Categories
Sny

Wycieczka do nikąt

– Kto tam znowu – denerwuję się i z trzaskiem odkładam komputer z otwartym projektem w pro toolsie.
Nerwowo łapię ze telefon i mruczę do słuchawki:
– Słucham, o co chodzi?
– Mam dla ciebie pewną propozycję – słyszę w słuchawce tajemniczy głos Krzyśka.
– Jaką? – pytam bez cienia entuzjazmu. Też sobie wybrał porę na te swoje zawiłe gadki.

– Kto tam znowu – denerwuję się i z trzaskiem odkładam komputer z otwartym projektem w pro toolsie.
Nerwowo łapię ze telefon i mruczę do słuchawki:
– Słucham, o co chodzi?
– Mam dla ciebie pewną propozycję – słyszę w słuchawce tajemniczy głos Krzyśka.
– Jaką? – pytam bez cienia entuzjazmu. Też sobie wybrał porę na te swoje zawiłe gadki.
– Chciałbym zaprosić ciebie i bliską ci osobę na zagraniczną wycieczkę.
– Do jakiego kraju? – pytam rzeczowo.
– Z kim chcesz się na nią wybrać? Wyjazd jest pojutrze.
– Myślę, że z Martyną. Ona jest najbliżej, mogę jej niemal zaraz wszystko przekazać.
– Ok, w takim razie zapisuję was. Bądźcie pod portiernią o piątej rano. Miłej zabawy.
– Ale… dokąd ta wycieczka? Na jak długo? Co należy z sobą zabrać? Będziemy tam chodzić po górach, wylegiwać się na plaży, czy może zwiedzać miasta?
Nikt nie odpowiedział na moje rozliczne pytania, ponieważ kolega się rozłączył i nie miał też zamiaru odbierać moich połączeń. Przekazałam te skąpe wieści Martynie i ona bardziej cieszyła się na tę wycieczkę niż ja.
Mnie natomiast ogarnął strach. Z jednej strony Krzysiek raczej nie zrobiłby nam krzywdy, ale z drugiej strony, może on też się naciął. Nic nie mówił przecież o żadnej zapłacie, a wątpię, że jakakolwiek wycieczka zagraniczna, mogłaby się odbyć bez pieniędzy. Z tymi właśnie obawami, stawiłam się w dwa dni później pod portiernią.
Dyżurująca portierka kazała mi iść na parking i wsiąść do podstawionego tam busa. Martyna już była w pojeździe i zajęła nam świetne miejsca.
Usiadłam obok niej i czekałam na odjazd.
Wreszcie ruszyliśmy.
Wtedy to naszym uszom dał się słyszeć lekki trzask i z głośników niemal nad naszymi głowami dała się słyszeć muzyka disco-polo.
Tego nie dało się wytrzymać, bo natężenie dźwięku było bardzo duże, a do tego rodzaj muzyki nie nastrajał pozytywnie.
– Karola idę się gdzieś ukryć, bo nie zniosę dłużej tej muzyki – powiedziała moja koleżanka i pozostawiła mnie samą na siedzeniach. Po jakichś dwóch piosenkach nastała cisza, potem jakiś męski głos głośno odchrząknął do mikrofonu, ale chyba zrezygnował z przemowy, bo znów nastała cisza, po czym, już znacznie ciszej popłynęła zwykła popowa muzyka.
Kolejna piosenka zabrzmiała mi znajomo, taka hiszpańska balladka.
Nagle… Ach, ten jingiel! – przecież to moje ulubione hiszpańskie radio internetowe. Zawołałam głośno Martynę, ale ona musiała być dobrze ukryta przed discopolowym hałasem, bo nie usłyszała mego głosu. Próbowałam do niej zadzwonić, ale zostawiła torebkę obok mnie.
Zrezygnowałam z przywołania koleżanki i przymknęłam oczy oddając się muzyce. Ktoś dotknął mojego ramienia.
– Czy mogę się dosiąść? – zapytała kobieta o niskim głosie.
– Nie bardzo. Siedzę tu z moją koleżanką.
– Pójdę sobie, jeśli powróci. – Żal mi się zrobiło tego smutnego altu.
– Proszę usiąść. Czy pani zna tego kierowcę?
– Tak, to mój mąż.
– A czy on często podróżuje? Słucha hiszpańskiego radia. Czy może to tylko słabość do samej muzyki.
– On woził mydło do Hiszpanii.
– Mydło? Och, myślałam, że odwiedzał ten kraj rekreacyjnie.
– Nie, to nie w jego stylu.
– A pani gdzie chciałaby pojechać?
– Aaa, mnie tam nie zależy. Ja się najeździłam już.
– A gdzie my w ogóle jedziemy? – szepnęłam, bo wstyd mi było, że wsiadłam do obcego busa, nie mając pojęcia dokąd on zmierza. Kobieta właśnie otworzyła usta, by odpowiedzieć, ale w tej właśnie chwili wróciła Martyna i zarzuciła nas potokiem słów.
– Rozmawiałam z naszym kierowcą. Mówił, że był kiedyś w Meksyku. To ja go namówiłam, żeby puścił coś hiszpańskiego. Chcesz coś chrupnąć? Mam coś dobrego w torbie. Co to za pani?
– To jest żona pana kierowcy. Kobieta ustąpiła miejsca mojej koleżance i poszła sobie, a ja znów zaczęłam się bać.
– Martyno, nie wiesz może gdzie my w ogóle jedziemy?
– Nie mam pojęcia, ale zapytam się kiedyś pana kierowcy. Za kilka godzin będzie postój.
– No, widzę, że polubiłaś pana busiarza.
– Bo fajny jest. O wszystkim z nim można pogadać. – Koleżanka wyciągnęła jakieś chrupki i otworzyła je. Zadzwonił do niej telefon, ale nie zdążyła odebrać.
Nawet nie sprawdziła kto się do niej dobijał.
Wyciągnęłam swój telefon i ze zdziwieniem stwierdziłam, że jest rozładowany. No przecież wczoraj go ładowałam, więc jak to możliwe, żeby…

7 replies on “Wycieczka do nikąt”

Chyba taki był. Musiałabym sprawdzić na drugim kompie, z którego ów wpis dodawałam, ale raczej jest w porządku.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *