Categories
Sny

Powrót do gry

Z tego co mi wiadomo sporo Eltenowiczów chodzi bądź chodziło do szkoły muzycznej. Czy w trakcie chodzenia do niej, zwłaszcza przed egzaminem, czy jakimś występem zdarzyło wam się śnić o graniu czy śpiewie? Mnie stosunkowo rzadko i co najciekawsze, historia, którą chcę Wam teraz przedstawić przyśniła mi się w wakacje. Dedykuję ją wszystkim uzdolnionym muzycznie czytelnikom mego bloga.
## Powrót do gry
Był koniec roku i miałam występować na programie artystycznym.
Miałam tam dwie rzeczy do zrobienia i bardzo mi się one podobały.
Spakowałam się bardzo szybko i zaraz pobiegłam na salę, jakby to miało coś przyspieszyć. Po występie wpadłam jak burza do pokoju i jeszcze coś tam dopakowałam. Po chwili przyszedł tata i oznajmił, że będziemy jechać jeszcze z dwiema paniami.

Z tego co mi wiadomo sporo Eltenowiczów chodzi bądź chodziło do szkoły muzycznej. Czy w trakcie chodzenia do niej, zwłaszcza przed egzaminem, czy jakimś występem zdarzyło wam się śnić o graniu czy śpiewie? Mnie stosunkowo rzadko i co najciekawsze, historia, którą chcę Wam teraz przedstawić przyśniła mi się w wakacje. Dedykuję ją wszystkim uzdolnionym muzycznie czytelnikom mego bloga.

Powrót do gry

Był koniec roku i miałam występować na programie artystycznym.
Miałam tam dwie rzeczy do zrobienia i bardzo mi się one podobały.
Spakowałam się bardzo szybko i zaraz pobiegłam na salę, jakby to miało coś przyspieszyć. Po występie wpadłam jak burza do pokoju i jeszcze coś tam dopakowałam. Po chwili przyszedł tata i oznajmił, że będziemy jechać jeszcze z dwiema paniami.
Nawet nie zapytałam, co to za kobiety, tak byłam zaaferowana swoim udanym występem i początkiem upragnionych wakacji.
Kiedy wsiadłam do samochodu, panie już tam były i rozmawiały o czymś głośno, ale wydawało mi się, że jest ich trzy. Korek był dość duży. W pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że chyba coś zostawiłam w drugiej szafce, którą potraktowałam przy pakowaniu po macoszemu.
Podzieliłam się moimi obawami z tatą, a on niezadowolony powiedział:
– Przecież miałaś czas na spakowanie się. Zresztą, co ty mogłaś tam zostawić.
Myślałam, że może tata się wróci, ale teraz, w takim korku, to chyba nawet trudno zawrócić. No nic.
Najwyżej nie będę miała jednej opaski. Na szczęście, to nie pieniądze.

Specjalna etiuda

Nowy rok szkolny zapowiadał się bardzo dobrze.
Pogoda była piękna, wręcz niestosowna do roku szkolnego, wszyscy wrócili cali i zdrowi do szkoły.
Któregoś dnia, jeszcze na początku września zaczepiła mnie pewna starsza pani o niskim głosie:
– Dzień dobry. Nazywam się Felicja Kłos i jestem nauczycielką fortepianu w tutejszej szkole muzycznej. Chciałabym bardzo, byś powróciła do naszej szkoły i uświetniała ją swoim pięknym graniem.
– Dziękuję, że pani o mnie pomyślała, ale ja miałam długą przerwę w graniu. Poza tym chcę teraz zająć się nauką. Obawiam się też, że po takiej przerwie będzie mnie trudno czegoś na moim poziomie nauczyć, a nie chcę grać dziecinnych utworów, na to nie mam czasu.
– Spokojnie kochana, zaufaj mi. Ja mam przygotowaną dla ciebie taką specjalną etiudę. To jest utwór na rozgrzewkę. Jest on przeznaczony właśnie dla osób, które po długim okresie gry z jakiegoś powodu przerwały naukę. W końcu przyduszona do muru zgodziłam się.
– Dobrze. Mogę trochę pograć, ale jeśli to będzie kolidować z moją nauką zaraz zrezygnuję.
– Ależ kochana. Nic się nie martw. Wszystkiemu na pewno podołamy. Przyjdź jutro, jeśli możesz o trzeciej po południu. Nic nie powiedziałam dziewczynom o przedłużeniu szkoły muzycznej, bo Emilia znów by mówiła: "Po co się zapisywałaś" i takie tam inne. A tak chciałam mieć spokojniejszy rok, bez dodatkowych zajęć.
Dziwiło mnie też to, że pani Martyna nie zaproponowała mi dalszej nauki, tylko jakaś nowa nauczycielka. I żadnych zapisów, żadnych papierów? Może dopiero jak przyjdę na pierwszą lekcję?

Pierwsza lekcja fortepianu z panią Felicją

Kiedy zjawiłam się w 05, bo teraz nowa nauczycielka tam urzędowała zostałam przywitana gorąco.
– Witaj Karolinko. Już przygotowałam dla ciebie nutki, a zanim zaczniesz grać, mam dla ciebie miłą niespodziankę. Włóż tu rękę. Z ogromną ciekawością wykonałam polecenie i włożyłam rękę do niedużego pudełka. W środku siedział mały piesek, chyba szczeniak o sierści Miśki.
– Będę ci za każdym razem przynosić pieska, żebyś mi się odprężała przed lekcją, a jak się będziesz dobrze sprawować, to ci jednego dam.
– Skąd pani wiedziała, że akurat takie psy mi się podobają? – zapytałam już całkiem zbita z tropu.
– Pytałam twojego tatusia kochanie.
– Ale ja ostatnio rzadko rozmawiam z tatą o psach, bo mamy tego niegrzecznego Froda, więc raczej nie mam szansy na nowego, chyba, że tata znajdzie dla Froda dom, tak jak dla Fridy.
– O, kochanie. Na Froda też znajdziemy jakiś sposób. Musisz tylko pięknie grać, a wszystko pójdzie jak z płatka.
– A czy to jest pani piesek?
– Tak. Ja mam taką małą suczkę, a moja sąsiadka i przyjaciółka zarazem ma małego terierka o podobnej sierści, więc zawsze dopuszczam moją suczkę do niego i zawsze wychodzą z tego ładne szczeniaki i przynajmniej wiemy czego się po nich spodziewać, a potem razem znajdujemy dla nich dom.
– Czy u pani wszystko układa się tak szczęśliwie?
– Tak kochanie, bo moi uczniowie pięknie grają, a teraz czas na ciebie. Siadaj do instrumentu, nauczę cię paru taktów i zobaczysz, że to nie boli.
Rzeczywiście etiuda szybko mi wchodziła, a nauczycielka mnie chwaliła. Po lekcji dała mi jeszcze pogłaskać szczeniaka.
– Następnym razem pozwolę ci go wziąć na ręce. Trzeba dozować przyjemności moja droga. W pokoju długo nie mogłam się na niczym skupić.
Dobrze, że jeszcze nie było nauki. Nawet dziewczyny zauważyły, że jestem jakaś inna, ale nic im nie powiedziałam.
Przed kolacją zadzwoniłam do przyjaciółki.
– Czy po kolacji będziesz sama w pokoju?
– Mogę być. A co?
– Bo ja muszę z tobą poważnie porozmawiać.
– Dobrze, coś wymyślę. Po kolacji spotkałam się więc sam na sam z przyjaciółką i opowiedziałam jej całą historię z moim powrotem do gry.
Podczas rozmowy olśniło mnie, że moja nauczycielka, to jedna z pań, którą pod koniec zeszłego roku odwoziliśmy gdzieś, gdy wracaliśmy do domu na wakacje.
Wtedy wszystko mi się w głowie poukładało. Ona była na naszym wspaniałym występie i spodobała jej się nasza szkoła, moja gra na fortepianie, więc poprosiła o pracę w naszej szkole. Ale kim ta baba jest?
Nagle Alicja wyrwała mnie z zamyślenia.
– Skoro ona chce spełniać wszystkie twoje marzenia, to namów ją, żeby załatwiła ci spotkanie z Wojciechowskim.
– Jest jednak jeden zasadniczy problem.
– Jaki? Nie podoba ci się ta etiuda, którą musisz grać, czy co?
– Nie, nie o to chodzi. Ona jak zauważyłam lubi mi robić niespodzianki, więc o moich marzeniach dowiaduje się od innych osób a nie ode mnie.
– To żaden problem. Ja z nią porozmawiam. Gdzie ona urzęduje?
– W 05.
Wróciłam do pokoju uszczęśliwiona i znowu nic nie powiedziałam koleżankom. Odcięłam się od nich zakładając słuchawki na uszy i słuchając muzyki. Na kolejnej lekcji fortepianu też było błogo i przyjemnie i rzeczywiście mogłam wziąć szczeniaka na ręce.
Nauczycielka obiecała mi że następnym razem, podczas lekcji szczeniak będzie siedział na moich kolanach.
Przed lekcją poćwiczyłam solidnie, więc pani znów mnie pochwaliła.
Obawiam się tylko co będzie, jak nauczyciele zaczną zadawać i rok szkolny na dobre się rozkręci. Czy znajdę wtedy czas na ćwiczenia? I wreszcie, co zrobi nauczycielka jak opuszczę się w nauce? Na kolejnej lekcji znów rozmawiałyśmy o marzeniach. Nauczycielka była dziś w świetnym nastroju.
– Kochana, nareszcie poznałam twoje marzenie główne i teraz wiem jaki prezent ci sprawić na koniec mojej edukacji z tobą.
– A ile ta edukacja będzie trwać?
– Jeśli będziesz robić takie postępy jak teraz, to około czterech lat.
– Czterech lat? Ale ja nawet nie wiem, czy tyle zostane w Krakowie!
– Zostaniesz, zostaniesz. Czego się nie robi dla tak wspaniałego instrumentu jakim jest fortepian. Szczeniak chyba wyczuł moje napięcie, bo zaczął się niespokojnie wiercić na moich kolanach. Już mi się ta sielanka przestała podobać. No bo co będzie jeśli ja wcześniej zrezygnuję? Zabierze mi psa, którego zapewne wkrótce mi da, gdy trochę podrośnie? Jak odbierze sobie moje drobne przysługi dla mnie, żebym czuła się szczęśliwa? Ogarnęły mnie złe przeczucia. Wieczorem udałam się do przyjaciółki i nie zważałam, czy ktoś jeszcze jest w jej pokoju czy nie.
– Wiesz co ona powiedziała, że moje marzenie główne spełni dopiero na koniec mojej edukacji – zaczęłam bez żadnych wstępów. Mogłaś jej nie mówić, że to takie ważne. Ona i tak by spełniła, bo na razie chce mi gwiazdkę z nieba dać. Dzisiaj np. grałam ze szczeniakiem na kolanach.
– Widziałam tego twojego pieska. Rzeczywiście do ciebie pasuje. Taka kanapowa przytulanka.
– Ty nie czujesz grozy sytuacji? Co będzie jeśli ja nie zechcę już grać? Ona mnie wtedy zje z nogami! A podejrzewam, że nawet jeśli będę dobrze grać, to ona po czterech latach mnie nie wypuści.
– Ona jest dobrym psychologiem, więc i tak wyczuła, że to jest coś ważnego. Zresztą nie miej mi za złe złego załatwienia sprawy, bo ty też się nabrałaś na jej sielankę przyznaj szczerze.
– Masz rację Alicjo, przepraszam. I wiesz co jeszcze myślę?
– Co?
– Że muszę z tym jak najszybciej skończyć, bo inaczej może się to skończyć źle.
– A pies? Może poczekaj chociaż aż ci da tego psa. Zawsze możesz go gdzieś ukryć, albo poprosić tych Czwartków, czy jak im tam, żeby ci dali jakiegoś szczeniaka od Soni skoro są takie podobne. Z tego co mówisz Sonia często się szczeni, to na pewno coś wykombinujesz.
– Nie Alicjo. Ja wolę nie ryzykować. To był w ogóle zły pomysł, żeby wchodzić z nią w komitywę. Już od początku mi się ona nie podobała.
– Jak chcesz. Ja bym tam jeszcze poczekała. W końcu dla ciebie szkoła muzyczna i tak była przyjemnością, a przy okazji czerpałabyś z tego korzyści.
– Nie Ala, naprawdę, to nie jest dobry pomysł.
Wróciłam do swojego pokoju i tym razem opowiedziałam wszystko dziewczynom. One też uważały, że powinnam z tym skończyć. Po jutrze kolejna lekcja fortepianu. Przeprowadzę poważną rozmowę z panią Felicją Kłos i mam nadzieję będzie po wszystkim.
– Żeby cię tylko znowu nie zbałamuciła, tym szczeniakiem, albo jeszcze czymś innym, bo ty nie masz mocnego charakteru – powiedziała Emilka.
– Nie, Emilio. Ja już postanowiłam.
– W takim razie życzymy powodzenia – powiedziała Kasia i każda wróciła do swoich spraw.
Tylko ja zostałam rozdarta wewnętrznie i musiałam tak wytrzymać jeszcze dwa dni.

Przypisy:

1. Miśka i Sonia to wspaniałe rude suczki w typie pinczera. Są wielkości mniej więcej jorka czy jamnika i mają piękną, gęstą, gładziutką sierść.
2. Wtorkowie (w tym wypadku Czwartkowie, bo tak przekręciła przyjaciółka) to właściciele rudych suczek opisanych powyżej.

9 replies on “Powrót do gry”

Mi też się nidy nic z Muzykiem związanego nie śniło, a powinno, bo miałam bardzo wymagającą nauczycielkę.

A bo to różnie bywa. Ja od dziecka nienawidziłam matmy, ale w snach nie pojawiała się ona nigdy.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *