Categories
Sny

Problemy ze zwierzętami i problemy z kwasem

Z teczki o panu Marcinie Wojciechowskim
## Problemy ze zwierzętami
Dostałam od pana Marcina Wojciechowskiego chomika i niezbyt mi się to podobało, bo lubię zwierzątka z futerkiem, ale trochę większe, a poza tym chomiki chyba się nie przywiązują do swoich właścicieli. Ten jednak okazał się być wyjątkowy: nie drapał, nie uciekał z rąk a nawet przysypiał na nich słodko.
Któregoś dnia przyszło nam się przeprowadzić i od tej pory Frodo często przychodził do nas z podwórka, bo mieszkaliśmy teraz na parterze. Chomik spędzał noce w klatce, ale w dzień lubiłam go wypuszczać, bo wiedziałam, że nic nie zbroi tylko będzie drzemać na jednej z poduszek, albo na dywanie.
Pewnego dnia Frodo został wpuszczony w środku dnia do domu. Chomik był wtedy w drugim pokoju, a ja chciałam zamknąć go w klatce, żeby go pies nie dopadł. Już miałam wejść do tego pokoju nie wpuszczając Froda, ale ten jakby wyczuł, że coś chcę przed nim ukryć i wpadł do środka.

Z teczki o panu Marcinie Wojciechowskim

Problemy ze zwierzętami

Dostałam od pana Marcina Wojciechowskiego chomika i niezbyt mi się to podobało, bo lubię zwierzątka z futerkiem, ale trochę większe, a poza tym chomiki chyba się nie przywiązują do swoich właścicieli. Ten jednak okazał się być wyjątkowy: nie drapał, nie uciekał z rąk a nawet przysypiał na nich słodko.
Któregoś dnia przyszło nam się przeprowadzić i od tej pory Frodo często przychodził do nas z podwórka, bo mieszkaliśmy teraz na parterze. Chomik spędzał noce w klatce, ale w dzień lubiłam go wypuszczać, bo wiedziałam, że nic nie zbroi tylko będzie drzemać na jednej z poduszek, albo na dywanie.
Pewnego dnia Frodo został wpuszczony w środku dnia do domu. Chomik był wtedy w drugim pokoju, a ja chciałam zamknąć go w klatce, żeby go pies nie dopadł. Już miałam wejść do tego pokoju nie wpuszczając Froda, ale ten jakby wyczuł, że coś chcę przed nim ukryć i wpadł do środka.
Koniec tej historii był wiadomy. Frodo złapał chomika, chwilę się nim bawił i miałam wtedy resztki nadziei, ale wkrótce potem usłyszałam chrupnięcie i pies zjadł mojego podopiecznego.
Byłam wściekła na psa i nie chciałam go głaskać mimo, że ten się do mnie przymilał. W jakiś czas później pan Marcin nas odwiedził i dowiedział się o całym zajściu.
Było mu bardzo przykro i był zły. Froda wtedy w domu nie było. Opowiedziałam panu Marcinowi jaki chomik był fajny, że był inny niż wszystkie.
– Mam dla ciebie następne zadanie – powiedział po dłuższej chwili milczenia. – Ostatnio opiekowałaś się chomikiem i nie do końca ci to wyszło. Jutro przywiozą do waszego domu pralkę i trochę damskich ciuchów. Musisz te ubrania uprać z kwasem – Wojciechowski podał mi niedużą buteleczkę i polecił wlać dwie krople razem z płynem do prania.
– Jeśli zrobisz wszystko sprawnie, to kwas nie zniszczy ubrań, powodzenia.

Problemy z kwasem

Następnego dnia rzeczywiście do naszego domu wniesiono pralkę oraz miednicę z ciuchami.
Przy objedzie zapowiedziałam mamie, że teraz będę zajmować się tym osobliwym praniem, a mama nie zaprotestowała i gdy skończyliśmy posiłek wzięła się za sprzątanie. Ja natomiast poszłam do łazienki, wsadziłam zawartość miednicy do pralki i wlałam dwie krople kwasu. Już miałam włączyć urządzenie, gdy nagle usłyszałam dzwonek mej komórki. Pobiegłam więc szybko do pokoju.
Tylko powiem, że zadzwonię później – pomyślałam desperacko szukając na mym biurku telefonu. Gdy wreszcie wcisnęłam zieloną słuchawkę usłyszałam głos kobiety w średnim wieku, która chciała przeprowadzić ze mną jakąś ankietę. Zła burknęłam w słuchawkę, że nie mam czasu, rozłączyłam się i pobiegłam z powrotem do łazienki. Gdy podeszłam do pralki poczułam niepokojący smród. Zamknęłam jej drzwiczki i usiłowałam ją uruchomić, ale mi się to nie udawało. W końcu zawołałam mamę, by mi pomogła. Ona najpierw jednak uchyliła drzwiczki pralki i oznajmiła grobowym głosem:
– Te ubrania są zniszczone kwasem! – Zastanowiłam się przez chwilę, czy w takiej sytuacji włączać w ogóle to pranie, czy nie.
– Włącz mamo to pranie, może nie wszystko jeszcze jest przeżarte. – Mama najpierw wyjęła kilka wierzchnich ciuchów przy okazji parząc sobie palce poczym nastawiła program.
– Oj, Karolina, Karolina – mruczała coś jeszcze pod nosem myjąc ręce. Po chwili pralka się wyłączyła, zapewne nie chciała prać zakwaszonych ubrań, albo po prostu się zepsuła.
Teraz mama zastanowiła się co zrobić ze zniszczonymi ciuchami.
– Chyba najlepiej zadzwonić do pana Marcina i mu o wszystkim opowiedzieć – zaproponowałam.
– To zrób tak, a ja tym czasem tu wywietrzę, bo zapach kwasu roznosi się nieubłaganie i gryzie w nos.
Załamana przeżyciami tego popołudnia poszłam do pokoju, by wykonać telefon.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *