Categories
Zwierzaki moje i nie tylko

Ile zwierząt, tyle radości

Chyba większość z Was przepada za zwierzętami. Ja od dziecka zawsze chciałam mieć zwierzaka, ale rodzice mi na to nie pozwalali. Z braku laku spędzałam więc czas z kurami, które trzymano na podwórku. Nadawałam im imiona, zaglądałam do ich gniazd a nawet wkładałam ręce pod kwokę z kurczętami.
## Moje ulubione kury
Kury, które dobrze pamiętam z dzieciństwa i są warte odnotowania to:
### Reme – brązowa nioska zakupiona na targu. Pochodziła z fermy. Była bardzo oswojona. Potrafiłam z nią spędzać całe dnie. Miała delikatny wysoki głos i była niezwykle spokojna. Jej imię wzięłam z jednej z dobranocek pt. „Marcelino chleb i wino”. W bajce tej kura znosiła złote jajka i przyjaźniła się z małym chłopcem o imieniu Marcelino.
### Kaśka – również brązowa nioska z fermy. Dostałam ją od dziadka. Była nieco większa od Reme i miała bardzo gruby, zachrypnięty głos.

Chyba większość z Was przepada za zwierzętami. Ja od dziecka zawsze chciałam mieć zwierzaka, ale rodzice mi na to nie pozwalali. Z braku laku spędzałam więc czas z kurami, które trzymano na podwórku. Nadawałam im imiona, zaglądałam do ich gniazd a nawet wkładałam ręce pod kwokę z kurczętami.

Moje ulubione kury

Kury, które dobrze pamiętam z dzieciństwa i są warte odnotowania to:

Reme – brązowa nioska zakupiona na targu. Pochodziła z fermy. Była bardzo oswojona. Potrafiłam z nią spędzać całe dnie. Miała delikatny wysoki głos i była niezwykle spokojna. Jej imię wzięłam z jednej z dobranocek pt. „Marcelino chleb i wino”. W bajce tej kura znosiła złote jajka i przyjaźniła się z małym chłopcem o imieniu Marcelino.

Kaśka – również brązowa nioska z fermy. Dostałam ją od dziadka. Była nieco większa od Reme i miała bardzo gruby, zachrypnięty głos.

Czerniatka – to także kura od dziadka. Była jarzębata, ale dominowało czarne upierzenie stąd jej imię. Czerniatka też była sporej wielkości i miała donośny głos, ale nie była już tak oswojona jak nioski z fermy.

Zośka – ogromna, jarzębata kura, którą dostałam również od dziadka, ale żyła niezbyt długo. Gdy byłam mała ledwo mogłam ją unieść.

Emilka – młoda kokoszka, którą dostałam od cioci na urodziny. Była to kurka niewielkich rozmiarów o bardzo gęstym upierzeniu i skarpetkach z piór na nogach. Z czasem została królową kurnika i ulubienicą koguta.

Czupurka – tę kurę również dostałam od cioci jako młodą kokoszkę. Była trochę podobna do Emilki, ale nieco od niej większa. Miała lekko zachrypnięty głos.

Białaska, albo Białka – niewielka kura o niemal białym upierzeniu, o którą poprosiłam ciocię, gdyż bardzo podobał mi się głos tego ptaka.

Mamusia albo Blondyna – malutka kurka liliputka o białawym upierzeniu. Mama wzięła ją od dziadka, bo ktoś likwidował stado, więc dziadek wziął ją dla nas, bądź dla cioci. Zawsze marzyłam o posiadaniu liliputki, bo to ciekawe stworzenia są. Jej drugie imię ma coś wspólnego z kolorem upierzenia, natomiast pierwsze z jej skłonnością do bycia kwoką i odchowywania młodych. Nie było roku, aby Mamusia nie miała kurczątek. Była naprawdę dobrą matką i niezwykle ciekawym stworzeniem.

Koguty – najbardziej pamiętam pierwszego koguta imieniem Budzik, który był bardzo wyczekiwany, ponieważ moja mama miała złe wspomnienia związane z kogutami i długo nie chciała się zgodzić na samca w kurzym stadzie. Budzika dostałam od cioci. Miał on brzydki, zachrypnięty głos. Piał krótko, ale wytrwale. Był niedużych rozmiarów i przeciętnej urody. Były też u nas 2 koguciki z odmiany zielononóżek i bardzo je lubiłam, ale żyły u nas krótko. Miały dość krótki, ale czysty, wesoły piej, którym oznajmiały światu o swoim stadzie. Był też wielki, jarzębaty kogut morderca, który uwziął się na kilka kur ze stada i dziobał je do krwi. Piał bardzo ładnie, długo, przeciągle i smutno, bez chrypki żadnej. Kogut po mamusi nie posiadał imienia. Był bardzo drobny, ale niezwykle zadziorny. Bił babcię piersiami po nogach i uciekał z podwórka namawiając do tego inne kury.

Biały Tofik

Dopiero w trzeciej klasie szkoły podstawowej doczekałam się własnego kota. Jakaś kocica okociła się w naszej starej budzie po psie wujka, więc mama zgodziła się zostawić jednego a reszcie dziadek znalazł dom. Niestety żywot białego Tofika był bardzo krótki, gdyż rozgniewana brakiem reszty małych mamusia, zabrała gdzieś z sobą pozostałego jej synka i tyle ją widzieli. Płakałam za kociakiem przez kilka dni, ale malec się nie odnalazł.

Kot o wielu imionach

W 2009 r. Trafiła do nas kolejna znajdka. Był to siwy pręgowany kocur o wielu imionach m.in.: Kitek, Luis, Lucek, Lundzio… Zwierzę przebywało u nas rok i trzy miesiące. Któregoś słonecznego wrześniowego dnia Lundek wybrał się na jedną ze swych kocich wypraw i już z niej nie wrócił.

Pieszczoch i inne króliki

Od 2010 roku byłam w posiadaniu długowłosego królika pieszczocha. W zasadzie to najpierw pojawiła się Hrabina oraz Brązowy i Czarny. Dostałam je od sąsiadów. Hrabina miała z czarnym Pieszczocha i inne jeszcze króliczki, ale nie nadawałam im imion, gdyż trudne były do rozróżnienia. Niestety Pieszczochowi zachorowało się na jakąś bliżej nie określoną króliczą przypadłość i puchaty zwierzak w krótkim czasie zakończył swój żywot.

Piękna Frida

W 2012 roku, gdzieś tak w połowie września, tata przytargał czarną suczkę w typie wyżła. Była po przejściach. Miała mocno przetartą sierść na szyi i bała się dosłownie wszystkiego. Był to naprawdę piękny i mądry pies. Nazwałam suczkę Frida od bohaterki jakiejś Szweckiej książki. Frida była u nas ok. 2 miesiące, ale tata znalazł jej dobry dom… Nie będę wnikać w szczegóły dlaczego tak się stało.

Czarny Frodo

W 2013 roku pojawiła się u nas któraś już z kolei znajda. Był nią czarny piesek podobny do Fridy, dlatego nazwałam go Frodo. Był on jednak znacznie od suczki brzydszy. Nie miał kształtów myśliwskiego psa i co najważniejsze, jego sierść była bardzo zwyczajna, ani długa, ani krótka, bardziej szorstka niż miękka, ale też niezbyt gęsta. No taka sobie kundelkowata. Piesek był bardzo niegrzeczny. Kiedy tylko znalazł okazję wymykał się z kojca i przepadał na długie godziny. Często też uciekał podczas spacerów.

Moja przygoda z gryzoniami rozpoczyna się

W 2018 roku, dokładnie 6. grudnia, poznałam piękną szynszylę o imieniu Tichan. Samiec tego ślicznego gryzonia był trzymany w ciasnej klatce na terenie akademika, więc jego właścicielki na gwałt szukały mu domu. Bardzo chciałam wziąć go do siebie i nawet już wymyśliłam dla niego nowe imię, ale ponieważ nie podejmuję pochopnych decyzji i nie miałam wyprawki dla gryzonia pogodziłam się z faktem, że Tichan trafi do kogoś innego i rzeczywiście tak się stało. Nie musiałam długo czekać. Zaledwie kilka dni po jego poznaniu, szyszka znalazła nowy, mam nadzieję kochający domek.

Zwierzak na stałe

W kwietniu 2018 roku byłam już w pełni przygotowana na nowego członka rodziny. Zdecydowałam się na świnkę morską, ponieważ ona wydaje znacznie więcej dźwięków i jest o wiele spokojniejsza od szynszyli. 18. kwietnia do mojego domu trafiła Tosia. Jest to mieszaniec rozetki z gładkowłosą. Ma sztywne, dość krótkie futerko z bujną czupryną na głowie oraz nieco dłuższą, rozwichrzoną sierść na tyłeczku. Tosia pochodzi ze sklepu zoologicznego Kakadu. Niedługo później dowiedziałam się, że nie należy kupować zwierząt w sklepach zoologicznych, ale o tym będzie już następny wpis. Kiedyś opowiem wam również nieco więcej o Tośce.

22 replies on “Ile zwierząt, tyle radości”

zwierzaki są naprawdę świetne. Ja miałem kiedyś króliczkę chyba Wilę, która syczała, drapała i gryzła każdego. Puźniej była świnka morska o wielu imionach, żyła z 9 lat, a teraz jest Kawa, czyli 2 letnia Kotka. Gdy do nas przyszła miała 2 miesiące.

Nienawidzę, kiedy zwierzęta nazywa się albo imionami ludzi, albo przedmiotami codziennego użytku. To jest mylące w przypadku drugiej opcji, a obraźliwe w przypadku pierwszej

Więc ja czasami używam zagranicznych imion, bo to już jakoś mniej boli a brzmi ciekawie.

Nieeeee.. Od zawsze mam dziewczynki. Najpierw miałam jedną, Sońkę. Potem dwie, Tośkę i Lucy. Potem kolejne dwie, Llimonkę i Papaję. A teraz były Figa i Fuga. Tyle, że Fuga już odeszła..

To dokup jej przyjaciółce, bo może zdechnąć szybciej z samotności. Gryzonie to niezwykle stadne istotki.

Hmm. Jest na tyle chora, że raczej by sie nie zaakceptowały.. A twoja świnka ma przyjaciela? 😉 Tak z ciekawości pytam, bo na świnkach się nie znam za grosz. 😉

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *