Categories
Sny

Tundra

Wszyscy moi bliscy orzekli, że potrzebuję zmian, nowych bodźców i takich tam innych i zapisali mnie na jazdę konną do podkieleckiej stadniny. Z początku nie byłam zadowolona z tego obrotu sprawy, ale w końcu się ugięłam, bo miałam sporo czasu wolnego a pogoda była piękna, więc mogłam spędzać czas na świeżym powietrzu.
Pierwszego dnia w stadninie wybrano mi konia. Miał 10 lat i nosił imię Fiodor. Nie zapałałam do niego sympatią ani też niechęcią a on też był mi obojętny. Jeździłam więc na nim raz w tygodniu stopniowo przyzwyczajając się do nowego zajęcia jakim była jazda konna.
Któregoś dnia musiałam zaczekać na swego wierzchowca, bo jeszcze nie wrócił z poprzednim jeźdźcem.
Usiadłam więc zrezygnowana na ławce niecierpliwie przebierając palcami. Wtedy starszy mężczyzna prowadzący stadninę zapytał:
? Mogę pani coś pokazać?
? Jasne! ? odparłam z zaciekawieniem. Mężczyzna poprowadził mnie do niewielkiego pomieszczenia gospodarczego i posadził na starej wersalce a następnie wskazał coś ręką.
Zaczęłam więc macać przestrzeń wokół siebie i natrafiłam na… puszystego kota, który na pieszczotę mej dłoni zaczął głośno mruczeć. Mężczyzna powiedział, że to kotka syberyjska uratowana ze złych warunków. Starszy pan pokazał mi jeszcze kilka innych kociaków, ale one nie umywały się do syberyjki.
Kiedy odzyskałam już swego konia nie mogłam się skupić na jeździe, bo po głowie chodziła mi śliczna syberyjka.
Postanowiłam dnia następnego zapytać o nią staruszka i spróbować wziąć ją bądź odkupić za niewielką sumę dla Witolda. Przyjaciel będzie zadowolony z tak pięknej, miłej w obyciu, rasowej kotki. I rzeczywiście, nie pomyliłam się.
Kiedy nazajutrz znów pojechałam do stadniny, gdyż bałam się że za tydzień kotka nie będzie już dostępna i zabrałam Syberyjkę do Witolda kolega był zachwycony. Nazwaliśmy kotkę Tundra i puchata istota o zielonych oczach i melodyjnym głosie zamieszkała na stałe u Witolda.
Reszta kotów nadal czekała na swój nowy dom a staruszek opiekował się nimi dobrze. Po każdej jeździe konnej odwiedzałam kociaki. Czasami przynosiłam im też karmę albo resztki jedzenia. Ponury Fiodor chyba wreszcie mnie polubił a Tundra zaklimatyzowała się w nowym domu.
Nadszedł czas zakończenia mojego karnetu i z żalem pożegnałam stadninę pełną miłych zwierząt.

2 replies on “Tundra”