabawa z psem, potem wróciłam się jeszcze po płytę, a później ciocia przywiozła jakieś rzeczy dla Asi. W końcu jednak wsiadłam do samochodu i ruszyliśmy w drogę.
– Na pewno chcesz jechać do tej szkoły? – zapytał tata.
– No pewnie, że tak. A dlaczego miałabym nie chcieć?
– No nie wiem. Może ci się nie chce. Młodzież często narzeka na szkołę.
– Może trochę, bo taka piękna pogoda. Chętnie pobawiłabym się z psem i posłuchała śpiewu ptaków, ale w szkole też są ptaki, a bez psa jakoś wytrzymam. – tata zakończył temat szkoły i resztę podróży odbyliśmy w całkowitym milczeniu. W szkole szybko załatwił co trzeba i odjechał, jakby go ktoś gonił. Nie spotkałam nigdzie swojej klasy, ale dowiedziałam się, że mam iść do sali biurowej.

Nie mogłam się zebrać do tej szkoły. Najpierw zabawa z psem, potem wróciłam się jeszcze po płytę, a później ciocia przywiozła jakieś rzeczy dla Asi. W końcu jednak wsiadłam do samochodu i ruszyliśmy w drogę.
– Na pewno chcesz jechać do tej szkoły? – zapytał tata.
– No pewnie, że tak. A dlaczego miałabym nie chcieć?
– No nie wiem. Może ci się nie chce. Młodzież często narzeka na szkołę.
– Może trochę, bo taka piękna pogoda. Chętnie pobawiłabym się z psem i posłuchała śpiewu ptaków, ale w szkole też są ptaki, a bez psa jakoś wytrzymam. – tata zakończył temat szkoły i resztę podróży odbyliśmy w całkowitym milczeniu. W szkole szybko załatwił co trzeba i odjechał, jakby go ktoś gonił. Nie spotkałam nigdzie swojej klasy, ale dowiedziałam się, że mam iść do sali biurowej.
Pewnie łączenie za pana Fryderyka. Tata miał rację.
Trzeba było siedzieć w domu i tulić psa, a nie włóczyć się po jakichś biurach.
Kiedy znalazłam się w sali zastałam klasę administracji i poczułam się jak w pułapce.
Wygonili mnie z kierunku i bez mojej zgody przepisali na administrację. Zrezygnowana usiadłam przy pierwszym napotkanym stanowisku.
Podszedł do mnie jakiś nauczyciel i otworzył wielkie tabelisko w excelu. Każda komórka wypełniona była mnóstwem danych, formuł, obliczeń.
– Proszę mi obliczyć zyski i straty tej firmy – zażądał nauczyciel.
Westchnęłam ciężko, a siedząca obok mnie Antonina prychnęła z pogardą, jakby chciała powiedzieć:
– Widzisz jak mamy trudno na tym kierunku?
Skoro ona taka, to ja nie mogę poprosić jej o pomoc.
Przesiedziałam nad tabelą całą lekcję i nic nie udało mi się zrobić. W końcu wyszłam na przerwę.
Wpadłam na pomysł, żeby iść z tym do pana Ogrodowczyka.
Żeby chociaż dał jakąś wskazówkę, żeby coś podpowiedział.
Idąc w stronę sabu nagle poczułam coś dziwnego, a po chwili znalazłam się w jakimś innym budynku pełnym pomieszczeń biurowych. Wybrałam to na końcu korytarza i zapukałam do jego drzwi, ale nikt mi nie odpowiedział, więc weszłam do środka. Usiadłam przy komputerze, a na akranie ta sama tabelka co w szkole. No, może nie taka sama, bo dotyczyła coverów i oryginałów.
Trzeba było wykazać co się lepiej opłaca i który zespół lepiej na czym wyszedł. Coś tam zaczęłam przy tabeli majstrować i chyba to miało ręce i nogi. W czasie pracy usłyszałam zza ściany przyjemną muzykę.
Pójdę zobaczyć kto tam jest.
Może jakaś paniusia z biura pomoże mi do końca uporać się z tabelą i poprawi, jeśli coś będzie źle.
Zapisałam plik, zgrałam na leżącego na biurku pendrive'a i poszłam do sąsiedniego pokoju.
Paniusia z biura była do mnie przyjaźnie nastawiona. Z chęcią dokończyła pracę nad tabelą i poprawiła kilka błędów.
Podziękowałam dobrej kobiecie i opuściłam jej pomieszczenie.
Kiedy znalazłam się na korytarzu znów coś dziwnie zawirowało i znalazłam się w szkole pod salą biurową.
Cała szczęśliwa pokazałam nauczycielowi moją tabelę. Tym razem to Antonina westchnęła ciężko, bo dostałam szóstkę z zadania. Nauczyciel pochwalił mnie przed całą klasą i już miał wyznaczyć kolejne zadanie kiedy nagle znalazłam się w studiu ze swoją klasą. Pan Patryk właśnie tłumaczył co mamy robić dalej. Z rozmowy wywnioskowałam, że dalej robimy "hałasy świata" tyle, że w rozszerzonej wersji.
– Ryczące zwierzęta nie byłyby głupim pomysłem – mówiła Witoria. – Przecież nie muszą być z bliskiego ujęcia. Ludzie nie będą się tego bali, a nagranie zyska na jakości.
– W sumie masz racje – mruknął nie do końca przekonany Marcin.
– Ale nie musimy przecież dawać dorosłych dzikich zwierząt. Małe lewki na przykład potrafią wydawać całkiem przyjemne pomiaukiwania – wtrąciłam się do rozmowy.
– O, Karolina! Dobrze, że jesteś. Mamy dla ciebie specjalne zadanie. Nagrasz nam trochę tekstu.
– Znowu specjalne zadanie. Czy ja zawsze muszę być wykorzystywana do celów wyższych? – Pan Patryk wręczył mi gęsto zapisaną kartkę papieru i zaprowadził do kabinki. Przeczytałam tekst kilka razy i ogłosiłam gotowość do pracy.
Wtedy nauczyciel kazał założyć mi słuchawki na uszy i zacząć czytać. Z słuchawek dobiegał szum morza i cichutka muzyka.
Zaczęłam czytać delikatnym głosem, by nie rozproszyć panującej na nagraniu atmosfery i by każdy słuchacz mógł się porządnie zrelaksować.
Kiedy byłam już w połowie swojej kwestii usłyszałam ryk dzikich zwierząt, a morze zaczęło się stopniowo oddalać. Muzyka natomiast zanikała dziwnie.
Zaczęłam się bać.
Jąkałam się i myliłam, aż w końcu przestałam czytać i zaczęłam krzyczeć, ale nikt mnie nie usłyszał. W końcu udało mi się jakoś zdjąć słuchawki.
– A, przepraszam. To nie ten plik – powiedział spokojnie nauczyciel. – Miały być małe lewki. Ale pierwszą część możemy zostawić. Świetnie ci poszło.
– Ale ja nie mam już ochoty na żadne zadania specjalne – pomyślałam i znów zadzwonił dzwonek na przerwę.

One reply on “Zyski i straty”

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *