Categories
Sny

Muzyka, wojna i urzędy

Dziś znów przedstawiam przemyślenia związane z muzyką.

Muzyka, wojna i urzędy

Zawsze, gdy słuchałyśmy Zet na punkcie muzyki, chodziłyśmy do tego pokoju. Było to bardzo przytulne pomieszczenie.
Ogromnie je lubiłam i zawsze marzyłam, żeby kiedyś w nim zamieszkać. Alicja też była szczęśliwa, że je mamy, bo wreszcie nikt nam nie przeszkadzał.
Któregoś dnia, gdy weszłam do środka zastałam tam mojego dziadka. On jednak uspokoił nas, że nie będzie nam przeszkadzał.
Ostatnio odkrył, że muzyka, zwłaszcza spokojna działa na niego kojąco i poprawia sen, dlatego zdecydował się tu zamieszkać, a wieczorami słuchać audycji i zasypiać przy niej. Już wkrótce okazało się, że rzeczywiście mój dziadek nie tylko nam nie przeszkadzał, ale jego wyciszenie i dobry nastrój jeszcze potęgowały naszą radość.
Dość długo trwał czas błogich wieczorów, aż któregoś dnia zastałam w naszym azylu bardzo podenerwowanego dziadka.
– Czy ty wiesz w ogóle co to jest antykoncepcja? – zapytał podniesionym głosem.
– Wiem dziadku, ale po co o tym mówić? Wieczór jest taki piękny.
– Nie można żyć w niewiedzy i błogiej nieświadomości! Życie to nie bajka, pamiętaj o tym. – w tym momencie do pokoju weszła Alicja, a raczej stanęła w jego drzwiach, zdziwiona nagłą zmianą nastroju mego dziadka.
Audycja już dawno się zaczęła, a dziadek wciąż mówił i mówił.
Bardzo nas to złościło. Już nie chciałyśmy dziadka w naszym pokoju, skoro sieje zamęt.
Chciałam posłuchać dobrej muzyki w spokoju i podzielić się wrażeniami z przyjaciółką, a nie martwić się problemami nieroztropnych ludzi, czy czymś w tym rodzaju. Zrezygnowana przymknęłam oczy i pomyślałam o moim domu i płytach i nagle się tam znalazłam. Był środek nocy, ale mnie nie chciało się spać. Podeszłam do półki z płytami i nagle zauważyłam, że składanki od mamy Alicji nadal tam są. To nie możliwe.
Przecież oddawałam je niedawno. W takim razie musiałam dać Ali inne płyty. Ale jak to się mogło stać? Nie zważając na późną porę zadzwoniłam do przyjaciółki. Ona też przebywała w domu i też z jakiegoś powodu nie spała.
– Alicjo, ja ci dałam chyba złe płyty, prawda? – zaczęłam bez wstępów.
– Tak. Dałaś mi Genesis i Kylie Minogue.
– Ale jak to możliwe! Przecież pamiętam dokładnie, jak brałam z półki składanki.
– Różnie bywa w życiu – odpowiedziała zagadkowo przyjaciółka.
– A co z nimi zrobiłaś? – spytałam. – Genesis na razie zaniosłam na dół, a Kylie trzymam u siebie, bo rodzice i tak by jej nie słuchali. Ale nie martw się. Mam dla ciebie dobrą wiadomość! Jutro przyjadę do ciebie z mamą, bo jedziemy na warsztaty i wtedy będziesz mogła naprawić płytowe błędy. – To dobrze – powiedziałam z ulgą i odłożyłam słuchawkę, nawet nie zapytawszy, na którą mam być gotowa.
Skoro już miałam te nieszczęsne składanki, puściłam Whitney Houston i zapadłam w sen. Obudziłam się o świcie. Babcia już czekała na mnie ze śniadaniem. Zjadłam je pośpiesznie, bo czułam, że one mogą lada chwila się zjawić.
Ledwo wzięłam płyty do ręki, już usłyszałam pukanie do drzwi.
Oprócz Alicji i jej mamy była jeszcze Lilka. To ona wręczyła mi moje płyty. Ja oddałam składanki do rąk własnych i opuściłyśmy dom. – Co to za warsztaty? – zapytałam w drodze. – O wojnie i biurokracji – odpowiedziała rzeczowo mama Ali.
– Twój dziadek nam je załatwił, ale jest już zbyt słaby, by się tam z nami udać, więc poprosił o to moją mamę i nawet jej zapłacił za dzisiejszy dzień – dodała Alicja. – To świetnie. A powiedział chociaż do czego to nam potrzebne? – Nie, ale pewnie nam wyjaśni jak wrócimy do szkoły. Na miejscu przywitał nas ładny piesek wielkości mojego Froda.
Wyjaśniono nam, że to skundlony dalmatyńczyk, dlatego jest trochę mniejszy od przedstawicieli swojej rasy.
Najpierw zaprowadzono nas do biura, gdzie wypytano nas o wszystkie możliwe rzeczy, łącznie z tym jakiej muzyki słuchamy i ile mamy płyt.
Potem poprosiłam pracownicę biura, by na chwilę ustąpiła mi miejsca, a mamę Alicji poprosiłam, by zrobiła mi zdjęcie.
Obie kobiety przystały na moją propozycję.
Usiadłam więc przy biurku i długo pozowałam do zdjęcia. W końcu zdjęcie się udało, ale miałyśmy duże opóźnienie i mama Ali była trochę zła.
– Przez nasze opóźnienie, nie mogę zaprowadzić was do innych urzędów. Musimy przejść od razu do wojny.
Trochę tego żałowałam, bo biuro bardzo przypadło mi do gustu.
Nastroju dodawała jeszcze przyjemna muzyka płynąca z głośników.
Zaprowadzono nas do dużego pomieszczenia obwieszonego ze wszystkich stron kotylionami. Po całym pokoju uwijały się kobiety w różnym wieku i zawieszały dalej. Z początku wydawało mi się to dziwne i bezsensowne, ale wkrótce zauważyłam pewną zależność. Dwa rodzaje kotylionów były rozwieszane w tej sali. W dodatku jeśli kobieta zauważyła kotylion drugiej grupy zrywała go, niszcząc przy tym i zawieszała na tym miejscu swój.
Nagle w końcu sali dał się słyszeć krzyk.
Mimo strachu podeszłam tam i zobaczyłam kobietę w średnim wieku, która trzymała za rękę nastolatkę i kazała jej niszczyć kotyliony swojej grupy a zawieszać grupy przeciwnej.
Jeśli dziewczyna nie usłuchała, była mocno ściskana za rękę, aż trzeszczały jej kości, albo łamano jej palce. Nastolatka mimo okropnego bólu starała się zrywając kotylion swojej grupy naruszyć lub zniszczyć kotylion przeciwnej, a zawieszając ich kotylion zniszczyć inny.
Jeśli kobieta to zauważała, dziewczyna naturalnie była za to karana.
Nagle zauważyłam, że moje towarzyszki już opuściły okropne pomieszczenie. Przestraszyłam się bardzo, że zaraz każą mi wieszać kotyliony którejś z grup i będą mnie torturować. Co prawda ja nie stawiałabym oporów, bo nie jestem po żadnej stronie, ale wątpię, że byłoby mi tu dobrze.
Chciałam właśnie opuścić kotylionową salę, gdy usłyszałam przeraźliwy krzyk z drugiego końca sali.
Wtedy nie wytrzymałam nerwowo i wrzasnęłam: Ja chcę do biura!
Nagle znalazłam się w naszym muzycznym pokoju. W radiu leciała Whitney Houston – ta sama, co na płycie mamy Alicji. Przyjaciółka siedziała z rękami podpartymi pod głową, a dziadek pochrapywał na swym łóżku. Po chwili przebudził się i zapytał: – Czy teraz jesteś choć trochę bardziej świadoma? – Tak dziadku. Jestem w pełni świadoma.

Categories
Sny

Czas pierogów i czas muzyki

Muzyka ma dla mnie niebagatelne znaczenie i to bardzo odbija się w moich snach. Oto jeden z nich:

Czas pierogów i czas muzyki

Siedziałam w pokoju na łóżku i uczyłam się jak zwykle o tej porze.
Nagle zapukała do nas wychowawczyni i przekazała jakże niemiłą wieść.
– Karolino, musisz się przenieść do innego pokoju.
– Dlaczego? – zapytałam z buntem w głosie.
– Bo będziesz opiekować się gośćmi – odpowiedziała niezrażona mym tonem pani Bogusia.
– A dlaczego akurat ja? – nie ustępowałam.
– Bo ty się do tego najlepiej nadajesz – powiedziała wychowawczyni i opuściła nasz pokój.
Gośćmi były dwie kobiety: matka i jej nastoletnia córka.
Były one tak biedne, że od jakiegoś czasu żywiły się tylko pierogami.
– No cóż. Nastał dla nas czas pierogów – powiedziała wesoło matka dziewczyny i rozłożyła ich skromny posiłek na stole.
– U nas w pobliżu jest świetna pierogarnia i chyba nie mają tam drogo, a pierogi są podobno wyśmienite.
– Już ją poznaliśmy – poinformowała mnie grzecznie kobieta i zabrała się za jedzenie.
Polubiłam bardzo moich gości i nawet lepiej mi było, niż w pokoju z mymi koleżankami. Kobiet często nie było, bo załatwiały rozliczne sprawy na mieście, zapewne zarabiały na życie.
Dzięki nim w pokoju panowała wspaniała, domowa atmosfera.

Wielki, trudny sprawdzian z chemii z całego działu zbliżał się wielkimi krokami, a ja mało się do niego przygotowywałam, bo kobiety coraz więcej czasu spędzały w pokoju.
Któregoś dnia zapytałam je czy lubią muzykę.
– O, bardzo, a Agniesia wygrywa nam płyty, bo nie mamy pieniędzy by kupować z własnej kieszeni.
– W jaki sposób? – zapytałam zaciekawiona.
Wtedy Agnieszka pokazała mi pewną stronę internetową na której administratorzy umieszczali mnóstwo bardzo trudnych konkursów muzycznych, ale dawali świetne nagrody: albumy, bilety na koncert, a nawet całe dyskografie.
– Widzisz, dla mnie nastał teraz czas muzyki i to dobrej muzyki – powiedziała Agnieszka.
– Ostatnio nawet napisałam do takiego jednego administratora z prośbą, czy mógłby dodać jedną fajną płytę o której dowiedziałam się przypadkiem i gostek się zgodził. Na szczęście udało mi się ją wygrać.
– A czy to cię nie denerwuje, że musisz być zależna od tych administratorów i być w stresie wygram, czy nie wygram, a potem jeszcze czekać na te płyty aż przyślą?
– Na początku rzeczywiście było to dla mnie stresujące, ale z czasem doszłam do takiej wprawy, że jestem teraz najlepsza i często dają mi bonusy.
Ostatnio proponowali mi, bym została jednym z moderatorów, ale wtedy pewnie nie mogłabym grać, a co za tym idzie nie wygrywałabym płyt, więc się nie zgodziłam, ale przyznam, że było mi żal, bo czułam się dumna, że mi to proponują.
– W radiu zet też można wygrywać płyty, ale tam się strasznie trudno dodzwonić.
Poza tym, jak się wygra płytę, to potem trzeba czekać 30 dni, żeby znowu móc grać.
– Eee, to za długo, ale może kiedyś spróbuję.

Następnego dnia kobiety wstały bardzo wcześnie.
Obiecały mi, że zabiorą mnie po południu do świetnego fryzjera i że spotkam tam swoją kuzynkę Dorotkę, która będzie się tam czesać przed jakimś występem.
Bardzo się ucieszyłam, ale zapaliła się czerwona lampka, że znów nie pouczę się chemii.
Jednak chęć spędzenia miłego popołudnia z miłymi gośćmi przeważyła i wybrałam się z nimi do tego fryzjera i rzeczywiście spotkałam Doris.
Była bardzo podekscytowana przed występem.
Życzyłam jej powodzenia.
Byłyśmy też w sklepie z płytami i Agnieszka w drodze wyjątku kupiła sobie jeden album. Ja kupiłam taki sam, bo też mi się on podobał.
Będzie mi się kojarzyć z kobietami.
– To tak, żebym miło wspominała to miasto – powiedziała Agnieszka.

Nadszedł dzień sprawdzianu i oczywiście poszedł mi on źle.
Nawet nie próbowałam tłumaczyć się gośćmi. Ze spuszczoną głową oddałam pustą prawie kartkę. Na przerwie Edward pocieszał mnie mówiąc:
– Gości nie będziesz mieć zawsze, a sprawdzian z chemii poprawisz. Nie przejmuj się dziewczyno. – I nie przejmowałam się do czasu, aż mama dowiedziawszy się o mym chemicznym niepowodzeniu zadzwoniła do szkoły i zabroniła mi mieszkać i widywać się z kobietami. Z mymi wspaniałymi gośćmi zamieszkała Amelia Jędrzejewska, której moi przyjaciele i ja nie lubią.
Dostałam od tego chandry i uczyłam się jeszcze mniej. W końcu muzyczno-pierogowe towarzyszki opuściły naszą szkołę.
Pani Bogusia powiedziała, że trochę przegięłam, ale nie trzeba było się tak unosić. Ona też uważała, że chemię poprawię, a goście i tak mieli niedługo opuścić mury naszej szkoły.
Kiedyś weszłam na stronę Agnieszki, ale nie widniała wśród najlepszych. W ogóle nie widziałam jej nazwiska na liście konkursowiczów.
Może jest administratorem tego portalu? Oby tak.

Categories
Sny

nietypowy rodzaj promocji

Tego typu sny najbardziej lubię i zaraz po obudzeniu je zapisuję, by nic nie uronić. Dużo bym dała, aby częściej mieć takie.

Nietypowy rodzaj promocji

Tata przeczytał w internecie, że w okolicy hodują różne ciekawe zwierzęta i że można się z nimi pobawić, naturalnie za niewielką opłatą.
Skorzystaliśmy więc z okazji i w najbliższą wolną sobotę udaliśmy się tam. Zwierzyniec prowadziła pewna starsza pani, ale nie był on taki niezwykły jakby się mogło wydawać.
Była tam zaledwie para młodziutkich terierów, dwie papugi, kanarek, para bażantów, para gołębi pocztowych i jakiś nieznany nam beżowy ptak wielkości szpaka, który popiskiwał cichutko w swej klatce. W bawialni dla zwierząt i ludzi było już kilka osób i grała muzyka z jakiegoś starego gruchota.
Jakiś mały chłopczyk biegał wokół małego stolika, gdzie stał magnetofon trzymając w rękach małego kotka, który również należał do zwierzyńca.
Była też para starszych ludzi i młoda kobieta z niemowlęciem. W pomieszczeniu panował niepokojący nastrój.
Usiadłam na podłodze, na miękkim dywaniku, bo na kanapie nie było już miejsca i czekałam, aż jakiś zwierzak do mnie przyjdzie.
Podszedł do mnie bażant z czego nie byłam zadowolona, bo wolałabym pobawić się ze szczeniakiem teriera.
Tymczasem właścicielka wypuściła z klatki beżowego ptaka, który wyfrunąwszy przysiadł na karniszu i wydał z siebie smutny pisk.
Około dwunastej podano posiłek składający się z jakiejś zupiny o bliżej nieokreślonym smaku.
Potem była cisza poobiednia. Dzieci ułożono na kocykach, zwierzęta pokładły się obok nich, a beżowy ptak bez wganiania wskoczył do klatki na swój poobiedni odpoczynek, ale nikt nie kwapił się, by go zamknąć. Podczas gdy większość gości spała, staruszka zaczęła nerwowo krzątać się po domu.
Nagle wpadła do pomieszczenia, nie zważając wcale na nastrój jaki tam panował i zarządziła:
– Wszyscy wyjeżdżamy!
– A dlaczego? – zapytałam niezadowolona.
– Ponieważ musimy pojechać na koncert pewnego discopolowego zespołu.
– Ale ja nienawidzę tego stylu muzyki i nie mam zamiaru marnować sobie soboty i pieniędzy na taki zespół.
– Pieniądze kiedyś wam oddam, a czas to wy mi oddajecie, bo spędziłam go z wami i z tymi zwierzakami, byście mogli z nimi wypocząć.
– Przecież pani zapłaciliśmy za zwierzęta i za czas.
– Ooo nie kochana. Zapłaciliście tylko za udostępnienie zwierząt, nie za czas. Widocznie nie doczytałaś umowy.
– Ale ja nie podpisywałam żadnej umowy, a ty tato?
– A ten świstek, który podpisywaliście przy wejściu?
– To była pusta kartka – dołączył się tata.
– Nie macie nic do gadania – ucięła sucho kobieta i zaczęła budzić swych gości.
Następnie powganiała ptactwo do klatek, a psy i koty zagoniła do jakiejś komórki, gdzie miały swoje posłania i miski.
Chciałam jej zwiać, ale wtedy ona wepchnęła mnie do komórki ze zwierzętami. W ostateczności to leprze, niż jakieś discopolo.
Przysiadłam na posłaniu jednego z kotów i zaczęłam go głaskać.
Wtedy zachciało mi się spać, więc położyłam głowę obok mruczącego stworzenia i zamknęłam oczy. Obudziłam się nad ranem i było mi zimno. Na nogach miałam jakieś ładne baleriny zamiast swoich adidasów, a obok mnie leżał jakiś mężczyzna i on również się przebudzał.
Domyśliłam się, że ta kobieta mnie uśpiła i zabrała na koncert dając mnie pod opiekę temu mężczyźnie. Mam tylko nadzieję, że nic niepożądanego ze mną nie zrobił.
Kiedy chłopak na dobre się obudził wyznał mi miłość.
– A gdzie tata? – zapytałam ziewając.
– Wrócił spokojnie do domu.
Moja mama go odwiozła.
Pewnie też go to babsko uśpiło – pomyślałam, a powiedziałam tylko: Zimno mi! – Mężczyzna okrył mnie swoją kurtką.
– Nie lubię cię – dodałam w ramach podziękowania za okrycie.
– Dlaczego? – zapytał nie zrażony tym wyznaniem chłopak.
– Bo marnujecie mi weekend. Śpiewałeś w tym zespole?
– Nie. Jestem jego fanem.
– Nienawidzę takiej muzyki.
– Kiedyś ją polubisz. Zresztą ona opanuje świat, jeśli już nie opanowała.
– Mylisz się. Poza tym co mnie to obchodzi, czy opanuje czy nie. Ja lubię Szwecki zespół Fatboy.
– Jak moja mama będzie go promować, to dam wam znać.
– I też mnie wtedy uśpicie?
– Nie, to była tylko ostateczność, żeby ci oszczędzić słuchania znienawidzonej muzyki.
– MhM, na pewno. Wy po prostu chcieliście wykorzystać mnie do swoich celów i tyle.
– Taka nasza praca.
– Moja koleżanka Emilia lubi disco-polo i zwierzęta też. Ją możecie zaprosić. Ona ma chłopaka, więc będzie o dwie osoby więcej.
– Nie wiemy jaki zespół będziemy promować następnym razem. Co prawda ostatnio dają nam coraz gorsze zadania, ale to pewnie dlatego, że za mało się staramy.
– A więc sam przyznajesz, że disco-polo to szajs?
– Ja muszę lubić to, co oni chcą, żebym lubił. Wtedy łatwiej jest mi dbać o ich interesy.
– A nie możesz znaleźć sobie lepszej pracy?
– Na razie nie. Poza tym z tej też czerpię dużo korzyści na przykład spotykam takie interesujące dziewczyny jak ty.
– A dużo takich poznałeś?
– Nie. Ze dwie, może trzy.
– A teraz co zamierzasz ze mną zrobić?
– Na razie nie jesteś mi potrzebna, ale mamy już was na oku, więc spokojnie. Nie raz jeszcze się przydacie.
– Drugi raz już się na to nie nabiorę.
– Nabrałabyś się, gdybym tylko chciał, ale jak nie powiesz nikomu o swojej przygodzie, to będę cię zabierał jedynie na fajne koncerty i nie będę cię usypiał.
– A mój tata?
– Z twoim tatą jeszcze zobaczymy, ale myślę, że jesteś już na tyle duża, że wytrzymasz bez niego jakiś weekend jeśli zajdzie potrzeba.
– Wkurzasz mnie – skomentowałam jego wypowiedź.
– Nie marudź mała. Życie to nie bajka i trzeba się czasem poświęcić.
– Ja poświęcam się tylko dla najbliższych przyjaciół, a nie dla ludzi z ulicy.
– W takim razie zostań moją przyjaciółką, a będzie ci o wiele łatwiej.

Categories
Sny

Dalsze przygody z muzyką

Dziś przedstawię wam dalsze moje przygody z muzyką

Do Mielca jechać czas, bo tam robią krzywdę muzyce

W szkole było organizowane kilka wycieczek na raz m.in.: do Mielca, Gdańska, Poznania i każdy mógł sobie wybrać na jaką chce jechać. Z początku chciałam się wybrać z klasą do Poznania, ale po chwili dostrzegłam samotnego Patryka, który chciał pojechać do Mielca. A może by tak pojechać z Patrykiem? – zaczęłam się zastanawiać. I tak potem wszyscy mieliśmy się spotkać w jednym punkcie i każda grupa będzie chwalić się swymi wrażeniami. Patryk ucieszył się, że z nim jadę i zaraz ruszyliśmy w drogę.
Zatrzymaliśmy się w bardzo drogim hotelu, gdzie obecnie przebywała również pewna mniej znana piosenkarka muzyki współczesnej. Patryk śpiewał z nią jakąś dziwną piosenkę, która z założenia przeznaczona była dla duetu.
Potem piosenkarka opuściła nasz pokój, a ja chciałam puścić Patrykowi jakąś piosenkę zespołu Fatboy, ale nie mogłam żadnej znaleźć na swym komputerze, co bardzo mnie wkurzyło i przestraszyło zarazem.
Kiedy tak szamotałam się z mymi zbiorami muzycznymi do pokoju weszła ciocia Ola i powiedziała:
-Dzieci, próżne szukanie Fatboya oj próżne. To wy nie wiecie, że odkąd w Mielcu istnieje komisja do spraw muzyki i ich wykonawców nie ma już połowy fajnych zespołów, a zwłaszcza tych starych lub też lubiących starą muzykę? Od nie dawna została założona taka komisja w Mielcu i zajmuję się muzycznymi sprawami całego świata. Co prawda Fatboy istnieje dopiero jedną dekadę, ale że tworzy w starym stylu, to również został usunięty. Nie ma już takich zespołów jak: Abba, Modern Talking, czy nawet Ace of base i tylko nieliczne ich nagrania się zachowały. Po tych słowach ciocia podeszła do stojącego w pokoju telewizora i powiedziała: -A teraz wam coś pokaże, tylko nie mówcie o tym nikomu – i włączyła program ze starą muzyką, ale nie tylko, ponieważ pokazywano tam, że stara muzyka z nową dobrze się komponuje.
Leciał akurat Modern Talking i ciocia zgłośniła utwór na ful mówiąc, że to jest nasz protest przeciwko poczynaniom komisji do spraw muzyki i ich wykonawców.
Kiedy wysłuchaliśmy piosenki postanowiłyśmy z ciocią, że jeszcze dziś wybieramy się do komisji, by bronić Fatboya i innych pięknych zespoły przed zagładą. Patryk wybrał się z nami, ale bez takiego entuzjazmu jak my. Wychodząc z nami narzekał, że przecież w planach wycieczki był basen i zwiedzanie, a nie jakieś urzędy.
Kiedy stanął zrezygnowany przed budynkiem mówiąc, że na nas poczeka z oburzeniem zawołałam do niego:
-Tak niby lubisz muzykę i słuchasz jej namiętnie, a nie chcesz nic dla niej zrobić.
Przecież Queen jest również starszym zespołem i ich także spotkał ten sam los i to też cię nie obchodzi? – Po mych słowach Patryk westchnął ciężko i wszedł do ocienionego drzewami budynku komisji do spraw muzyki i ich wykonawców wraz ze mną i z ciocią.
(…)

Categories
Sny

Przyjaciel też może stać się wrogiem

To, że uwielbiam muzykę wcale nie oznacza, że nie miewam koszmarów z nią związanych. Oczywiście, że mam i to dość często. Oto jeden z nich:

Jak najdalej od Miłka

Na informatyce miał być sprawdzian z sieci, ale się nie odbył, bo wszyscy się rozjeżdżali do domów na święta i pan Marek puścił jakąś muzę ze swej karty pamięci. Najpierw jakąś muzykę filmową z towarzyszeniem trąbki, co mogłoby spodobać się mej przyjaciółce i jeszcze jakąś inną piosenkę podchodzącą pod gust Alicji. Wkrótce potem klasa się wyludniła, więc poprosiłam pana Marka, by mi pożyczył swej karty pamięci, bo chcę zgrać jej zawartość i pokazać przyjaciółce, której taki rodzaj muzyki odpowiada. Nauczyciel pozwolił mi nawet iść po czytnik, który zwykle pożycza mi Alicja, bo niestety nie miałam go przy sobie.
Zgrałam piosenki z karty pana Marka, których nie okazało się zbyt wiele i poszłam pokazać je przyjaciółce.
Pierwszy utwór był jakiś nudny i wcale mi się nie podobał, natomiast następny kawałek rozpoczął tą niezwykle dla mnie niemiłą przygodę. Była to piosenka zespołu „kapela”, którego w dzieciństwie bardzo się bałam, bo wokalista tego zespołu miał brzydki, przepity głos. Alicja wyłączyła niespiesznie ten okropny utwór i chciała dalej szukać tych piosenek dla siebie, ale ja otwarcie się na to nie zgodziłam, gdyż obawiałam się, że znowu trafimy na piosenkę tego okropnego zespołu.
Posprzeczałam się nawet trochę z przyjaciółką, bo ona za wszelką cenę chciała przeglądać zawartość owej karty. Na koniec Ada się obraziła i wyszła z pokoju, a w mych uszach wciąż brzmiał przepity głos wokalisty zespołu. Postanowiłam go więc zagłuszyć włączając jakąś inną miłą mi płytę jednak nie wiele to pomogło, ale zawsze coś.

W domu u Miłka

Zostałam porwana przez wokalistę zespołu „Kapela”, ponieważ usłyszał on fragment swojej piosenki i dowiedział się, że jej obecną właścicielką jest ładna dziewczyna, więc postanowił ją dla siebie zagarnąć zanim inni członkowie zespołu się zorientują. Na wokalistę zespołu wołano Miłek o czym dowiedziałam się, gdy znalazłam się w jego domu, w którym urzędowała również reszta zespołu.
Celem uprowadzenia mnie tutaj było zgwałcenie mnie przez Miłka i może także przez resztę członków zespołu.
Znalazłam się tam późnym wieczorem, kiedy kompania Miłka piła sobie w najlepsze alkohol, oczywiście bez żadnego umiaru. Miłek zaciągnął mnie do jednego ze swych pokoi, które jak się później okazało były identyczne, żeby uprowadzonym dziewczętom trudniej było uciec z domu. Mężczyzna byłby mnie pewnie zgwałcił od razu, gdyby nie jego kompania, która wykrzykiwała głośno:
– Miłku, Miłku, choć się z nami napić! Miłku, dolewaj! Dolewaj!
Zostawił mnie więc Miłek i poszedł dolewać rządnym alkoholu mężczyznom i pić z nimi do upadłego. Ja tymczasem przemierzając pokój za pokojem desperacko szukając wyjścia z tego okropnego domu pełnego rozhulanych pijaków. W jednym z pokoi natknęłam się na zegar, który tykał bardzo szybko i donośnie, chyba był zepsuty. W jednym z pokoi natknęłam się na jedną z moich nauczycielek, która doradziła mi, bym jeśli przyjdzie mi dzielić łóżko z panem Miłkiem trzęsła się jak galareta, albo jeszcze gorzej, to jest szansa, że mnie zostawi, chyba, że nie znajdzie sobie innej lali. Po niedługim czasie zdałam sobie sprawę, że chodząc tak od pokoju do pokoju, który jest taki sam – takie same drzwi, takie samo łóżko, nawet taka sama pościel; nie mam pojęcia, czy zbliżam się, czy oddalam od upragnionych drzwi.
Ten dom był chyba zaprojektowany specjalnie dla tego zespołu za ich pieniądze – pomyślałam.
Potem przyszedł mi na myśl ten pokój z zegarem, bo przecież ten zegar sprawiał, że ów pokój się wyróżniał.
Ciekawe, co on miał na celu.
Może to jakaś poprzedniczka go tu zostawiła, ale czy dla zmyłki czy dla pomocy i w jaki sposób miałby on pomóc w ucieczce? Pan Miłek właśnie opowiadał swojej kompanii o tym, że uprowadził fajną laleczkę i że może nawet zastąpi mu ona jego ulubioną karczmareczkę, którą nawet opiewał w piosence z całym zespołem, a w której to czas jakiś temu zakochał się bez pamięci.
Przyjął ją potem do pracy, by była ich gospodynią domową i trzymała obejście w ryzach.
Jednak pewnego razu członkowie zespołu tak gorliwie opijali jakiś dobry koncert, że nie myśleli już kompletnie co robią i zgwałcili kobietę wraz z Miłkiem na czele. Dziewczynie udało się uciec, ale od tej pory zespół rozpił się jeszcze bardziej i coraz rzadziej koncertował, bo ciągle pił bądź miał kaca, aż w końcu stracili oni zupełnie na wartości i stali się zwykłymi pijusami, czasami tylko podśpiewującymi w najgorszych barach brzydkie i byle jakie piosenki. Większość życia spędzali w swoim pięknym domu, który zresztą stawał się ruderą, gdyż nikt o niego nie dbał i pili, pili, pili… Pan Miłek co jakiś czas wynurzał się z domu po jedzenie – zwykle je kradł i po jakąś laleczkę, jak to on zwykł określać swoje ofiary. Kiedyś nawet jego znajomy informatyk, który pracował z nimi w studio stworzył dla nich program, który rozsyłał ich piosenki w formie wirusa, by im tworzył sztuczną popularność, a także namierzał słuchających oraz tych, co dostali wirusa, dlatego właśnie się tu znalazłam.
Ciekawe jak się to piekło skończy? Przecież to bagno nie może trwać wiecznie! Kto mnie uratuje!

Categories
Sny

Problemy z pracą i nie tylko

Kolejną sprawą, nad którą często rozmyślam i pojawia się w nocy w mojej głowie jest problem znalezienia pracy oraz wszelkie praktyki zawodowe. Efekt owych rozmyślań jest następujący:

I jak tu zwiać

Obiad był późno, bo zrobiony pod tatę, który późno wracał z pracy. Był wyjątkowo rozmowny i zadowolony jak na tak późny powrót do domu.
– Ja ich załatwię, zobaczycie.
Musicie mi tylko trochę pomóc i zobaczycie jak będą płakać.
– Co takiego na nich wymyśliłeś? – pyta mama nabijając kotleta na widelec.
– Zapisałem się do pewnej partii. I zobaczycie. Ona z nimi zrobi porządek, oj zrobi i wreszcie będzie się pracować normalnie, a nie jak murzyni jacyś.
– A my jak miałybyśmy ci pomóc? – pytam z lekkim zaniepokojeniem.
– Musicie zapisać się też do tej partii, a zwłaszcza na tobie mi zależy, bo jesteś młoda i możesz w niej dużo zdziałać.
– Ale ja nie wiem czy w ogóle mam na to ochotę.
– Musisz mieć, jeżeli chcesz, by twój ojciec zarabiał godnie.
Jeszcze tego samego dnia przyjechał szef owej partii i tata zapisał mnie do niej. Z początku nie dostrzegłam żadnych zmian po zapisaniu się do partii, ale pewnego dnia jej szef znowu się u nas zjawił z wieścią, że muszą oni zaostrzyć rygory i zacisnąć pasa i przywiózł jakiś tajemniczy sprzęt. Na jedną rękę kazał mi założyć zegarek a na drugą opaskę.
– Z tym zegarkiem to jeszcze mogę spać, ale z opaską będzie niewygodnie – zbuntowałam się.
– Niestety musi tak być – powiedział surowo mężczyzna.
– To proszę chociaż założyć zegarek na lewą a opaskę na prawą rękę.
– Dobrze. I zakaz zdejmowania, bo będą tego konsekwencję. I żadnych zagranicznych wyjazdów a poza obręb waszego województwa za uprzednim zgłoszeniem. Od tej pory już przestało mi się podobać należenie do partii, bo czułam się zniewolona w każdym tego słowa znaczeniu.
Któregoś wieczora już zaczęłam odpinać powoli opaskę, ale jednak jej nie zdjęłam, bo bałam się konsekwencji.
Następnego dnia po tym zdarzeniu zjawił się szef partii i niby nie poruszył tego tematu, ale wiedziałam, że przyjechał specjalnie, by mnie nastraszyć. Po jego wizycie zaczęłam bać się tej partii jeszcze bardziej, bo już wiedziałam, że jej członkowie w pełni mogą mnie śledzić.
Któregoś dnia tata przywiózł z pracy zadanie dla mnie, które miałam wykonać na pro toolsie (programie do obróbki dźwięku) w ciągu pięciu dni.
– Co za to dostanę?
– Na razie nic, bo muszą cię sprawdzić. To taki okres próbny.
– No niech tam – mruczę pod nosem. Tworząc sesję dla tych nicponi słyszę, jak tata w kuchni emocjonuje się opowiadając mamie, że partia rzeczywiście spełnia wszystkie dane im obietnice.
– I widzisz? W pracy coraz lepiej, Karolina dostała zadanie, normalnie żyć nie umierać.
– Tak. A tego, że jestem oznakowana jak pies jakiś to już nikt nie widzi – mruczę pod nosem i zamykam drzwi swego pokoju, by nie rozpraszać się rozmową rodziców. Zadanie nie było trudne, lecz żmudne. Ten cały szef partii i jeszcze jakichś dwóch ludzi rozwodziło się nad interesami partii i trzeba to było po prostu wyedytować i pozapisywać w kilku wersjach w odpowiednich formatach. Zajęło mi to kilka godzin.
Oddałam ojcu pendrive’a z wykonanym zadaniem i słuchałam muzyki starając się nie myśleć o tym, że jestem śledzona dwadzieścia cztery godziny na dobę. Gdzieś pod koniec czerwca, tata zawołał mnie do salonu, kazał usiąść obok siebie i przekazał następującą wieść: Te wakacje spędzisz w jednej z posiadłości szefa partii i będziesz dla niego pracować w jego studiu.
– Ale… – Nie ma żadnego ale. Są wakacje, masz czas, nie ma dyskusji. W parę dni później tata wiózł mnie samochodem do domu szefa.
Oprócz mnie pracowało tam jeszcze kilku młodych ludzi: jakaś Ukrainka, Hiszpan oraz kilku jeszcze Polaków.
Najwięcej czasu spędzałam z Hiszpanem, bo on również pracował w studiu. Ukrainka była gospodynią domową a Polacy pracowali biurowo. W studiu nie było dużo pracy i zazwyczaj to samo co dostałam kiedyś do domu – jakieś nudne gadki o ich interesach.
Dużo więc czasu spędzałam na powietrzu ze starym, puchatym szpicem, albo z Hiszpanem, który bez przerwy narzekał, że chciałby wrócić do kraju, bo za nim cholernie tęskni i że tu mu się nudzi i w ogóle jest mu tu źle.
Pocieszałam go, że ja też nie miałam ochoty tu przyjeżdżać i marnować swoich wakacji dla jakiegoś wyszczekanego szefunia. Pierwszy miesiąc przymusowych wakacji był taki, jak opisałam powyżej, ale dopiero następny przyniósł prawdziwe piekło. Musieliśmy wstawać o piątej, bądź szóstej rano i pomagać Ukraince przy przetworach, a zamiast montować gadki szefa i jego spółki, edytowaliśmy źle nagraną perkusję. Któregoś dnia szef wezwał mnie na noc do swego gabinetu, by zobaczyć jak pracuję, a gdy przekonał się, że całkiem nieźle mi idzie zdecydował, że za kilka dni przeniesie mnie do innego miasta, do dużego studia i będę tam pracować na stałe.
Wcale mi się ten pomysł nie spodobał, bo przywiązałam się już do smutnego Hiszpana i spokojnej, małomównej Ukrainki a nawet do tego starego kudłacza, który ledwo powłóczył nogami i nie pozwalał się czesać. Jeszcze przed świtem zbudziłam Hiszpana i opowiedziałam mu o nocy z szefem i jego nieugiętych decyzjach.
– W takim razie musisz wiać, bo nigdy już nie wydostaniesz się z jego łap. Ja ci pomogę, a może nawet też zwieję?
Przez cały dzień miałam pełne ręce roboty, bo Hiszpan zdjął swoje oznakowania i wymknął się załatwiać nam wyjazd, a ja wykonywałam jego robotę, żeby szef się nie skapnął, że go nie ma, a nie było to wcale łatwe po nieprzespanej nocy. Z powodu nadmiaru zajęć w studiu nie chciałam pomagać Ukraince w kuchni a ta naskarżyła szefowi, czego się po niej nie spodziewałam, gdyż miślałam, że starsza kobieta za mną przepada. Hiszpan wrócił koło szóstej po południu, z dobrymi wieściami. – Zwiewamy po jutrze, bo po dzisiejszych kombinacjach chcę by następny dzień był taki jak zawsze.
Udało mi się skontaktować z moją rodziną!
Wreszcie wrócę do kraju! – emocjonował się chłopak.
– Ale co ja tam będę robić? Nie znam języka, nie dostanę pracy, nie mam tam znajomych…
– Ty będziesz się ukrywać przed szefem partii i cieszyć się, że jest on bardzo daleko od ciebie.
Byłam w takiej desperacji, że w końcu zdecydowałam się na ucieczkę.
Wieczorem wezwał mnie szef i objechał z góry na dół za odmówienie współpracy Ukraince. Za karę miałam spędzić z nią cały następny dzień w kuchni i w ogrodzie i ani na chwilę nie zaglądać do studia.
Wcale mi się ta kara nie spodobała zwłaszcza, że trzeba było trochę ogarnąć się przed ucieczką.
Poza tym przyzwyczaiłam się już do tego smutnego, marzycielskiego południowca. Ukrainka była dla mnie bardzo opryskliwa i zaczęłam się obawiać czy nie wywęszyła czegoś i nie udaremni naszego planu, zazdroszcząc nam ucieczki.
Robiłam wszystko, co powiedziała kobieta i czekałam końca dnia.
Późnym wieczorem poszłam nakarmić starego szpica i przy jego legowisku zastałam Hiszpana.
Zwiewamy nad ranem.
Bądź gotowa piętnaście po trzeciej tutaj.
Oczywiście nawet się nie położyłam, bo tak stresowałam się ucieczką.
Piętnaście po trzeciej stałam przy budzie szpica, ale ten nie narobił hałasu, bo nawet się nie obudził.
Wrzuciliśmy nasze zegarki i opaski do pobliskiej rzeki i pognaliśmy na najbliższe lotnisko. Tam niecierpliwie czekaliśmy na odprawę, kiedy przyszła nasza kolej zamiast do samolotu zabrano nas do jakiegoś niedużego pomieszczenia, gdzie czekał już na nas rozwścieczony szef.
Wydarł się na nas ile sił w płucach.
– Myśleliście, że wam się uda zwiać?
Nadszedł kres waszych harców. Do pomieszczenia wszedł drugi mężczyzna i zabrał Hiszpana.
Szef oznajmił mi, że dzięki mnie wywiozą go do jakichś ciężkich robót a ja pojadę do tego studia o którym mówił mi ostatnio.
Najpierw jednak pojedziemy do twego domu i pochwalisz się tatusiowi coś nabroiła w te wakacje. Łzy napłynęły mi do oczu, bo żal mi było okropnie kompana ze studia i bałam się również o swój los.
– A może mógłby pan nam dać jeszcze jedną szansę?
– No tobie właśnie ją daję, bo będziesz pracować przy tym co zwykle a jemu już nic nie pomoże. To była już jego kolejna szansa i nie mam zamiaru się z nim cackać.
Jego rodzice przynoszą mi słabe zyski, więc nie mam zamiaru oszczędzać tej głupiej, niezrównoważonej rodziny.
– Choć, idziemy do samochodu.
Szkoda czasu.
Doba nie jest z gumy.
Naucz się tego wreszcie dziewczyno.
Idąc do samochodu wstrętnego szefa ryczałam jak bóbr, ale jego to nic nie obchodziło i tatę pewnie też nie obejdzie, bo już na samym początku mi powiedział, że mam się dobrze sprawować w partii.
Może chociaż mama lub babcia się za mną ujmą?

Categories
Sny

Przemyślenia na temat chorób

W moich marzeniach sennych często pojawiały się choroby. Może było to spowodowane jakimś podświadomym lękiem, ale w mojej głowie rodziły się na ten temat naprawdę dziwne historie. Oto jedna z nich

Choroba, która odstrasza innych, co powoduje stopniową utratę przyjaciół
Ten rok szkolny był dla mnie wyjątkowy, ponieważ dużo zmieniło się w moim życiu.
Zacznijmy może od tego, że przeniesiono szkołę do której uczęszczałam od samego początku do miejsca mojego zamieszkania czyli do niewielkiej miejscowości o nazwie Barszcz.
Miałam duży dylemat czy mieszkać w internacie czy w domu. W internacie jest fajnie, bo są koleżanki na wyciągnięcie ręki i jest wesoło, ale za to w domu są cisza i spokój potrzebne do owocnej nauki. Rodzice widząc moje niezdecydowanie postanowili wziąć sprawy w swoje ręce i zaprosili do naszego domu Alicję, by mieszkała u nas przez rok szkolny i dochodziła ze mną do szkoły.
Bardzo mi się ten pomysł spodobał, więc nie mieszkałam już w internacie, a jedynie go odwiedzałam.
Moja radość nie trwała jednak zbyt długo, ponieważ w naszym domu rozpanoszyła się jakaś dziwna choroba, która objawiała się radykalnymi zmianami na ciele np.: brzydka, odrażająca wysypka czy odrętwienie ciała.
Najgorszym objawem choroby było nagłe rośnięcie, które zazwyczaj dotykało mężczyzn.
Zwykle zdarzało się ono w łazience kiedy mężczyzna się mył lub przebierał. W ciągu minuty potrafił urosnąć tak szybko, że dotykał głową sufitu.
Towarzyszył temu ogromny bul całego ciała. Po jakiejś godzinie, a czasem po dłuższym okresie czasu mężczyzna znów zaczynał się kurczyć tylko znacznie wolniej aż wrócił do dawnego wzrostu.
Bardzo się bałam, że mnie też to kiedyś spotka i że zostanę taka wysoka już na zawsze.
Pewnej soboty kiedy po codziennej nauce słuchałyśmy sobie z Adą muzyki, a mama piłowała paznokcie odpoczywając przy tym tata wrócił z pracy, a że bardzo był przepocony niezwłocznie udał się do łazienki a tam… zaczął rosnąć krzycząc przy tym okropnie aż w końcu głowa jego uderzyła z hukiem o sufit i po chwili tata wyszedł z łazienki jeszcze bardziej zmęczony i obolały. Alicja tak bardzo się tego zdarzenia przestraszyła, że nie chciała już mieszkać w naszym domu mimo zapewnień, że ta przypadłość dotyka tylko mężczyzn.
Mimo odejścia Alicji z naszego domu nie przeprowadziłam się do internatu aż do czasu, kiedy tacie zdarzyło się to kolejny raz, a mamie zdrętwiały na parę godzin ręce tak, że nie mogła ugotować obiadu.
– Lepiej by było, żebyś pomieszkała trochę w tym internacie – powiedziała mama któregoś dnia. Tam na pewno nic ci jeszcze nie grozi. Przystałam na propozycję rodzicielki, bo również bałam się, że choroba mnie dosięgnie.
Jednak długo sobie w internacie nie po mieszkałam, ponieważ pod koniec jesieni zrobiono dłuższą przerwę od nauki, którą nazwano małymi wakacjami.
Przez ten czas mieliśmy rozwijać swoje pasje w domu lub poza nim, albo ich poszukać, a bez nich nie wracać w ogóle do szkoły.
Kiedy po małych wakacjach nauczyciele zbiorą już informacje o zainteresowaniach swych uczniów będą organizować kółka i lekcje dodatkowe związane z uczniowskim hobby i pomagali im je rozwijać. W czasie owych małych wakacji pogoda była bardzo brzydka, a mimo to mama wychodziła ze mną na spacery, co jak mówiła nie sprzyjało naszej domowej chorobie.
Któregoś dnia poczułam się źle, tak jakbym miała gorączkę i powiedziałam o tym mamie. Mama zdecydowała, że przez pół dnia mogę leżeć w łóżku, ale po południu idziemy na spacer, ewentualnie może on być nieco krótszy niż zwykle.
Tego dnia udałyśmy się piechotą do Borków i odwiedziłyśmy pana Franciszka, bo ciocia gdzieś wyjechała, a nikogo innego nie było w domu. W drodze powrotnej spotkałyśmy dziadka Józka, który był bardzo ranny w bok i w rękę, ale uparcie mówił nam, że nie potrzebuje pomocy.
Jednak mama była nieustępliwa i zaprowadziłyśmy dziadka do domu.
– Dziś wieczorem lub jutro Roman cię odwiezie – powiedziała mama. Dziadek wyrażał wielką chęć by się umyć i opatrzyć ranę, więc zajął łazienkę na czas długi, a ja czułam się coraz słabiej.
– Musisz jeszcze trochę wytrzymać – mówiła mama spokojnie. Jak dziadek wyjdzie to ty się umyjesz i położysz się do łóżeczka.
Kiedy mama to mówiła usłyszałyśmy z łazienki okropny krzyk i zanim zastanowiłam się co w tej sytuacji właściwie powinno się zrobić wpadłam do łazienki nawet nie zapukawszy i zastałam tam nagiego dziadka, który rósł sobie w najlepsze, a po chwili uderzył głową w sufit tak jak kiedyś tata.
Teraz ja zaczęłam się rozbierać nie zważając wcale na wstyd czy intymność tak, jakby to miało jakoś dziadkowi pomóc. W chwilę później i mama znalazła się w łazience i biedna nie wiedziała już komu ma pierwszemu pomagać. W końcu wsadziła mnie do pustej wanny, a dziadkowi opatrzyła ranę i zaprowadziła go na miejsce jego spoczynku, gdzie miał już przygotowane, zaścielone łóżko.
Potem wróciła do mnie i pomogła mi się umyć, poczym zaprowadziła mnie do łóżka i jęła mnie pocieszać, że wszystko będzie dobrze. Od tej krwi i nadmiernego rośnięcia dziadka było mi trochę niedobrze i nadal miałam gorączkę, ale chyba nieco większą niż wcześniej.
Zaczęłam myśleć o moich kolegach, czy jeszcze kiedyś ich zobaczę, czy może przyjdzie mi leżeć w łóżku w jakiejś dziwnej chorobie przez resztę życia.
(…)

Categories
Sny

O fabryce słów kilka oraz pierwszy jej wytwór

Fabryka snów to nazwa, która powstała całkiem przypadkowo. Na tym blogu pragnę opisywać historie nie całkiem zmyślone, ale też do prawdziwych nie należące. To moje sny okraszone nieco nutką fantazji, ale i przemyśleń. Oto pierwszy z nich
Bajka pokrzyżowała plany
Zeszłam na dół do Marcina, bo chciał puścić nam jakiś film.
Okazało się, że to jakaś dziwna bajeczka o rozmawiających z sobą porach roku.
? Ale to chyba niedobrze, jak tak wszystkie pory roku się ze sobą spotkały.
Przecież one się zwykle mijają ? zauważył Marcel.
? No właśnie ? powiedział zagadkowo Marcin i wtedy znalazłam się na "Drodze szczęścia" ? ulubionej trasie na wieczorne spacerki. Była tam moja mama.
Było przyjemnie i tak jakoś inaczej, jakby pogoda pochodziła z innego kraju. Co w połowie października robi taki piękny dzień? ? myślałam.
? Dobrze ci jest? ? zapytała rodzicielka.
? Pewnie, że tak ? powiedziałam i wtedy usłyszałam obok siebie męski głos. Mama podjęła rozmowę z mężczyzną.
Potem dołączył się jeszcze jeden i jeszcze jeden i jeszcze jeden głos.
? O Boże. To są cztery pory roku z bajki puszczonej przez Marcina.
Trzeba stąd zwiać, zanim one coś namieszają.
Zaledwie o tym pomyślałam nastała zima.
? Kochanie, nie przejmuj się tym ? powiedziała mama.
? Nie, no coś ty.
Niby czym miałabym się przejmować. I tak jest rok szkolny.
Jeden pies czy za oknami studia będzie śnieg i mróz, czy upał i słońce.
? No właśnie nie do końca. Ja załatwiłam ci małe wczasy w Hiszpanii na najbliższy weekend.
? To po coś rozmawiała z tymi porami roku? ? teraz byłam już wściekła.
? Bo przyłączyły się do spaceru. Co miałam sama po lesie chodzić.
Ciebie nie było, psa nie zabierałam?
? A, mamo, skrewiłaś sprawę.
? I jak wam się podobała bajeczka? ? zapytał Marcin.
? Do niczego ? burknęłam.
Właśnie pozbawiłeś mnie pobytu w Hiszpanii.
? Idź to powiedz Grzegorzowi ? mruknął kolega i zajął się swoimi sprawami. Marcela i Wiktorii już nie było.
Zaskoczona i zagubiona w całej tej sytuacji poszłam do sypialni Grzegorza i zastałam go tańczącego jakiś latynoski taniec.
? Hej, co robisz!
Przerwij na chwilę te wygibasy.
? Nie nie. Ja muszę ćwiczyć.
Muszę być w tym dobry ? mówił on i wyginał się dalej.
? Grzegorzu, nie pojedziesz ze mną do Hiszpanii i nie zaprezentujesz latynoskiego tańca, bo pory roku pokrzyżowały nam plany.
Zima ogarnęła świat. Nie ma wczasów, nie ma zabawy!
? Co? Nie. Ale? Ja się tyle uczyłem, tyle prób, przygotowań ? biedny Grzesiek prawie się rozpłakał.
? Przykro mi bardzo. Ja też jestem wściekła, że tak się stało.
Na plaży było pusto, mimo pięknej pogody.
Stałam tam i czekałam na dalszy obród wydarzeń.
Podeszła do mnie jakaś kobieta w średnim wieku i powiedziała, że jest jej niezmiernie przykro, iż nie może zapewnić mi tych wczasów, ale klimat drastycznie się zmienił i ona nic nie może na to poradzić. Nie wiedziałam co odpowiedzieć. W końcu zapytałam:
? To dlaczego teraz jest tu ciepło?
? To i jeszcze jedno miejsce ocalało od zimy ? powiedziała smutno kobieta i zniknęła wraz z całą plażą.
? Co to się dzieje na tym świecie ? marudził pan Patryk w studiu nagrań.
Zima przyszła tak nagle i to na całym świecie.
Jedynie w Hiszpanii zachowały się dwa ciepłe miejsca, ale jakoś nie chce mi się w to wierzyć. To pewnie jakiś chwyt marketingowy, bo usiłują z powrotem ściągnąć do siebie turystów. ? Już miałam otworzyć usta, żeby wypowiedzieć się na ten temat, ale stwierdziłam, że to nie ma sensu.
Lepiej jak ciepłe miejsca zostaną moją tajemnicą.

Categories
Przemyślenia i inne takie

O Amparo słów kilka

Na początek może kilka słów o sobie. Mam 24 lata, studiuję dziennikarstwo na Uniwersytecie Jana Kochanowskiego, a za sobą mam między innymi studium realizacji dźwięku. Kocham zwierzęta, lubię przebywać na łonie natury. Najbardziej z całej fauny uwielbiam wszelkie ptactwo. Lubię poczytać dobrą książkę, najlepiej trzymającą w napięciu. Od jakiegoś czasu interesuję się Hiszpanią i męczę nią wszystkich wokół. Bardzo chciałabym w przyszłości tam się wybrać. Najchętniej przespałabym większość życia, ale od pomysłu tego odwodzą mnie wyżej wymienione pasje. Aby jeszcze lepiej i znacznie ciekawiej przybliżyć wam siebie, przedstawię krótki wywiad, który przeprowadziła ze mną jedna z koleżanek z mojego roku. Oto on:

Karolina, od pewnego czasu słucham twoich audycji w radiu FRASZKA. Skąd pomysł na audycje o ptakach i przyrodzie?
Ten pomysł nie wziął się z nikąd, bo już od dziecka przyroda mi towarzyszyła. Zanim poszłam na studia, mieszkałam u mojej babci na wsi i miałam do dyspozycji piękny duży ogród z mnóstwem ptaków a nieopodal las. Potrafiłam godzinami przesiadywać pod drzewem, gdzie była rezydencja wróbli, albo słuchać fletowego brzmienia kosa na spacerze w lesie. Nawet przydomowy kurnik nie był mi obcy. Każde nowo sprowadzone kurczę miało swoje pasujące do jego charakteru imię i potrafiłam rozpoznawać je po głosie. Niemal od zawsze chciałam dzielić się z innymi swoją wiedzą o ptakach. W gimnazjum wzięłam nawet udział w olimpiadzie biologicznej i przeszłam do II etapu. Niestety finału nie dosięgnęłam, więc trochę podłamana, zaprzestałam rozwijać swoją pasję. Będąc w studium, na kierunku technik realizacji dźwięku, poznałam kolegę, który na nowo obudził we mnie miłość do przyrody a przede wszystkim dzielenia się tym z innymi. Teraz już nie dam się tak łatwo pokonać i mimo niewielkiej ilości słuchaczy, mam zamiar kontynuować i doskonalić moją audycję.
Rozumiem, że kochasz zwierzęta. Czy masz jakieś w swoim domu?
Tak. Po wielkich trudach i bojach udało mi się namówić rodziców, by w naszym małym mieszkanku zamieszkała świnka morska. Tosia jest już z nami 9 miesięcy i nikt nie wyobraża sobie bez niej życia. Wcześniej przewijały się też inne zwierzęta, biały kot Tofik w typie persa, zwykły pręgowany dachowiec Lundzio, suczka Frida w typie wyżła oraz Frodo – średniej wielkości kundelek o czarnym umaszczeniu i równie ciemnym charakterze. Każde zwierzątko jest inne i nie można ich z sobą porównywać, bo każde z nich coś innego wnosi do naszego szarego, pełnego trosk i zmartwień życia.
Skoro już rozmawiamy o ulubionych zwierzętach, ptakach i ich pięknym śpiewie , może spytam cię o inne zainteresowania. W ramach specjalizacji na studiach wybrałaś radio. Widzę twoje zaangażowanie i pasję. Dlaczego akurat ta specjalizacja?
Moja decyzja o wybraniu takiej a nie innej specjalizacji również nie została podjęta pochopnie. Podobnie jak to miało miejsce z przyrodą, radio kocham od dziecka. Będąc małym szkrabem, często zadawałam najbliższym trudne pytania z serii: Skąd w radiu biorą się piosenkarze? Czy w nocy ktoś w radiu śpi?… To były bardzo infantylne rozkminy, ale świadczyły o ogromnym zainteresowaniu tym rodzajem mediów. Moim marzeniem było odwiedzić jakąś stację radiową i przekonać się jak tam jest od kuchni. W gimnazjum moja wychowawczyni sprawiła mi ogromny prezent i zabrała naszą grupę do radia Eska. Byłam naprawdę zachwycona, zwłaszcza, że osoby, które nas oprowadzały miały dla nas mnóstwo czasu i całe pokłady cierpliwości. Niezapomnianym wrażeniem było stanąć bliziuteńko czytającego na żywo serwis prezentera i to poczucie, że jeżeli nie wytrzymam i np. Kichnę, zakaszlę, zepsuję emisję wiadomości i zrobiony przeze mnie hałas pojawi się na antenie. Przez całe wiadomości wstrzymywałam więc oddech i słuchałam uważnie co się dzieje. We wspomnianym już wcześniej studium, już na pierwszym roku, odbyłam praktyki w radiu Kielce i spędziłam tam aż dwa tygodnie. Zajmowałam się montowaniem słuchowiska „Nędzole”, które miało być wyemitowane za jakiś czas. To było naprawdę cudowne uczucie przyjeżdżać codziennie i krop po kroku zajmować się swoim zadaniem niczym w prawdziwej pracy. Aż żal mi było kończyć praktyki. Na pierwszym roku studiów jakoś nie mogłam zdobyć się, aby rozpocząć jakąś współprace z radiem Fraszka. Chyba zwyczajnie brakowało mi odwagi i wmawiałam sobie, że to pierwszy rok, że nie znajdę czasu. Teraz trochę żałuję, że nie zdecydowałam się wcześniej na praktyki w studenckim radiu, ale na szczęście jestem na drugim roku, więc dużo jeszcze przede mną.
W radiu FRASZKA dużo się dzieje, wiem, że dołączyłaś do zespołu redakcji. Co dokładnie w niej robisz? Jest to dla ciebie forma spędzania wolnego czasu czy raczej przygotowanie do np. przyszłej pracy w radiu?
Trochę tak, trochę tak. Rzeczywiście podejmując praktyki we Fraszce miałam nadzieję zdobyć trochę doświadczenia i przede wszystkim, jak to mówią, oswoić się z mikrofonem. Pierwsza audycja na żywo to było dla mnie ogromne wyzwanie. Jeśli chodzi o spędzanie wolnego czasu, to z jednej strony praca w radiu go pożera, ponieważ ogromną ilość czasu zajmuje mi przygotowanie się do audycji. Ma ona bowiem specyficzny charakter. Trzeba nauczyć się mnóstwa informacji, by móc swobodnie się nimi dzielić na antenie. Do mojego obowiązku należy też przygotowanie odpowiednich podkładów, głosów przedstawianych ptaków oraz playlisty muzycznej. Każdy element w audycji jest przemyślany a jedno z drugim się łączy. Dobrze jest też planować trochę do przodu, bo można wtedy zachęcić słuchacza do odbioru kolejnego odcinka np. Zapowiadając go w ciekawy sposób. Choć cała procedura wymaga dużo czasu, dodatkowo piszę jeszcze na stronie recenzje książek, co też kosztuje mnie kilkanaście minut, ale na szczęście w studenckim radiu jest duża dowolność i można zajmować się rzeczami, które naprawdę się kocha, dzięki czemu praca staje się przyjemna i twórcza.
Skoro o radiu mowa, jaka muzyka jest twoją ulubioną? Masz jakieś wyjątkowe piosenki, które przypominają ci np. piękne chwile w twoim życiu?
Powiem ci, że dotykasz samych ważnych strun. Muzykę też uwielbiam. Od wczesnych lat dzieciństwa chodziłam do szkoły muzycznej i umiem grać na dwóch instrumentach – na fortepianie i na organach. Myślę, że gdyby nie szkoła muzyczna, to byłabym inną osobą, zapewne mniej pewną siebie i przede wszystkim uboższą o wiele doświadczeń. Podczas różnego rodzaju festiwali czy konkursów, miałam okazje zwiedzić wiele wspaniałych miejsc, również za granicą oraz poznać ciekawych ludzi. Co do muzyki jakiej słucham to jest ona dość zróżnicowana. Przyznam szczerze, że muzyki poważnej słucham bardzo rzadko, ale byłabym w stanie wymienić z pamięci kilka ulubionych utworów czy kompozytorów. Z muzyki rozrywkowej dominującym gatunkiem jest pop w różnych odmianach, trochę elektroniki, nawet i jazzu, ale wszystko raczej lekkie, rytmiczne, bądź spokojne. Jak to mawiała moja koleżanka „Takie sobie kołysanki”. Gdy byłam nastolatką, uwielbiałam Lady gagę, później zasłuchiwałam się w Alanis Morissette czy Philu Collinsie. Teraz chętnie sięgam do muzyki Hiszpańskiej, bo zaczął mnie ten kraj intrygować.
Też przepadam za takim rodzajem muzyki. Może opowiesz mi teraz coś o swoich studiach. Studiujesz dziennikarstwo, dlaczego akurat ten kierunek?
Wybrałam właśnie dziennikarstwo, ponieważ uwielbiam pisać. Jako dziecko pisałam opowiadania, potem zapisywałam swoje sny, teraz prowadzę dziennik. Próbowałam nawet napisać książkę, ale chyba mam do tego zbyt mało cierpliwości a może i pomysłu? W każdym razie pisanie bez przerwy mi towarzyszy. Z wypowiedzią ustną już nie jest tak kolorowo. Zawsze się tremowałam, gdy musiałam wystąpić na akademii, ale i tak dawałam się namówić na większe role. Poza tym jeżeli wiążę swoją przyszłość z radiem, to muszę się w tym ćwiczyć. Jeśli chodzi o samo studiowanie, to nie krzywduję sobie. Mam znajomych, koledzy z roku są dla mnie życzliwi a ja również służę im pomocą. Czasem tylko zbytnio pochłania mnie stres w czasie sesji, ale to pewnie też jest do wyćwiczenia, by go okiełznać.
Lubisz dziennikarstwo? Jesteś bardziej humanistką czy umysłem ścisłym?
Oczywiście jestem humanistką. Matmy nienawidziłam nigdy. Kiedyś nawet w akcie rozpaczy, przed jakimś większym sprawdzianem napisałam wiersz o matematyce a brzmiał on mniej więcej tak:
Matematyko wciąż niekochana, uczę się Ciebie codzień od rana.
Chcę znać trójkąty, ich wysokości, a w szkole znowu mam zaległości. Wujaszek Gienek ciągle mnie uczy, ale pod nosem cicho coś mruczy. I powtarza: Ty się ucz! Nauka to potęgi klucz. A ja pragnę zdobyć wiedzę, i wciąż siedzę, siedzę, siedzę. Tęsknie bardzo do wieczora, żeby spać nadeszła pora.
Lecz i wówczas nie jest miło. To się wcale nie skończyło!
Kiedy już się wtulę w koc, to trójkątów w głowie moc.
Kąty rosną i maleją. Słyszę, jak się ze mnie śmieją! I tak ciągnie się do rana…
Matematyko, niepokonana!
Jak widzisz matma nie była moją mocną stroną, ale na szczęście udało się ją zdać na maturze i teraz mogę spokojnie studiować to o czym marzyłam.
Twoje predyspozycje i charakter wskazują na to. Zauważyłam również, że jesteś optymistką i nie ma dnia, kiedy się nie uśmiechasz. Jak to robisz? Masz jakąś radę dla osób z pesymistycznym nastawieniem?
Och, wcale do optymistów nie należę. W domu często miewam takie chandry, że aż płakać się chce. To wynika z tego, że jestem bardzo uparta i gdy tylko coś mi nie wychodzi, zaraz biorę winę na siebie i złoszczę się jak mogłam zrobić to tak źle, tak słabo itd. Ostatnio też miałam małe kłopoty ze zdrowiem, które nie napawały mnie optymizmem, dlatego postanowiłam wykorzystać mojego asa w rękawie i coś napisać, by poprawić sobie humor. `oto, co z tego wyszło:
Porada dla pesymistów
Działaj z głową, bądź cierpliwa, wśród dobrych ludzi przebywaj. Może Ci się udać wszystko, jeśli będziesz optymistką. Zmienisz swoje nastawienie, murowane powodzenie. Już od dzisiaj wprowadź zmiany, realizuj wszystkie plany. Idź do przodu żwawym krokiem, patrz na wszystko bacznym okiem. Pasji swoich nie zabijaj, ale z werwą je rozwijaj. Ciesz się każdą chwilą krótką, nie zalewaj smutków wódką. Zasłuchaj się w ptaków śpiewie, zapomnij o żalu i gniewie. Nie chcesz słuchać mojej rady, zjedz chociaż kostkę czekolady.
Jak widać w chwilach zwątpienia, potrafię wykrzesać z siebie szczyptę optymizmu.